Jak pisarz Przybyszewski poecie Kasprowiczowi żonę podebrał

Stanisław Nicieja stsnicieja@wp.pl
Jan Kasprowicz – portret olejny Jacka Malczewskiego.
Jan Kasprowicz – portret olejny Jacka Malczewskiego. Archiwum
Polski tekst piosenki Krzysztofa Krawczyka jest sugestywny i sprawnie literacko zredagowany.

Mój przyjacielu, byłeś mi naprawdę bliski.
Mój przyjacielu, wiesz, że byłeś mi jak brat?
Dałem ci wiarę, dałem ci spokój,
dałem gitarę, dałem samochód
i dach nad głową, a do sypialni wszedłeś sam.
Mój przyjacielu, przyprowadziłem cię z ulicy,
nakarmiłem, odziałem cię jak brat.
Dałem ci wiarę, dałem ci spokój,
dałem gitarę, dałem samochód.
Żony nie dałem, żonę wziąłeś sobie sam.

Słowa tego współczesnego nam wiersza można odnieść do sytuacji, która wydarzyła się w czerwcu 1899 roku we Lwowie. Otóż w tym czasie do miasta nad Płetwą przyjechał na odczyt o Fryderyku Chopinie głośny wówczas pisarz Stanisław Przybyszewski (1868-1927) i zamieszkał gościnnie w domu poety i późniejszego rektora Uniwersytetu Lwowskiego - Jana Kasprowicza (1860-1926). Przybyszewski i Kasprowicz pochodzili z Kujaw.

Byli ze sobą zaprzyjaźnieni. Listy, które do siebie pisali, rozpoczynali od nagłówków: "Mój Drogi, Najdroższy Jasiu", "Drogi, Serdeczny Stasiu". Prawili sobie w tych listach komplementy i dusery, zachwycali się wzajemnie swą twórczością. Obaj, zarówno Przybyszewski, jak i Kasprowicz, byli wówczas u szczytu popularności, z tym że demoniczny Przybyszewski miał w tym czasie sławę międzynarodową, święcił triumfy zwłaszcza w Niemczech, a Kasprowicz raczej lokalną - polską.

Przybyszewski - żonaty z Norweżką Dagny Juel, za którą szalał wielki szwedzki dramaturg August Strindberg i którą malował obsesyjnie równie sławny norweski malarz i grafik Edvard Munch - królował na salonach Berlina, gdzie nazywany był "Der geniale Pole" (genialny Polak).

Przybyszewski miał opinię satanisty, a jego odczyty i sztuki teatralne szokowały. Podziwiany i kochany przez kobiety, potrafił być cynicznym, obłudnym, choć uroczym, okrutnikiem, zadającym cierpienia nawet najbliższym. Matka jego trojga nieślubnych dzieci, Marta z Wągrowca, "ginąca z rozpaczy i głodu", popełniła samobójstwo. Nie lepszy los spotkał jego żonę Dagny i kochankę Anielę Pająkównę, z którą Przybyszewski miał córkę, sławną później dramatopisarkę Stanisławę Przybyszewską, autorkę "Sprawy Dantona". Sztukę tę rozsławił później w Europie Andrzej Wajda znanym filmem z Gérardem Depardieu w roli głównej.

Jan Kasprowicz natomiast u schyłku XIX wieku był, można rzec, w błogim okresie swej pogodnej stabilizacji życiowej. Dzięki talentowi poetyckiemu wyszedł z biedy, miał pewną pracę na Uniwersytecie Lwowskim, był szanowany. Tomikami jego wierszy zaczytywała się polska publiczność. Miał też udane małżeństwo z Jadwigą Gąsowską, której dedykował wiele miłosnych wierszy i z którą miał dwie córki - Jankę i Hankę.

Poznał ją w kwietniu 1892 roku w lwowskim mieszkaniu Józefa Czermaka, swego przyjaciela i komilitona z czasów wędrówek po Szwajcarii i Włoszech, u którego często przebywał w jego letnim domu w Zaleszczykach, odpoczywając tam i wylegując się na plaży nad Dniestrem.

Był to dla Kasprowicza czas rozkwitu jego talentu. Andrzej Chołoniewski w swych szkicach napisał, że w tym czasie kult Kasprowicza stał się we Lwowie po prostu modny, tak dalece, że zachwycać się nim należało do dobrego tonu, a kto tego nie robił, ściągał na siebie opinię gruboskórca.

Obaj przyjaciele różnili się charakterami: Kasprowicz - rzeczowy, trochę rubaszny, unikający wylewności, Przybyszewski - kokieteryjny, minoderyjny, rozgadany. Kto mógł przewidzieć, że w tej wielkiej przyjaźni Kasprowicza i Przybyszewskiego dojdzie do takiej niegodziwości, jaką jest uwiedzenie żony gospodarza podczas gościny. A tak się stało.

