Dworek koło Bytowa zmienił się w twierdzę. Seniorzy koronawirusa nie wpuszczą, a odstraszają go dobrym humorem (zdjęcia)

Sylwia Lis
Pensjonariuszy nie opuszcza dobry humor. Dom Pomocy
Choć wiedzą, że na zewnątrz szaleje wirus to humory ich nie opuszczają. Pensjonariusze domu opieki w Dąbiu Dworek mieszkają niemal w twierdzy. A o uśmiech na ustach seniorów dba pan Piotr, dawniej właściciel słynnej dyskoteki. – Lubię zabawiać ludzi, teraz tylko przedział wiekowy się zmienił – śmieje się.

Centrum Rehabilitacji Dworek, gdzie przebywa ponad 70 pensjonariuszy - głównie ponad 90-letnich - przypomina dziś twierdzę. Praktycznie nikt nie może się dostać do środka. Wprowadzono reżim sanitarny.

- To grupa z podwyższonego ryzyka – mówi Piotr Kazor, szef ośrodka. – Mamy ponad siedemdziesięciu pensjonariuszy. Wystarczyłaby jedna osoba zarażona i nie bylibyśmy w stanie opanować choroby. To głównie ludzie starsi z wieloma obciążeniami. Musimy bardzo uważać. Ostatnie tygodnie były bardzo ciężkie. Musieliśmy podjąć trudne decyzje. Wiemy, że kontakt z rodziną jest bardzo ważny, ale dla dobra naszych seniorów już trzy tygodnie temu wstrzymaliśmy odwiedziny. Wszyscy tęsknią, ale nie mieliśmy innego wyjścia. Ograniczamy ryzyko jak tylko się da. Oczywiście o żadnych wycieczkach nie ma mowy. Nasi podopieczni wychodzą zaczerpnąć powietrza na taras. Teren jest ogrodzony, dobrze zabezpieczony, więc nikt tu się do nas nie dostanie. Nasi pracownicy, którzy wracają do domów, też są zobligowani do zachowania ostrożności.

Personel przeszedł szkolenia. Wszyscy pracują w maseczkach i rękawiczkach. – Zakupy robię tylko ja i to jak najrzadziej, jestem bardzo ostrożny – przyznaje pan Piotr. – Wszyscy bardzo się boimy, ale staramy się nie panikować. Robimy wszystko, aby naszym pensjonariuszom było dobrze i wesoło, a na zabawie to ja się znam – śmieje się.

Pan Piotr wcześniej w Dąbiu prowadził jedną z najsłynniejszych na Pomorzu dyskotek. – Zawsze lubiłem zabawiać ludzi – żartuje. – Teraz tylko przedział wiekowy się zmienił i przyznam, że bardzo mi się podoba to, co teraz robię. Czuję się potrzebny, lubię pomagać ludziom. Wiem, że i w takim wieku potrzebują dużo śmiechu, radości i uczucia.

Pan Piotr dodaje: nasz ośrodek staje się coraz bardziej nowoczesny. – Mamy generator plazmowy i komorę hiperbaryczną, które stosujemy tu zapobiegawczo – przyznaje.

Wczoraj opiekunów i seniorów spotkała miła niespodzianka.

– Weronika i Andrzeja Piątak z powiatu słupskiego przekazali dla naszego domu tysiąc maseczek i rękawiczek – cieszy się Anna Kuźnicka, kierownik terapii. - Jako jedna wielka rodzina jesteśmy bardzo wdzięczni. Dziękujemy za pamięć i troskę w tak trudnym okresie dla nas wszystkich.

Najstarsza pensjonariuszka ma 95 lat. Jak twierdzi pan Piotr domownicy zostali poinformowani o pandemii. – Przeprowadzaliśmy z nimi rozmowy – mówi. – Uczuliliśmy na to, jak ważna jest higiena, częste mycie dłoni i dezynfekcja. Pilnujemy bardzo, aby każdy z naszych seniorów przestrzegał zasad. W łazienkach są specjalne płyny. Wielu z nich wymaga pomocy przy codziennych czynnościach, więc mamy nad wszystkim kontrolę.

Dworek koło Bytowa zmienił się w twierdzę. Seniorzy koronawi...

- Mamy maseczki – mówi 75-letnia Bożenna Gajek, która w domu opieki w Dąbiu jest już ponad trzy lata. – Wiemy, że wirus jest bardzo niebezpieczny. Od kilku tygodni nie mamy odwiedzin. Pod koniec kwietnia mam urodziny, mam nadzieję, że mój mąż przywiezie tort. Pewnie nie będzie mógł jeszcze się ze mną osobiście zobaczyć, ale my tu z naszymi domownikami będziemy świętować.

Andrzej Łuczyński ma 63 lata i pochodzi ze Słupska. – Wszyscy tu nosimy maseczki i rękawiczki. – Tęsknie bardzo za rodziną, siostrą, córką i bratankami – przyznaje. – Przed tym koronawirusem często mnie odwiedzali. Teraz też mam z nimi kontakt, ale telefoniczny lub przez skypa. My tu bardzo się wspieramy, wiemy, że jest bardzo niebezpiecznie. Liczymy dni, żeby to wszystko się skończyło.

W ośrodku w Dąbiu od października ubiegłego roku przebywa Dominik Krynicki, 19-latek z Gdyni. Dominik cierpi na autyzm, co przejawia się u niego agresją i autoagresją. Chłopak, którego nie chciał przyjąć żaden ośrodek w Polsce, spędził trzy lata w szpitalu psychiatrycznym, gdzie przypinano go do łóżka pasami zabezpieczającymi. Szpital chciał go wypisać, a do domu ze względów bezpieczeństwa nie mógł wrócić. Gdy sprawa została nagłośniona przez media nagle z ojcem Dominika skontaktował się właśnie Piotr Kazor.

- Z synem nie widziałem się już od trzech tygodniu właśnie ze względów na zagrożenie zarażeniem koronawirusem – mówi Arkadiusz Krynicki, ojciec chłopca. – Oczywiście mam codzienny kontakt telefoniczny i przez wideo połączenia z synem i z panią Anią, kierowniczką terapii. Jestem pod dużym wrażeniem poświęcenia pana Piotra i całego personelu, który jest zaangażowany w opiekę nad Dominikiem i seniorami. Syn jest poddawany terapii w komorze hiperbarycznej, naświetlany. Od października stan zdrowia Dominika bardzo się poprawił, nie ma już napadów agresji. Wiem, że ośrodek robi wszystko, aby uchronić pensjonariuszy przed wirusem. Teraz czekam na to, abym mógł syna odwiedzić. Wcześniej przyjeżdżałem co tydzień, chodziliśmy na spacery, były przejażdżki samochodem...

Zobacz także: Marsz Różowej Wstążeczki. Najważniejsze być razem.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie