Jerzy Popiełuszko nie był wielki, był wyjątkowy

Alicja Zielińska
Księdza Jerzego gra Adam Woronowicz - aktor urodzony w Białymstoku. W filmie występuje również Ryszard Doliński z BTL.
Księdza Jerzego gra Adam Woronowicz - aktor urodzony w Białymstoku. W filmie występuje również Ryszard Doliński z BTL.
Taki obraz już dawno powinien powstać. Ksiądz Jerzy zasługuje na to, by mieć film o sobie zrobiony z rozmachem - mówi Rafał Wieczyński, reżyser filmu "Popiełuszko. Wolność jest w nas".

W zwiastunie filmu widzimy manifestacje, zomowców, którzy biją strajkujących, i tłumy ludzi otaczające księdza. Lata 80., jak łatwo odgadnąć. Wielki zryw Solidarności i potem mroczny okres stanu wojennego. Aż do okrutnej śmierci ks. Jerzego Popiełuszki w 1984 roku.

Rafał Wieczyński: Film jest skoncentrowany oczywiście na latach 80., na tym najważniejszym i najtrudniejszym okresie życia księdza Jerzego, ale też pokazujemy jego dom rodzinny, dzieciństwo, lata 50., również okres pierwszej próby jego powołania do kapłaństwa w specjalnej jednostce wojskowej dla kleryków w Bartoszycach. Tam już kształtował swój kapłański kręgosłup. Chociaż, jak wynika z jego listów do ojca duchownego w seminarium, jeszcze nie do końca uzmysławiał sobie znaczenie tego, co się działo. Jest to więc biografia księdza Jerzego, ale i film historyczny.

Dlaczego postanowił Pan zrobić film o ks. Jerzym Popiełuszce?

- To oczywiste. Taki obraz już dawno powinien powstać. Ksiądz Jerzy zasługuje na to, by mieć film o sobie zrobiony z rozmachem, rzetelnie, w ówczesnym kontekście historycznym. Myśleliśmy o takim filmie z małżonką od dawna. Sam pomysł pojawił w 1997 roku, kiedy rozpoczął się proces beatyfikacyjny księdza Jerzego. Musieliśmy jednak dojrzeć do tematu, żeby zacząć pracę nad scenariuszem, a teraz z różnych przyczyn biegnie już siódmy rok pracy nad filmem. Z perspektywy czasu widzę jednak, że wszelkie trudności służyły temu projektowi, formowały go i przygotowywały nas. I oto premiera filmu rozpoczyna obchody 25. rocznicy śmierci ks. Jerzego. Dziś mam przekonanie, że nie mogło być inaczej.

Postać ks. Jerzego była dla Pana wyzwaniem?

- Wyzwaniem było wniknięcie w tę postać, jej zrozumienie oraz decyzja o tym, z jakiej perspektywy przedstawimy jego historię. Jaki zastosujemy klucz. Dlatego dużo jeździliśmy po Polsce, rozmawialiśmy z ludźmi, czytaliśmy wiele dokumentów, oglądaliśmy zdjęcia z tamtych czasów.

A czy w ubeckich aktach znalazł Pan jeszcze coś, co Pana zaskoczyło?

- Stopień inwigilacji osoby księdza Jerzego. Byłem pod wrażeniem, że w tym ogromie zła, które go otaczało, on nigdy nigdzie nie zgubił się jako człowiek. Zawsze był naturalny, zawsze wierny sobie i Bogu. Nie udawał. Jednocześnie uderzyło mnie, że w relacjach osobistych ksiądz Jerzy starał się chronić innych. Młodzież, studenci niewiele wiedzieli o niebezpieczeństwach, które mu groziły. Jeszcze mniej wiedziała jego rodzina. Artystom, aktorom, osobom z laickiego świata nie narzucał się ze swoją duchowością. A tak naprawdę on swoją siłę czerpał z modlitwy, ze wszystkim zwracał się do Ducha Świętego, czego nie widać było na pierwszy rzut oka.

To jego słynne hasło - "Zło dobrem zwyciężaj".

- Tak, ale to jest piekielnie trudne, jak się weźmie dosłownie i przełoży na konkretne sytuacje. Bo on się różnił od wielu innych tym, że to nie było tylko hasło. On nie tylko to mówił, ale i z uporem realizował, co nie zawsze spotykało się ze zrozumieniem nawet wśród przyjaciół. Jest to naprawdę heroiczna postać, ale zwycięska. Dzięki niemu wielu ludzi przestało się bać, wielu się nawróciło, dostało nadzieję, a cały system zła ostatecznie się skompromitował. Ksiądz Jerzy przyciągał swoją autentycznością, ludzie garnęli się do niego, bo wiedzieli, że sam postępuje według tego, co głosi. Widziano w nim człowieka wyjątkowego, nie widziano wielkiego. Lubił słuchać. Aktorów, inteligencji. Uczył się od nich, a zarazem oni uczyli się od niego. Dlatego, że miał mądrość życiową, którą wyniósł z domu rodzinnego na Podlasiu, z Okopów pod Suchowolą.

Aktor Adam Woronowicz opowiadał, że przygotowując się do roli ks. Jerzego, spotkał się m.in. z matką ks. Jerzego, Marianną. A ponadto spędził tydzień w seminarium. Pan też był w domu ks. Popiełuszki?

- Tak, oczywiście. To było bardzo wzruszające spotkanie i silne przeżycie, ale dodające siły. Pani Marianna jest wyjątkową osobowością, zasługuje na olbrzymi szacunek i również upamiętnienie. Poznając ją i całą rodzinę, zrozumiałem lepiej księdza Jerzego i jego powołanie.

Które ze scen w filmie były najtrudniejsze do nakręcenia?

- Najtrudniejsza była scena zbiorowa z udziałem setek statystów na placu Zamkowym w Warszawie, kiedy nasza ekipa zablokowała pół Starego Miasta, albo nocna pacyfikacja huty z udziałem czołgów, realizowana w przejmującym chłodzie. Jednak również sceny męczeństwa księdza Jerzego, trudne emocjonalnie i fizycznie, były dla nas dużym wyzwaniem. Zdjęcia realizowaliśmy w wielu miejscach w Polsce - Krakowie, Zakopanem, Bartoszycach, Gdańsku, Dębkach, na Jasnej Górze, we Włocławku, Bydgoszczy, Bytomiu, Katowicach, Suchowoli; i każda scena w nowym miejscu była na swój sposób trudna.

Ale były też i zabawne momenty. Na przykład kiedy kręciliśmy w miejscu zamieszkania księdza Jerzego, na ulicy Chłodnej w Warszawie, gdzie nadal mieszkają jego dawni sąsiedzi. Gdy Adam Woronowicz, który jest do niego bardzo podobny, czekał na ujęcie, do budynku wchodziła jedna z mieszkanek. Ujrzała Adama i zamarła. Przez moment była przekonana, że stoi przed nią prawdziwy ksiądz Jerzy. Dopiero po chwili dostrzegła kamery wokół i zrozumiała, co się dzieje.

Dla pokolenia współczesnej młodzieży PRL i lata 80. to już historia. Mało znają ks. Jerzego. Czego się dowiedzą o nim z filmu?

- Tego, jakim był naprawdę. Zależało nam na tym, by sprowadzić ks. Jerzego na ziemię, żeby był tu i teraz, stał się nam bliski. Bo rzeczywiście na hasło "ksiądz Jerzy Popiełuszko" młodzi prawie nie reagują. Kojarzy się on z martyrologią, z męczeństwem, z tematem lekcji, którą trzeba odrobić. A to niecała prawda, ksiądz Jerzy całkowicie wymyka się tego rodzaju skojarzeniom. Miał swoją pasję i odwagę, którą pociągał innych, ale i słabości. Lubił samochody. Palił papierosy, choć nigdy nie w sutannie, bo bardzo szanował swój kapłański stan. To wszystko składa się na obraz człowieka normalnego, a jednocześnie posiadającego świadomość znaczenia tego, co robił, i poczucie odpowiedzialności. W pewnym momencie zdał on sobie sprawę ze swego oddziaływania. I stało się to dla niego olbrzymim ciężarem i zarazem wyzwaniem. Nie cofnął się, przyjął jako zadanie od Pana Boga. I poszedł do końca. To wszystko chcieliśmy pokazać, oczywiście w sposób syntetyczny. Film trwa niecałe 2,5 godziny, a opowiada o kawale życia wyjątkowego człowieka.

Plakat zapowiadający film jest podobny do reklamy "Casino Royale" z Jamesem Bondem. Internauci więc już skomentowali, że ks. Popiełuszko wygląda jak agent 007. Dobry chwyt marketingowy. O to chodziło?

- Hm. Plakat miał na celu zainteresowanie filmem i ściągnięcie uwagi młodych na osobę ks. Jerzego. Ale jest kolosalna różnica między tymi dwoma bohaterami. Nawet biorąc pod uwagę poczucie humoru i zbieżne elementy artystyczne filmów. Przyznam, że ta dyskusja mnie trochę zaskoczyła i zdziwiła. Plakat to hasło. Ten podobny do Bonda mówi, że w filmie jest dużo akcji, drugi plakat z portretem księdza Jerzego wskazuje że nie tylko, że można też spodziewać się w tym filmie głębi. Dystrybutor chciał wskazać różne walory tego filmu. Mam wrażenie, że ta forma swoistej prowokacji spełniła swoje zadanie.

Film wchodzi na ekrany w ważnym momencie, mamy bowiem coraz więcej głosów z Watykanu, zapowiadających szybkie zakończenie procesu beatyfikacji ks. Jerzego. Na film będzie więc zwrócona szczególna uwaga, i widzów, i krytyków.

- Nie obawiam się tego. To może osobiste wyznanie, ale ja mam poczucie, że film jest tylko jednym z elementów jakiegoś wyższego planu, którego ja nie do końca rozumiem. To, że to tak wszystko się zbiega. Chcieliśmy zrobić ten film już parę lat temu, ale z różnych względów wszystko się przedłużało. Jak na to patrzę teraz, to myślę, że tak miało być. Jednocześnie ukazuje się książka IPN, w całej Polsce ma ruszyć wielka akcja edukacyjna skierowana do młodych ludzi. Wierzę, że to wszystko dobrze przygotuje nas na tę oczekiwaną beatyfikację, jak powiedział abp Nycz, ale też i przywróci znaczenie tym wartościom, o które walczył ksiądz Jerzy Popiełuszko. Minęło 20 lat, odkąd żyjemy w niepodległym kraju, warto się zastanowić, jakie były korzenie naszej dzisiejszej wolności.

Dziękuję za rozmowę.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie