1 maj za PRL-u. Lista absurdów, z którymi przyszło nam żyć

Bogna Skarul bogna.skarul@mediaregionalne.pl
Determinacja władz partyjnych była posunięta do absurdu. Nawet w takich               warunkach nie godziły się na rezygnację z pochodu.
Determinacja władz partyjnych była posunięta do absurdu. Nawet w takich warunkach nie godziły się na rezygnację z pochodu. Fot. Jan Maziejuk
Udostępnij:
Pamiętacie pochody 1-Majowe? Polacy czekali na to święto. Czekali na nie, bo w przeddzień do mięsnych "rzucali" kiełbasy, w warzywnym można było czasem kupić cytryny, w papierniczym papier toaletowy, a w samo święto paróweczki z furgonu.

W PRL-u cytryny były rarytasem. W ogóle kuchnia lat 50. i 60. była uboga. Podobno zawdzięczamy to Władysławowi Gomułce, który swoje niezbyt wyszukane gusty kulinarne narzucał społeczeństwu. Sam uwielbiał kaszankę, dostarczaną do Komitetu Centralnego przez prywatnego producenta. Jadł ją zazwyczaj z kapustą kiszoną, więc często powtarzał, że kiszona kapusta ma tyle kalorii i witamin, ile cytryny. To miał być dowód, że nie ma potrzeby importowania cytrusów. A Polacy pytali, jak kwaszoną kapustę wycisnąć do herbaty.

Ale 1 maja cytryny i pomarańcze z Kuby pojawiały się w sklepach w Polsce. Już od października gazety informowały o polskich statkach, które wiozły do Polski cytrusy. Przez kilka miesięcy prasa regularnie donosiła o tym transporcie. Bananów i innych owoców egzotycznych w latach 50. i 60. nie sprowadzano. Rodzynki zastępowano suszonym agrestem i polskimi suszonymi winogronami.

Cztery kółka

W 1957 roku załoga fabryki na Żeraniu rozpoczęła seryjną produkcję syrenek. Pierwsze egzemplarze były właściwie wykonane ręcznie. Blacharze wyklepywali metalową karoserię drewnianymi młotkami. Na 1 maja kolejnego roku załoga fabryki na Żeraniu zobowiązała się produkować te auta masowo. I tak na polskie drogi wyjechało 4 tys. syren. W latach 70. seryjna produkcja osiągnęła 20 tys. sztuk rocznie.
W roku 1965 polski rząd zawarł umowę z włoskim koncernem Fiat na produkcję "zagranicznych" samochodów w Polsce. Pierwsze auta Fiata wyjechały z Żerania w 1967 r. Były to fiaty 125P, w których biegi zmieniało się dźwignią przy kierownicy, a w reflektorach odklejały się szkła.

Rarytasem był w latach 60. trabant. Silnik o pojemności 500 ccm, karoseria z żywicy z bawełną. Podobno o kształcie reflektorów zdecydował sam szef partii komunistycznej NRD Walter Ulbricht.

"Maluch" miał być dla każdego

Prawdziwą perełką PRL-u był fiat 126P, zwany popularnie maluchem (oficjalnie fiata 126P nazwano maluchem w 1996 roku). To Edward Gierek postanowił, że 126P ma być głównym środkiem transportu rodzin w PRL. "Malucha" do sprzedaży wprowadzono w 1973 r., ale wtedy jeszcze auto nie było dostępne dla przeciętnego Kowalskiego. By nabyć samochód, trzeba było mieć przede wszystkim przydział, talon, książeczkę samochodową lub namiastkę prawdziwych pieniędzy, czyli bony towarowe. Od ręki można było kupić autka na giełdzie, ale za astronomiczne pieniądze. Jednak już na przełomie lat 80. i 90. fiaty 126P stały się powszechnie dostępne.

Nawet teraz, gdy spytamy o pierwszy samochód, większość rodzin wskaże "malucha". Autko miało szereg zalet i pomimo mikroskopijnej pojemności bagażnika (100 l) Polacy przejeżdżali nim Europę wzdłuż i wszerz. W fiaciku swobodnie mieściła się czteroosobowa rodzina, a także namioty, materace, kuchenki turystyczne, koce, ubrania na dwa tygodnie i pies. Atutem małego wnętrza było to, że kierowca mógł przetrzeć szmatką wszystkie szyby, włącznie z tylną, nie ruszając się z fotela. To nie było bez znaczenia, bo w "maluchu" praktycznie nie było wentylacji. Ostatni zjechał z taśmy produkcyjnej we wrześniu 2000 r.

