Kobieta umarła na schodach szpitala w Sławnie. Rodzina błagała o pomoc personel medyczny. Szpital nie widzi zaniedbania lekarza

Magdalena Olechnowicz
Magdalena Olechnowicz
Pani Janina zmarła na schodach przed szpitalem w Sławnie. Odeszła na oczach córki i zięcia, którzy błagali o pomoc personel medyczny. Zdaniem rodziny lekarz nie chciał przyjąć kobiety z obawy przed zarażeniem COVID-19. To ten sam lekarz, który został zawieszony w szpitalu w Słupsku po naszym artykule. Dyrektor szpitala w Sławnie wyjaśnił, jak doszło do zdarzenia, ale nie widzi zaniedbania ze strony szpitala. Rodzina postanowiła zawiadomić prokuraturę. Fot. Wojciech Kulig
Pani Janina zmarła na schodach przed szpitalem w Sławnie. Odeszła na oczach córki i zięcia, którzy błagali o pomoc personel medyczny. Zdaniem rodziny lekarz nie chciał przyjąć kobiety z obawy przed zarażeniem COVID-19. To ten sam lekarz, który został zawieszony w szpitalu w Słupsku po naszym artykule. Dyrektor szpitala w Sławnie wyjaśnił, jak doszło do zdarzenia, ale nie widzi zaniedbania ze strony szpitala. Rodzina postanowiła zawiadomić prokuraturę.

W poniedziałek, 12 kwietnia, rodzina złożyła oficjalną skargę do dyrektora szpitala w Sławnie. Tragiczna historia rozegrała się w poniedziałek, 29 marca.

- Mama z rana źle się czuła i była umówiona do lekarza rodzinnego. Zawiózł ją szwagier. Lekarz zmierzył mamie cukier. Stwierdził, że jest bardzo wysoki i powiedział, że nie puści jej do domu. Wypisał skierowanie do szpitala na oddział wewnętrzny, aby tam obniżono mamie ten cukier i dopasowano leki - opowiada Magdalena Wiewiórska, córka zmarłej. - Szwagier stwierdził, po rozmowie z moją siostrą, że nie będą wzywali karetki, bo przecież jest samochodem i może mamę zawieźć, tak będzie szybciej. Skierowanie do szpitala było wystawione elektronicznie. Szwagier zabrał więc mamę od razu do szpitala. Przyjechała też moja siostra Marysia, która zwolniła się z pracy, aby być z mamą.

Tragedia rozegrała się na schodach prowadzących do oddziału wewnętrznego szpitala w Sławnie.

Pani Maria Elendt tak opisuje zdarzenie:

- Mama była słaba. Mąż prowadził ją w kierunku wejścia na oddział wewnętrzny, a ja pobiegłam pod drzwi. Na schodach mamie brakło sił, chciała usiąść, powoli zaczęła tracić przytomność. Pielęgniarka, która została dwukrotnie poinformowana o tym, że moja mama umiera na schodach powiedziała: "Tak to bywa, ja nic wam na to nie poradzę, na kartce są numery, pod które trzeba dzwonić. Lekarz, który po kilkukrotnym dzwonieniu odebrał telefon, również został poinformowany, w jakim stanie jest mama. Powiedział, że przed chwilą na korytarzu był pacjent z covidem i on nie może zejść, bo trwa dezynfekcja, której nie zaobserwowaliśmy. Lekarz wszystkiemu przyglądał się z okna. Nie reagował na moje wołanie o pomoc. Tylko wzruszył ramionami
Czy tak wygląda lekarz, który składał przysięgę Hipokratesa? Lekarz zszedł po około 20 minutach. Nie próbował ratować mamy. Dla niego ważniejszy był test na COVID. A na skierowaniu było napisane, że wynik jest negatywny, bo mama miała robiony test. Uważam, że ewidentnie zostały naruszone prawa pacjenta. Dlatego powiadomimy prokuraturę - mówi pani Maria.

Pani Janina Gunerka była młodą kobietą. 12 kwietnia skończyłaby 63 lata. Przez wiele lat pracowała w szpitalu. Rodzina jest zdruzgotana. Żąda wyjaśnienia sprawy i oczekuje, że lekarz poniesie konsekwencje

- Wiemy, że ten lekarz był zawieszony w szpitalu w Słupsku, więc dlaczego mógł pracować w szpitalu w Sławnie? - pyta pani Magdalena.

Lekarz rzeczywiście jest zawieszony w szpitalu w Słupsku, gdzie pełnił dyżury na SOR i w ramach Nocnej Opieki Chorych. Był zatrudniony przez zewnętrzną firmę Opieka Specjalistyczna z Gdyni, z którą zarząd szpital zerwał współpracę, po naszym artykule, w którym opisaliśmy wulgarne zachowanie lekarza.

Lekarz jednak może pracować w innych placówkach, ponieważ nie zostały mu odebrane, ani zawieszone prawa do wykonywania zawodu.

Zdaniem dyrektora szpitala

O wyjaśnienie tego tragicznego zdarzenia poprosiliśmy dyrektora szpitala w Sławnie.

- Ostatnie trzy dni życia pacjentka źle się czuła. W ostatnim dniu życia była u lekarza rodzinnego, który stwierdził poziom cukru na poziomie 570, czyli był kilkakrotnie powyżej normy. Pacjentkę przywiozła rodzina. Nie skorzystano z pogotowia ratunkowego. Przywieziono chorą bezpośrednio na oddział wewnętrzny. Pacjentka zmarła w ciągu zaledwie kilkunastu minut. Może gdyby była w karetce, reakcja byłaby szybsza - mówi Tomasz Walasek, dyrektor Szpitala w Sławnie.

Sprawę zbadał wnikliwie.

- Aby być w zgodzie z własnym sumieniem poprosiłem o wyjaśnienie lekarza, który był na dyżurze i naczelną pielęgniarek. Sprawę znam doskonale, ponieważ lekarz do mnie zadzwonił tuż po zdarzeniu i poinformował, że ma martwą pacjentkę na schodach szpitala. Poprosiłem lekarza rodzinnego, u którego była kobieta tego dnia, aby udzielił mi precyzyjnej odpowiedzi, o której godzinie pacjentka wyjechała od niego. Po jakim czasie dotarła do szpitala. Skarga rodziny wpłynęła w poniedziałek, 12 kwietnia. Ze skargi wynika, że czas oczekiwania na zejście lekarza to 20 minut. Z wyjaśnień dwóch pielęgniarek i lekarza wynika, że było to około 10-12 minut - wyjaśnia dyrektor Walasek. - Córka pisze, że w oddziale nikt nie odbierał telefonu. Z oddziału mam informacje, że ok. 16.30 było inne przyjęcie na oddział chorób wewnętrznych, równolegle było uzgadnianie przyjęcia pacjenta ze szpitala w Szczecinku. Jeżeli córka mówi, że nikt nie odbierał, to tylko dlatego, że lekarz w tym czasie rozmawiał ze szpitalem w Szczecinku. Lekarz w swoim wyjaśnieniu napisał, że zaraz po otrzymaniu informacji o słabej pacjentce na schodach, przebrał się i poszedł do niej. To rząd 10-12 minut. Skoro zostanie zawiadomiona prokuratura, poczekajmy na wyjaśnienie tej sprawy - mówi dyrektor.

Powtarza, że nie widzi winy szpitala.

- Ja naprawdę nie widzę uchybienia. Dwie pielęgniarki wyjaśniły, że po uzyskaniu informacji, że jest pacjentka, lekarz przebrał się i poszedł do pacjentki. Jeśli ktoś już wydaje wyrok, to jest mi przykro. Ja mam czyste sumienie i w mojej ocenie nie było ani promila zaniedbania - mówi Tomasz Walasek.

Córki zmarłej podkreślają, że lekarz nie wyszedł z obawy o COVID, a kobieta miała robiony test i wynik był ujemny.
- Wiarygodność testu jest w granicach 80 procent. Ten lekarz przeszedł covid bardzo ciężko. Przed zbadaniem pacjentki musiał mieć pewność, że nie jest zarażona. Nie wiem, czy córka przekazał informację, że test jest zrobiony.

Dyrektor zapewnia, że gdyby zawinił personel, wyciągnąłby konsekwencje.

- Byłbym pierwszy który wyrzuciłby lekarza, gdyby to zejście do pacjentki trwało 3-4 godziny, gdyby lekarz był poza oddziałem. Ale to naprawdę ciężki oddział. Interna jest w symbiozie z covidowym. Lekarz na dyżurze ma dużo obowiązków. Jednak wyjaśnię to co do minuty. Uszanujmy wolę rodziny, która chce zawiadomić prokuraturę, ale zaczekajmy do orzeczenia. Łatwo się kreuje wyroki, nie mając precyzyjnej wiedzy. Każda śmierć to gigantyczny dramat, a ochrona zdrowia służy temu, aby tych tragicznych zdarzeń było jak najmniej - mówi Tomasz Walasek.

ZOBACZ TAKŻE: Tłum gości na porodówce w słupskim szpitalu

Wideo

Komentarze 7

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość

Gp24 kasuje komentarze. Jaki szmatławiec.

A
Anna

Dyrektor stwierdza..."Wiarygodność testu jest w granicach 80 procent. Ten lekarz przeszedł covid bardzo ciężko. Przed zbadaniem pacjentki musiał mieć pewność, że nie jest zarażona"... Zatem lekarz ma przeciwciała i dodatkowo pewnie jest zaszczepiony więc jest bezpieczny i nie zarazi się od osoby chorej. Przecież w jakimś celu medycy byli szczepieni jako pierwsi.

G
Gość
14 kwietnia, 00:26, Pati:

Może gdyby była w karetce, reakcja byłaby szybsza - mówi Tomasz Walasek, dyrektor Szpitala w Sławnie. Przecież Ona była pod drzwiami szpitala i nikt nie pomógł. Swój broni swojego. Bez empatii, wywalić takich konowałów i cwaniaczków. Skarżyć w sądzie i dowalić takie odszkodowanie aż im w pięty wejdzie.

Najpierw reforma sądownictwa bo inaczej będzie jak z Nowakiem lub Piniorem

S
Strzykawa

Oni mają tylko piniąc we łbach. Jaka przysięga? Tylko prywata sie liczy albo umieraj. Jak zapłacisz to kovida sie nie boją.

P
PZ

Dalej oklaskujcie ich i w pas się kłaniajcie a oni mają w d...

G
Gość

Lekarz pracuje tam, gdzie podpisze kontrakt dopóki Izba Lekarska go nie zawiesi . Na pewno jeszcze jako specjalista pracuje w MSWiA na Lelewela

b
bhkjhj

jak macie chciaz troche szacunku dla mamy ......to idzcie z nim porozmawiac jak 200 lat temu....liczycie na sady? hahahahahah powodzenia.....sprawiedliwosc wymaga poswiecenia .....taki piekny cytat

Dodaj ogłoszenie