Dramat sprzed lat: 22 harcerki utonęły w Jeziorze Gardno (zdjęcia)

Anna Groczewska, kan
Dramat sprzed lat: 22 harcerki utonęły w Jeziorze Gardno Archiwum Polska Press
Siedemdziesiąt dwa lat temu, 18 lipca 1948 roku na jeziorze Gardno, w gminie Smołdzino, utonęło dwadzieścia pięć osób, w tym dwadzieścia dwie łódzkie harcerki.

Dziewczyny należały do 15 Łódzkiej Drużyny Harcerskiej. Większość uczyła się w Szkole Podstawowej nr 161 znajdującej się przy ul. Narutowicza 58. Ich drużynę nazywano „Małą Piętnastka”. To co wydarzyło się na jeziorze jest największą tragedią jaka wydarzył się na wodach śródlądowych. W Chorągwi Łódzkiej Związku Harcerstwa Polskiego otwarto wystawę poświęconą harcerka z „Małej Piętnastki”.

Wakacyjny obóz

Jest lipiec 1948 roku. Na obóz w Gardnie Wielkiej wyjeżdżają dziewczyny z 15 Łódzkiej Drużyny Harcerskiej. W sumie trzydzieści siedem uczennic. Większość uczyła się w Szkole Podstawowej numer 161. Przed wojną w tym miejscu mieściło się gimnazjum i liceum Czapczyńskiej. Po zakończeniu okupacji ten sam budynek podstawówka dzieliła z XVI Liceum Ogólnokształcącym. W liceum istniała drużyna harcerska zwana „Dużą Piętnastką”, a w podstawówce – „Mała Piętnastka”...
Dla większości to pierwszy taki wyjazd. Trzy lata wcześniej skończyła się wojna. Łódzkie harcerki cieszą się, że zobaczą morze, jezioro... Obóz zorganizowała 37-letnia Eugenia Leszewska, nauczycielka Szkoły Podstawowej 161. Zabrała ze sobą dwie bratanice: 8-letnią Elżunię i 10-letnią Terenię.

18 lipca 1948 roku przypadał w niedzielę. Było ciepło, świeciło słońce. Rano dziewczyny z łódzkiego obozu, tak jak inni harcerze przebywający tam na wakacjach, poszły na godzinę 9 na mszę świętą, do kościoła w Gardnie Wielkiej.
Stanisława Okoń, z domu Piecek, opowiadała nam przed laty, że była na tym obozie. Razem z nią pojechały dwie kuzynki: 12-letnia Halinka i 14-letnia Irenka Piecek. Pani Stanisława była na niedzielnej mszy. Tam spotkała kuzynki. Nie wiedziała jeszcze wtedy, że widzą się ostatni raz... Dziewczynki pochwaliły się, że będą pływać łódką po jeziorze. Zaproponowały, by zabrała się z nimi na wycieczkę. Odmówiła. Jej zastęp miał akurat dyżur w kuchni...

Przejażdżka łódkami miała być jedną z atrakcji obozu. Harcerki cieszyły się, że popłyną jeziorem Gardno do Rowów i zobaczą morze. Wycieczkę zaplanowano zaraz po niedzielnej mszy. Ale się opóźniała. Okazało się, że zepsuły się łódki. Naprawa przeciągała się. Podobno w trakcie tych oczekiwań z wycieczki zrezygnowała jedna z drużyn. Ale dziewczynki z „Małej Piętnastki” cierpliwie czekały. Do łódek wsiadły po godzinie 16.
Harcerki wypłynęły dwoma łódkami. Do jednej zamontowano silnik motocykla. To prawdopodobnie ten silnik tak długo naprawiano. Łódka z silnikiem ciągnęła drugą. Jak zeznawali świadkowie, dziewczyny były już na środku jeziora, gdy do jednej z łódek zaczęła wlewać się woda.

Co się wydarzyło?

Jedna z wersji mówi, że zgasł też silnik. Przewoźnik i mechanik zaczęli wylewać wodę, przenieśli część dziewczyn na drugą łódkę. Tymczasem fala była coraz wyższa, łódki kołysały się na prawo i lewo, w końcu się wywróciły. Inna z wersji zdarzeń mówi, że gdy pojawiła się woda w łódkach, przewoźnik zaczął zawracać w kierunku brzegu. Wtedy obie łódki się wywróciły...
– Z jeziora uratowałam się prawie cudem, nie umiałam pływać i nie trzymałam się wraku – opisywała te dramatyczne wydarzenia w broszurze „Mała Piętnastka” jedna z uratowanych, Hanna Bojarska-Nowak. – Na początku czułam wiele rąk, które wpychały moją głowę pod wodę. Gdy wypływałam, słyszałam straszny zbiorowy krzyk! Dużo później, gdy udało się mi się wychylić głowę na powierzchnię, nie słyszałam już nic. Panowała cisza i widziałam nieruchome ciała na wodzie. Łatwo się domyślić, jakie myśli chodziły mi po głowie. Do tej pory pamiętam, jak nogi grzęzły mi w śliskim mule ma dnie jeziora, pamiętam straszny łomot serca i straszny ból rozrywający klatkę piersiową (...) Gdy rybak wyciągnął mnie za warkocz do łódki i dowiózł do brzegu, zobaczyłam ułożone pokotem nieduże, nieruchome ciała w szarych mundurkach.

Teodozja Zwinogrodzka-Czerwińska znajdowała się w sąsiednim obozie. Opowiadała, że dopłynęła do nich „Zetka” Erdman i w mokrym mundurze, na baczność meldowała, że topi się „Mała Piętnastka”. Prosiła ich o pomoc.
Nikt nie chciał w to uwierzyć. Ale zebrali chętne harcerki, które brzegiem jeziora pobiegły na przystań. Łódkami przywożono tam nieprzytomne dziewczyny.

– Zasady pierwszej pomocy teoretycznie znałyśmy, ale tu stanęłyśmy oko w oko z wielką tragedią – wspomina Teodozja Zwinogrodzka-Czerwińska. – Rozrywałyśmy mokre mundury, starałyśmy się usuwać z organizmu wodę poprzez odwrócenie na brzuch i unoszenie talii do góry, tak żeby głowa była niżej. Potem sztuczne oddychanie... Przybywało ratujących. Miejscowa ludność przynosiła koce, stoły, ławy, a ci, co mieli łódki, kursowali wyławiać i przywozić na brzeg pozostałe.
Uwaga była skupiona na tych, które były przywiezione przytomne. Umieszczano je w mieszkaniach i pilnowano, aby nie zasypiały. Przywieziono lekarza, który był wiekowy i nie mógł się schylać. Harcerki podnosiły każdą dziewczynę, by mógł zbadać źrenice i stwierdzić za każdym razem, że nie żyje. Tylko u dwóch harcerek stwierdzono jeszcze oznaki życia. Zaczęto je reanimować, ale bezskutecznie.

Tragiczna identyfikacja

Teodozja Zwinogrodzka-Czerwińska wspominała, że identyfikacji miała dokonać Teresa Sas, drużynowa, która przeżyła. Ciała dziewczynek były ułożone w dwóch rzędach. Harcerki pełniły przy nich wartę. O 2 w nocy przyjechał autokar ze zsuniętymi siedzeniami. Przewiózł ciała harcerek do Słupska...

Z listy przedstawionej przez „Małą piętnastkę” wynika, że zginęło 25 osób, w tym organizatorka obozu Eugenia Leszewska, a także żona przewoźnika oraz miejscowa kobieta, która pracowała w obozowej kuchni. Wielu harcerzy, którzy odwiedzili miejsce tragedii, zapamiętało dwie łodzie leżące spodem do góry. Ich dna były polepione lepikiem. Obok leżały dwie czapeczki mucho-morki. Miały je na głowie Elżunia i Terenia Leszewskie, najmłodsze ofiary wypadku na jeziorze Gardno, bratanice pani Eugenii.
Zginęły 22 dziewczyny. Między innymi Halinka Brosz-kowska, uśmiechnięta, ciemnowłosa dziewczynka o dużych, czarnych oczach. Była Żydówką. Przez całą wojnę ukrywała się razem z rodzicami. Była jedynaczką. Rodzice nie chcieli, by należała do harcerstwa. Przez to przestała być zastępową.

Śmierć poniosła Basia Niepołomska, która pisała bajki, malowała. Jezioro pochłonęło Halinkę Wizner. Była jedynaczką, tak jak wiele innych ofiar. Jej mama początkowo nie chciała rozmawiać z koleżankami córki. Czas zabliźnił ranę.
Większość harcerek pochowano na Cmentarzu Starym. Eugenia Leszewska i jej bratanice spoczęły na Zarzewie, a dwie inne harcerki na Dołach. Jak podawała ówczesna prasa, na pogrzeb przyszło 25 tysięcy osób. Mszę odprawił bp Kazimierz Tomczak. Niektórzy wspominają, że w trakcie ceremonii rozległa się wieść, że trumny są puste. Zrozpaczeni rodzice zażądali ich otwarcia. W trumnach leżały dziewczynki ubrane w białe koszule...
Dlaczego łódki utonęły? Dziś można powiedzieć, że powodem było przeciążenie. Jedna mogła pomieścić 15 osób, druga 6. Wsiadło do niej prawie 40.

Podobno przewoźnik pozostał bezkarny. Miał uciec z transportu do aresztu i przedostać się za granicę. Zaraz po tragedii premier Cyrankiewicz powołał międzyministerialną komisję, by zbadać okoliczności wypadku. Jej wyniki są nieznane.

Lokalne upamiętnienie

W 2009 roku przed kościołem w Gardnie Wielkiej stanął kamienny obelisk, upamiętniający tą jedną z największych katastrof wodnych w dziejach Polski.

Do głazu przytwierdzona jest tabliczka z nazwiskami kilkunastoletnich harcerek z Łodzi, które straciły życie 18 lipca 1948 roku podczas wycieczki dwiema łodziami rybackimi z Gardny do Rowów.

Przybyli m.in. seniorzy harcerstwa z Łodzi, skąd pochodziła większość tragicznie zmarłych dziewczynek. - Jedna z nich, Joasia Skwarczyńska, która zginęła na Gardnie mając zaledwie 13 lat, powinna zostać wyniesiona na ołtarze - mówił na odsłonięciu obelisku słupski kapłan ks. prałat Jan Giriatowicz, jeden z uczestników uroczystości.

ZOBACZ TAKŻE: Tragedia w Półcznie. W jeziorze utonął 28-latek

Wideo

Komentarze 5

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

P
Perła

Przerażająco smutne.

G
Gość
22 lipca, 20:32, Gość:

Nigdy tam nie pojade nigdy!!

Nie ma jeziora, w którym by ktoś nie utonął...

G
Gość

Nigdy tam nie pojade nigdy!!

p
piotr mieczyslaw
22 lipca, 18:09, Gość:

Jak można utonąć w tym jeziorku ?

jeziorko ? to spory i bardzo niebezpieczny akwen choc ma ok.2,5 - 3 m glebokosci . Pamietam smierc2-ch slupskch zeglarzy w tym 18-letniego wowczas wojtka zaleskiego - ciala poszukiwano kilka dni ,pochowni na slupskim cmentarzu w poblizu grobow zolnierzy radzieckich - nagrobek wojtka -charakterystyczny tonacy zaglowiec ...

G
Gość

Jak można utonąć w tym jeziorku ?

Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3