Marian Dziędziel: Między ojcem chrzestnym a ojcem świętym

Emilia Chanczewska emilia.chanczewska@mediaregionalne.pl
Marian Dziędziel.
Marian Dziędziel. Archiwum
Udostępnij:
Sporo o swojej pracy i troszkę o sobie mówił aktor, który już od 44 lat wciela się w różne postaci. Znany z kina, z telewizji i z teatru Marian Dziędziel.

Marian Dziędziel okazał się bardzo otwartym i przyjaznym człowiekiem. Oprócz cierpliwego odpowiadania na pytania, dał próbki talentu parodysty, odegrał też kilka zabawnych mini scenek, na przykład plującego w kółko obszczymurka, czy chód skacowanego. Na zakończenie długo rozdawał autografy i pozował do pamiątkowych zdjęć.

Piąta pora roku
Widownia była pod wrażeniem obejrzanego właśnie filmu "Piąta pora roku", o "nie pierwszej" miłości, w którym Marian Dziędziel gra główną rolę u boku Ewy Wiśniewskiej.

- Jestem zachwycona, z tego zachwytu aż chce mi się płakać. - wyznała jedna ze stargardzianek. - Ten film gra na emocjach. - To komedia sentymentalna, gatunek bardzo trudny do zrealizowania - mówił na to Marian Dziędziel. - Prawdziwie się śmiać także w teatrze jest trudniej, niż płakać. Jeden z naszych profesorów mówił, że jak grasz komedię, to mówisz wysoko, a jak dramat to nisko. Ale to nie jest takie proste.
A propos komedii, aktor opowiedział anegdotę.

- Na planie "Domu złego", w scenie gdy dość mocno uderzam żonę z piąchy w głowę, a potem mówię do niej "zrób mi kawusię, kochanie", zaproponowałem, że cmoknę ją po tym w policzek. - opowiadał. - "To nie jest komedia romantyczna!" opowiedział Wojciech Smarzowski. Ale się nadziałem!

- Jak to jest z tym aktorstwem? - pytał sam siebie pan Marian. - Roman Wilhelmi w scenariuszu miał kiedyś zaznaczone teksty skrótem "PO". Zapytany, co to znaczy, odpowiedział "Przypier...am i odpuszczam!" Ja nie zaznaczam "PO", ale ta anegdota bardzo mi się podoba, dlatego ją opowiadam.

Pieczka może, to ja też
- Jak się zaczęła przygoda z aktorstwem, wiersze w szkole, akademie, te sprawy? - dopytywał młody fan.

- Tak było, a do tego witanie biskupa - wspominał Marian Dziędziel. - Pochodzę ze śląskich Gołkowic, a z pobliskiego Godowa jest Franciszek Pieczka. Pomyślałem, że z Godowa jest aktor, a z Gołkowic ma nie być?! No i że padło na mnie! Mimo że miałem taki gołkowicko-habsburgski akcent, te ciasne samogłoski śląskie. Koledzy z liceum śmiali się z tego, więc pomyślałem - udowodnię wam, że to ja zostanę aktorem, nie wy!

Aktor ze szczegółami opowiadał, jak wyglądał jego egzamin wstępny do krakowskiej PWST. Dostał się tam pod warunkiem, że nauczy się mówić poprawną polszczyzną. Zaaferowany odpowiedział po śląsku: "Ja, nauczę się!". Po studiach był etat w Teatrze Słowackiego w Krakowie i stancja po aktorze Jerzym Kamasie. Następnie kilkadziesiąt już ról, na deskach teatru, na dużym i na szklanym ekranie.

- Nieubłaganie zbliża się czas zwolnienia etatu w teatrze - wyznał aktor.

- Czuje się pan spełniony zawodowo? Jest wymarzona rola, którą jeszcze chciałby pan zagrać? Hamleta? - dopytywali widzowie.

- Wyobrażacie sobie Hamleta Dziędziela z Gołkowic?! - odpowiadał pytaniem na pytanie. - Trudno opowiedzieć, o czym się marzy. Chciałbym jeszcze zagrać Czebutykina w "Trzech siostrach" Czechowa. Na pewno trudno by mi było zagrać człowieka z innej planety, w całkiem innej poetyce. Także człowieka chorego psychicznie oraz... księdza.

Mówią mi tato
Marian Dziędziel nie krytykuje, jak to ma w zwyczaju wielu aktorów starszego pokolenia, młodszych kolegów po fachu. Wręcz przeciwnie, wyraża się o nich w superlatywach i ma dobre zdanie o kondycji polskiego aktorstwa. Z lubianych młodszych kolegów wymienia Borysa Szyca, Bartłomieja Topę, Roberta Więckiewicza.

