Krzysztof Kowalik z Przechlewa opowiada, jak zdał prawo jazdy jadąc lamborghini. „Nie patrzę już w przeszłość tylko w przyszłość”

Olek Knitter
Olek Knitter

Wideo

Zobacz galerię (7 zdjęć)
O wyjątkowym i jedynym w swoim rodzaju egzaminie na prawo jazdy w lamborghini w Chojnicach usłyszeli już prawie wszyscy. Jak doszło do tego, że zdawał egzamin w takim aucie, czy bał się jazdy po łuku, czy ludzie oglądali się za lamborghini z eLką na dachu, jakie ma marzenia? Na wszystkie te pytania odpowiada Krzysztof Kowalik z Przechlewa, który wsiadł za kółko tego samochodu. Cała akcja ma wypromować zbiórkę pieniędzy na protezy sportowe - Krzysztof Kowalik wraz ze swoim kolegą stracili lewe nogi w wypadku motocykla.

Przeszło Panu kiedyś przez myśl, że zasiądzie pan w lamborghini? Marzy o tym pewnie wiele dzieciaków, potem kierowców, ale jest to raczej marzenie mało realne. Większość ma takie samochody, ale … resoraki.

Tak przyszło mi kilka razy przez myśl, żeby przejechać się tak cudownym samochodem, ale myślałem, że to jest ogólnie nierealne.

Jak do tego doszło, że pojawiła się propozycja zdania prawa jazdy za kółkiem lamborghini?

Propozycja zdawania tym samochodem wyszła od Pawła Billa, który sam zadzwonił do mnie i zaproponował taką możliwość.

Przestałem się bać egzaminu na prawo jazdy w lamborghini

Czy nie bał się Pan tego samochodu? Mam na myśli jego możliwości. Silnik 5,2 litra i 560 koni mechanicznych robią wrażenie, a jak do tego dodamy, że samochód rozpędza się do 100 km/h w 3,5 sekundy, to aż strach się bać.

Ogólnie na początku był taki strach, żeby za mocno nie wcisnąć pedału gazu i żeby auto mi nie „wystrzeliło”, ale później już przestałem się o to bać. Przyzwyczaiłem się do samochodu i wiedziałem, jak wszystko chodzi.

Jak zareagowali bliscy, gdy dowiedzieli się, że będzie pan zdawał „prawko” takim samochodem. Co na to rodzina, koledzy?

Wszyscy zareagowali podobnie – był szok i niedowierzanie. Niektórzy w ogóle nie wierzyli, że będę zdawał lamborghini.

Jak wyglądały pierwsze jazdy? Raczej nie były na „zwykłej” ulicy. Niech się Pan przyzna, ile najwięcej pan jechał tym samochodem.

Najszybciej jechałem 100km/h, bo bardzo uważaliśmy, żeby nic się nie stało, bo jednak samochód ten jest sporo warty.

Pierwsza jazda odbyła się po torze w Poznaniu. Był duży stres, jak do tego samochodu wsiadłem. Trzeba było bardzo ostrożnie wszystko robić i przede wszystkim wyczuć ten samochód.

Na egzaminie miał Pan utrudnione zadanie. Ten samochód jest o kilkadziesiąt centymetrów szerszy niż kia, którą zdają wszyscy kursanci. Nie było stresu, że takim autem obleje się na łuku i nie wyjedzie do miasta?

Nie, tu nie było aż tak dużego stresu. Bardzo dużo czasu spędziłem w tym samochodzie na ćwiczeniu łuku i byłem o to spokojny.

Chojnice: Zdał prawo jazdy jadąc… lamborghini gallardo! Mies...

Egzamin na prawo jazdy w lamborghini

Czy ludzie na chodnikach oglądali się za wami? Pewnie nie tylko kobiety, ale również z zazdrością faceci?

Tak było bardzo duże zainteresowanie ludzi. Wszyscy nagrywali filmy i robili zdjęcia, jak jechaliśmy.

Czy wraca Pan jeszcze pamięcią do tego, co wydarzyło się pół roku temu? Czy stara się Pan już tylko patrzeć w przyszłość. Pana historia może być lekcją dla innych osób. Mimo nieszczęśliwego wypadku nie poddał się Pan i walczy. To dobry przykład dla innych. Choć pewnie początki były trudne.

Nie patrzę już w przeszłość tylko patrzę w przyszłość. Początki były bardzo trudne, ale teraz myślę, że daję sobie świetnie radę i dążę powoli do celu.

Zbiórka na protezy sportowe

Obecnie trwa zbiórka na protezy dla Pana i Pana kolegi. Mają to być protezy sportowe. Czym różnią się od takich zwykłych?

Różnią się dość sporo od zwykłych protez, w których można tylko chodzić. My z moim przyjacielem uprawialiśmy bardzo dużo sportu i chcielibyśmy teraz do tego wrócić.

Cały czas myślę o tym, żeby spróbować pokonać triathlon.

Inne marzenia i plany?

Marzenie mam tylko jedno, żebyśmy dostali te protezy i normalnie, tak jak kiedyś, funkcjonowali.

A może zakup lamborghini?

Nie zastanawiałem się nad zakupem takiego samochodu, ale na pewno fajnie byłoby mieć takie auto.

Link do zrzutki, gdzie Krzysztof Kowalik z przyjacielem Miłoszem zbierają pieniądze na protezy sportowe: Zbiórka na protezy.

Kilka faktów z egzaminu na prawo jazdy:

  • egzamin odbył się w piątek, 25 września w chojnickim oddziale Pomorskiego Ośrodka Ruchu Drogowego,
  • lamborghini ma silnik o pojemności 5,2 litra, 560 koni mechanicznych, do setki rozpędza się w 3,5 sekundy i osiąga 325 km/h,
  • polskie prawo dopuszcza podstawienie innego samochodu do egzaminu. Jest tak w przypadku, gdy dotyczy to osoby niepełnosprawnej i samochód jest przystosowany do danego schorzenia. Lamborghini miało automatyczną skrzynię biegów,
  • to pierwsza taka sytuacja w historii i to w oddziale w Chojnicach – potwierdza Roman Nowak, dyrektor PORD w Gdańsku,
  • egzaminator w tym przypadku nie miał możliwości szybkiej reakcji, gdyż nie miał dostępnych pedałów pod własnymi stopami.

WSZYSTKO DLA KIEROWCÓW:

Materiał oryginalny: Krzysztof Kowalik z Przechlewa opowiada, jak zdał prawo jazdy jadąc lamborghini. „Nie patrzę już w przeszłość tylko w przyszłość” - Dziennik Bałtycki

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie