Krzysztof Zanussi opowiadał w Słupsku o życiu i wartościach

Zbigniew Marecki
Na świecie jedna rzecz już dawno się wyczerpała. To jest uwaga ludzka. Jej więcej nie będzie i my o tę uwagę drapieżnie walczymy – mówił w Słupsku prof. Krzysztof Zanussi podczas otwartego spotkania z co najmniej kilkuset osobami.

W mieście pojawił się zaledwie na kilka godzin na zaproszenie Słupskiego Uniwersytetu Trzeciego Wieku, ale w auli Akademii Pomorskiej uważnie był słuchany także przez studentów i pracowników Akademii Pomorskiej, na czele z jej rektorem prof. Zbigniewem Osadowskim. - Po to, aby mieć państwa uwagę, ktoś inny czeka ze swoim programem, ale nie będzie miał państwa jako widzów, bo państwo wybrali, żeby przyjść tutaj. Ja od razu osobiście czuję się wdzięczny, że ktoś mnie wybrał i zechciał przyjść na rozmowę ze mną, a nie gdzieś indziej – rozwijał swoją filozoficzną myśl twórca, który w ubiegłym roku ukończył 80 lat, ale nadal jeździ po świecie, spotyka się z różnymi grupami ludzi, promuje swoje filmy (obecnie „Eter”) oraz pracuje nad nowymi pomysłami. – Chciałbym jeszcze zrealizować telewizyjny miniserial, bo ten gatunek podoba się teraz publiczności. Złożyłem taki projekt w TVP, ale na razie nie mogę doczekać się odpowiedzi – zdradził. O samej rządowej telewizji się nie wypowiadał, choć nie ukrywał, że nie podoba mu się, że rząd Zjednoczonej Prawicy w kulturze przywraca centralistyczne rozwiązania z epoki PRL.

Zwolennik kultury wysokiej

W swoich wypowiedziach Zanussi był nie tylko szczery i dowcipny, ale chyba przede wszystkim konsekwentny, bo – jak zawsze – prezentował się jako zwolennik kultury wysokiej. - Jeśli się pije sikacze, to nie doceni się dobrego wina. To się nie da połączyć, gdy raz korzysta z kultury wyszukanej, a innym razem prymitywnej, bo ma się zepsuty smak. O gustach się nie dyskutuje, bo je się ma albo nie ma i kropka. Jak ktoś nie słyszy, że Beethoven był wielkim muzykiem, to po prostu jest głuchy, anie, że ma inny gust - wyjaśniał, dlaczego nie ma sensu mieszanie sztuki wysokiej i niskiej, co współcześnie jest dość charakterystyczne. Wprost powiedział także, dlaczego jego zdaniem sztuka niska, zwana eufemistycznie popularną obecnie zdobywa tak duże uznanie. - Kiedyś diwy operowe zarabiały wielkie pieniądze, a śpiewaczki targowe grosze. Teraz pani Doda z pewnością zarabia więcej od solistek operowych - wyjaśniał. Jego zdaniem wiele winy ponosi za to reklama, bo reklamuje się to, co jest złe.

Potomek włoskiej rodziny

On sam – jak wyjaśnił – przywiązanie do kultury wysokiej wyniósł z domu rodzinnego – wywodzącego się z Włoch rodu przedsiębiorców budowlanych architektów. - Moi przodkowie jeździli po świecie i czuwali tam nad wznoszeniem różnych budowli. Mój ojciec także namawiał mnie, abym został architektem, ale jednocześnie pokazywał mi Pałac Kultury w Warszawie i wskazywał, jakie nieciekawe rozwiązania musiał tam wprowadzić architekt. Bałem się, że jak pójdę jego drogą, to też spotka mnie taki los. Dlatego zrobiłem skok w bok i poszedłem na fizykę. Tam jednak spotkał mnie najgorszy los, bo byłem średniakiem. Dlatego gdy zacząłem robić amatorskie filmy i zaczęto mnie za to nagradzać, to pomyślałem, że to jest moja droga – mówił o swoich wyborach.