Moda PRL-u

Kolejnym hitem PRL-u był ortalion. I nie jest tu mowa o tkaninie, ale o typie płaszcza. Właśnie płaszcz ortalionowy był w latach 60. niemal oficjalnym strojem pochodów pierwszomajowych.

Był ortalion wzorcem mody, a wzorzec ten przed kamerami telewizyjnymi wprowadzał sam Zbigniew Cybulski. Powstały nawet gangi ortalionowe, które specjalizowały się w kradzieży tych płaszczy z lokali gastronomicznych. W szatni takiego lokalu pozorowano bójkę, a korzystając z nieuwagi personelu, zabierano z wieszaków ortaliony (inne płaszcze zostawały).

Ortaliony nosiło się właściwie wszędzie i niemal na wszystkie okazje. Niemal, bowiem na pytanie swojej Czytelniczki "Przekrój" odradzał wkładanie ortalionu do ślubu, "gdyż swym szelestem mógłby zakłócić ceremonię".

Po niedzieli dzień bezmięsny

A pamiętacie, jak w PRL w poniedziałek w żadnej restauracji czy barze nie można było zamówić potrawy mięsnej? W latach 80. ustanowiono poniedziałek dniem bezmięsnym i to wcale nie dlatego, aby społeczeństwu zaszczepić ideę wegeterianizmu. Ustanowienie takiego dnia miało na celu ograniczenie konsumpcji mięsa, co wynikało z jego deficytu na rynku. Dzień bezmięs-ny wprowadzono w poniedziałki (później także w środy), żeby nie kojarzyło się to z religijnością - wcale nie ustanowiono go na piątek. Ówcześni radykałowie gorąco postulowali nawet, żeby zamiast jednego dnia bezmięsnego był jeden mięsny.

Tymczasem na świecie od 1985 roku zaczęto obchodzić Międzynarodowy Dzień Bez Mięsa (20 marca). Ale wprowadzenie takiego dnia nie wynikało z solidarności z Polakami, lecz z chęci zwrócenia uwagi na zabijanie zwierząt.

Po kilku latach wprowadzono zakaz sprzedaży alkoholu przed godziną 13. Zakaz ten wprowadzono także z powodu niedoboru, choć przecież wtedy w kraju mało kto mógł uwierzyć, że w Polsce może zabraknąć wódki. Wkrótce Polacy przekonali się, że prawie niczego już nie ma, bowiem oprócz mięsa na kartki był też alkohol.

Fundusz Wczasów Pracowniczych

"Turystyka powinna wywierać coraz większy wpływ na podnoszenie poziomu politycznego i kulturalnego szerokich mas całego społeczeństwa" - stwierdził w 1960 roku Włodzimierz Reczek, przewodniczący Głównego Komitetu Kultury Fizycznej i Turystyki. Właśnie wtedy, aby wyjechać na wczasy, trzeba było mieć specjalne skierowanie. A ceny za taki pobyt na wakacjach ustalane były za pomocą zarządzeń.

Monopolistą był Fundusz Wczasów Pracowniczych. To on kierował nad morze, w góry czy nad jeziora. Na przykład na naszych terenach kwaterował wczasowiczów w przerobionych poniemieckich willach. Szczęście miał ten, komu udało się otrzymać skierowanie do pokoju dwuosobowego; przeważały wieloosobowe. Dopiero w połowie lat 60. duże zakłady pracy zaczęły budować swoje domy wypoczynkowe. Wtedy też powstało najwięcej charakterystycznych, jedno- lub dwurodzinnych, domków kempingowych z płyty pilśniowej.

W PRL-u jedynie państwowe biuro podróży Orbis miało hotele z pokojami I i II kategorii. W całym kraju było tylko 1200 miejsc w takich pokojach, a mogli z nich korzystać tylko ludzie majętni.

Jednak najbardziej zamożni Polacy w latach 60. wyjeżdżali na urlopy za granicę, czyli do Bułgarii, Rumunii i Czechosłowacji, bo tylko tam działały wówczas biura podróży gwarantujące "standard", jaki należał się gościom z krajów demokracji ludowej.

Skarga w sklepie, 1987 r.

W sklepach wisiały na sznurkach książki skarg i zażaleń, do których można było wpisywać konsumenckie żale, choć i pochwały. Oto jeden z wpisów.

"Poprosiłam o mleko z żółtym kapslem, ale ekspedientka nie chciała mi go sprzedać, tłumacząc, że jest to mleko jutrzejsze, z jutrzejszą datą na kapslu. Proszę mi wyjaśnić, dlaczego mleko w dniu 3 maja datowane jest na 4 maja i czy ekspedientka mogła odmówić mi sprzedaży tego mleka" - H. M.
Wyjaśnienie kierowniczki: "Mleko tłuste z żółtym kapslem dostarczane jest w południe i jednocześnie jest awansem na dzień następny. Proszę przyjść jutro, a będzie!"
Zjawiska i rzeczy nietypowe

festiwale o wyraźnym zabarwieniu propagandowym: piosenki żołnierskiej w Kołobrzegu i piosenki radzieckiej w Zielonej Górze oraz w Lądku-Zdroju

sprzęt audio firmy Unitra

pocztówki dźwiękowe

kolejki, listy społeczne przed sklepami, komitety kolejkowe, talony na artykuły deficytowe

saturatory

meblościanka

Państwowe Gospodarstwa Rolne (PGR)

pierwsze telewizory: Wisła i Belweder (pocz. lat 60.)

częste oddawanie budowli przed terminem (najczęściej z okazji świąt państwowych lub innych ważnych propagandowo rocznic) oraz przekraczanie planów produkcyjnych (celowo wcześniej zaniżanych)

brak sznurka do snopowiązałek w okresie żniw

umundurowani żołnierze na przepustkach - co sprawiało, że na ulicach stale była obecna duża ilość wojska

etykiety zastępcze

obowiązkowa prenumerata niektórych gazet w zakładach pracy i instytucjach, np. "Kraju Rad" w szkołach

książki w języku rosyjskim kilkakrotnie tańsze od pozostałych
Tak nam się święcił dzień Pierwszy Maja

Święto Pracy w PRL Jedni się cieszyli, że pójdą w pochodzie, inni - że PSS "pchnie" na pikniki towarowe auta z parówkami.

Przed obchodami pierwszomajowymi zakłady pracy zobowiązywały się do zwiększenia wydajności pracy, przystrajano miasta i wsie. Zapełniały się półki sklepowe.

W kwietniu powoływano wojewódzkie komitety obchodów, złożone z kilkudziesięciu członków reprezentujących zakłady pracy, szkoły, władze, służby mundurowe i partie. Komitety czuwały nad ideologicznym i praktycznym przygotowaniem święta, m.in. uzgadniały hasła propagandowe. W 1962 roku święto pierwszomajowe obchodzono pod hasłem międzynarodowej solidarności ludzi pracy w walce o rozbrojenie, pokój i ostateczne zlikwidowanie kolonializmu.

W zakładach pracy na kilka dni przed organizowano uroczyste akademie, masówki, wieczornice, w szkołach apele. Malowano transparenty. Dla wielu były to przymusowe spędy. W teatrach i wiejskich świetlicach sekretarze wygłaszali przemówienia, trwały przygotowania do pochodów. 26 kwietnia 1962 r. "Głos" pisał: "Przygotowania do pochodów rozpoczynają się zbiórkami, w czasie których uczestnicy słuchać będą okolicznościowego przemówienia I sekretarza KC PZPR tow. Władysława Gomułki." Scenariusz co roku ten sam, zmieniali się tylko sekretarze, np. w 1971 roku tuż przed pochodem słuchano tow. Edwarda Gierka.

W instytucjach i zakładach pracy podejmowano licznie "spontaniczne" zobowiązania pierwszomajowe, m.in. zwiększenia produkcji, przyspieszenia budowy, wykonania prac przed terminem. "Ostatnie dni wykorzystano na prace społeczne i produkcyjne, które podjęte zostały na cześć 1 Maja" - pisał 30 kwietnia 1962 "Głos Pomorza". - "Szacuje się, że wartość różnego rodzaju czynów w powiecie sławieńskim przekracza 1,5 miliona złotych, a w powiecie bytowskim 800 tysięcy złotych."

Słupska Fabryka Narzędzi Rolniczych w czynie społecznym wykonała dwa kompletne słupy do gry w piłkę koszykową. Podarunek trafił do uczniów Technikum Ekonomicznego. Mieszkańcy Łabiszewa zobowiązali się do 1 maja wykonać roczne założenia zbiórki pieniędzy na Społeczny Fundusz Budowy Szkół, z którego finansowano budowy tysiąclatek (tysiąc szkół na tysiąclecie państwa polskiego). Zobowiązanie wykonali 24 kwietnia. W 1962 roku tuż przed świętem w Słupsku zabrakło biało-czerwonych flag do przyozdobienia trasy pochodu. Z pomocą natychmiast przyszli pracownicy spółdzielni Słupianka, którzy "mimo pracy na akord, uszyli bezinteresownie ponad 200 sztuk flag".

W roku 1971 Centrala Rybna i Słupski Ośrodek Przemysłu Meblarskiego z okazji 1 Maja zwiększyły wydajność pracy o 101,3 proc., a wszystkie słupskie przedsiębiorstwa wykonały plan sprzedaży w 105 procentach. Przed świętem do sklepów trafiało więcej towarów. W 1962 roku "Głos" donosił, że lepiej zaopatrzone będą sklepy wiejskie, do których trafią m.in. pralki, telewizory, radioodbiorniki, motorowery i rowery.

Kulminacyjnym momentem był oczywiście dzień 1 maja i uroczysty pochód głównymi ulicami miast. Pochód rozpoczynał się zazwyczaj około godziny 9. Uczestniczyły w nim delegacje zakładowe, partyjne, harcerze, szkoły, rzemieślnicy, przedstawicieli instytucji, rolnicy, sportowcy i inni. Na czele szły poczty sztandarowe wojewódzkich organizacji politycznych, państwowych i społecznych. Po pochodzie rozpoczynały się imprezy - zawody sportowe oraz "zabawy ludowe". W latach 60. np. w Słupsku potańcówki odbywały się aż w czterech punktach, m.in. przy stawku za szkołą Milicji Obywatelskiej.
Relacje prasowe z obchodów 1 Maja zajmowały prawie całą gazetę. Zachwycano się górnolotnością haseł, wielkością pochodów, liczbą widzów. Hucznie obchodzono majowe święto z jednym tylko wyjątkiem.

W roku 1981, gdy Polskę dotknął kryzys, państwo nie było w stanie zapewnić mieszkańcom podstawowych produktów, wprowadzono reglamentację m.in. na mięso, cukier, kaszę. Jeszcze wtedy legalnie działająca Solidarność domagała się, aby obchody 1 Maja były skromniejsze. Bez przemarszów i defilad. Działacze PZPR w tej sprawie byli podzieleni, jedni nie chcieli pochodów, a jedynie spotkań masowych załóg zakładów pracy, inni nie wyobrażali sobie 1 Maja bez pochodu. Oficjalnie mówiło się, że obchody będą "skromne, ale uroczyste." Po raz pierwszy zrezygnowano z pochodów, załogi nie podejmowały zobowiązań tak chętnie, jak przed laty, sklepy nie miały lepszego zaopatrzenia, jeśli nie liczyć, że prezydent Słupska przedłużył o miesiąc możliwość zakupu dodatkowej połowy kostki masła na kartki. W Słupsku imprezy pierwszomajowe ograniczyły się m.in. do koncertu zakładowej orkiestry z Alki i występów dziecięcych zespołów w słupskim teatrze. Zainteresowanie było nikłe, mało kto z własnej woli chciał uczestniczyć w obchodach.

Rok później, w 1982 roku, podczas stanu wojennego, gdy zdelegalizowano Solidarność, wróciły pochody. Tak było aż do upadku komunizmu w 1989 r., kiedy odbył się ostatni państwowy pochód.

Piotr Kawałek

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Chiński przywódca odrzuca zaproszenie Putina

Komentarze 53

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość
1 maja, 09:41, piotr mieczyslaw:

posmiejmy sie z dzisiejszych absurdow - tysiace ludzi siedzi w domu,tysiace zakladow zamknietych - a rzad sprowadza milony - za miliony - maseczek,przylbic czy respiratorow !!!

chinczyk moze ,a polak leniwy,nieudacznik ma dwie lewe rece do roboty ?

czyzby maseczka byla bardziej skomplikowana od syrenki czy fiacika?

pomyslcie krytykanci z czego beda smialy sie wasze wnuki za 50lat !

Ty zbudował byś fabryki do produkcji rzeczy potrzebnych przy epidemii.

Jak sądzisz już po 5 latach takiej produkcji, budował byś kolejne magazyny aby je tam przechowywać ?

p
piotr mieczyslaw
2 maja 2010, 10:39, antykomuch:

tak sie podniecacie ta komuna, jak to bylo dobrze jak fajnie, a wystarczy spojrzec na rosje czy inne komunistyczne panstewko i tam wlasnie widac jak ludzie maja dobrze , wiec nie pisac glupot ze za komuny bylo dobrze, a napewno na dzien dzisiejszy by juz tak dobrze nie bylo,

polska nigdy nie byla panstwem komunistycznym !

socjalizm w polskim łagodnym wydaniu to okres przejsciowy w dązeniu do komunizmu ....

p
piotr mieczyslaw

posmiejmy sie z dzisiejszych absurdow - tysiace ludzi siedzi w domu,tysiace zakladow zamknietych - a rzad sprowadza milony - za miliony - maseczek,przylbic czy respiratorow !!!

chinczyk moze ,a polak leniwy,nieudacznik ma dwie lewe rece do roboty ?

czyzby maseczka byla bardziej skomplikowana od syrenki czy fiacika?

pomyslcie krytykanci z czego beda smialy sie wasze wnuki za 50lat !

B
Bogusław
nie ma ustroju idealnego ale jestem w 200% pewny że dla ludzi pracy ustrój socjalistyczny jest - byłnajlepszy.Panowie z Solidarności upodlili naród pozbawiając go pracy .Lepiej postać w kolejce za papierem toatetowym 2 godziny niż za pracą 2 lata na operację czekać 3 - 5 lat , czekać na obiad na ul. Niedzialowskiego, ZA komuny ludzie mieli pracę i pieniądze , dziśiaj nie mają pracy a tym samym środków do życia stąd wzrost przestępczości Obecnie ludzie zamknęli się w sobie.
O
Obywatel
W dniu 02.05.2010 o 12:19, mężatka napisał:

Odbiegnę od tematu artykułu ale chcę wyrazic swoje zdanie na trochę inny temat.Na wstępie mówię,że nie jestem zwolenniczką PiS-u ( ani żadnej tak naprawdę partii politycznej), podjeżdżam już pod 30- stkę, od 6 lat jestem mężatką. Do świętości baaardzo mi daleko...Wjakim celu to piszę? ponieważ nie zgadzam się z powszechnie krzywdzącą opinią na temat RADIA MARYJA. Bardzo wiele można zarzucic rydzykowej rozgłośni, ale.... w nocy można posłuchac bardzo ciekawych rzeczy nt. miłosci, malżeństwa. Powiem tylko tyle :moje małżeństwo wisiało na włosku, gdzies się w tym życiu z mężem pogubiliśmy, rozwód wisiał na włosku... Zupełnie przypadkiem i osobno ( ja i mąż) mielismy okazję wysłuchac kilku nocnych audycji. To co usłyszeliśmy przypomniało nam czym jest miłosc, kim dla siebie jesteśmy, co to jest odpowiedzialnosc, zgoda, prawda, wybaczanie, wyrozumiałosc,kompromis "rzeczy" tak bardzo istotne i nieodłączne w tworzeniu każdego udanego związku. Pozdrawiam wierzących "niepraktykujących" i "praktykujących" niewierzących.


Dokładnie - ja również mam poglądy liberalne, ale sądzę, że środowisko RM i patriotycznej prawicy ma w bardzo wielu kwestiach bardzo wiele racji. Tylko że polskie społeczeństwo ma zakodowane schematy myślowe - podsycane przez niektóre media - że należy torpedować i potępiać w czambuł niektóre byty: PiS, o. Rydzyka, PRL a wielbić UE i PO. Jeżeli ktoś nie umie myśleć samodzielnie i wyciągać wniosków a także nie rozumie, że wszystkie te byty nie są w całej rozciągłości czarne lub białe to po prostu ma klapki na oczach i tyle.
m
mężatka
W dniu 01.05.2010 o 09:00, elek napisał:

To prawda. System w którym żyliśmy był obrzydliwy i miejmy nadzieję, że nigdy nie powróci. Jednak póki co powraca inna i jeszcze bardziej perfidna formuła przypominająca średniowiecze. Wystarczy poczytać "Nasz Dziennik", "Gościa Niedzielnego" czy posłuchać "Radia Maryja". Powiem jedno, to co się przekazuje w tych mediach nie obejmie żadna epoka.


Odbiegnę od tematu artykułu ale chcę wyrazic swoje zdanie na trochę inny temat.
Na wstępie mówię,że nie jestem zwolenniczką PiS-u ( ani żadnej tak naprawdę partii politycznej), podjeżdżam już pod 30- stkę, od 6 lat jestem mężatką. Do świętości baaardzo mi daleko...Wjakim celu to piszę? ponieważ nie zgadzam się z powszechnie krzywdzącą opinią na temat RADIA MARYJA. Bardzo wiele można zarzucic rydzykowej rozgłośni, ale.... w nocy można posłuchac bardzo ciekawych rzeczy nt. miłosci, malżeństwa. Powiem tylko tyle :moje małżeństwo wisiało na włosku, gdzies się w tym życiu z mężem pogubiliśmy, rozwód wisiał na włosku... Zupełnie przypadkiem i osobno ( ja i mąż) mielismy okazję wysłuchac kilku nocnych audycji. To co usłyszeliśmy przypomniało nam czym jest miłosc, kim dla siebie jesteśmy, co to jest odpowiedzialnosc, zgoda, prawda, wybaczanie, wyrozumiałosc,kompromis "rzeczy" tak bardzo istotne i nieodłączne w tworzeniu każdego udanego związku.
Pozdrawiam wierzących "niepraktykujących" i "praktykujących" niewierzących.
G
Gość
W dniu 01.05.2010 o 22:23, Maciey napisał:

Może i PRL miał w sobie elementy absurdu ale jak wówczas nazwać czasy teraźniejsze?


PRL-czasy absurdu, dzisiejsze czasy- absurd do kwadratu. W PRL były kolejki za mięsem i papierem toaletowym-dziś kolejki po jedzenie przed okienkiem na Niedziałkowskiego.
k
kartkowicz
Jeszcze raz piszę,było inaczej..nie było bandytyzmu na taką skalę,agresji,narkotyki,chuligaństwo w szkołach do lekarza to trzeba jechać do Gdanska to przecierz masakra....ale za komuny były inne ułomności...inne czasy !bylismy młodzi ...pamiętajcie nie było wojny!dlatego ,że były dwa obozy polityczne !
a
antykomuch
tak sie podniecacie ta komuna, jak to bylo dobrze jak fajnie, a wystarczy spojrzec na rosje czy inne komunistyczne panstewko i tam wlasnie widac jak ludzie maja dobrze , wiec nie pisac glupot ze za komuny bylo dobrze, a napewno na dzien dzisiejszy by juz tak dobrze nie bylo,
M
Maddy
W dniu 02.05.2010 o 00:23, Gość napisał:

A co nam dała demokracja? Bezrobocie, kredyty mieszkaniowe łączące ludzi silniej niż małżeństwo, specjalistów wyjeżdżających do obcych krajów zamiast zostać tutaj. Kurde, 20 lat po obaleniu komunizmu, a my nawet 100 km autostrad nie potrafimy wybudować bez zadymy politycznej. A co do zmiany władzy na postsolidarnościową, to najlepiej oddaje to cytat z "Uprowadzenia Agaty" : po to mamy władzę, by z niej korzystać.I kiedy do jasnej cholery nauczycie się oceniać jakiś okres historyczny bez tej pie.....j martyrologi i polityki. A później się dziwią, że młodzi wyjeżdżają za granice.


