Alfabet trenera Tomasza Sznigirewicza [ZDJĘCIA]

Krzysztof Niekrasz
Tomasz Sznigirewicz (rocznik 1967), wieloletni trener grup młodzieżowych w Słupsku (Gryf, Cieśliki i SUKP). Obecnie trener drugoligowego zespołu Oldboje Bruskowo Wielkie i dyrektor sportowy Szkoły Mistrzostwa Sportowego w Słupsku. Oto jego alfabet nie tylko piłkarski.

A - jak Akademia Wychowania Fizycznego (Gorzów Wlkp. i Gdańsk). Zawsze powtarzam, że najpiękniejsze lata to te spędzone w przedszkolu i właśnie na studiach. Był czas na naukę, zabawę, na prace w spółdzielni studenckiej i handel na granicy. Wkuwanie anatomii, biochemii czy fizjologii, połączone z pływaniem, lekkoatletyką, grami zespołowymi czy też judo wymagało nie lada wysiłku. Studia dały mi ogromną wiedzę. Żadne kursy, konferencje czy certyfikaty tego nie zastąpią.

B - jak Bóg. Wierzę. Dzięki niemu jestem szczęśliwym człowiekiem. Mimo, że nieraz popełniam błędy, zdarza się, że upadam. On zawsze jest ze mną.

C - jak Cieśliki. Klub ze Słupska powstał w latach 60-tych. Grał w nim mój ojciec. Pod koniec lat 80-tych Sportowa Szkoła Podstawowa nr 16 próbowała kontynuować tradycje. Miałem przyjemność w Cieślikach stawiać pierwsze kroki trenerskie.

D - jak dom, nie budynek, a atmosfera. Bardzo doceniam moją mamę Danutę, która w trudnych czasach potrafiła wychować mnie i brata na przyzwoitych ludzi. Dziękuję żonie, która pozwoliła mi realizować sportową pasję, a to było kosztem obowiązków rodzinnych. Praca na dwa etaty, popołudniami treningi, a weekendy to mecze. Trzeba się zastanowić, czy żonom trenerów nie postawić jakiegoś pomnika. I moje dzieci: Marta i Kuba, które dają wiele radości i satysfakcji. Żałuję, że są już dorosłe i opuściły rodzinne gniazdo.

E - jak emocje. Zawsze udzielają mi się na boisku i na ławce trenerskiej.

F - jak futbol. Jest ze mną już od dziecka. Brat miał juniorskie sukcesy w Gryfie, a ja? Zaczynałem w SP nr 4, gdzie Kazimierz Skiba tworzył podwaliny piłkarskiej szkoły, grupy juniorskie w Gryfie, później był temat przejścia do sportowej 15-tki, ale śmierć ojca w tym samym czasie, zepchnęła tę decyzję na plan dalszy. I skończył się temat piłki klubowej. Błąkałem się więc po boiskach na Zatorzu, gdzie od rana do wieczora całe moje pokolenie uganiało się za gałą. Próbowałem sił w judo, później w strzelectwie, ale brakowało mi grupy. Jestem zwierzęciem stadnym. Do piłki wróciłem na studiach. I tak trwa to do dziś.

G - jak Gryf. Przygodę trenerską, jak wcześniej już wspomniałem, zaczynałem w SSP nr 16 (wtedy dyrektorem był śp. Zygmunt Kołodziej). Po trzech latach pracy wywalczyłem z rocznikami 1983/1984 awans do finałów Mistrzostw Polski Piątek Piłkarskich. Piąte miejsce w Warszawie było przez wiele lat sportową wizytówką szkoły. Z tamtej ekipy najdalej zaszli Paweł Waleszczyk i Piotr Adamczyk (grali na poziomie I i II ligi). Skład uzupełniali: Leszek Kukliński, Łukasz Bogzdel, Łukasz Więś, Maciej Stasiak, Przemysław Kuc, Mirosław Smołuch, Grzegorz Prusik i Radosław Żytko. Jednak gdy piłka w szkole zaczęła spadać na plan dalszy, bo dyrekcja zorientowała się, że łatwiej będzie osiągnąć sukces w badmintonie. Grzecznie podziękowałem. Następnie pół roku pracy w Salosie Słupsk. Któregoś dnia zadzwonił Tomek Kępski i poinformował mnie, że próbuje razem z Tadkiem Żakietą odbudować Gryfa i zaprasza mnie do współpracy. Nie zastanawiałem się. I tak się zaczęło. Od trenera, przez koordynatora do wiceprezesa przez ponad 25 lat (z krótkimi przerwami) spędzałem życie na Zielonej. Zaczynałem, gdy w klubie były 3 grupy treningowe. Gdy odchodziłem w 2017 r. było 11 grup i 250 zawodników. Podział klubu i ludzi spowodował, że nie chciałem już w tym uczestniczyć. Szkoda, może kiedyś jeszcze wrócę. Sercem cały czas tam jestem.

H - jak Hiszpania. Pierwsze piłkarskie MŚ (1982 r.), które oglądałem od dechy do dechy.

I - jak idole. Johan Cruyff, śp. Diego Maradona, Zbigniew Boniek - każdy chłopak chciał grać tak, jak oni. Ja też. Później uwielbiałem: Claude Makalele, Fernando Redondo, Paolo Maldiniego i Zinedine Zidane. Najładniejszy futbol, jak dla mnie, grała Hiszpania i FC Barcelona z niesamowitym Xavim. Obecni idole: Argentyńczyk Lionel Messi - geniusz piłkarski; Portugalczyk Cristiano Ronaldo - swój talent wsparł ogromną pracą i doszedł do perfekcjonizmu; Robert Lewandowski - jakby mi ktoś powiedział 10 lat temu, że Polak będzie najlepszym piłkarzem na świecie, przed wcześniej wymienioną dwójką, to bym się popukał w głowę, szacun. W moim mniemaniu Lewemu, w osiągnięciu wizerunku wzorca piłkarskiego przeszkadzają dwie rzeczy: wieczne pretensje do sędziego (chyba podgląda Luisa Suareza?) i choćby symboliczne przeprosiny po faulu na przeciwniku. Też zauważyliście, czy się czepiam? Ale ideały nie chodzą po ziemi, a Robert pokazuje, że jest 100% zawodowcem, świadomym swojej wartości i potrafiącym docenić "ojców "swojego sukcesu.

J - jak jad. Sączy się z telewizji, polityki i w ogóle z naszego społeczeństwa. Jesteśmy agresywnie nastawieni do siebie, zbyt często oceniamy. "Widzisz źdźbło w oku brata swego, a belki w oku swoim nie dostrzegasz? "- to my właśnie.

K - jak kolarstwo. To za mocno powiedziane, bardziej jazda na rowerze. Moja druga pasja. Pozwala się wyluzować, zapomnieć o problemach, zwiedzić co nieco i spalić trochę kalorii.

L - jak Leńczyk Orest. Trener, który stał się moim wzorem. Nazywany "Pan od fikołków ", który aplikował ciężką pracę, żelazne zasady i dzięki temu zdobywał mistrzostwa Polski z Wisłą Kraków i Śląskiem Wrocław. Trochę zbyt apodyktyczny, ale konsekwentny i perfekcyjnie przygotowany.

M - jak motto w 2006 roku, gdy pisałem program szkolenia Gryfa Słupsk. Wykorzystałem swoją zawodową dewizę "Efektem naszej pracy są wyniki wychowanków osiągnięte w dorosłej piłce i poza nią ". Nie każdy będzie zawodowym sportowcem, bo wpływ na to, według mnie, ma 6 czynników: talent, praca, psychika, środowisko rozwoju, zdrowie i szczęście. To tak jak szóstka w totka, nie trafia się wszystkim. Ważniejsze, żeby poprzez proces treningowy tak pokierować młodym człowiekiem, by w dorosłym życiu mógł powiedzieć: było warto, doszedłem do czegoś w życiu i pomógł mi w tym sport. Może moi wychowankowie nie osiągnęli sukcesów na miarę swoich możliwości i moich marzeń, ale cieszę się, że większość z nich poukładała swoje dorosłe życie i nie przechodzi na drugą stronę ulicy, gdy mnie widzi. Trzeba mieć świadomość, że trener to nierzadko najważniejszy autorytet dla zawodnika. Nie mama, tata, wychowawczyni czy pani od fizyki.

N - jak nauczyciel. Zawód, który bardzo silnie koreluje z trenerką. Jak zaczynałem, to myślałem, że w 2021 r. będę już na emeryturze, a tu taka niespodzianka. Ale nie żałuję. Daje mi ogromną satysfakcję dzięki możliwości kontaktu z młodym pokoleniem i jego kształtowaniu. Jestem dosyć wymagającym nauczycielem, ale chcę po sobie coś zostawić. Zawsze najlepiej wspomina się, nie tych co zwalniali z lekcji, ale tych, którzy czegoś nauczyli. Dużo trudniej dziś, w szkole średniej, namówić młodzież do aktywności fizycznej. Obecnie dobry wuefista, to przede wszystkim kreatywny pasjonat i konsekwentny motywator, umiejętnie posługujący się metodą "kija i marchewki ".

O - jak oldboje . Pomysł Andrzeja Staszewskiego, wieloletniego, znanego działacza-zapaleńca. Było miło, gdy powiedział, że to zawodnicy, wskazali mnie, bym pokierował tą grupą. Panowie, dobrze po 30-tce, zatęsknili za dreszczykiem boiskowych emocji i zaangażowali się w ten projekt. Udało się stworzyć naprawdę przyzwoity zespół. Oprócz tego, że na razie nie znalazł on pogromców w rozgrywkach II ligi, to jeszcze tworzy fantastyczny kolektyw.

P - jak pasja. Gdy w Gryfie 95 siedzieliśmy w pokoju trenerów i przychodził kierownik śp. Wojciech Ostrowski, to mówiłem mu że pracuję tu dlatego, bo jest ciepła woda pod prysznicem. Pieniądze były żadne, ale była pasja. Grupę "wariatów na punkcie piłki "tworzyli z trenerami kierownicy zespołów (Jarosław Kaczmarek czy Janusz Rzeszutko), którzy później zostali szkoleniowcami. Mirosław Ratajczyk i Jerzy Pakulniewicz to kolejni pasjonaci, którzy oprócz funkcji kierownika pomagali w remontach budynku klubowego. Tych ludzi było naprawdę sporo, nie sposób ich tutaj wszystkich wymienić. Tą wyjątkową atmosferę po latach odtworzyli trener Grzegorz Bednarczyk i kierownik Aleksander Trawiński, rzadko spotykany już gatunek populus gryphus (tłum. ludzie Gryfa).

R - jak rolniczak. Szkoła, w której pracuję od 2003 r. Tu spotkałem ludzi, pasjonatów, którzy w epoce degradacji rangi zawodu nauczyciela próbują swoim zaangażowaniem i systematyczną pracą zmienić ten obraz i konsekwentnie kształtują młode pokolenie. To tu, mimo braku hali sportowej, udaje się w ostatnich latach regularnie zdobywać medale w Słupskiej Olimpiadzie Młodzieży (między innymi mamy złoto w siatkówce, którą traktuję jako kolejne hobby).

S - jak Szkoła Mistrzostwa Sportowego. Jedyna taka placówka oświatowa w Słupsku. Na początku byłem sceptykiem, nie wierzyłem, że ten pomysł Jarosława Stępnika wypali. Ale tu też stworzyliśmy fajną grupę fachowców z odpowiednim przygotowaniem merytorycznym (Tadeusz Żakieta, Tadeusz Wanat, Zdzisław Lewandowski, Adam Pietras, Łukasz Schulz, Marcin Rusakiewicz, Piotr Górniewicz, wcześniej Jan Malinowski i Daniel Skok), którzy realizują wieloletni program szkolenia i już ponad 15 lat ciągną ze mną ten wózek. Od wielu lat nasi absolwenci tworzą trzon Gryfa S.A. Teraz przyszedł czas na budowę własnego I zespołu. Krok po kroku, staramy się iść do przodu. Oczywiście, pewnie można to robić lepiej, ale tych, co wiedzą jak, zapraszam do współpracy. Nie zamykamy się tylko na graczy z ulicy Zielonej. W naszej szkole jest miejsce również dla tych, którzy chcą podnosić swoje umiejętności piłkarskie i pozostać w swoich klubach macierzystych. Zapraszamy. Trenerzy oprócz tych, których wymieniłem wyżej i uważam za największą wartość słupskiego środowiska piłkarskiego, muszę wspomnieć również innych, którym wiele zawdzięczam. To śp. Józef Przysiażnik i Janusz Jaremczak. Oni wprowadzali mnie w kanony pracy trenerskiej w SSP nr 16, pokazywali błędy i dzielili się swoim ogromnym doświadczeniem. Doceniam i szanuję również pracę, jaka odbywa się w Bykach Słupsk, AP "Grasz ", "Futbolakach ", GAP Bruskowo Wielkie, Żelkach Żelkowo, Olimpijczyku Kwakowo, Sparcie Sycewice czy Jantarze Ustka i innych mniejszych ośrodkach. W tych klubach szkoleniowcy pracują dla dobra naszej dyscypliny. Żeby jeszcze na tym fundamencie udało się stworzyć solidny klub seniorski. Generalnie uważam, że Słupsk ma bardzo dobrą kadrę trenerską, nie tylko piłkarską, ale też w innych dyscyplinach sportu. Według mnie brakuje tylko właściwego zarządzania i finansów.

U - jak uczniowie/zawodnicy. Nie jestem w stanie ich wszystkich wymienić, ale największy sentyment mam do roczników 1983/1984, 1986/1987 i 1988/1990. Z nimi najdłużej pracowałem, z nimi osiągałem małe sukcesy i z nimi spędziłem ważną część mojego życia. Dzięki.

W - jak wady. Mam ich całkiem sporo. Wszyscy chcielibyśmy być lepsi, ale niekoniecznie widzimy, co jest złe w nas. Dobrze, gdy wokół siebie mamy ludzi, którzy potrafią powiedzieć prosto w oczy, co jest nie tak. Nie musimy się z nimi zgadzać, ale zawsze warto przemyśleć.

Z - jak zdrowie. Mam, nie narzekam. Staram się być aktywnym. Regularnie piłka i rower, bywa koszykówka i siatkówka, ostatnio nawet squash i bieganie. Ż - jak życzenie. Życzę ludziom związanym ze słupskim sportem, by powróciły czasy świetności ich ukochanych dyscyplin. Może nawet takie, jak w latach 80- tych XX wieku.

Kogo powoła nowy selekcjoner?

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

P
Prezes

"Słupsk ma bardzo dobrą kadrę trenerską, nie tylko piłkarską, ale też w innych dyscyplinach sportu. Według mnie brakuje tylko właściwego zarządzania i finansów" Nic dodać, nic ująć Tomku. Oby wróciły czasy, gdy nasi, słupscy sportowcy rywalizowali na poziomie ogólnopolskim, a kibic mógł oglądać zmagania ligowe na wyższych szczeblach rozgrywek niż aktualnie!

Dodaj ogłoszenie