Na granicach województwa pomorskiego stanęły witacze

Zbigniew Marecki
Witacz przy Sycewicach - wjazd 2.
Witacz przy Sycewicach - wjazd 2. Fot. samorząd woj. pomorskiego
Z inicjatywy samorządu województwa pomorskiego przy drogach krajowych na krańcach województwa pomorskiego stanęło pięć witaczy - specjalnych tablic witających wszystkie osoby przyjeżdżające na Pomorze.

- Ustawienie witaczy ma na celu tworzenie pozytywnych wyobrażeń o województwie pomorskim i utrwalenie tych emocji w świadomości turystów, potencjalnych inwestorów, a także wśród mieszkańców - mówi Jan Kozłowski, marszałek województwa pomorskiego.

Na dwustronnych tablicach o wymiarach 1,9 m (szer.) x 6 m (wys.) znajduje się logo promocyjne województwa wraz z logotypem "Pomorskie dobry kurs",
napisem "Pomorskie wita!" od strony wjazdowej i "Do zobaczenia!" po stronie wyjazdowej z województwa, a także herb województwa pomorskiego oraz logotyp portalu regionalnego Wrota Pomorza.

Witacze nie będą wymagały podłączenia do zasilania - nie będą oświetlone. Grafika na tablicach wykonana jest ze specjalnej folii odblaskowej, dzięki czemu w pełni czytelna jest również w nocy!

Pomorskie witacze ustawione są w następujących miejscach: droga krajowa nr 22 (powiat malborski, okolice miejscowości Stare Pole), droga krajowa nr 7 (powiat nowodworski, okolice miejscowości Jazowa),droga krajowa nr 1 (powiat tczewski, okolice miejscowości Pieniążkowo), . droga krajowa nr 6 (powiat słupski, okolice miejscowości Sycewice) , droga krajowa nr 22 (powiat człuchowski, okolice miejscowości Lędyczek).

Wideo

Komentarze 12

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

s
słupsk

dla mnie to moga pisac,nawet w zartach jest troche prawdy tak samo w ich wywodach na temat Koszalina i Słupska

m
mieszczuch

wypisz, wymaluj jakym czytal o moim Koszalinie

W dniu 15.12.2008 o 19:19, Radek z Koszalina napisał:

Wybrane fragmenty z blogu slupszczanina : Słupsk - miasto dresiarzySłupsk jest miastem pokrzywdzonym nie tylko fatalnym położeniem, nędzną pogodą, ogólną szarością i bezmyślnością władz. Jest znacznie gorzej - Słupsk jest pokrzywdzony także znaczną częścią mieszkańców. To miasto z pewnością mogłoby kandydaować do miana dresiarskiego serca Europy.Dresiarze są wszędzie, nie tylko w mieście, ale i w pobliskich wioskach. To w tych szlachetnych pomorskich murach rodziła się tradycja "jumy" - czyli zwykłego złodziejstwa w niemieckich i skandynawskich sklepach. W latach 90. z jumy żyła połowa miasta. Rozwojowi dresiarstwa na pewno sprzyjało zawsze wysokie bezrobocie, brak jakichkolwiek tradycji w szkolnictwie i ucieczka większości rozsądnych młodych mieszkańców. Bo w mieście marketów zatrudnienie można znaleźć tylko na kasie lub w magazynie, ewentualnie na budowie. Tam też pracowała i pracuje ta uczciwsza część dresiarstwa, która nie zajmuje sie złodziejstwem na stałe.Słupskie uczelnie - bo są aż dwie - wzbudzają tylko śmiech. Jedna prywatna, zapomnijcie, druga państwowa. Zawsze jakies wyjście, kiedy człowiek jest za mało rozgarnięty, żeby dostać się na jakiekolwiek porządne studia. Niestety, efektem tego, że te uczelnie legnie masa odpadów, które nie dostały się gdzie indziej jest taki, że dresiarstwo rozwija się nawet na tej uczelni "wyższej", co normalnie jest nie do pomyślenia. Słupskie uczelnie zamiast więc pompować świeżą krew, rozwadniając dresiarskość, jeszcze ją wzmagają. Ci, którzy nie są dresiarzami, szybko się ze Słupska wyprowadzają, przez co miasto jest coraz mniej ludne.esli chcecie wyleczyc się z optymizmu i ogólnego dobrego samopoczucia, odwiedźcie Słupsk. Chcecie w pełni rozwinąć reumatyzm i dobić płuca - wybierzecie Słupsk. Nasz prastary gród leży w wyjątkowo wrednym miejscu. Po pierwsze - zbudowano go na bagnach, co już wiele mówi o charakterze mieściny. Po drugie - leży niedaleko morza. Na tyle daleko, że turyści spieszący opalić swe tłuste cielska omijają, na ich szczęście, całe to nieszczęście z daleka. Na tyle jednak blisko, aby nadmorski wiatr, razem z deszczem często tu witały.Mówiąc krótko - w Słupsku zawsze wieje, pada lub jest mgła. Zimą jest niby cieplej niż w głębi kraju, ale wiatr i deszcz sprawiają, że jest to miejsce nie do życia. I ta wilgoć! Jest tu ciągle mokro, słońce rzadko osusza to siedlisko febry. Pogoda jest fatalna, jedynym wyjątkiem od ciągłych deszczy są okresowe, krotkie, potworne upały, które wysuszają psie odchody, zalegające na ulicach, na kształt wężych skórek z wylinki. Jeśli kochacie deszcz - znajdziecie tu swoje miejsce do życia. Wraz z deszczem nadchodzą co roku kolejne fale ogólnej grypy, kataru i zwyklego smarkotoku. Ludzie snują się więc po ulicach w przemoczonych butach i wciąż spluwają, parskają i smarkaja na chodniki, co wybitnie podnosi turystyczną rangę miasta.Były kiedyś w Słupsku trolejbusy, ale wybitnie uzdolnieni włodarze miasta uznali, że nie ma co hańbić tej Perły Pomorza ekologicznym transportem. Trolejbusy poszły na złom, linie elektryczne zdjęto i dzięki temu możemy na co dzień cieszyć się rozkosznym zapachem spalin!Turyści, przybywajcie tłumami, lepkie palce naszych złodziei czekają na Wasze portfele!Moi drodzy! Otóż to, że Słupsk jest takim żałosnym zadupiem, można by jakoś przeżyć. Są możliwości naprawienia takich spraw, prawda? Buduje się, upiększa, wyburza, eksterminuje ludność ze slamsów... Ale u nas wybrano inną drogę rozwoju miasta. Drogę tyleż nietypową, co kompletnie pozbawioną sensu. Oto w Słupsku, jak wspomniałem w poprzednim wpisie, buduje się... markety. W dużej ilości, kiepskiej jakości, a do tego wszędzie.Nikt nie raczy oczywiście spytać mieszkańców, co sądzą na ten temat. Nikt nie raczy, bo mieszkańcy nie są w ciemię bici i nie uśmiecha się im mieszkanie w sąsiedztwie blaszaków. Można się tylko zastanawiać, jakie motywacje (niekoniecznie czyste) kierują władzami miasta.Głupota rozwoju miasta poprzez budowanie marketu na markecie polega również na tym, że to pomysł, który w przyszłości skazuje Słupsk na uciekanie mieszkańców. Za kilkanaście lat, gdy społeczeństwo się nieco wzbogaci, ludzie będą szukać ładnych, stylowych miejsc do osiedlania się. Słupsk nie zachęca starówką czy klimatem. Za kilka lat będzie nie tylko miastem wieżowców i dresiarzy, jak jest teraz, ale do tego metalowych, szkaradnych pawilonów. Dalej - zawsze pojawia się pytanie, kogo miasto chce przyciągnąć, jakiego turystę, klienta? Do kogo skierowana jest polityka promocyjna? Otóż w Słupsku olityka promocyjna nie istnieje. Nie ma czegoś takiego jak spójna wizja rozwoju miasta. Przeprowadza się jakieś żałosne akcje, koncerty dyskotekowych gwiazdek, tu się wybuduje market, tam coś podmaluje - nie ma w tym żadnej wizji. Budowa marketów pokazuje, że Słupsk, mieniący się dumnie "bursztynowym sercem Europy" stara się przyciągnąc do siebie biednych, pozbawionych gustu ludzi, mieszkańców okolicznych wiosek. Na tym polega promocja Słupska - "przyjeżdżajcie, mamy kilkanaście fajnych marketów".Wymyślę może nawet darmowe hasło reklamowe dla miasta: "Słupsk - najtańsza marchewka na Pomorzu".Prezydent Słupska, zatwierdzający te głupoty, nie musi się martwić - ma wypasioną posiadłość i pałac kilkadziesiąt kilometrów od miasta. Nie widzi tego, że np. w samym centrum miasta mamy jedno wielkie, śmierdzące szambo. Śmierdzi nie tylko dworzec kolejowy i dworzec autobusowy. Tuż obok stoi market Kaufland (w samym centrum!!), a przy nim - ogromne śmietniki, cuchnące potwornie. Kawałek dalej bodajże Stolon, robioący coś z ziemniaków, kolejny producent smrodu w mieście. Wszystko to cuchnie tak potwornie, że bogaty turysta na pewno tu nie przyjedzie, chyba że oglądać slamsy. Atrakcją jest to, że śmietniki obok Kauflandu są zamykane - aby ludzie nie wyżerali resztek... Brzmi to zachęcająco?Turysto, Polaku, Europejczyku! Nie przyjeżdzaj do tego miasta, bo nie ma tu nic do oglądania. Tanią marchewkę i hipermarkety znajdziesz u siebie. Smród w Słupsku jest za darmo, ale ma małą wartość marketingową. Niczego więcej godnego uwagi tu nie ma.Największą chlubą regionu są markety. Prezydent miasta, wielebny Maciej Kobyliński, oraz światła Rada Miasta już dawno doszli do wniosku, że im więcej marketów, tym miasto ważniejsze i dumniejsze. Stąd markety buduje się u nas w każdym wolnym miejscu. Mamy chmarę Biedronek, Obi, Kauflandów, Netto i tym podobnych zgrabnych markecików, mamy Leclerca, Castoramę i Real, a w budowie i gotowych - masę "galerii handlowych". Ludność okolicznych wiosek zjeżdża tu tłumnie swoimi 20-letnimi Golfami i jest to zdecydowana większość turystów w mieście.

