Maciej Rutkowski: oddaję dług regionowi (rozmowa)

    Maciej Rutkowski: oddaję dług regionowi (rozmowa)

    res

    Głos Pomorza

    Aktualizacja:

    Głos Pomorza

    Maciej Rutkowski: oddaję dług regionowi (rozmowa)

    ©Krzysztof Piotrkowski

    Rozmowa z Maciejem Rutkowskim.
    Maciej Rutkowski: oddaję dług regionowi (rozmowa)

    ©Krzysztof Piotrkowski

    Windsurfing to już bardziej styl życia i przynależność do społeczności niż tylko sport. Czy mógłbyś opowiedzieć o tym, jak to wygląda. Jesteście razem i przemieszczacie się z zawodów na zawody. To pewnie sprzyja powstawaniu przyjaźni. Jak potem rywalizujecie?

    Zawodowych windsurferów na całym świecie jest pewnie koło stu, więc to faktycznie dość wąskie grono, a podróżując razem z zawodów na zawody i trenując razem pomiędzy nimi, przyjaźnie są nieuniknione.
    Z drugiej jednak strony jest to sport indywidualny, więc siła osobowości i wielkości naszych ego jest naprawdę konkretna. W praktyce wygląda to tak, że ma się dwóch, trzech kumpli, z którymi się trenuje, testuje sprzęt, dzieli pokój na zawodach itd. Całej reszcie podaje się rękę, zamieni parę słów i okaże mniejszy lub większy szacunek. Natomiast na wodzie przyjaźni absolutnie zero, bo ścigamy się w systemie "no rules", czyli regularnie dochodzi do kontaktu, szczególnie na zwrotach, a często opłaca się zrobić coś, co w niższych ligach, w których zasady nadal istnieją, uznawane byłoby za nielegalne.

    Czy z tego sportu można się utrzymać, czy to wieczne poszukiwanie sponsorów?Jak to wygląda w twoim wypadku?

    Finansowo na pewno nie jest to piłka nożna. Do tego do zawodowej części tego sportu nie wpływa nawet grosz rządowych pieniędzy, które pompowane są w olimpijskiego RS:X-a, dyscyplinę bardzo wymagającą sportowo, ale mającą więcej wspólnego z żeglarstwem niż z windsurfingiem. Zawodnicy z Pucharu Świata PWA utrzymują się więc z nagród pieniężnych, pensji od producentów sprzętu oraz firm mniej więcej ze sportem związanych, jak producentów ciuchów czy akcesoriów. Potem mamy sponsorów zupełnie pozabranżowych, o których zdecydowanie trudniej i jedna decyzja podjęta przez centralę firmy, czy zmiana właściciela, czy zmiana osoby odpowiedzialnej za marketing może zmienić całą strategię, więc czasem zupełnie nie mamy wpływu na utrzymanie tych kontraktów. Generalnie nie ma lekko, ale jeżeli ja, tak naprawdę na początku swojej drogi, jestem w stanie to zrobić, to pokazuje, że owszem, da się z tego sportu żyć.

    W tym roku występowałeś na zamkniętym akwenie na Stadionie Narodowym. Nie są to częste starty. Tam chyba zupełnie inaczej wieje wiatr i inaczej technicznie podchodzi się do każdej konkurencji.

    Tak, "indoor" to zupełnie inna bajka. Wiatr przy wiatrakach wieje bardzo mocno i bardzo nierówno, a 25 metrów dalej, przy drugiej krawędzi basenu zdecydowanie równiej i zdecydowanie słabiej. Używa się zupełnie innego sprzętu, konkurencje wyglądają trochę inaczej, a ilość treningów jest bardzo ograniczona, bo wiatraki zostały postawione w czwartek późnym wieczorem, a w piątek wieczorem już musieliśmy wystąpić przed 20-tysięczną widownią. To też było niesamowite. Widziałem już tysiące ludzi na plaży czy pod sceną, ale widownia widząca wszystko tak dokładnie i z tak bliska to na pewno nowość. Zawodów w hali nie było od prawie 10 lat, więc ta garstka zawodników, która już to robiła, miała ogromną przewagę i zdominowała wszystkie konkurencje. W rozgrywanym w piątek i sobotę Pucharze Świata poszło mi raczej słabo, bo przygodę ze slalomem skończyłem już na kwalifikacjach, a w skokach skończyłem 15., natomiast podczas mistrzostw Polski udało mi się zdominować konkurencję i wygrać pierwsze w historii halowe mistrzostwa kraju.

    2014 rok skończył się. Jaki był dla ciebie sportowo? Co zdobyłeś, co osiągnąłeś? Polski sport osiągał fenomenalne sukcesy, na igrzyskach olimpijskich, mistrzostwach świata. Chyba i ty nie zawiodłeś siebie i tych, którzy liczyli na ciebie.

    Tak, to był dobry rok polskiego sportu, który zawsze z zapartym tchem śledzę, choć moja perspektywa na pewno różni się od przeciętnego Kowalskiego. Wiedząc, jak to jest występować pod presją, walczyć o duże cele itp., zaczynasz zwracać uwagę na zupełnie inne rzeczy i to jest dosyć ciekawe, jak uniwersalne są niektóre prawa niezależnie od dyscpliny. Chcąc nie chcąc, czasami też porównywany jestem do zawodników innych dyscyplin i miejsc w światowych rankingach sportowców, którzy są zdecydowanie bardziej popularni, mimo podobnego statusu w swojej dyscyplinie. Jeżeli chodzi o wyniki, to był mój drugi seniorski rok i trzeci pełny w Pucharze Świata i mimo że 16. miejsce w rankingu nie jest jakąś rewelacją, to po 37. w 2012 r. i 30. w 2013 r. postęp na pewno cieszy. Mam nadzieję, że uda się utrzymać to tempo. Mówię tu oczywiście o slalomie, bo w zapomnianej trochę formule windsurfing, która jeszcze dziesięć lat temu była bardzo popularna na świecie, jestem 12., a w wave'ie, czyli dyscyplinie polegającej na skokach i jeździe na fali, 26. Jako jedyny gość na świecie startuję w 3 różnych dyscyplinach, ale to daje mi wielką różnorodność i codzienną dobrą zabawę na treningach. W slalomie w Polsce nie przegrałem od 2011 roku i mam nadzieję tę passę podtrzymać jeszcze długi czas.

    Czy to przypadek, czy w tym roku zaangażowałeś się w projekty w regionie słupskim? Latem te sierpniowe warsztaty na Gardnie, niedawno spotkałeś się z dzieciakami w społecznej szkole w Słupsku. To zamierzone działania?

    Od dłuższego czasu czułem, że chciałbym coś "oddać" regionowi, który miał tak duży wpływ na to, gdzie teraz jestem. Jednak nie do końca wiedziałem jak to zrobić, a ręce zawsze pełne roboty z treningami, sponsorami, organizowaniem wyjazdów itd. Jednak na początku roku podpisałem kontrakt z Multisalonem AutoDiug Igmar AD i wspólnie postanowiliśmy zorganizować Surfpiknik nad jeziorem Gardno. Widząc moje zaangażowanie, pewne osoby zaczęły mnie zapraszać w różne miejsca. Byłem m.in. w trzech szkołach w regionie czy na spotkaniu z ówczesnym wiceprezydentem miasta. Rozmawialiśmy o promocji miasta za jego granicami i dopiero wtedy zdałem sobie sprawę, że np. na Narodowym komentatorzy ciągle podkreślali moje pochodzenie. A jeżeli chodzi o spotkania, takie jak to w szkole społecznej, to jest mi zawsze bardzo przyjemnie widzieć, że ludzie tutaj też są zainteresowani, bo przecież całe życie wspierali mnie ludzie z zagranicy czy innych miast. Obiecałem sobie, że wykorzystam te okazje i spopularyzuję nasz piękny sport w miejscu, które nie za dużo o nim wie, np. to że znajduje się w absolutnie najlepszym miejscu do jego uprawiania - wszystkie najlepsze miejscówki windsurfingowe znajdują się w zasięgu godziny drogi samochodem ze Słupska!

    Słupsk to jeszcze twoje miejsce zamieszkania czy już tylko przystanek? Praktycznie większość czasu spędzasz poza domem. Jak to jest?

    Staram się wracać jak najczęściej, bo przecież dom jest tam, gdzie jest rodzina. Jednak staram się również wykorzystać położenie, w jakim się znalazłem i upewnić się, że wykorzystam tę sytuację w 100%. Chodzi mi o to, że przerwy między sezonami spędzam raczej w najlepszych miejscach do treningu na świecie, a te często są daleko od domu. Latem i jesienią natomiast często można mnie tu spotkać, bo między każdymi zawodami wracam do domu, a jesienne sztormy są świetną okazją do popływania. Nie ma nic lepszego niż światowej klasy warunki 15 minut od domu!

    Rozmawiał Rafał Szymański

    Czytaj treści premium w Głosie Pomorza Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze

    Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    GP24 PLUS POLECAMY

    Wideo