Jarosław Gowin: Nowa partia o profilu konserwatywno-wolnorynkowym. Chcemy wyłonić nowych liderów

Agaton KozińskiZaktualizowano 
Jarosław Gowin: Głosowanie nad ustawą o Sądzie Najwyższym to był jeden z najtrudniejszych momentów w mojej działalności politycznej. Ustawa była zła. Ale głosowanie przeciw niej oznaczało rozpad koalicji rządowej, przedterminowe wybory i ryzyko zahamowania głębokiej naprawy Polski rozpoczętej w 2015 r.
Jarosław Gowin: Głosowanie nad ustawą o Sądzie Najwyższym to był jeden z najtrudniejszych momentów w mojej działalności politycznej. Ustawa była zła. Ale głosowanie przeciw niej oznaczało rozpad koalicji rządowej, przedterminowe wybory i ryzyko zahamowania głębokiej naprawy Polski rozpoczętej w 2015 r. Marek Szawdyn
Moim celem jest doprowadzenie do tego, by cały cykl kolejnych wyborów wygrał obóz Zjednoczonej Prawicy. Zbliża się czwórbój wyborczy. Dlatego znowu zakładam szyszak, poleruję tarczę, ostrzę miecz i przygotowuję się do walki - mówi wicepremier Jarosław Gowin, minister nauki i szkolnictwa wyższego.

W co gra Jarosław Gowin?
Odkąd uszkodziłem łękotkę, zakończyłem karierę piłkarską. Teraz już w nic nie gram.

Pytam o politykę. Ostatnio wciąga Pan do swojej partii kolejne egzotyczne ruchy i ugrupowania. Czemu ma to służyć?
Nie wiem, o kim pan mówi, bo np. z Chrześcijańskim Ruchem Samorządowym, który niedawno dołączył do Polski Razem, związani są m.in. prezydenci Piotrkowa Trybunalskiego i Ełku. Nie należy mówić z lekceważeniem o tych dwóch miastach.

Jednak poza zainteresowanymi Chrześcijańskiego Ruchu Samorządowego nikt nie wymieni bez pomocy Wikipedii.
Najbardziej mi zależy, żeby do głównego nurtu politycznego wciągać ludzi młodych. Temu miało służyć zaproszenie do Polski Razem środowiska republikańskiego czy osób związanych wcześniej z partią Wolność.

Założoną przez Janusza Korwin-Mikkego.
Chce pan zasugerować, że ściągam „gimbazę”? Większość z nich to 30-40-letni przedsiębiorcy, twardo stąpający po ziemi, a zarazem mocno zdeterminowani, by walczyć o wolny rynek. Do tej pory tkwili na antysystemowym obrzeżu polityki. Teraz wchodzą na główną scenę i mają potencjał, by z czasem na niej zamieszać.

Do tej pory Polska Razem była niedużym kajakiem solidnie trzymającym się na wodzie. Teraz podjął Pan ryzyko rozbudowy.
I powstanie z tego porządny katamaran, który nie tylko utrzyma się na wodzie, ale będzie szybko po niej śmigał.

ZOBACZ TEŻ | Jarosław Gowin o założeniach reformy szkolnictwa

Na razie bardziej to przypomina naprędce skleconą tratwę.
Nie od razu Kraków zbudowano. Ale proszę dać nam chwilę - i zwrócić uwagę na aktywność Młodej Prawicy, naszej młodzieżówki. Ona jest teraz zdecydowanie najbardziej aktywną młodzieżówką w Polsce.

Zbliża się czwórbój wyborczy. Dlatego znowu zakładam szyszak, poleruję tarczę, ostrzę miecz i przygotowuję się do walk

Po co Pan się tak wzmacnia? Chce Pan iść samodzielnie do wyborów?
Nie. Zjednoczona Prawica to projekt na wiele lat. Liczę, że w 2019 r. znowu razem powalczymy o samodzielną większość. Na razie wszystko wskazuje, że wystartujemy wspólnie w wyborach samorządowych. Będziemy mieć również wspólnych kandydatów w największych miastach Polski.

