Często mylimy wolność ze swobodą - mówi Wojciech Bonowicz

pj/ hes/
"Rekolekcje paryskie" ks. Józefa Tischnera
"Rekolekcje paryskie" ks. Józefa Tischnera
Udostępnij:
O książce "Rekolekcje paryskie" ks. Józefa Tischnera opowiada w rozmowie z PAP Wojciech Bonowicz. Tischner podkreślał, że "wolność nie jest możliwością ruchu w lewo czy prawo, tylko skokiem w górę" - mówi redaktor "Rekolekcji paryskich".

PAP: Czy mógłby pan rozjaśnić tytuł książki "Rekolekcje paryskie"?

Wojciech Bonowicz: Tytuł ma podwójne znaczenie. Po pierwsze, jest to hołd dla Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego i jego słynnego wiersza "Notatki z nieudanych rekolekcji paryskich", który Tischner bardzo lubił. Często na kazaniach, szczególnie w latach 60. i 70., cytował ten tekst, uważając, że dobrze przedstawia on napięcia współczesności - wątpliwości człowieka, którego świat i światopogląd rozpadł się pod wpływem doświadczeń wojennych. Tischner dokładał tu także doświadczenia komunizmu, a także specyficznego konsumeryzmu. Bohater Gałczyńskiego targuje się bowiem ze Stwórcą o prawo do świętego spokoju, nieangażowania się w wielkie sprawy świata.

Po drugie, ta książka - choć nie składa się w całości z kazań i konferencji rekolekcyjnych - ma w gruncie rzeczy taką strukturę, że przeprowadza czytelnika "od ciemności do światła". To powinno być cechą udanych rekolekcji: nie wzbudzanie strachu, ale sprawianie, że ich uczestnikowi będzie chciało się żyć, że poczuje się odbudowany.

PAP: Odniosłem wrażenie, że większość diagnoz filozoficzno-politycznych, stawianych przez Tischnera ponad dwadzieścia lat temu, dziś wydaje się zdumiewająco aktualna.

W.B.: W zasadzie zestarzały się jedynie diagnozy dotyczące koncepcji pracy. Chociaż i tu pewne jego spostrzeżenia mogą nam się wydać bliskie. Pojawia się np. w tej książce bardzo przejmujący obraz Polski lat 80. Tischner mówi: owszem, jest przemoc, niesprawiedliwość i to jest bardzo dotkliwe. Ale - dodaje - jest coś jeszcze gorszego, co sięga znacznie głębiej. I tu pojawia się obraz rolnika przywiązanego do drzewa, który patrzy, jak mu pole zarasta chwastami. I nic nie może na to poradzić. Tischner mówi: najgorszym doświadczeniem stanu wojennego było to, że w ludziach podcięto poczucie odpowiedzialności. Poczuli się bezsilni, bezradni, zagubieni.

Często zastanawiam się, czy dziś nie jesteśmy w nieco podobnej sytuacji. Oczywiście nie ma zewnętrznej struktury przemocy. Ale w wielu ludziach odzywa się takie poczucie bezradności: co zrobimy? Jak zatrzymamy np. proces rozwarstwiania się społeczeństwa? Chodzi o przepaść między tymi, którzy mają, i tymi, którzy prawie nie mają. Myślę, że z tego wynika wiele naszych współczesnych lęków. Tischner jako duszpasterz stawiał pewne diagnozy dotyczące wnętrza człowieka, ale dostrzegał też ten problem i próbował zmobilizować ludzi do działania. Przede wszystkim - do przezwyciężenia własnych lęków.

PAP: Czy dzisiaj takie rady jak odwoływanie się do poczucia wewnętrznego dobra i nadziei nie wydają się nieco naiwne?

