Czterolatek wygrał z rakiem, ale wciąz potrzebuje pomocy

    Czterolatek wygrał z rakiem, ale wciąz potrzebuje pomocy

    Zbigniew Marecki

    Głos Pomorza

    Aktualizacja:

    Głos Pomorza

    Rodzice chorego Maciusia potrzebują pracy, aby utrzymać rodzinę. Na zdjęciu: rodzice z Maćkiem i Miłoszem

    Rodzice chorego Maciusia potrzebują pracy, aby utrzymać rodzinę. Na zdjęciu: rodzice z Maćkiem i Miłoszem ©Fot. Zbigniew Marecki

    Choć Dorota Gierczyńska i Roman Mach z Gałąźni Wielkiej wygrywają walkę o życie ich synka, ale ojciec chłopca stracił pracę, a cała rodzina gnieździ się w małym pokoju w mieszkaniu dziadków.
    Rodzice chorego Maciusia potrzebują pracy, aby utrzymać rodzinę. Na zdjęciu: rodzice z Maćkiem i Miłoszem

    Rodzice chorego Maciusia potrzebują pracy, aby utrzymać rodzinę. Na zdjęciu: rodzice z Maćkiem i Miłoszem ©Fot. Zbigniew Marecki

    Też możesz pomóc

    Też możesz pomóc


    Jeszcze dzisiaj, rozliczając zeznane podatkowe za 2011 rok, możemy pomóc Maćkowi i jego rodzicom, przekazując na ich rzecz 1 procent podatku. Wystarczy tylko w formularzu PIT wpisać KRS 0000240766, z dopiskiem "Dla Maciusia"



    Walka o zdrowie trzyletniego Maciusia zaczęła się 22 sierpnia ub. roku. Tego dnia chłopiec zaczął odczuwać silny ból. Gdy ból się nasilał, rodzice pojechali z synkiem do szpitala w Słupsku.

    - To tylko stulejka. Od tego się nie umiera - uspokajał ich ordynator oddziału chirurgii dziecięcej. Dał dziecku zastrzyk i odesłał rodzinę do domu. Ból jednak nie mijał.

    Maciek tracił siły i cierpiał jeszcze bardziej. Zrozpaczeni rodzice ostatecznie trafili na oddział pediatryczny w słupskim szpitalu. Lekarze wykonali mu USG i zdiagnozowali guza miednicy małej.

    - To jest bardzo poważna sprawa. Musicie jechać na dalsze leczenie na oddział onkologii dziecięcej w klinice w Gdańsku - usłyszeli zszokowani rodzice.

    Już po kilkunastu godzinach byli w Trójmieście, gdzie ponownie zbadano Maciusia, pobrano próbki tkanki do badania i podano mu pierwszą, ratującą życie chemię.

    - Maciek był w bardzo złym stanie. Wkrótce okazało, że guz szybko rośnie i ma charakter raka złośliwego - opowiada pani Dorota.

    Choć chemia działa niszcząco na ciało chłopczyka, to jednak także powstrzymywała rozwój raka. Pod koniec grudnia 2011 roku gdańscy chirurdzy onkologiczni zdecydowali, że przeprowadzą operację Maćka, podczas której usunęli mu 95 procent komórek rakowych.

    - Usunięcie pozostałych, zaatakowanych przez raka komórek wymagało bardzo precyzyjnej operacji. Lekarze z Gdańska bali się, że uszkodzą pęcherz naszego synka, więc zaczęli szukać pomocy u specjalistów za granicą - relacjonuje pani Dorota.

    W tym celu rodzice razem z Maćkiem pojechali za granicę. NFZ sfinansował operację oraz koszt przejazdu.

    - Pojechałem z nimi, aby ich wspierać. Było to możliwe dzięki pomocy finansowej wielu osób z Gałąźni Wielkiej i całej gminy, włącznie z wójtem, który dał nam tysiąc złotych - dodaje pan Roman.

    Operacja się powiodła. Od tego czasu Maciek przeszedł serię kolejnych chemioterapii. W sumie ma ich za sobą już dziesięć. Choć nie odrosły mu jeszcze włosy, znowu jest wesołym i aktywnym chłopcem. Czuje się na tyle dobrze, że lekarze pozwalają mu przyjeżdżać na kilkudniowe przepustki do domu, gdzie bawi się z rocznym bratem Miłoszem.

    - Ciągle jednak żyjemy w niepewności, bo lekarze uważają, że choroba może wrócić - zdradza pani Dorota.

    Z powodów finansowych młodzi rodzice zrezygnowali ze stancji i wraz z dziećmi wrócili do mieszkania rodziców pani Doroty, gdzie z jej siostrą zajmują jeden pokój.

    - Dopóki Maciek był zdrowy, pracowałem w firmie budowlanej, w której miesięcznie zarabiałem ponad 2 tysiące złotych. To starczało nam na utrzymanie i wynajęcie stancji. Gdy jednak zacząłem zastępować Dorotę w opiece nad Maćkiem i Miłoszem, aby trochę odpoczęła, mój pracodawca uznał, że za często biorę wolne i mnie zwolnił - opowiada pan Roman.

    Rodzina utrzymuje się z 700 złotych zasiłku oraz tego, co zarobi pan Roman, gdy sprzeda obrobione przez siebie drewno na opał.

    - Mąż cały czas szuka też pracy jako murarz, stolarz albo zawodowy kierowca, ale potencjalni pracodawcy oferują mu tak niskie wynagrodzenia, że za te pieniądze nie da się utrzymać rodziny, gdy się odliczy koszty dojazdu. Na dodatek jeden przejazd do kliniki w Gdańsku to wydatek rzędu 250 zł - mówi pani Dorota, choć ciągle wierzy, że w końcu szczęście się do nich uśmiechnie.

    Czytaj treści premium w Głosie Pomorza Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze (8)

    Dodaj komentarz
    Wszystkie komentarze (8) forum.gp24.pl

    Warto zobaczyć

    Nowa edycja budżetu obywatelskiego Podwyżka opłat za śmieci w Słupsku

    Polub nas na Facebooku

    Wideo ze Słupska

    Zdjęcia ze Słupska

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Polecamy

    Jezioro Łabędzie w wykonaniu Moscow City Ballet w Słupsku!

    Jezioro Łabędzie w wykonaniu Moscow City Ballet w Słupsku!

    Klasyka heavy metalu w symfonicznym wydaniu. Muzyka zespołu Metallica zabrzmi w Słupsku

    Klasyka heavy metalu w symfonicznym wydaniu. Muzyka zespołu Metallica zabrzmi w Słupsku