Instruktor z sercem wojownika

Partnerem cyklu jest Dowództwo Wojsk Obrony Terytorialnej
kpr. Jarosław Hardej z 14 Zachodniopomorskiej Brygady Obrony Terytorialnej
Rozmowa z kapralem Jarosławem Hardejem z 14 Zachodniopomorskiej Brygady Obrony Terytorialnej w Szczecinie

Jest pan jednym z pierwszych żołnierzy 14 Zachodniopomorskiej Brygady Obrony Terytorialnej w Szczecinie. Służba w Wojskach Obrony Terytorialnej to jednak nie pierwszy pana kontakt z mundurem. Przysięgę wojskową złożył pan wcześniej.

Przysięgę złożyłem 20 lipca 2018 roku w Centrum Szkolenia Sił Powietrznych w Koszalinie. Między zakończeniem kursu podoficerskiego programu Legia Akademicka a wstąpieniem do WOT brałem również udział w wielu szkoleniach rezerwy, głównie w Marynarce Wojennej w Świnoujściu oraz Dziwnowie.

Zadaniem terytorialsów jest między innymi wspieranie i ochrona lokalnej społeczności w sytuacjach kryzysowych, ale też działania na rzecz wojsk operacyjnych w czasie wojny. Potencjał służby opiera się na ochotnikach. Dlaczego postanowił pan zostać jednym z nich?

Decyzję o wstąpieniu do WOT podjąłem dzięki zachętom kolegów. Gromadziłem informacje na temat Wojsk Obrony Terytorialnej. Znalazłem wiele wartościowych informacji, ale też mnóstwo różnych opinii. Bardzo lubię pomagać lokalnej społeczności, więc postanowiłem spróbować swoich sił w formacji, a jednocześnie poszerzyć zdolności i kwalifikacje. Wstąpiłem w szeregi Wojsk Obrony Terytorialnej, zamieniając pomoc w świetlicach środowiskowych, na które miałem coraz mniej czasu przez życie zawodowe, na szerzenie pomocy w mundurze.

Jak wyglądało szkolenie? Czy pozwoliło panu zdobyć umiejętności przydatne również w prywatnym życiu?

Wziąłem udział w tak zwanym szkoleniu wyrównawczym, organizowanym dla osób, które styczność z wojskiem już miały. W grudniu 2019 roku, po umundurowaniu i wydaniu broni, przetransportowano nas na poligon w Wędrzynie. Na szkoleniu instruktorami byli doświadczeni żołnierze z innych brygad WOT. Uzupełnili oni wiedzę z zakresu taktyki oraz specyfikacji służby. Z pełnym zaangażowaniem „zarażali” nas swoją pasją do służby Ojczyźnie. Choć było zimno, nie pozwolili nam marznąć, prowadząc coraz to ciekawsze i bardziej sprawdzające naszą tężyznę fizyczną zadania i ćwiczenia.

Już w marcu mógł pan wypełnić wojskowe zobowiązania. Kiedy zaczęła się pandemia, został pan powołany do służby na granicy. Pełnił pan też patrole z pogranicznikami i policjantami. Na czym polegały pana zadania?

W marcu zabezpieczałem wraz z moją sekcją granicę w Świnoujściu. Pomagaliśmy mieszkańcom strefy przygranicznej, którzy przez przejścia graniczne musieli dojeżdżać do pracy. Informowaliśmy ludzi, jak będzie wyglądała sytuacja po zamknięciu granicy. Jednocześnie wspieraliśmy Straż Graniczną i Straż Pożarną w ewidencjonowaniu osób, które przekraczały granice.

Wtedy ludziom było szczególnie trudno, bo dopiero „uczyliśmy się” koronawirusa. Można powiedzieć, że wasza praca miała też wymiar edukacyjny. Sporo musieliście tłumaczyć, a ludzie byli przerażeni. Czy pamięta pan jakieś szczególne wydarzenia ze służby w tym czasie?

Tak. Pamiętam mężczyznę, który cały czas kaszlał i twierdził, że prawdopodobnie ma COVID, ale nie chciał się zatrzymać w bezpiecznej odległości. Staraliśmy się zachować spokój, dzięki czemu udało się opanować sytuację, jednak była to sytuacja stresowa. Tak samo jak ludność cywilna, również my - żołnierze dopiero „uczyliśmy się” koronawirusa. Jako dowódca sekcji nie mogłem pozwolić na zakażenie moich żołnierzy, więc działać trzeba było szybko.

Sporo osób nie zdawało sobie sprawy z zagrożenia.

To prawda. Naszym zadaniem było wsparcie Straży Granicznej przy kontroli dużych pojazdów. Sprawdzaliśmy liczbę pasażerów i kontrolowaliśmy ich temperaturę. Niestety w jednym z autokarów, w którym przebywała 40-osobowa wycieczka, trzech podróżników miało 38,5 stopni gorączki. Wycieczkowicze okazywali znaczne niezadowolenie z obowiązku przeprowadzenia dalszych badań, celem sprawdzenia ich stanu zdrowia.

Ze służby na granicy pamiętam też moment, w którym podeszła do nas kobieta, mijająca nas już któryś dzień z rzędu. Była zapłakana. Powiedziała, że nie wie, co ma zrobić. Od dwóch dni miała duszności oraz gorączkę. Wraz ze służbami zdrowia niezwłocznie udzieliliśmy jej pomocy i wsparcia psychologicznego.