Lis został wpuszczony do kurnika przez właściciela. Przybyszewski, mieszkający we Lwowie u Kasprowicza, pisząc czułe listy do swej żony Dagny i kochanki Anieli Pająkówny, jednocześnie umawiał się na randkę w Parku Stryjskim z Kasprowiczową. I gdy ją już ostatecznie omotał, przyszedł do Kasprowicza i - jak to znakomicie opisała Barbara Wachowicz w swej książce "Czas nasturcji" - powiedział: - Janku, kocham twoją żonę, mówię ci to dlatego, że chcę ciebie i ją uwolnić od ciężkiego życia... Żona twoja mnie kocha.

Kasprowicz, blady, ale bardzo spokojny, zawołał do drugiego pokoju: - Jadwiniu, tu pan Przybyszewski twierdzi, że ty go kochasz. Czy to prawda?

Przywołana Jadwinia wyszeptała w drzwiach niepewnie i lękliwie: - Nie wiem.

O świcie Kasprowicz zabrał dzieci i wyjechał z nimi do Zaleszczyk, gdzie mieszkał jego swat i przyjaciel ze szwajcarskiej podróży Józef Czermak.

Co się działo wówczas w głowie Kasprowicza, możemy się domyślać. Wybrał się na krótko do Kamieńca Podolskiego i Chocimia. Nie mógł sobie znaleźć miejsca. Wrócił do Zaleszczyk. Zamknął się w swoim pokoju i pisał całą noc. Rozpacz eksplodowała wierszem, który wszedł do klasyki polskiej poezji, hymnem pt. "Święty Boże, święty mocny", który stał się wielką skargą na nieszczęście, jakie go spotkało.

Idź ze mną!
Zrzuć z Siebie, Ojcze, nietykalne blaski.
Zgarnij ze siebie tę bożą,
tę władającą moc, co nad wiekami
nieugaszoną płomienieje zorzą
i światłość daje światom,
i światy w swoim ogniu na popioły trawi!
Stań się tak lichy jak ja i skulony
i, doczesności okryty łachmanem,
wlecz się nieszczęsnym łanem,
za kluczem w dal przymgloną ciągnących żurawi,
ku cichej na rozstajach kopanej mogile
zapomnianego człowieka! (...)
O Boże, Święty Boże, Święty a Nieśmiertelny...

Krytycy byli oszołomieni. Nazwano ten hymn procesem wytoczonym Bogu o los człowieka. Profesor Uniwersytetu Berlińskiego Aleksander Brückner napisał: Przerażeni zakrywamy głowę przed tymi ciosami, przed żarem tych skarg i wyrzutów.

A Maria Dąbrowska (również bywalczyni w Zaleszczykach) porównała hymn Kasprowicza napisany nad Dniestrem do Wielkiej Improwizacji Mickiewicza. Kasprowicz nie występuje jako ktoś wielki, nie cierpi za miliony jak Mickiewicz, nie przychodzi jako jeden z miliona synów burej pospolitości, którzy cierpią i kochają po całym świecie. Nie błaga Boga, żeby go wzniósł do siebie i podzielił się z nim swoją władzą. Przeciwnie, wzywa Go, żeby zrzucił z siebie "nietykalne blaski" i zszedł z nim pomiędzy "grzesznych i cierpiących".

Gdy Kasprowicz skończył pisać hymn, padł jak martwy. Spał 24 godziny. 26 lipca 1899 roku napisał z Zaleszczyk do Bolesława Wysłoucha, redaktora "Kuriera Lwowskiego": Czy we Lwowie mówią coś o mej sprawie? Tak mi ciężko wracać i pokazywać się ludziom, że strach. Najbardziej dotknęło go upokorzenie. Obsesyjnie widział wszędzie współczujących mu, a w duchu - jak sądził - kpiących z tego, co się wydarzyło, że oto nieopatrznie, ufając przyjaźni, wpuścił lisa do kurnika. A ten nie zawahał się zranić go okrutnie.

W Zaleszczykach, w dworku Czermaka, powstał też latem 1899 roku drugi słynny hymn Kasprowicza: "Salome". Kilka lat później wzniesiono tam kapliczkę z napisem na frontonie: "Święty Boże! Święty a Nieśmiertelny", którą freskami ozdobił zięć Kasprowicza, malarz Władysław Jarocki (1879-1965).

Dręczony u schyłku życia wyrzutami sumienia Stanisław Przybyszewski napisał: Och, Kasprowicz. Kasprowicz! Ciarki mnie przechodzą na myśl, com mu w obłąkaniu zrobił. Jak strasznie się to pomściło i mści się, i mści!

Kasprowicz nikomu się nie skarżył. Zapadł w milczenie. Swój dramat zamknął w hymnie, który należy do pereł polskiej poezji.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.