A w miastach mniejszych?
Pan prezes Kaczyński zaproponował, byśmy startowali wspólnie na wszystkich szczeblach samorządu. Ale ja opowiadam się za tym, by na poziomie wyboru burmistrzów, wójtów, rad powiatów decydowały struktury lokalne. Na pewno w wielu miejscach moi działacze pójdą samodzielnie do wyborów.

Kraków to duże miasto, a tam zgłosił Pan w wyborach na prezydenta własną kandydatkę Jadwigę Emilewicz.
Nieporozumienie. Jadwiga Emilewicz jest jedynie naszą kandydatką w negocjacjach z PiS w sprawie wspólnego kandydata w wyborach w Krakowie.

Przeciw jej kandydaturze ostro zaprotestował Ryszard Terlecki.
Pan marszałek niezbyt uważnie wczytał się w nasz komunikat, stąd nieporozumienie.

Pan marszałek ostatnio w ogóle mało uważnie czyta, bo do Pana ustawy o uczelniach wyższych też miał uwagi.
To już przeszłość. Tydzień temu o tej ustawie mówiłem podczas konferencji trzech liderów Zjednoczonej Prawicy, a Jarosław Kaczyński nie oponował przy słowach, że jest to projekt całego naszego obozu.
Nie odbierałem słów Terleckiego jako merytorycznej krytyki - bardziej jako polityczne pstryczki w nos.
O intencje proszę pytać pana marszałka. Ja nie traktuję go jako politycznego przeciwnika.

Ostatnio jest Pan dużo bardziej aktywny politycznie, medialnie. Skąd to się wzięło?
Przyszła taka faza. Wcześniej byłem skupiony na pracy w moim resorcie, gdzie nie tylko przygotowałem „konstytucję dla nauki”, ale też choćby dwie ustawy dotyczące innowacji, zmianę systemu finansowania uczelni, podpisałem niezwykle prestiżową dla naszej nauki umowę z rządem niemieckim o stworzeniu w Polsce 10 centrów Maxa Plancka, powołałem do życia Narodową Agencję Wymiany Akademickiej itp., itd. Teraz jednak zbliża się czwórbój wyborczy. Dlatego znowu zakładam szyszak, poleruję tarczę, ostrzę miecz i przygotowuję się do walki.

Czemu ten wzrost aktywności ma służyć?
Moim celem jest doprowadzenie do tego, by cały cykl kolejnych wyborów wygrał obóz Zjednoczonej Prawicy. Jednocześnie zależy mi, by moja partia czy - szerzej - środowiska konserwatywno--wolnorynkowe wzmocniły się w obrębie tego obozu.

Może wybrał Pan zły resort w rządzie? Lider Solidarnej Polski kieruje Ministerstwem Sprawiedliwości i ma dużo większe możliwości wzmacniania swej pozycji politycznej.
Dla mnie nie jest ważna waga polityczna sprawowanego urzędu, tylko to, co jest do zrobienia i co jest ważne z perspektywy dalekosiężnego rozwoju Polski. W tym sensie mój resort jest dziś jednym z najważniejszych.

Ale Pan ma niedługo wybory. Reformami punktów politycznych Pan nie zdobył. Inaczej niż Zbigniew Ziobro i Patryk Jaki komisją weryfikacyjną.
Gratuluję kolegom z Solidarnej Polski ich sukcesów. Ja walczę nie o punkty polityczne, tylko oto, by za pięć lat polska uczelnia znalazła się w pierwszej setce światowych rankingów, a nasza gospodarka dołączyła do grona najbardziej innowacyjnych.

Nie warto było efektownie dekomunizować polskich uczelni? Zdobyłby Pan punkty polityczne, a przy okazji porozbijał silosy w katedrach na uniwersytetach?
Przez dwa lata rzetelnie, uczciwie rozmawiałem ze środowiskiem akademickim - i dziś nikt z tego środowiska nie protestuje przeciwko realnej dekomunizacji, która w tej ustawie jest zapisana.

Dekomunizacji?
Pan nie wie, że w tej ustawie są zapisy mówiące o tym, że tytułu profesora nie będzie mogła otrzymać osoba, która w przeszłości była tajnym współpracownikiem służb komunistycznych? Tacy naukowcy nie będą też mogli być rektorami czy dziekanami. 10 lat temu przeciwko takim zapisom środowisko naukowe gorąco protestowało. Teraz przyjmuje je ze spokojem. Dlaczego? Bo naukowcy uznali, że zostali uczciwie potraktowani. Że ich głos w trakcie prac nad ustawą był naprawdę brany pod uwagę. To sprawia, że można przeforsować rozwiązania, które w innych sytuacjach budzą ogromny opór.

Patryk Jaki nie traktuje z szacunkiem osób, których dotyczy komisja weryfikacyjna, i na tym politycznie wygrywa.
Chybione porównanie. Warszawski ratusz odpowiada politycznie - a chyba i prawnie - za jedną z największych afer w kraju. Tymczasem naukowcy to jeden z atutów współczesnej Polski.

Mimo tych wszystkich uwag o feudalnym systemie na polskich uczelniach?
Dużo w tych zarzutach prawdy, ale też środowisko akademickie w trakcie prac nad ustawą bardzo się otworzyło. Najlepszy dowód to to, że po raz pierwszy nikt nie protestuje przeciw wielkiej systemowej reformie. Jestem konserwatystą, a konserwatysta wierzy w dialog, za pomocą którego można wprowadzać nawet najdalej idące zmiany. Nie potrzeba do tego rewolucji - ciągłość też jest wartością, o którą warto dbać.
Jarosław Kaczyński rok temu w wywiadzie dla „Gazety Polskiej” nazwał zmiany wprowadzane przez was po 2015 r. rewolucją.
Być może to trafny opis części naszych działań, np. w sądownictwie. W obszarze, za który ja odpowiadam, żadnej rewolucji jednak nie będzie. Będą zmiany głębokie, lecz wprowadzane ewolucyjnie.

Wrócę do Pana większej aktywności w ostatnich tygodniach. Na ile jest ona pokłosiem hamletyzowania przy okazji głosowania w Sejmie ustaw sejmowych? Wtedy Pan je poparł, ale mówił, że jest przeciw.
Hamletyzowania? To by był dowód, że mam jeszcze ludzkie uczucia, a ja jako polityk z nastoletnim doświadczeniem jestem przecież zimnym draniem. (śmiech)

Nawet zimny drań czuje, kiedy zaczyna stąpać po grząskim gruncie i może się osunąć. Tak się Pan poczuł po całym zamieszaniu wokół głosowań i Pana dwuznacznej wtedy postawy?
Głosowanie nad ustawą o Sądzie Najwyższym to był jeden z najtrudniejszych momentów w mojej działalności politycznej. Ustawa była zła. Ale głosowanie przeciw niej oznaczało rozpad koalicji rządowej, przedterminowe wybory i ryzyko zahamowania głębokiej naprawy Polski rozpoczętej w 2015 r. Moralność w polityce nie polega na dawaniu świadectwa swoich przekonań, tylko na odpowiedzialności za długofalowe skutki własnych działań. Podjąłem ryzyko najpierw zagłosowania za, potem przyłożenia ręki do tego, by ustawa nie weszła w życie. Skutki moich działań oceniam pozytywnie, ze spokojem patrzę sobie w lustrze w oczy. Rząd przetrwał, reformy są kontynuowane. Wyszliśmy z ostrego wirażu cało.

Jeszcze nie wyszliście.
Praktycznie już wyszliśmy. Nie ma sensu do tej sprawy wracać. Trzeba natomiast wyciągać wnioski na przyszłość.

Gdyby doszło do głosowania w sprawie całkowitego zakazu aborcji, głosowałbym przeciw

Pana ta sytuacja osłabiła.
Pierwszy etap mnie osłabił - drugi wzmocnił.

Kiedy się zaczął ten drugi etap?
Po tym, jak poparłem weta. Widać to było wyraźnie w sondażach mierzących zaufanie społeczne.

Dziś dla Pana ważniejsze są rankingi zaufania układane na Nowogrodzkiej, a nie sondaże wśród Polaków.
Zaiskrzyło i zgasło.

Odzyskał Pan zaufanie takie jak wcześniej czy margines nieufności wzrósł? Bo Pan dla PiS jest ciałem obcym.
Nie obcym, tylko odrębnym. To jednak dwa różne terminy. Przez trzy lata dotychczasowej współpracy z prezesem Kaczyńskim darzyliśmy się - śmiem twierdzić - dużą dozą zaufania. Mam nadzieję, że tak pozostanie.

O Pana byłym wiceministrze z czasów PO Michale Królikowskim pisano bardzo ostro.
Uważam ataki na Michała za bardzo niesprawiedliwe.

Zarzuty wobec Michała Królikowskiego pojawiły się w apogeum dyskusji o kształcie ustaw sądowych prezydenta. Pojawiły się i znikły, gdy tylko Andrzej Duda pokazał swoje projekty, zbliżone do poprzednich. Jak to rozumieć?
Odnotowałem w pamięci sekwencję tych zdarzeń. Interpretuję to jako potwierdzenie mojego przekonania, że wcześniejsze zarzuty były bezzasadne.
Odpowiedział Pan politycznie, ale tu ważna jest kwestia ustrojowa - prokuratura kontrolowana przez ministra sprawiedliwości nagle zgłasza zastrzeżenia do osoby pracującej nad ustawami. Niepokojąca sytuacja.
Prokuratura powinna być kontrolowana przez ministra sprawiedliwości - mówię to jako minister, który tej kompetencji nie miał i obserwował dewastujące skutki takiego rozwiązania. Osobna sprawa to sądy. Skoro minister sprawiedliwości jest z urzędu prokuratorem generalnym, nie powinien mieć wpływu na wybór sędziów. Jestem pewien, że ostatecznie taki właśnie będzie kształt ustawy.

Za nami cztery spotkania prezydenta z Jarosławem Kaczyńskim. Co jest powodem tej serii spotkań?
Konieczność znalezienia takich rozwiązań, które - z jednej strony - pozwolą na głęboką reformę sądownictwa, a z drugiej - zagwarantują pluralistyczny charakter kontroli nad nim.

Chodzi tylko o to? To nie jest przy okazji dyskusja o zakresie wpływów politycznych ich obu?
Znam relacje z tych rozmów z obu stron - i zdecydowanie dementuję plotki, jakoby rozmowy dotyczyły czegoś innego niż kształt ustaw.

Rząd przetrwał, reformy są kontynuowane. Wyszliśmy z ostrego wirażu cało

Czyli Krzysztof Szczerski nie zostanie nowym ministrem spraw zagranicznych?
Rekonstrukcja rządu to osobna sprawa. Najpierw omówimy ją w gronie koalicyjnym, a potem skonsultujemy z panem prezydentem.

Krzysztof Szczerski powiedział, że ministrem w rządzie Beaty Szydło nie będzie - czyli albo nie zostanie szefem MSZ, albo dojdzie do wymiany premiera.
Proszę się uzbroić w odrobinę cierpliwości. W drugiej połowie listopada zostanie dokonane to, co zapowiadamy od dwóch lat - przegląd rządu przez nasze zaplecze parlamentarne. Wtedy decyzje personalne staną się jasne.

Jakich zmian w rządzie Pan się spodziewa? Głębokich czy raczej punktowych?
Karp nie jest dobrym rozmówcą na temat tego, jak ma przebiegać Wigilia.

Pan też może trafić pod rekonstrukcyjny nóż?
Żaden minister nie ma gwarancji pewności.

Czemu ma służyć rekonstrukcja rządu?
Media koncentrują się na sprawach personalnych. Tymczasem dużo ważniejsze jest usprawnienie procedur, szybsze tempo zapadania decyzji. Dotyczy to zwłaszcza spraw związanych z gospodarką.

Co dziś blokuje plan Morawieckiego?
Ciągle zbyt silosowy układ rządu. Najlepszym przykładem jest to, że ciągle nie ma decyzji odnośnie do Centralnego Portu Komunikacyjnego.

We wrześniu poznaliśmy jego lokalizację, ale rzeczywiście temat spadł z rządowej wokandy.
A tymczasem już rok temu byliśmy merytorycznie przygotowani do podjęcia decyzji o rozpoczęciu tej inwestycji.

Teraz Pan mówi, że minister Adamczyk jest hamulcowym wstrzymującym budowę portu?
Nie hamuje nas konkretny minister, tylko silosowość - brak dostatecznie silnej woli aparatu urzędniczo-politycznego w poszczególnych resortach do tego, by kluczowe projekty cywilizacyjne realizować.
Gdyby doszło do połączenia resortów rozwoju i infrastruktury, na pewno szłoby szybciej.
Moim zdaniem to byłoby rozwiązanie dysfunkcjonalne. Ile zadań może dźwigać na sobie jeden człowiek, nawet tak wybitny jak Mateusz Morawiecki?

Jak inaczej rozbić silosowość? Gdy będzie dwóch ministrów, zawsze będą bronić swoich kompetencji.
Można to przełamać poprzez wypracowanie odpowiednich procedur. Część blokad międzyresortowych pomaga przezwyciężać Komitet Ekonomiczny Rady Ministrów. Jesteśmy pierwszym rządem, który już częściowo klątwę silosowości przełamał. Ale przykładów niezrozumiałej zwłoki jest ciągle zbyt dużo. Jeszcze jeden przykład. Podczas kongresu Zjednoczonej Prawicy w Przysusze ogłosiłem uzgodniony koalicyjnie plan obniżenia ZUS dla mikroprzedsiębiorstw. Projekt ustawy jest gotowy. Jako pierwszy podpisał się pod nim Jarosław Kaczyński. I nagle sprawa stanęła w miejscu...

4 listopada woduje Pan nową Polskę Razem. W czym będzie ona lepsza od obecnej?
Przede wszystkim będzie dużo szersza. W Polsce bardzo trudno zbudować partię, nie dysponując funduszami z budżetu - a mimo nam się to udało, mamy 2 tys. członków regularnie płacących składki. To jak na nasz kraj świetny wynik.

To po co to zmieniać?
Chcemy otworzyć się na nowe środowiska, wyłonić nowych liderów. Wiele takich osób zobaczy pan w czasie kongresu w Warszawie. Pojawi się wtedy wiele znanych nazwisk - także takich, które wszystkich zaskoczą.

Na przykład Rafał Dutkiewicz?
Za daleko. Ale będzie wielu prezydentów miast.

Gdzie dokładnie odbędzie się kongres?
Na Stadionie Narodowym.

Na płycie głównej?
(śmiech) Tym razem nie będzie nas tylu, by wypełnić całe trybuny. Dajemy sobie na to cztery lata.

Jaki będzie profil nowej partii?
Konserwatywno-wolnorynkowy. Chcemy mocniej zaakcentować wrażliwość konserwatywną wyrażającą się w ewolucyjnym, a nie rewolucyjnym podejściu do reformowania państwa. Zależy nam także na tym, by w obozie rządowym silniej akcentować rynkowe, a nie etatystyczne podejście do gospodarki. Będziemy podkreślać pozytywną rolę samorządów. Wreszcie mocniej zaakcentujemy wrażliwość chrześcijańską.

Zakłada Pan zmianę ustawy aborcyjnej?
Należę do tych, którzy uważają obecny kompromis aborcyjny za wartość - nie będę więc inicjował jego zmiany.

Andrzej Duda zapowiedział, że podpisze ustawę o zakazie aborcji eugenicznej.
Gdyby w Sejmie doszło do głosowania takiej ustawy, to ją poprę. Ale gdyby doszło do głosowania w sprawie całkowitego zakazu aborcji, głosowałbym przeciw. Są sytuacje graniczne, jak zagrożenie życie matki czy ciąża z gwałtu. Nie powinno się w takich przypadkach wprowadzać prawnych nakazów. Tam, gdzie wybór wymaga heroizmu, prawo powinno zamilknąć i zostawić pole dla sumienia.

