100 latek ze Słupska opowiada o swoim życiu (przeczytaj pamiętnik)

Zbigniew MareckiZaktualizowano 
Józef Hazik w swoim słupskim mieszkaniu. Z tyłu jego córka Zofia.
Józef Hazik w swoim słupskim mieszkaniu. Z tyłu jego córka Zofia. Fot. Łukasz Capar
Cieszę się, że dożyłem tak dobrych czasów - mówi Józef Hazik ze Słupska. Można mu wierzyć, że wie, co mówi, bo dokładnie za 37 dni będzie obchodził setne urodziny. A przyszło mu żyć w szalonym stuleciu.

Gdy 4 stycznia 1910 roku przyszedł na świat w Krzemienicy koło Łańcuta, jego rodzice - Stanisław Hazik i Anna z domu Panek - od 10 lat byli już małżeństwem i starali się, aby ich powiększająca się regularnie gromadka dzieci (dochowali się dziewięciorga potomków) miała co jeść.

Żyli z niewielkiego gospodarstwa i mieszkali w całkiem nowym domu, który ojciec rodziny zbudował po 18-miesięcznym pobycie na saksach w Ameryce. Na szczęście ojciec pana Józefa mógł dorabiać w pobliskiej cegielni przy wyrobie dachówek. Gdy fabryka padła, rodzina uciekła przed biedą do Anielówki koło Tarnopola, gdzie Stanisław Hazik kupił część rozparcelowanego majątku.

- Tam spędziłem najpiękniejsze młodzieńcze lata. Z braćmi i sąsiadami graliśmy w ludowej orkiestrze, wystawiając przedstawienia i przygrywając do tańca. To były piękne chwile po szkole i codziennej pracy w polu i gospodarstwie - wspomina z uśmiechem na twarzy pan Józef.

Biedny, ale przystojny

Czas mijał szybko. 1 kwietnia 1932 roku jako rekrut z kategorią zdrowia "A" został wcielony do wojska w 54 Pułku Piechoty w Tarnopolu, gdzie służył 18 miesięcy i do cywila wyszedł w stopniu kaprala.

- Czas się żenić synu - usłyszał od ojca po powrocie do domu. Co prawda był biedny, ale za to przystojny. Podobał się dziewczynom, więc zaczął chodzić za Stefanią - najmłodszą córką Franciszka Przybosia, zamożnego osadnika na 15 morgach w Sienkiewiczówce. Miał szczęście: zatrudnił się u Przybosiów, zdobył sympatię przyszłego teścia i gdy oświadczył się o rękę jego córki, która nie miała nic przeciw temu, został przyjęty. W ten sposób w 1935 roku wżenił się w zasobne gospodarstwo, co mocno gryzło jednego z jego szwagrów, który wszczynał z tego powodu awantury i nawet rzucał się z nożem na ciężarną szwagierkę.

Ukraińcy wyrzucili go z domu

Mimo to jeszcze przed 1939 rokiem Hazikowie doczekali się dwóch córek - starszej Zofii i młodszej Krystyny. Powodziło im się dobrze. Myśleli o rozbudowie domu, gdy ogłoszono mobilizację i Józef Hazik wraz z 54 Pułkiem Piechoty z Tarnopola wyruszył na wojnę. W czasie kampanii wrześniowej został od niemieckich kul ciężko ranny. W szpitalu wojskowym widział, jak co kilka dni przejmowali go na przemian Niemcy i Sowieci. Miał szczęście, bo wojennej tułaczki wrócił do domu cały i sprawny. Tam już jednak po wsi chodziła ukraińska straż, która narzucała Polakom swoją wolę.

- W ciągu trzech dni musisz stąd wyjechać z rodziną - usłyszał od ukraińskiego komitetu, do którego doprowadzili go uzbrojeni strażnicy, pamiętający doskonale, że przed wojną pan Józef kierował miejscowa organizacją strzelców.

8 grudnia 1939 roku przeniósł się do domu brata w Chodaczkowie - całkowicie polskiej wsi. Ukraińcy uspokoili się dopiero wówczas, gdy po okolicy zaczęli krążyć funkcjonariusze NKWD. Wtedy Hazikowie odważyli się wrócić na swoje gospodarstwo.

NKWD przyszło nad ranem

Było to 8 lutego 1940 r., a dwa dni później Sowieci wyznaczyli ich do zsyłki.

- Zabrali nas całą rodziną o 4 w nocy, mówiąc, że wywożą nas tam, gdzie nie będą nam grozić Ukraińcy. Wraz z innymi rodzinami z Sienkiewiczówki wieźli nas 13 dni bydlęcymi wagonami. Pociąg stanął dopiero na stacji w Mu,raszi, autonomicznej republice Komi, skąd saniami zawieziono nas do ukrytego w śniegu i lasach pasionka Hop-Szar - opowiada pan Józef.

Tam za głodowe racje żywnościowe wraz z innymi mężczyznami wycinał las. Jego żona opiekowała się w tym czasie rodziną. Po kilku miesiącach zmarł teść pana Józefa, a później na szkarlatynę jego młodsza córka.

Kierowca ciężarówki u Andersa

Zmianę na lepsze poczuł dopiero wówczas, gdy w lipcu 1941 r. do zesłańców dotarła wiadomość, że Stalin pozwolił gen. Władysławowi Andersowi tworzyć polską armię. Po wielu perypetiach razem z nią trafił do Iranu. W jej szeregach znalazł się także jego brat Franek oraz siostra Hania, która została wcielona do Pomocniczej Służby Kobiet.

- Na szczęście moja żona wraz z córką i mamą też wyjechały z Rosji. Najpierw do Persji, a później do Afryki, gdzie w polskim osiedlu w Kidugali w Tanganice, czyli obecnej Tanzanii spędziły 5 lat. Mniej szczęścia miał mój brat Antoni, który nie zdążył dotrzeć do Andersa. Potem bił się pod Lenino, a jego rodzina z zesłania wróciła dopiero w 1946 roku - dodaje pan Józef.

Ostatecznie trafił do plutonu transportowego 8 pułku ciężkiej artylerii przeciwlotniczej II Korpusu Wojska Polskiego, z którym przeszedł cały szlak bojowy. Był kierowcą cysterny. Przez Palestynę i Egipt dotarł z wojskiem do Włoch, gdzie znalazł się w grupie wojsk zdobywających Monte Cassino. Zaraz po wojnie wraz z pozostałymi żołnierzami trafił do Anglii. Siostra pana Józefa postanowiła zostać z mężem na stałe, a on z bratem Frankiem szykowali się do powrotu do Polski.

- Żona z Afryki napisała mi, że także chce wracać do kraju, więc nie szukałem innych możliwości - opowiada.

Dróżnik po volksdeutschu

Spotkali się w Brzesku koło Krakowa, gdzie wcześniej osiadł Antoni Hazik, brata pana Józefa, którego rodzina już także wróciła z wojennej tułaczki w Rosji. Mieszkanie było tak ciasne, że szybko zaczął szukać samodzielnego lokalu dla własnej rodziny. Znalazł go na wyspie Karsibór, ale jego żona nie chciała tam mieszkać. W lutym 1948 roku kupił więc za pieniądze z angielskiej odprawy wojskowej gospodarstwo w Zalaskach koło Słupska. Tam jednak wkrótce został dróżnikiem kolejowym i przeniósł się z rodziną do domku, które musiał opuścić jego poprzednik - volksdeutch. W tym miejscu rodzina mieszkała do 1954 roku. Potem na cztery lata przeniosła się do Potęgowa, a gdy córka państwa Hazików - Zofia Hazik-Zaremba - została dyrektorem Szkoły Podstawowej w Jezierzycach, rodzice zamieszkali z nią i jej mężem Władysławem. Wtedy pan Józef został portierem w fabryce Zremb w Jezierzycach. W 1973 r. przeszedł na emeryturę. W 1978 roku zamieszkał z żoną w spółdzielczym mieszkaniu w Słupsku. W 1998 roku jego żona zmarła.

- Mam dwóch wnuków i trzech prawnuków, którzy dobrze sobie radzą w życiu. Emerytura mi starcza na życie. Córka i zięć opiekują się mną troskliwie. Czasem nawet wygram z nimi w karty. Widzę, jak wszystko wokół nas się rozwija. Nie mogę narzekać na życie - mówi pan Józef.

Już się cieszy na tort, który obiecała mu córka z okazji setnych urodzin, a gdy ma dobry humor z chęcią opowiada, jak z narażeniem życia przepłynął łódką syberyjską rzekę, aby ratować rannego. Niekiedy też z błyskiem w oku zdradza szczegóły akcji, podczas której walczącym żołnierzom na froncie włoskim przywiózł zamiast wody całą beczkę dobrego wina. - To dopiero był wyczyn - śmieje się.

polecane: FLESZ: Ekologia na co dzień: 6 mitów, w które wierzymy

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze 19

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.
Z
Zaremba Zofia
W dniu 03.01.2010 o 10:51, ~sylwek~ napisał:

DZIŚ W KOSCIELE PARAFIALNYM W SŁUPSKU..POD WEZWANIEM ŚW .FAUSTYNY ODBYŁA SIE MSZA ŚW W INTENCJI JUBILATA JÓZEFA HAZIKA .WE MSZY KONCELEBROWANEJ UCZESTNICZYŁ BRATANEK JUBILATA KS. PRAŁAT HENRYK HAZIK Z DIECEZJI PRZEMYSKIEJ.USTAWIONY ZOSTAŁ TRON DLA JUBILATA Z NAPISEM 100 LAT LECZ ZE WZGLEDU NA POGODE JUBILAT NIE BYŁ OBECNY...ALE JAK POWIEDZIAŁ KS .PROBOSZCZ KALISZAN TO MIEJSCE JEDNOCZY NAS Z JUBILATEM I CZUJEMY SIE JAKBY BYŁ TU RAZEM Z NAMI.



To była bardzo piękna msza..Doznałam dzięki niej wielu wzruszeń. Jubilat nie mógł na niej być, bo zaczął kaszleć i miał kłopoty trawienne. Został z nim jego wnuk. Gdy mu opisałam przebieg mszy żałował, że dyskratnie nie nagraliśmy całości. Można byłoby jeszcze nie raz wysłuchać słów pokrzepienia i wiary jak wiele daje człowiekowi bliskość z Bogiem i kościołem. SERDECZNE DZIĘKI PROBOSZCZOWI. MOŻE PRZECZYTA.
Z
Zofia Zaremba
W dniu 29.12.2009 o 00:05, Krystyna z Nysy napisał:

Jest mi niezmiernie miło czytać po raz kolejny tę piękną i jakże mi bliską opowieść o Twoim życiu drogi Stryjku. Korzystając z okazji chciałabym już dziś w imieniu swoim i całej rodziny Hazik z Nysy złożyć Ci najserdeczniejsze życzenia: zdrowia, błogosławieństwa Bożego, radości i miłości od najbliższych, pogody ducha i kolejnych okrągłych jubileuszy. Pozdrawiam serdecznie. Krystyna Dysiewicz z domu Hazik.



Krysiu, stoi ob ok mnie Jubilat- twój stryj i przekazuje najlepsze życzenia błogosławieństwa Bożego, wiele szczęścia, zdrowia. Pamiętamy o Was i żałujemy, że nikt z Was nie mógł przyjechać na uroczyste spotkania z okazji Jub ileuszu
g
ggsc 2

Zycie 100-latka to interesujacy material na serial filmowy!Wydaje sie wprost niemozliwe by w takich warunkach i na roznych kontynentach dozyc tak sedziwego wieku...Niewatpliwie dzialo sie to za sprawa ogromnych sil witalnych,optymizmu,przyjaznego nastawienia do ludzi.Tymi cechami obdarzona jest corka Zofia Zaremba ,ktora znam i ktora mimo tych niprawdopodobnych przejsc z serdeczna uwaga traktuje spotykane osoby.Dopiero z pamietnikow ojca wiem jakie to dalekie wojaze odbywala w dziecinstwie.Nie omieszkam o nie zapytac jesli taka okazja mi sie nadarzy.Jubilatowi zycze dalszych lat w dobrym zdrowiu i pomyslnosci.

g
ggsc 2

Zycie 100-latka to interesujacy material na serial filmowy!Wydaje sie wprost niemozliwe by w takich warunkach i na roznych kontynentach dozyc tak sedziwego wieku...Niewatpliwie dzialo sie to za sprawa ogromnych sil witalnych,optymizmu,przyjaznego nastawienia do ludzi.Tymi cechami obdarzona jest corka Zofia Zaremba ,ktora znam i ktora mimo tych niprawdopodobnych przejsc z serdeczna uwaga traktuje spotykane osoby.Dopiero z pamietnikow ojca wiem jakie to dalekie wojaze odbywala w dziecinstwie.Nie omieszkam o nie zapytac jesli taka okazja mi sie nadarzy.Jubilatowi zycze dalszych lat w dobrym zdrowiu i pomyslnosci.

~sylwek~

DZIŚ W KOSCIELE PARAFIALNYM W SŁUPSKU..POD WEZWANIEM ŚW .FAUSTYNY ODBYŁA SIE MSZA ŚW W INTENCJI JUBILATA JÓZEFA HAZIKA .
WE MSZY KONCELEBROWANEJ UCZESTNICZYŁ BRATANEK JUBILATA KS. PRAŁAT HENRYK HAZIK Z DIECEZJI PRZEMYSKIEJ.USTAWIONY ZOSTAŁ TRON DLA JUBILATA Z NAPISEM 100 LAT LECZ ZE WZGLEDU NA POGODE JUBILAT NIE BYŁ OBECNY...ALE JAK POWIEDZIAŁ KS .PROBOSZCZ KALISZAN TO MIEJSCE JEDNOCZY NAS Z JUBILATEM I CZUJEMY SIE JAKBY BYŁ TU RAZEM Z NAMI.

K
Krystyna z Nysy

Jest mi niezmiernie miło czytać po raz kolejny tę piękną i jakże mi bliską opowieść o Twoim życiu drogi Stryjku. Korzystając z okazji chciałabym już dziś w imieniu swoim i całej rodziny Hazik z Nysy złożyć Ci najserdeczniejsze życzenia: zdrowia, błogosławieństwa Bożego, radości i miłości od najbliższych, pogody ducha i kolejnych okrągłych jubileuszy. Pozdrawiam serdecznie. Krystyna Dysiewicz z domu Hazik.

g
gosc

Bardzo poruszająca i ciekawa opowiedź. Najbardziej podobała mi się końcówka, bo się dowiedziałam, że Pani Zosia to Pana córka. Znam Panią Zosie- oczywiście nie za czasów kiedy została Dyrektorem szkoły w Jezierzycach, bo jestem trochę za młoda, ale wiele razy rozmawiałam z Panią Zosią

Oczywiście popisuje sie pod zyczeniami i Życzę Panu kolejnych pomyślnych i szcześliwie spędzonych 100 lat

k
ktoś

Dalszych lat pogodnego życia

G
Gość

dan zrób przyjemność ludziom i sam zwolnij miejsce....

G
Gość

Drogi jubilacie życzę Panu 100 kolejnych lat w zdrowiu i poczuciu humoru jak dotychczas.

d
dan

Dobre czasy. Czy dla wszystkich? Dostojny jubilat nie musi się martwić o pracę, spłaty kredytów i całą masę innych "drobnych" przyziemnych spraw. To tylko ZUS się martwi, że musi nadprogramowo wypłacać emeryturę kumuś, kto statystycznie powinien zwolnić już miejsce na tym padole. Ale dobra nasza drogi Jubilacie, zróbmy im na złość i pożyjmy jeszcze stóweczkę.

E
Ewa

Wszystkiego najlepszego dla Pana i dla Pani Zosi. Byłam jako mała dziewczynka z moją mamą w Pana domu w Jezierzycach.Pamiętam jakim miłym i pogodnym był Pan człowiekiem. Dużo zdrowia !

A
Aśka

Mój dziadek też był w Armii andersa, może się znali z Pane, Józefem

j
ja

Najserdeczniejsze i najszczersze życzenia, Panie Józefie! Dzięki takim ludziom, jak Pan, nie przestaję wątpić w człowieka!

~pawel~

Uwielbiam takie pamiętniku. 200 lat życzę. Kawał historii.

Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3