Co robi grzeczny chłopiec

Opowiedział także o tym, jak w dzieciństwie – jak każde dziecko – uczono go, aby zawsze mówił prawdę. - Jednocześnie jednak usłyszałem od rodziców, że jak do drzwi będą pukać Niemcy, to mam mówić, że nikogo nie ma, nawet wtedy, gdy rodzice będą stali za mną i dawali mi znaki, jak mam postępować. Wtedy zrozumiałem, że niekiedy grzeczny chłopiec niekiedy musi mówić nieprawdę, a niegrzeczny zawsze mówi prawdę – wspominał, jak się uczył systemu wartości, którym kieruje się do dzisiaj.

Co odróżnia inteligenta

Powiedział także, że w najtrudniejszych czasach, gdy w rodzinie brakowało pieniędzy, wierny pozostał kulturze wysokiej, bo nauczono go, że ona różni inteligenta od ludzi spod budki z piwem. Dlatego cały czas stara się mówić ładnym językiem, choć trochę drażni go jego maniera, której nie może pokonać, słucha dobrej muzyki i czyta klasykę, jak np. powieści powieści Balzaka, które przyswoił w młodości, gdy rodziny nie było stać, aby kupować mu nowe buty, gdy były potrzebne. - Te lektury wydawały się zbędne, ale gdy w końcu mogłem pojechać do moich bajecznie bogatych włoskich kuzynów, to szybko uświadomiłem sobie, że – jak u Balzaka – jestem biednym kuzynem z prowincji, który na powitanie wyściskał odźwiernego, gdy otwarto mi drzwi do bogatego domu – wspominał, lekko uśmiechając się namyśl o dawnych czasach.

Wiara to tajemnica

Sprowokowany przez dra Łukasza Androsiuka, który prowadził słupskie spotkanie, podjął też wątek wiary, który często pojawia się w jego filmach. Jak tłumaczył Zanussi, dla niego najważniejszy jest problem tajemnicy, który towarzyszy wierze. Przy okazji przywołał cytat z Alberta Einsteina, który w 1946 roku, w czasie wykładu dla humanistów miał powiedzieć, że ten, kto nie dostrzega tajemnicy wiary, ten jest ślepy i głuchy. Potem dodał: - Ja jestem człowiekiem bezwyznaniowym, ale jeśli tajemnica leży u podstaw wrażliwości religijnej, to ja jestem religijny – cytował słynnego fizyka Zanussi, podkreślając, że zna dobrze ten cytat na pamięć. Choć uważa, że członkowie wspólnot religijnych tak naprawdę mają bardzo różne wyobrażenie Boga, to łączy ich poczucie tajemnicy. Odczuł to choćby w czasie kontaktów z Japończykami. Zupełnie inne odczucie wyniósł z rozmów z Chińczykami, którzy nadawali jakby na innej fali. Reżyser jednak ma wyrobione zdanie na temat świata wartości. - Wartości w ogóle są jedne, nie ma różnych wartości, są one jedynie w różny sposób implementowane, czyli w różny sposób się realizują. To jest zagadnienie, z którym całe życie się zmagamy, bo tę samą wartość trzeba zobaczyć winnym świecie i ona zwykle coś innego znaczy – tłumaczył.

Trochę promocji

Choć podkreślał , że reklama to zło, to sam też na koniec promował książkę żony o dziejach rodziny Zanussich oraz własną, która jest zapisem spotkania podobnego do tego, które wydarzyło się w Słupsku. A zrobił to, bo - jak powiedział - organizatorzy zapomnieli o zaproszeniu na spotkanie wydawnictwa, które z pewnością sprzedałoby przy tej okazji kilka jego książek. Potem przyjął hołd od Krystyny Danileckiej-Wojewódzkiej, prezydent Słupska i dał się zaprosić na kolejne spotkanie, choć „po osiemdziesiątce już nie powinno się planować.”

Spotkanie z prof. Krzysztofem Zanussim w auli Akademii Pomor...

ZOBACZ TAKŻE: Spotkanie z prof. Krzysztofem Zanussim w Akademii Pomorskiej

Wideo

Komentarze 2

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

G
Geograf

.....potrafi zanudziç...dlatego jego odbiorcy po prostu zsypiajà....teraz po jego wizycie Słupsk zapadnie w sen...chyba że ja go obudzę ....o powodzi i zalewania wody żartowałem ale ile ja musiałem czasu poświęcić aby w tępy łeb wiceprezydenta swój pomysł wtłoczyć...Ale prace na polderach ruszyły...uff...cièżko było...

G
Gość

Ile wziął za spotkanie ?

Dodaj ogłoszenie