Wideo

Materiał oryginalny: Jarosław Gowin: Nowa partia o profilu konserwatywno-wolnorynkowym. Chcemy wyłonić nowych liderów - Polska Times

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze 4

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

I
Iglo

Rozpanoszyło się po dobrej zmianie ideowców spod sztandarem tzw. wolnościowym. Jak nie Kukiz (choć to nie partia) to Wolność, a teraz jeszcze Gowin chce uaktywnić swój zapał kons-liberała. Różnica chyba jednak jest taka, że Gowin raczej będzie reprezentował doświadczonych przedsiębiorców optujących za niskimi podatkami etc., a korwiniści głównie wiadomo w walce o zatrzymaniu młodych w kraju. Z Gowinem jest o tyle problem, że najpierw w PO chciał się pokazać od strony wolnościowca i jakoś mu nie wychodziło. Teraz za czasów "dojnej zmiany" tym bardziej się na to nie zapowiada, bo wiadomo, że PiS to mocni socjaliści. No ale kto wie. Być może jest to zaczątek czegoś wielkiego :)

G
Gość

"Jest każdemu zrozumiałym, że fucha premiera nie jest organem policji, ani zwiadowczym batalionem, by móc skutecznie dopilnować partyjne książeta w PiS i okupujące PiS."
Zlituj się i nie pisz już nic więcej. To nie jest zajęcie dla ciebie.

G
Gość

I wprost z netu, skróty: (...) W rozmowie z portalem wPolityce jeden z posłów PiS, podkreślając, że taka możliwość zastąpienia premier Szydło jest rozważana ... To nie jest tylko wrzutka medialna. Decyzja w tej sprawie nie została jeszcze podjęta i może zapaść w ostatnim momencie ... Jestem wstanie sobie taką sytuację wyobrazić, że prezes zastąpi premier Szydło (...) Całość info w sieci!

Wniosek, zgoła osobisty: czy Prezes dał się wmanewrować w gierki jego przeciwników ? I to na dodatek, jakby w rdzennym PiS nie było żadnej innej postaci z walorami na premiera. Eee, specjalistów na bycie premierem RP jest w Polsce na przysłowiowe pęczki i szacowny nam Prezes nim wcale nie musi być!

Jest każdemu zrozumiałym, że fucha premiera nie jest organem policji, ani zwiadowczym batalionem, by móc skutecznie dopilnować partyjne książeta w PiS i okupujące PiS. Jeśli Prezes premierem, wtedy hulaj dusza na całego, gdyż zajętym po 16h na dobę! I oczywiście, przecież nikt w PiS, oprócz Prezesa, nie zatrzyma rozkapryszonego dworu przed ich wędrówkami do im zaprzyjaźnionych mediów i to z licznymi skargami. Jest więc pewnym, iż w PiS będzie analogicznie, jak w PO, i jeżeli Prezes będzie premierem.

I pytanie: czy wymianę premiera chce mieć ogół wyborców PiS? Ooo, raczej nie chce! Ale bez wątpienia tego chcą wszyscy ci, którzy są z pełną beczką swej wyższości nad ludem. I teraz w PiS porobiło się coś na rodzaj: wykształcenie wyższe mają tylko litościwi medycy, a papier Bachelor z Oxford baron z Kujaw.

Aby to móc pogodzić, czyjeś indywidualistyczne wyrachowanie i nazywane ambicjami, z interesem ogółu, proponuję: Premierem powinien pozostać menadżer z zewnątrz. Czyli rodem spoza PiS i PiS-frakcji.

Résumé: nie wiem, jak kto inni widzi? Jednak mnie się widzi, iż duo Kaczyński i Gowin, Prime Minister and Deputy, stanie się wprost mezaliansem i zarazem workiem treningowym do boksowania przez media!

A
Administrator

To jest wątek dotyczący artykułu Jarosław Gowin: Nowa partia o profilu konserwatywno-wolnorynkowym. Chcemy wyłonić nowych liderów

p
podatnik

Funkcjonariuszu Gowin wy do Kabaretu?

Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3