MKTG SR - pasek na kartach artykułów

Magiczne zachody słońca w Ustce. Podziwiane z lądu, wody i powietrza

Bogumiła Rzeczkowska
Podziwianie majowych zachodów słońca w Ustce
Podziwianie majowych zachodów słońca w Ustce Bogumiła Rzeczkowska
Gdy w Ustce Bulwar Portowy, latarnia i dawny spichlerz przybierają złote barwy, rozświetla się plaża, a spacerowicze biorą kurs na molo, to oznacza, że słońce wkrótce zatopi swoje światło w głębi Bałtyku. Co jest takiego w tym pejzażu? Spokój? Romantyczność?

Nadmorskie zachody słońca są jednym z najpiękniejszych widowisk, jakie odgrywa natura. To teatr magii z nigdy niepowtarzalną grą świateł i barw na niebie i na wodzie, gdy w oba błękity wdzierają się róże, czerwienie, pomarańcze, fiolety i złota.

Wtedy jest czas, by się zatrzymać, oderwać od codziennych trosk, poczuć częścią przyrody i dać ponieść marzeniom albo wspomnieniom. To jest też świetny czas na romantyczny spacer z ukochaną osobą.

W Ustce od lat podziwiano zachody słońca z falochronów i z łódek. I nic do tej pory się nie zmieniło. Jednak współczesny świat daje też inne możliwości. Te widoki nie zginą z naszej pamięci, bo pozostaną w pamięci aparatu czy kamery. Zapaleńcy polują na zachody z pomocą dronów. Wciąż atrakcyjne są rejsy w pogoni za tonącą złotą kulą. Kładka wtedy jest w ruchu, a statki idą w morze, bo stamtąd lepiej podziwiać widoki.

- Myślę jednak, że kiedyś było większe zainteresowanie – mówi Sebastian Łaciński, armator drewnianej Sun Star, która już od sześćdziesięciu lat pływa po Bałtyku. - Może wynika to z faktu, że dwadzieścia lat temu nie było tylu innych atrakcji, bo przecież teraz wszystko można zobaczyć w Internecie. Na razie wypływają z nami pojedyncze osoby, ale w sezonie, gdy w Ustce będzie więcej młodych, pewnie przybędzie nam pasażerów.

Sun Star, czyli 16-metrowy dawny jacht szkoleniowy, wyrusza w stronę zachodzącego słońca prawie codziennie, jeśli pogoda mu sprzyja.
- Wypływamy na 30-40 minut na odległość mili od brzegu. To nasze najładniejsze wyjście w morze z całego dnia – przekonuje armator. - Z morza jest inne spojrzenie niż z lądu. Pewnie, że można stać na falochronie i oglądać zachodzące słońce, ale z wody jest inna relacja. To jest tak jak rozmowa z przyjacielem, a nie z nieznajomą osobą. Przeżycie jest głębsze i prawdziwe, dotyka duszy. No i nasza drewniana łódka też ma duszę.

Co robią więc ludzie w czasie tak poetyckiego spaceru po morzu?
- Filmują, przytulają się, rozmawiają. Korzystają z tego, co daje im możliwość bycia na statku – odpowiada Sebastian Łaciński. - Inna jest też perspektywa spojrzenia na Ustkę od strony morza.

Kiedy złota kula znika w wodach Bałtyku, port ciemnieje. Rozświetla się światłem latarni. Statki wpływają między główki falochronów. Zziębnięci często spacerowicze wracają do miasta. Ze wzruszeniem, zachwytem, spokojem i pewnością, że następnego dnia słońce znowu wstanie.

emisja bez ograniczeń wiekowych
Wideo

Ślubowanie olimpijczyków - wywiad Przemysław Zamojski

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera
Wróć na gp24.pl Głos Pomorza