MKTG SR - pasek na kartach artykułów

25 lat więzienia za zabójstwo w Pobłociu i ukrycie ciała w szambie. Wyrok prawomocny

Bogumiła Rzeczkowska
Oskarżony Artur M. z obrońcą Bartłomiejem Tutakiem przed Sądem Okręgowym w Słupsku
Oskarżony Artur M. z obrońcą Bartłomiejem Tutakiem przed Sądem Okręgowym w Słupsku Bogumiła Rzeczkowska
W środę Sąd Apelacyjny w Gdańsku utrzymał w mocy wyrok 25 lat pozbawienia wolności, wydany przez Sąd Okręgowy w Słupsku na 35-letniego A.M. z Pobłocia w gminie Główczyce, który zabił sąsiada.

Sąd Apelacyjny zastrzegł, że "co do ujawnianych na sali personaliów pokrzywdzonych, świadków i oskarżonego wolno podawać tylko inicjały osób wymienionych w wyroku oraz ustnym uzasadnieniu orzeczenia".

Tak więc A.M., 35-letni obecnie mieszkaniec Pobłocia został skazany na ćwierć wieku więzienia za zabójstwo 52-letniego M.M., ukrycie jego ciała w szambie oraz grożenie swojej partnerce, która była naocznym świadkiem zbrodni. Nieprawomocny wyrok zapadł w listopadzie w Sądzie Okręgowym w Słupsku. W środę utrzymał go Sąd Apelacyjny w Gdańsku.

Sprawa trafiła do Gdańska, ponieważ prokurator żądał dożywocia, twierdząc że za tak przerażającą zbrodnię powinna zostać orzeczona najwyższa kara. Natomiast obrońca chciał złagodzenia wyroku.

- W apelacji wniosłem o zmianę kwalifikacji prawnej czynu z zabójstwa na pobicie ze skutkiem śmiertelnym albo zmniejszenie kary do 15 lat pozbawienia wolności - mówi adwokat Bartłomiej Tutak, obrońca oskarżonego A.M. - Dlatego, że oskarżony bronił swoją partnerkę, którą pokrzywdzony napastował seksualnie.

Sąd Apelacyjny w Gdańsku nie zgodził się ani z argumentami prokuratora, ani obrońcy, stwierdzając że wyrok, który zapadł w Słupsku, jest słuszny. Jak wcześniej stwierdził Sąd Okręgowy w Słupsku, A.M. chciał pozbawić życia sąsiada i to zrobił. Jednak ma jeszcze szanse, by powrócić do społeczeństwa, a kara 25 lat więzienia odbyta w systemie terapeutycznym może mu w tym pomóc. A.M. będzie musiał zapłacić pokrzywdzonym żonie i córce M.M. po 30 tysięcy złotych zadośćuczynienia oraz koszty sądowe w wysokości ponad 9,8 tysiąca złotych.

Jak zginął M.M.?

M.M., mieszkaniec Pobłocia w gminie Główczyce, zaginął 14 sierpnia 2021 roku. Jednak dopiero 5 listopada 2021 roku policja znalazła jego ciało w przydomowym szambie A.M. Sekcja zwłok wykazała, że mężczyzna miał zmasakrowane kości czaszki, a na szyi trzykrotnie zapętlony bandaż. Kości krtani i gnyki były uszkodzone.

Po zbrodni A.M. wyjechał do Szwecji, gdzie wcześniej załatwił sobie pracę. Cały czas kontaktował się z J.Ś., byłą już partnerką, naocznym świadkiem śmierci M.M. Wówczas policja już wiedziała, że A.M. ma związek ze sprawą, był poszukiwany listem gończym. Dzięki młodej kobiecie w grudniu 2021 roku zatrzymała go, gdy wrócił do Polski.

Do zbrodni doszło w domu oskarżonego. Parę konkubentów odwiedził sąsiad. Pili razem wódkę. Według relacji J.Ś., jej partner przysnął, a M.M. zaczął się do niej dobierać. Gdy A.M. się przebudził, doszło do szarpaniny i pobicia.

Oskarżony przed sądem przyznał się tylko częściowo, utrzymując że to sąsiad był agresywny wobec jego partnerki, którą chciał zgwałcić. A.M. twierdził też, że w chwili ukrycia ciała M.M. już nie żył, bo nie oddychał, a puls nie był wyczuwalny. Zaprzeczył, że udusił ofiarę bandażem. Użył go tylko do przetransportowania ciała, które ciągnął w poszwie kołdry. Bał się zadzwonić na policję, czy na pogotowie, bo był karany. Odruch sprawił, że zawlókł ciało do ogrodu i wrzucił do szamba. Krew z podłogi zmyła J.Ś. On spalił rzeczy pokrzywdzonego.

A.M. utrzymywał też, że bił M.M. tylko pięściami, zaciśniętą ręką, a drugą dusił jego krtań. Nie użył żadnego narzędzia.

Jednak Prokuratura Rejonowa w Słupsku twierdziła, że A.M. wielokrotnie uderzał ofiarę nieustalonym twardym narzędziem, bo rany miały charakter miażdżenia, oraz bił pięściami i kopał po głowie. Wywierał także nacisk na szyję pętlą utworzoną z bandaża. Następnie wrzucił M.M. do zbiornika z płynnymi nieczystościami, powodując jego śmierć w następstwie gwałtownego uduszenia.

Według biegłych psychiatrów i psychologa, A.M. już wcześniej dopuszczał się zachowań z użyciem przemocy. Przez całe swoje życie żył w permanentnym gniewie do całego świata. Nadużywał alkoholu, zażywał środki psychoaktywne, po których reagował znaczną agresją.

Zdaniem prokuratury A.M., nakazując M.M., by ten przeprosił J.Ś., nie bronił jej honoru, lecz sam był urażony, bo pokrzywdzony naruszył jego „własność”. A później zostawił kobietę samą w domu, w którym zginął człowiek. I groził jej, żeby go nie wydała.

Obrona twierdziła, że M.M. w chwili umieszczenia w szambie już nie żył, a na uduszenie bandażem i uderzanie tępym narzędziem brakuje dowodów. To było pobicie w obronie koniecznej J.Ś., która zostałaby zgwałcona, gdyby nie reakcja pokrzywdzonego. Jednak to działanie wymknęło się spod kontroli. Oskarżony wpadł w szał, w furię.

A.M. przeprosił żonę i córkę M.M. Sąd wziął to pod uwagę, a także - przyznanie się oskarżonego, wyrażenie żalu i skruchy. I dał mu szansę na powrót do społeczeństwa. Z takim rozstrzygnięciem zgodził się Sąd Apelacyjny w Gdańsku.

A.M. był sądzony według poprzednich przepisów Kodeksu karnego. Obecnie nie ma kary 25 lat pozbawienia wolności. Za zabójstwo grozi od 10 do 30 lat albo dożywocie.

J.Ś. natomiast w innym procesie została skazana za zacieranie śladów i niepowiadomienie o zbrodni na karę ograniczenia wolności.

emisja bez ograniczeń wiekowych
Wideo

Ślubowanie olimpijczyków - wywiad Przemysław Zamojski

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera
Wróć na gp24.pl Głos Pomorza