Mundurowi WOT dbają o nasze bezpieczeństwo. Wasza misja to „obrona i wspieranie lokalnych społeczności”. Jak na co dzień jest ona realizowana? Kiedy pozostaje pan w dyspozycji, a kiedy zakłada pan mundur?

Pomagamy między innymi domom pomocy społecznej, schroniskom dla zwierząt, weteranom, seniorom oraz wielu innym potrzebującym. To na przykład wsparcie zbiórek oraz transport żywności. Co ciekawe, działa grupa terytorialsów, która spędza czas z weteranami. Uważam, iż jest to potrzebne zwłaszcza teraz, kiedy seniorzy nie powinni wychodzić z domów. Bardzo ważny jest komfort psychiczny tych ludzi, a przecież niejednokrotnie bywa tak, że nie mają z kim porozmawiać. Rozmowa i kontakt z drugim człowiekiem są nie do przecenienia!

Służba to szansa na fantastyczne doświadczenia i wyjątkowe szkolenia. 14 ZBOT ćwiczyła na przykład z Marynarką Wojenną. W tym roku żołnierze wzięli udział w największym ćwiczeniu 8 Flotylli Obrony Wybrzeża. Jakie szkolenia są dla pana najciekawsze?

Najciekawszymi szkoleniami są dla mnie kursy instruktorskie, które prowadzone są z mobilnymi zespołami szkoleniowymi, czyli z byłymi żołnierzami jednostek specjalnych. Pozwalają one poszerzać wiedzę w zakresie taktyki, terenoznawstwa oraz metodyki prowadzenia szkoleń dla każdego chętnego do objęcia roli instruktora. Ekipa instruktorów potrafi w świetny sposób przekazywać wiedzę oraz doświadczenia zdobyte na swojej drodze służby. Kolejnym szkoleniem, które było bardzo ciekawe i rozwinęło moje pasje, był kurs walki w bliskim kontakcie, czyli projekt ,,Wojownik Niezłomny”. Przez pięć dni w czasie projektu odbywały się dwa treningi dziennie z zakresu sztuk walki. Szkolili nas utytułowani trenerzy z różnych dziedzin sportowych, jak na przykład brazylijskie jiu-jitsu, MMA, boks czy muay thai. Dodatkowo koleżanki i koledzy, z którymi przyszło nam trenować, niejednokrotnie również byli zawodnikami wysokiego szczebla. Jedna z koleżanek niedawno stoczyła walkę w formule MMA w federacji KSW. Naprawdę jest wiele kursów i szkoleń, które można by tutaj wymienić. Gwarantuję, że każdy ochotnik znalazłby szkolenia, które przydadzą się zarówno w służbie, jak i w życiu cywilnym!

Dziś w 14 Zachodniopomorskiej Brygadzie Obrony Terytorialnej jest pan instruktorem. Na pewno wie pan, jakie pytania bądź wątpliwości mają kandydaci do służby. Możemy pomóc im je rozwiać. O co najczęściej pytają doświadczonego żołnierza ochotnika i co pan im odpowiada?

Szkoleni często pytają o to, jak tak naprawdę wygląda służba w WOT. Niejednokrotnie zdobyte przez nich informacje są nieprawdziwe bądź niepełne. Szczęście w nieszczęściu jest takie, że bardzo łatwo poprzez przykład działań z COVID-19 mogę im odpowiedzieć na zadane pytania.

Co ciekawe, również w życiu prywatnym jest pan instruktorem - można powiedzieć, że szkoli pan młodych wojowników… Jaka to dyscyplina?

Niestety, przez natłok obowiązków w życiu zawodowym musiałem pożegnać się z karierą trenera w klubie, w którym trenowałem. Było to brazylijskie jiu-jitsu oraz MMA dla dzieci. Tak, ma pani rację - zdecydowanie byli to młodzi wojownicy w przedziale wiekowym od 3 do16 lat. Przekazywanie wiedzy młodym adeptom było wspaniałym uczuciem. Podobnie przypatrywanie się i pomoc podczas wzlotów i upadków podczas turniejów sportowych.

Podejmując się pełnienia terytorialnej służby wojskowej, żołnierze nie muszą rezygnować z dotychczasowego życia zawodowego i prywatnego. Służba WOT to służba regionalna. Czy miało to dla pana znaczenie?

Tak. W chwili, kiedy podejmowałem decyzję o wstąpieniu do WOT, miało to dla mnie znaczenie. Bardzo ważna była dla mnie dogodność połączenia służby z pracą w cywilu.

Jeśli ktoś myśli dziś o służbie, ale waha się, nie wie, czy wystarczy mu czasu, czy pogodzi pracę, szkołę i wojsko - co mu pan odpowie?

Stanowczo warto sprawdzić swoje możliwości i rozwijać się w służbie Ojczyźnie! Jeśli nie są pewni lub nie wiedzą czegoś, warto przy okazji spotkań rekrutacyjnych zadać wszystkie ważne dla nas pytania. Istnieje również zespół rekrutacyjny, do którego pytania możemy skierować drogą elektroniczną. Jest jedna rzecz, o której przyszli ochotnicy powinni pamiętać. Żołnierzem się jest, a nie bywa. Kiedy pojawi się zadanie i będą potrzebni do jego realizacji ludzie, trzeba pamiętać o złożonej wojskowej przysiędze.

Dodaj ogłoszenie