Jacek Ziober: Legia Warszawa może już nie grać. I tak będzie mistrzem Polski, bo nikt jej nie goni

Tomasz Biliński
Tomasz Biliński
Ziober: Legia może już nie grać. I tak będzie mistrzem
Ziober: Legia może już nie grać. I tak będzie mistrzem fot. sylwia dabrowa / polska press
O wakacjach pełnych piłkarskich meczów, nowym formacie Ligi Mistrzów i Ligi Europy, a także słabościach polskich klubów rozmawiamy z Jackiem Zioberem, 46-krotnym reprezentantem Polskim, byłym napastnikiem m.in. Montpellier, Osasuny Pampeluna i ŁKS Łódź.

Tomasz Biliński: Pomijając zagrożenia i ograniczenia związane z koronawirusem, przed nami najfajniejsze wakacje dla piłkarskich kibiców?
Jacek Ziober: Nie, na pewno nie. Kibice jak i piłkarze są spragnieni wspólnego przeżywania emocji na stadionie. Obie strony to zrozumiały, co widać po fajnych wypowiedziach o sobie nawzajem po wznowieniu.

Z drugiej strony, czy za chwilę znów nie będziemy narzekać na przeładowany kalendarz? Do końca sierpnia niemal codziennie będziemy mogli oglądać mecze przede wszystkim w najlepszych europejskich ligach, polskiej i w europejskich pucharach.
I tu mam mieszane uczucia. Oczywiście rozumiem kwestie finansowe, ale mam wątpliwości, czy decyzje nie zostały podjęte zbyt pochopnie i nie za szybko staramy się wrócić do gry na pełnych obrotach. Piłkarze i kibice też podchodzą do tego z małą dozą strachu. Jednak każdy przypadek zakażenia - odpukać oczywiście - z powrotem zdestabilizuje rozgrywki. Trzeba zachować ograniczenia i być świadomym zagrożenia. Nie jesteśmy już bezpieczni ani na boisku, ani na trybunach. Być może warto było przy okrągłym stole znaleźć konsensus i na przykład ligi zostawić w takim stanie, w jakim zostały przerwane.

Temat przeładowania terminarza pojawiał się jeszcze przed pandemią. Spotkałem się z opiniami kibiców, że niektórych rozgrywek już nie oglądają, bo są nimi znudzeni, bo jest ich za dużo. Trenerzy m.in. w Anglii nie raz zwracali uwagę, że zapomina się o zdrowiu piłkarzy.
Moim zdaniem ze względu na koronawirusa przynajmniej na jeden sezon warto byłoby odchudzić rozgrywki. Świat się zmienił, choroba zbiera żniwo, walka kosztuje nas wiele wyrzeczeń. Eliminacji turniejów mistrzowskich czy Ligi Narodów i europejskich pucharów bym nie ruszał, zawęziłbym rozgrywki krajowe. Prędzej czy później można by je odmrażać, jak odmrażamy gospodarkę. Swoją drogą, moim zdaniem za szybko. Wesele i zgromadzenia to dla mnie paranoja, efekty mamy natychmiastowe. W każdym razie pieniądze pieniędzmi, ale najważniejsze jest życie.

Tak szarpany sezon i różne daty restartów pewnie negatywnie odbiją się też na formie piłkarzy?
Zaburzenie rytmu treningowego i meczowego będzie odczuwalne. Czasem słyszymy, że ktoś tam grał na świeżości czy fantazji. OK, ale to dotyczy jednego, dwóch spotkań, bo organizmu nie da się oszukać. To wyjdzie i to jeszcze w tym sezonie. Po kilku tygodniach zastępczego treningu i braku rytmu meczowego, to przy takiej intensywności organizm się rozstroi, posypią się kontuzje.

A co mają powiedzieć piłkarze Paris Saint-Germain oraz Olympique Lyon. W sierpniu czekają ich rewanże w 1/8 finału Ligi Mistrzów, a ostatnie mecze grali w marcu, bo liga francuska zakończyła sezon.
Tak, usłyszymy wyświechtane regułki, że mają być w formie, stanąć na wysokości zadania, oczekują tego kibice i działacze... No nie, nie ma takiej opcji.

I we Francji dalej będą żałować, że nie dali sobie szansy na restart.
Żałowanie to jedno, wszyscy żałują, nie tylko we Francji. Jednak do przedwczesnego zakończenia zmusiła ją siła wyższa. Każdy kraj miał inne obostrzenia, wprowadzał je w innym czasie, inne miał ogniska i tak dalej. Nie można porównywać Francji do Hiszpanii czy Polski i w drugą stronę. To kompletne bzdury, co wygadują nasi politycy, przedstawiając naszą sytuację na tle innych. Każdy przechodzi to inaczej. Nie można wrzucić wszystkich krajów w Europie do jednego worka i na przykład w przypadku piłki nożnej dać im w tym samym momencie zielonego światła na wznowienie.

W maju dziennikarze „L’Equipe” zastanawiali się, czy decyzja o zakończeniu sezonu nie była zbyt pochopna. Pozostałe ligi z TOP 5 też nie grały, ale pracowały nad planami restartu.
Papier przyjmie wszystko. Jestem pragmatykiem, nie lubię panikować ani wyciągać pochopnych wniosków. Wiele rzeczy jest nieprzewidywalnych, jedną z nich koronawirus. Wolę też dmuchać na zimne. Nie słucham, jak mi ktoś mówi, że mogę zdjąć maseczkę. I tak jej nie zdejmę, bo mam świadomość, że problem nie zniknął. Trzeba myśleć. Francja myśli i to może jej wyjść na dobre, piłkarze zdążą jeszcze pograć, a kibice przyjść na stadion.

Pomysł dogrania Ligi Mistrzów i Ligi Europy w formie turniejów w jednym kraju podoba się panu?
Absolutnie tak. Będzie to namiastka minimistrzostw. To może fajnie wyglądać. Poza tym wydaje się obarczone mniejszym ryzykiem. Drużyny przyjadą w jedno miejsce, czy region, jak w Niemczech i łatwiej będzie mieć wszystko pod kontrolą.

Prezydent UEFA mówił, że to rozwiązanie tylko na ten sezon, poza tym dopiero przekonamy się, jak to będzie wyglądało. Ale jeśli się sprzeda, to może taka formuła mogłaby się przyjąć? Co prawda mniej meczów, nad czym ubolewają księgowi UEFA, ale pewnie znalazłyby się inne sposoby na zarobienie pieniędzy, choćby droższe prawa do transmisji takiego miniturnieju.
Zgadza się, bardzo fajne wyjście. Do ćwierćfinałów mogłoby być tak, jak do tej pory, a później osiem drużyn rywalizowałoby w jakimś mieście w ciągu dwóch tygodni. Nie przeszkadzałoby mi to. A co do UEFA czy też FIFA, niech nie marudzą, tłusty niedźwiedź przetrzyma zimę, lepiej niech pomogą klubom, zwłaszcza tym mniejszym.

Przed tymi turniejami będzie możliwe sensowne wskazanie faworytów?
Jacy byli, tacy będą. Oglądając mecze po restarcie, obojętnie w jakich ligach, status quo został zachowany. Nie widzę, żeby komuś przerwa zaszkodziła albo pomogła. Jedynie to o czym mówiłem - drużyny, które później wrócą do gry, mogą dostać zadyszki po spotkaniach na fantazji albo zostać zdziesiątkowane przez urazy.

Zmiany zaszły też w kwalifikacjach do pucharów w następnym sezonie. Poza czwartą rundą eliminacji Ligi Mistrzów, będzie rozgrywany jeden mecz. Dla polskich zespołów to dobra nowina?
Tak, może uda nam się awansować psim swędem.

Mniej meczów, większa losowość?
Dokładnie, dobrze zamieszane kulki, szczęśliwa ręka i może się uda. Optymiści mogą w tym upatrywać cudu. Generalnie rozbawił mnie pan tym tematem. Nasza liga jest zaściankowa. Taka „bida”. Wiecznie ktoś płacze i jest zmęczony, bo po okresie przygotowawczym, bo za dużo meczów, a jak za mało, to brakuje rytmu i tak w kółko, co sezon. Śmiech na sali, głupawka jak w sejmie. Zastanawiam się czasem, co by trzeba zrobić, żeby poziom się podniósł, ale zawsze ktoś na coś narzeka.

Wyścig po mistrzostwo Polski też nie będzie zbyt porywający po porażce Piasta Gliwice z Lechem Poznań. Rozmawiamy przed meczem Legii Warszawa ze Śląskiem Wrocław, ale kwestia tytułu jest rozstrzygnięta?
Śmieszą mnie polskie kluby. Legia to może już nie grać, ewentualnie wychodzić na boisko w dziewięciu, a i tak będzie mistrzem. Nadal nie mogę przeboleć tego, co zobaczyłem w spotkaniu Lecha z Legią. Poznaniacy sprawiali wrażenie, jakby grali przeciwko Realowi Madryt. Nie rozumiem, skąd tyle strachu przed nią.