W.B.: Współcześnie słowa takie jak "nadzieja" są bardzo intensywnie wykorzystywane w propagandzie politycznej (zwłaszcza w okresie kampanii wyborczej) i czymś, co nazywamy treningiem osobowości. Na wielu szkoleniach mówi się o "pozytywnym myśleniu". Te pojęcia nie mają już takiego ciężaru i znaczenia jak w kontekście dramatycznych lat 80. Z drugiej strony, w "Paryskich rekolekcjach" pojawia się cała siatka innych pojęć: nadzieja jest połączona z odpowiedzialnością, rozumianą przede wszystkim jako indywidualna odpowiedzialność człowieka. To znacznie mniej popularna dziś koncepcja. Politycy w ogóle nie chcą mówić o odpowiedzialności, chyba że przeciwnika.

Jeśli spojrzy się na myśl tischnerowską jako całość, widać wyraźnie na czym polega jego program. Opiera się on przede wszystkim na wewnętrznym mobilizowaniu człowieka: żeby nie dał się on przygnieść okolicznościom, które często, niestety, są przygniatające. Jest w tym na pewno ślad Hegla: obraz niewolnika, który, żeby się wyzwolić, musi pozbyć się lęku i wykonać "skok wolności".

Tischner nie był naiwny. Wiedział, że protesty przeciwko poczuciu niesprawiedliwości są ważne, ale muszą iść w parze z wewnętrznymi reformami. Nie może być tak, że rewolucjonista nie odbędzie rekolekcji.

PAP: Jak wyglądały związki ks. Tischnera z polskim środowiskiem emigracyjnym w Paryżu?

W.B.: Na spotkania z Tischnerem - zarówno jego rekolekcje, jak wykłady - przychodziła głównie emigracyjna inteligencja, która znalazła się w Paryżu. Tischner zaczął tam jeździć na zaproszenie palotynów, prowadzących nad Sekwaną ośrodek kultury. Inicjatorem tego dzieła był ks. Józef Sadzik, blisko zaprzyjaźniony m.in. z Czesławem Miłoszem i Józefem Czapskim. Stworzył wydawnictwo, potem Centrum Dialogu, obu nadając wysoki poziom intelektualny. Wśród poetów, którzy uczestniczyli w organizowanych przezeń spotkaniach, byli, prócz Miłosza, ludzie o tak różnych estetycznych zapatrywaniach jak Jarosław Rymkiewicz czy Witold Wirpsza. Do tego dochodzili publicyści, filozofie. Julia Hartwig mówiła, że u ks. Sadzika spotykała się "arka Noego". Brakowało tylko głosu Kościoła. Tischner odnalazł się w tej sytuacji znakomicie.

PAP: Jak wpadł pan na trop paryskich wykładów Tischnera?

W.B.: Parę lat temu pojechałem do Paryża, by spotkać się z ks. Marianem Faleńczykiem, jednym z pracujących w Paryżu pallotynów, którzy przyjaźnili się z Tischnerem. Podarował mi paczkę dwudziestu kilku kaset z wykładami Tischnera. Tak się zaczęła praca nad tą książką. Zobaczyłem, że wszytko to układa się w spójną opowieść - dokument o latach 80., kiedy musieliśmy poradzić sobie z dużym wyzwaniem, jakim był stan wojenny i jego konsekwencje. Uderzyło mnie to, w jaki sposób Tischner mówił o wolności: nie chodziło tylko o coś doraźnego, partykularnego, ale o "wielką wolność", otwarcia świata.

Dziś często mylimy wolność ze swobodą w załatwianiu naszych drobnych, doraźnych spraw. Szersza perspektywa nieco się zagubiła. Taką wolność Tischner nazywał "wolnością na targowisku". Latamy od straganu do straganu, przy każdym ktoś nam próbuje coś wcisnąć - w imię wolności. Każda manifestacja w Polsce odbywa się dziś w imię wolności. Każdy jest za wolnością, ale jest to wolność, powiedziałbym, horyzontalna, przyziemna. Tischner podkreślał, że wolność to nie jest możliwość ruchu w lewo czy prawo, tylko skok w górę.

Książka "Rekolekcje paryskie" ukazała się nakładem wydawnictwa Znak.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Więcej informacji na stronie głównej Głos Pomorza
Dodaj ogłoszenie