Kulinarne przepisy nauczyciela fizyki (rozmowa)

WF
Udostępnij:
Marcin Kisielewski, nauczyciel fizyki w Zespole Szkół Mechanicznych i Logistycznych w Słupsku, pasjonat kiszonek, jest współautorem albumu kulinarnego „Zdrowie na talerzu. Kiszonki”, który od niedawna jest dostępny w księgarniach.

Jak to się stało, że został pan zaproszony do współautorstwa tej książki?

To jest druga edycja tej książki, której głównym autorem jest Magdalena Pinkos, a wydało ją wydawnictwo SBM. I to właśnie wydawnictwo, patrząc na zdjęcia moich kiszonek na profilach w mediach społeczno-ściowych, zaproponowało współpracę, aby wspólnie zrobić rozszerzenie do tej książki. Moje zdjęcia spodobały się do tego stopnia, że wydawnictwo postanowiło wydać książkę w lepszej jakości, a la atlas kiszonek. Umówiliśmy się, że zrobię 20 dodatkowych przepisów ze zdjęciami i tekstem. W kwestii zdjęć pomogło Liceum Plastyczne przy Zespole Szkół Informatycznych, gdzie chodziłem na lekcje ze słoikami, a także przyborami kuchennymi, żeby można było zrobić jak najlepszą aranżację do zdjęć. Wydawnictwo było zadowolone, przyjęło moje materiały i wydało książkę, z czego jestem niezmiernie zadowolony ponieważ to jest dla mnie rodzaj przygody.

Kiedy zaczął pan pracę nad materiałami do tej książki?

Najpierw musiałem zrobić te kiszonki, które chciałem zaprezentować, a także spróbować jak smakują. Daję zawsze spróbować mojej żonie, która zawsze oceni czy to jest jadalne. To było w styczniu, przed rokiem. I wtedy również zaczęliśmy robić zdjęcia do albumu. Uczniowie z Liceum Plastycznego bardzo profesjonalnie podeszły do tej pracy, miały też z tego frajdę.

Co pan proponuje w tych przepisach na kiszonki?

Są tam przepisy na słodkie kiszonki, jak na przykład kiszona figa, albo kiszonki do picia i na typowe kiszonki. No może nie na takie popularne, bo na kiszenie ogórków czy kapusty tam nie ma, ale z różnych innych warzyw, owoców i kwiatów jak najbardziej.

A jaki przepis na kiszonkę poleciłby pan w szczególności?

Ja wyszukuje trochę zapomniane warzywa. Na działce moich rodziców hoduję wężymorda.

Przepraszam, co?

Wężymord. To odmiana astra, którego korzenie się wykopuje. Jest to bardzo delikatne, kiedyś na to mówiło się kapary dla ubogich, albo kapary z Pomorza. Bardzo fajnie smakuje. Ta nazwa wężymord wzięła się stąd, gdyż podczas obierania z korzenia wycieka mleczko. W średniowieczu ludność myślała, że jest to dobre na jad węża. I smarowano sobie ukąszenia, no i nikt nie ucierpiał. Ale nikt wtedy nie wiedział, że na naszym terenie nie ma jadowitych węży, poza żmiją.

W powszechnym mniemaniu kiszonki przygotowuje się jesienią. Ale pan to chyba robi je przez cały rok?

Tak, co parę dni muszę coś ukisić. To jest dla mnie relaks. Żona idzie na fitness, a ja staję przy blacie kuchennym i zaczynam sobie komponować. Mam specjalną szafę, w której stoi ponad 100 słoików.

Kto to wszystko zjada?

No oczywiście zjadamy to w rodzinie, ale mam też fanów, nauczycieli, znajomych, którzy czasem chcą ode mnie jakieś kiszonki.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Rosja niszczy ukraiński przemysł

Wideo

Komentarze 4

Komentowanie zostało tymczasowo wyłączone.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość
7 lutego, 16:23, Marcinek:

Gratuluje i pozdrawiam z rodzinką :)

Dziękuję :)

M
Marcinek

Gratuluje i pozdrawiam z rodzinką :)

G
Gość
7 lutego, 8:51, Gość:

Panie Marcinie - gratulacje!

Dziękuję :)

G
Gość

Panie Marcinie - gratulacje!

Przejdź na stronę główną Głos Pomorza
Dodaj ogłoszenie