- Może czasem za bardzo młodzieżowo się przy nich zachowuję, ale warto niekiedy rżnąć głupa, bo można się wtedy więcej dowiedzieć - wyznał Marian Dziędziel. - Oni mówią do mnie "tato", następny etap to będzie "dziadku".

Zdradził także, jakich aktorów podziwia.

- Nie jestem godzien czyścić butów Anthonemu Hopkinsowi i Jackowi Nicholsonowi - mówił.

Filmy ogląda także po to, by podpatrywać aktorskie błędy. Sam z każdym reżyserem długo omawia rolę przed jej zagraniem, poznaje historię swojej postaci.

- Gregowi Zglińskiemu powiedziałem, że w "Wymyku" będę grał tak między ojcem chrzestnym a ojcem świętym - opowiada. - Zrozumiał, gdy pokazałem, o jakie ruchy mi chodzi.

Wolę dobre role
- Czy lepiej się gra postaci pozytywne, czy nikczemników? - pytała jedna z uczestniczek spotkania.

- Przyjemność jest w każdym calu - zapewniał Marian Dziędziel. - Jak pani powiedziała, nikczemnik, to osoba wokół której nagromadziło się wiele różnych okoliczności, które ją zmieniły, zniszczyły. Człowiek jest z natury dobry, w nikim nie ma zła. Bronimy się i wtedy zaczynamy postępować negatywnie. Staram się bronić postaci, wolę dać ją pod dyskusję, do przemyślenia, niż po prostu zagrać zimnego drania. To mnie bardziej interesuje.
Opowiadał o postaci, mającego na sumieniu wiele wyroków, prokuratora wojskowego z filmu "Supermarket", który - według niego - nie mógł się dostosować do rzeczywistości, do współczesnego świata.

Przyciśnięty do muru aktor wyznał jednak:
- Wolę grać dobre role.

Zapytany o to, co robi, gdy dostaje słabe propozycje Marian Dziędziel odpowiadał:

- Nie mówię, że coś jest do kitu. Wykręcam się wtedy, że jestem zajęty.

- Z której roli jest pan najbardziej dumny, która dała najwięcej satysfakcji? - dopytywała jedna ze stargardzianek.

- Z rolami jest jak z dziećmi - odpowiadał aktor. - Nawet te kalekie powinny być kochane tak samo. Grając w jednym filmie naciągnąłem ścięgno, w drugim złapałem końskiego grzyba, przez co mam blizny na twarzy. A od oceny ról jesteście wy.

Ludzie są jak kwiaty
Aktor znany jest z tego, że niewiele mówi o prywatności. Na spotkaniu w Stargardzie było podobnie.

- Im więcej się doświadczy, tym więcej jest z czego czerpać - uciął temat wpływu życia aktora na jego grę.
Z prywatności zdradził jedynie, że tylko w młodości jeź­dził na nartach, teraz nie ma zamiaru.

- Nie będę robił za idiotę i za większego oszołoma, niż jestem! - mówił. - Lubię za to las o każdej porze roku. Uwielbiam też dłubać w ogródku.

Kwiaty kocham i nienawidzę, bo są jak ludzie, za szybko się starzeją. Kiedyś bardzo lubiłem tańczyć, szczególnie na weselach, teraz mnie noga boli. Lepiej pojechałbym sobie na ryby!

- W takim razie musi pan przyjechać w sierpniu do Ińska! Na 40. Ińskie Lato Filmowe i nad jezioro - zachęcali kinomaniacy.
Marian Dziędziel - (ur. 1947 r., w śląskich Gołkowicach), w 1969 roku skończył Państwową Wyższą Szkołę Teatralną w Krakowie i od tej pory występuje w Teatrze Słowackiego w Krakowie. Ten wybitny aktor ma w swoim dorobku wiele drugoplanowych, ale wyrazistych ról. Oglądać go można w kinie i w telewizji. Ostatnio zagrał w "Supermarkecie", "Miłości", "Piątej porze roku" i w "Drogówce". W 2014 r. Mariana Dziędziela zobaczymy w filmie "Pod Mocnym Aniołem".

Członek Polskiej Akademii Filmowej. Otrzymał odznaczenia państwowe: w 1983 r. Brązowy Krzyż Zasługi, w 2012 r. Srebrny Medal "Zasłużony Kulturze Gloria Artis".

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Więcej informacji na stronie głównej Głos Pomorza
Dodaj ogłoszenie