Taaak zadymy polityczne, kłótnie -pisząc oględnie korytko niestety przesłania wszystko. Demokracja piszesz, no ja bym niekoniecznie to tak nazwała. Poprzedni system wiadomo jaki był, jak się z kolei popatrzy na totalny upadek większości gałęzi przemysłu w kraju po zmianach ustrojowych to widać jak jest! Może niektórym fakt lepiej, natomiast większość społeczeństwa żyje na poziomie balastu od 1-go do 1-go. Zawsze można się pocieszyć faktem, że bywa gorzej! Ot tyle! Byłam dzieciakiem w czasie zrywów solidarnościowych, ale co utkwiło mi w pamięci ...taka ludzka solidarność, inni ludzie. Myślę, że to wszystko się rozmyło, te nadzieje, wzystko wzięło w przysłowiowy łeb . Zaczęły się podziały, idee poszły na bok i jest jak jest...śp Pan Bareja i jego filmy....aktualne mimo wszystko. Dołęga-Mostowicz i jego Dyzma ....aktualne nadal...smutne to wszystko.
M
Maddy
W dniu 01.05.2010 o 23:23, Maciey napisał:

Może i PRL miał w sobie elementy absurdu ale jak wówczas nazwać czasy teraźniejsze?


Absurdalną degrengoladą !
G
Gość
A co nam dała demokracja? Bezrobocie, kredyty mieszkaniowe łączące ludzi silniej niż małżeństwo, specjalistów wyjeżdżających do obcych krajów zamiast zostać tutaj. Kurde, 20 lat po obaleniu komunizmu, a my nawet 100 km autostrad nie potrafimy wybudować bez zadymy politycznej.
A co do zmiany władzy na postsolidarnościową, to najlepiej oddaje to cytat z "Uprowadzenia Agaty" : po to mamy władzę, by z niej korzystać.

I kiedy do jasnej cholery nauczycie się oceniać jakiś okres historyczny bez tej pie.....j martyrologi i polityki. A później się dziwią, że młodzi wyjeżdżają za granice.
M
Maciey
Może i PRL miał w sobie elementy absurdu ale jak wówczas nazwać czasy teraźniejsze?
g
gość
W dniu 01.05.2010 o 12:47, gosc napisał:

Niech zyje Przyjazn Polsko-Radziecka z Niedzwiedziewem, Putinem i Tuskiem z Komorowskim. Niech zyje, niech zyje, aby rosli w sile i zylo im sie dostatniej. Przy waszej PO mocy oczywiscie.


a co nam dała przyjaźń polsko amerykańska zostaliśmy mięsem armatnim NATO pod rządami ojca dyrektora i bany zboczonego i zazkłamanego kleru.
g
gość
W dniu 01.05.2010 o 13:20, ~słupszczanin~ napisał:

W latach siedemdziesiątych po skończonym technikum miałem ofertę pracy w pięciu zakładach pracy! Każdy zakład chciał zatrudnić absolwenta. Społeczeństwo było weselsze, serdeczniejsze wobec siebie i nie było takiego chamstwa i bandyctwa. Złodziej wiedział gdzie jego miejsce! Dlaczego były trudności zaopatrzeniowe? Przecież siły dążące do przewrotu za wsparciem kleru robiły wszystko aby zmienić system ustrojowy! Nie patrzyli na społeczeństwo i jego potrzeby tylko chcieli zawładnąć władzę dla siebie i własnych interesów. Stąd prosili Zachód (włącznie z watykańskim agentem JP II) o wprowadzenie embarga na dostawę technologii, surowców do przemysłu. Bo socjalizm bezwzględnie musiał upaść! Takim Wałęsom jeszcze społeczeństwo odpowiednio podziękuje bolesnym kopniakiem za podjudzanie ludzi do buntu! Przecież za jego plecami stał zawsze służący radą ks.Cebula. Teraz najwięksi krzykacze (wówczas największe nieroby) doszły do władzy, bogactwa i społeczeństwo z jego problemami mają w d....! Gdybym był młodszy nie mieszkałbym w takim kraju z dyktaturą kleru, cofającym się do średniowiecza! Słuchajcie nadal takich Rydzyko-podobnych a znajdziecie się na dnie. Ja tylko ostrzegam!


to już jest dno!!!!!!!!!!!!!!!!!
Więcej informacji na stronie głównej Głos Pomorza
Dodaj ogłoszenie