Albert Bourla - Grek który ratuje teraz świat swoją szczepionką przed pandemią koronawirusa

Kazimierz Sikorski
Kazimierz Sikorski
Albert Bourla
Albert Bourla Kleponis Chris/CNP/ABACA/Abaca/East News
Albert Bourla, prezes koncernu Pfizer, stał się najpotężniejszym biznesmenem na świecie. Dzwonią do niego najważniejsi ludzie na kuli ziemskiej. Nic dziwnego, jego firma jest liderem produkcji szczepionki przeciwko Covid-19

Dzwonią do niego najpotężniejsi tego świata: premierzy, prezydenci, arystokraci i przyjaciele z Grecji, którą Albert Bourla wciąż nosi w swoim sercu, mimo że mieszka od dawna i pracuje w Stanach Zjednoczonych. To z nim kontaktuje się w środku nocy premier Izraela Benjamin Netanjahu i o nim mówi z dumą: Bourla to mój serdeczny przyjaciel.

Szczepionka Pfizera przeciw Covid-19 okazała się największą i najbardziej optymistyczną wiadomością w tym roku, w którym dominują przerażające wieści. Wielu zwróciło wtedy uwagę na nazwisko prezesa i dyrektora generalnego Pfizera.

Saloniki, Matka Izraela
Historię Alberta Bourli zaczniemy od niesamowitych losów jego rodziców, którzy cudem uniknęli hitlerowskiego pogromu w Grecji. Mówił o tym sam Albert podczas uroczystości upamiętniającej zagładę greckich Żydów. - Musiałem się podzielić się historią Mois i Sary Bourla, moich rodziców. Bez nich by mnie nie było - wspominał. Nim Hitler rozpoczął marsz przez Europę, w Salonikach żyła spora sefardyjska społeczność żydowska, a miasto było znane jako „La Madre de Israel” (Matka Izraela). Jednak w ciągu tygodnia Niemcy aresztowali i zamordowali setki Żydów, a osiągnięcie celu, jakim była eksterminacja, zajęło im mniej niż trzy lata. Gdy Niemcy najechali Grecję, w Salonikach mieszkało 50 tys. Żydów. Przeżyło tylko 2000. W tej grupie szczęśliwców byli rodzice Alberta.

Rodzinę jego ojca wyrzucono z domu i pognano do zatłoczonego getta. Mieszkali w domu z kilkoma rodzinami żydowskimi. Pewnego marcowego dnia 1943 roku getto zostało otoczone przez niemieckich żołdaków, którzy zablokowali wyjście. Mois i jego brat Into byli wtedy poza gettem i gdy spotkali ojca, ten kazał im ukryć się. Tego samego dnia dziadka obecnego szefa Pfizera, Abrahama Bourla, jego żonę Rachelę, córkę Gracielę i młodszego syna Davida zabrano do obozu koło stacji kolejowej. Stamtąd ruszyli do Auschwitz-Birkenau. Mois i Into nigdy więcej ich nie widzieli.

Tej samej nocy ojciec Alberta i jego i wujek uciekli do Aten. Tam zdobyli fałszywe dokumenty z chrześcijańskimi nazwiskami a identyfikatory załatwił im szef policji, który pomagał Żydom w trudnym okresie. Mieszkali tam do końca wojny udając, że nie są Żydami, że nie są Mois i Into - ale Manolisem i Vasilisem.

Po zakończeniu wojny wrócili do Salonik. Ich majątek został rozkradziony. Zaczęli od zera, stając się partnerami w odnoszącym sukcesy biznesie alkoholowym, który prowadzili razem, aż do przejścia na emeryturę.

Nie trafiła do Auschwitz
A matka Alberta Bourli? Schroniła się u starszej siostry i cudem uniknęła śmierci. Ukrywała się we własnym kraju, by uniknąć horroru Auschwitz. Jej rodzina trafiła do getta i zgodziła się wyjechać do Polski, gdzie Niemcy obiecali nowe życie. Wtedy dziadek Alberta poprosił najstarszą córkę, aby przyjechała do niego i zabrała swoją najmłodszą siostrę - mamę Alberta.

- I tak się stało, ale reszta rodziny ruszyła pociągiem do Auschwitz-Birkenau - wspominał Albert Bourla. Mama Alberta i tak wpadła w łapy nazistów, gdy pojmano ją w czasie ulicznej łapanki. Trafiła do więzienia, skąd każdego dnia więźniów ładowano na ciężarówki i wywożono na odludzie, gdzie byli rozstrzeliwani. Wiedząc o tym, jej szwagier, wujek Alberta, Kostas Dimadis, zwrócił się do Maxa Mertena, zbrodniarza wojennego, który dowodził siłami okupacyjnymi w mieście.

Zapłacił Mertenowi za życie mamy Alberta. Ale jej siostra nie ufała Niemcom i dlatego codziennie przychodziła przed więzienie i wypatrywała kogo ładują na ciężarówki. Pewnego dnia zobaczyła jak zabierają jej siostrę. Powiedziała o tym mężowi, ten zadzwonił do Mertena. Niemiec odparł na to, że zajmie się sprawą i cisnął słuchawką.

Uratowana po raz drugi
Albert tak o tym mówił: Ta noc była najdłuższa w życiu mojej ciotki i wujka, bo wiedzieli, że następnego ranka moja mama zostanie zabita. Następnego dnia, tuż przed egzekucją, przyjechał żołnierz na motocyklu i wręczył dowódcy plutonu jakiś dokument. Odsunęli na bok moją mamę i kiedy odwożono ją do więzienia słyszała strzały z karabinu maszynowego. Ten dźwięk pozostał z nią do końca życia. Trzy dni później została zwolniona, a kilka tygodni później Niemcy opuścili Grecję. W wolnej ojczyźnie przyszli rodzice Alberta poznali się, pobrali i mieli dwoje dzieci - mnie i moją siostrę Seli.

- Mój ojciec marzył, bym został naukowcem i poślubił dobrą dziewczynę. Żył wystarczająco długo, aby doczekać tej chwili. Niestety nie dane mu było zobaczyć wnuków. Za to moja mama miała to szczęście, co było dla niej błogosławieństwem - mówi Bourl.

- Historia Moisa i Sary Bourla wywarła wielki wpływ na moje życie i na mój pogląd na świat - opowiadał niedawno Bourla, który urodził się w Salonikach 21 października 1961. Jego rodzina przybyła do Salonik z Hiszpanii sześć wieków temu. Jako jubilerzy robili i sprzedawali diamenty, biżuterię i zegarki na całych Bałkanach. Zbudowali też dwie ważne budowle w mieście, z których jedna to Marokański Dwór. Albert Bourla jest potomkiem nielicznych ocalałych ze społeczności żydowskiej Salonik, która zostało prawie całkowicie wymordowana przez nazistów.

Po ukończeniu szkoły średniej studiował na Uniwersytecie Arystotelesa w Salonikach. Zrobił doktorat z medycyny weterynaryjnej i w roku 1993 dołączył do firmy Pfizer. Pracował najpierw jako weterynarz, następnie został dyrektorem technicznym w greckim oddziale firmy zajmującym się zdrowiem zwierząt. W wieku 34 lat opuścił Saloniki wraz z żoną i dołączył do Pfizer Europe.

Pracował na różnych stanowiskach i mieszkał w czterech różnych krajach. W latach 2005–2009 pełnił funkcję prezesa działu Animal Health Pfizera na Europę, Afrykę i Bliski Wschód, a w latach 2009–2010 na Europę, Afrykę, Azję i Pacyfik. Po 26 latach pracy w Pfizerze został w 2019 roku dyrektorem generalnym. Pod jego rządami Pfizer stał się firmą zajmującą się badaniami i rozwojem oraz opatentowanymi markowymi lekami na receptę. Zasiada też w zarządach innych firm, jest także członkiem Rady Biznesu.

W kwietniu 2019, podczas ceremonii wręczenia Prix Galien Greece Awards, uznano go „najwybitniejszym greckim liderem” światowego przemysłu farmaceutycznego.

Liczy się tylko szczepionka
Wiosną ubiegłego roku skupił się tylko na jednym zadaniu: opracowaniu przez Pfizer szczepionki przeciw Covid-19. Pod koniec lipca ubiegłego roku firma znalazła się w czołówce twórców tego specyfiku, współpracując z niemiecką BioNTech. W listopadzie badania wykazały, że szczepionka Pfizera jest w 90 proc. skuteczna przeciw koronawirusowi.

Choć większość czasu zajmuje mu praca w koncernie, który stał się gigantem i na służbowych podróżach, nie zapomniał o rodzinnych Salonikach i swoim letnim domu na Półwyspie Chalcydyckim. Interesuje się wszystkim, co się dzieje w Grecji, co świat mówi o jego ojczyźnie. Mówi, że mimo iż mieszka w Nowym Jorku, wszystko w nim jest greckie. I stara się przekazać tę miłość do kraju i jego dziedzictwa swoim dzieciom, które znają Grecję tylko ze spędzanych tam letnich wakacji. Saloniki nazywa epicentrum swego życia i dla rodziny i znajomych nadal jest tam znany jako „Akis”(w mitologii greckiej syn Fauna i nimfy Symaithis).

Kiedy Uniwersytet Arystotelesa nagradzał go za wkład w rozwój medycyny, profesor Dimitris Kouvelas powiedział, że nagroda nie trafia do „Dr. Alberta Bourla ”, ale do „ Akisa ”. - Chwalę naszego Akisa, naszego rówieśnika, rodaka, gościa z Salonik, dziecko, które bawiło się z rówieśnikami na placu Navarinou - mówił.

Bourla mówi, że w Grecji jest wielu z talentami z jego dziedziny i dlatego zainwestował pieniądze i czas w tworzenie cyfrowego centrum Pfizera w Salonikach, które wkrótce rozpocznie działalność z 200 pracownikami. Będzie jednym z zaledwie sześciu takich obiektów, które koncern otworzy na świecie. Centrum skupi się na sztucznej inteligencji i analizie danych, pomagając opracować technologię, którą można będzie włączyć w tworzenie leków i szczepionek przez Pfizera.

Protest pielęgniarek. Wysoka średnia wieku i niskie płace

Wideo

Materiał oryginalny: Albert Bourla - Grek który ratuje teraz świat swoją szczepionką przed pandemią koronawirusa - Polska Times

Komentarze 2

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość
29 marca, 16:13, tom:

Udział własnego knowhow, które Pfizer włożył w opracowanie szczepionki przeciwko wirusowi corona, był minimalny. Pfizer rozpoczął koopreację z firma BionTech w momencie, kiedy ta ostatnia miała już kilka gotowych szczepionek do przebadnia i szukała inwestorów gotowych zainwestować w dokończenie projektu. W pierwszej fazie współpracy (marzec/kwiecienń 2020) rola Pfizera ograniczyła się do przekazania ok 180 milonów Dolarów firmie BionTech na dalsze badania (z opcją na dalszą inwestycje, w przypadku pozytywnych wyników). Latem 2020, kiedy szczepionka była gotowa, podpisano między obiema firmami ostateczną umowę o wspólpracy, zgodnie z którą Pfizer miał przeprowadzić tylko trzecią, tj. ostatnią fazę testów szczepionki, a dalszym okresie przejąć produkcję i dystrybucję szczepionki na całym świecie poza Niemcami, Turcją i Chinami, którymi miał zająć się BiontTech. Czyli w całym tym procesie Pfizer odegrał tylko rolę inwestora finansowego, producenta i dystrybutora. Ta cała propaganda Pfizera o wielkim sukcesie firmy w stworzeniu szczepionki, to zwykła bujda na patyku, albo innymi słowy marketing "made in USA". A łączenie tego wszystkiego z losem rodziców szefa Pfizera i holocaustem jest po prostu żałosne, bo nie ma to nic tu do rzeczy.

Wątek rodziców i holocaustu nie jest przypadkowy .te hasła powodują ze uruchomiona zostaje cenzura politycznej poprawności , i każdy krytyczny glos to antysemityzm, tak to działa od lat .My rządzimy , a wy antysemici morda w kubeł!

t
tom

Udział własnego knowhow, które Pfizer włożył w opracowanie szczepionki przeciwko wirusowi corona, był minimalny. Pfizer rozpoczął koopreację z firma BionTech w momencie, kiedy ta ostatnia miała już kilka gotowych szczepionek do przebadnia i szukała inwestorów gotowych zainwestować w dokończenie projektu. W pierwszej fazie współpracy (marzec/kwiecienń 2020) rola Pfizera ograniczyła się do przekazania ok 180 milonów Dolarów firmie BionTech na dalsze badania (z opcją na dalszą inwestycje, w przypadku pozytywnych wyników). Latem 2020, kiedy szczepionka była gotowa, podpisano między obiema firmami ostateczną umowę o wspólpracy, zgodnie z którą Pfizer miał przeprowadzić tylko trzecią, tj. ostatnią fazę testów szczepionki, a dalszym okresie przejąć produkcję i dystrybucję szczepionki na całym świecie poza Niemcami, Turcją i Chinami, którymi miał zająć się BiontTech. Czyli w całym tym procesie Pfizer odegrał tylko rolę inwestora finansowego, producenta i dystrybutora. Ta cała propaganda Pfizera o wielkim sukcesie firmy w stworzeniu szczepionki, to zwykła bujda na patyku, albo innymi słowy marketing "made in USA". A łączenie tego wszystkiego z losem rodziców szefa Pfizera i holocaustem jest po prostu żałosne, bo nie ma to nic tu do rzeczy.

Dodaj ogłoszenie