Za to legioniści mogą się cieszyć, bo jeszcze kilka miesięcy temu obojętnie kto mógł z nią wygrać nawet przy Łazienkowskiej.
Nie zapędzajmy się w pochwałach, bo wracając do meczu z Lechem, to wygrali go po kuriozalnym golu. Choć oczywiście wynik dowieźli. I tu też jestem rozczarowany „Kolejorzem”, ale to dotyczy też innych, że po zdobyciu bramki przez Legię, składają broń, odpuszczają mistrzostwo na jej rzecz i skupiają się na kolejnych pozycjach. A szkoda, bo przykładowo jakby już ten Lech wygrał, to zaczęłoby się ostrzenie ząbków i rywalizacja byłaby ciekawa.

Z Górnikiem Legia przegrała.
Może nawet przegrać z ostatnim zespołem, ale co z tego, skoro jej nikt nie goni? Wygrana poznaniaków z Piastem jest rodzynkiem, a tu potrzeba regularnego punktowania.

Czyli coś, co ma obecna Legia. Z perspektywy kilku ostatnich lat zespół nie jest najmocniejszy, ale najrówniejszy?
Dobrze pan to ujął. Nawet jak nie dominowała, to w jakiś sposób strzelała o tego jednego gola więcej i punkty wpadały. A inni zdobyli je w ważnym meczu, żeby za chwilę je stracić przeciwko słabszym.

A co pan sobie myśli, gdy słyszy trenera ŁKS Wojciecha Stawowego po meczu ze Śląskiem Wrocław, który powiedział, że dobrze realizowali plan na spotkanie do momentu straty pierwszego gola? Przypomnę, że padł on w czwartej minucie.
To co zwykle. Rozumiem, że polska myśl szkoleniowa, że fajnie jak pracują w naszej lidze i tak dalej. Ale jeśli przychodzę się do nowego zespołu i na 18 zawodników - z całym szacunkiem dla piłkarzy, przepraszam, jeśli ktoś poczuje się urażony - mam dziesięć drzew, to nie silę się na pomysły od czapy, piękną grę podankami i bez bojaźni! Nie mam materiału i koniec, z sosny nie zrobię dębu. Wracając do tych słów, to przez 86 minut trener nie zdążył zareagować? Czasem lepiej jest nic nie mówić.

Rozumie pan zmianę Kazimierza Moskala na Wojciecha Stawowego w trakcie przerwy w rozgrywkach?
Nie, była plotka, że Kaziu dostał propozycję z innego klubu, ale wciąż jest bezrobotny. Bez sensu. Powinien dokończyć sezon, na pewno miałby większe szanse, bo wie co i jak gra w zespole. Już pal licho pomysł na grę podaniami, za co ŁKS był chwalony, skoro rywal przechwytuje piłkę i strzela gola. Argumenty z myśleniem o następnym sezonie są tylko słowami. Trzy mecze w łeb i zaczyna się zmiana pieluchy.

Żałuje pan, że gdy decydował się na grę w MLS, to w Polsce nie było klubu jak dziś w okręgówce Wieczysta Kraków, z którą wysoki kontrakt podpisał Sławomir Peszko?
Ha, ha! Może Wieczysta robi konkurencję dla Desy? Bo w zespole jest chyba więcej takich lekko wyblakłych obrazów. Ale jeśli Sławek czuje się wypalony na wysokim poziomie albo nie było na niego chętnych wyżej, to oczywiście dobry ruch. Rozumiem go i nie będę sobie z niego dworował. Tym bardziej, jeśli nadal chce grać. Bo jeśli już rano wstaje i trening nie jest ciekawą perspektywą, to czas chować korki do szafy.

Chcesz skontaktować się z autorem informacji? tomasz.bilinski@polskapress.pl

JUŻ IDZIESZ? MOŻE CIĘ ZAINTERESUJE:

"Wasyl Army" i "Holy Goalie", czyli TOP 25 Polaków za granic...

Cristiano Ronaldo wydał 9,5 mln euro na limitowaną edycję au...

Kościoły zdrowego ciała, siłownie obeszły przepisy

Wideo

Materiał oryginalny: Jacek Ziober: Legia Warszawa może już nie grać. I tak będzie mistrzem Polski, bo nikt jej nie goni - Sportowy24

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3