z
zorro
W dniu 15.12.2008 o 19:19, Radek z Koszalina napisał:

Wybrane fragmenty z blogu slupszczanina : Słupsk - miasto dresiarzySłupsk jest miastem pokrzywdzonym nie tylko fatalnym położeniem, nędzną pogodą, ogólną szarością i bezmyślnością władz. Jest znacznie gorzej - Słupsk jest pokrzywdzony także znaczną częścią mieszkańców. To miasto z pewnością mogłoby kandydaować do miana dresiarskiego serca Europy.Dresiarze są wszędzie, nie tylko w mieście, ale i w pobliskich wioskach. To w tych szlachetnych pomorskich murach rodziła się tradycja "jumy" - czyli zwykłego złodziejstwa w niemieckich i skandynawskich sklepach. W latach 90. z jumy żyła połowa miasta. Rozwojowi dresiarstwa na pewno sprzyjało zawsze wysokie bezrobocie, brak jakichkolwiek tradycji w szkolnictwie i ucieczka większości rozsądnych młodych mieszkańców. Bo w mieście marketów zatrudnienie można znaleźć tylko na kasie lub w magazynie, ewentualnie na budowie. Tam też pracowała i pracuje ta uczciwsza część dresiarstwa, która nie zajmuje sie złodziejstwem na stałe.Słupskie uczelnie - bo są aż dwie - wzbudzają tylko śmiech. Jedna prywatna, zapomnijcie, druga państwowa. Zawsze jakies wyjście, kiedy człowiek jest za mało rozgarnięty, żeby dostać się na jakiekolwiek porządne studia. Niestety, efektem tego, że te uczelnie legnie masa odpadów, które nie dostały się gdzie indziej jest taki, że dresiarstwo rozwija się nawet na tej uczelni "wyższej", co normalnie jest nie do pomyślenia. Słupskie uczelnie zamiast więc pompować świeżą krew, rozwadniając dresiarskość, jeszcze ją wzmagają. Ci, którzy nie są dresiarzami, szybko się ze Słupska wyprowadzają, przez co miasto jest coraz mniej ludne.esli chcecie wyleczyc się z optymizmu i ogólnego dobrego samopoczucia, odwiedźcie Słupsk. Chcecie w pełni rozwinąć reumatyzm i dobić płuca - wybierzecie Słupsk. Nasz prastary gród leży w wyjątkowo wrednym miejscu. Po pierwsze - zbudowano go na bagnach, co już wiele mówi o charakterze mieściny. Po drugie - leży niedaleko morza. Na tyle daleko, że turyści spieszący opalić swe tłuste cielska omijają, na ich szczęście, całe to nieszczęście z daleka. Na tyle jednak blisko, aby nadmorski wiatr, razem z deszczem często tu witały.Mówiąc krótko - w Słupsku zawsze wieje, pada lub jest mgła. Zimą jest niby cieplej niż w głębi kraju, ale wiatr i deszcz sprawiają, że jest to miejsce nie do życia. I ta wilgoć! Jest tu ciągle mokro, słońce rzadko osusza to siedlisko febry. Pogoda jest fatalna, jedynym wyjątkiem od ciągłych deszczy są okresowe, krotkie, potworne upały, które wysuszają psie odchody, zalegające na ulicach, na kształt wężych skórek z wylinki. Jeśli kochacie deszcz - znajdziecie tu swoje miejsce do życia. Wraz z deszczem nadchodzą co roku kolejne fale ogólnej grypy, kataru i zwyklego smarkotoku. Ludzie snują się więc po ulicach w przemoczonych butach i wciąż spluwają, parskają i smarkaja na chodniki, co wybitnie podnosi turystyczną rangę miasta.Były kiedyś w Słupsku trolejbusy, ale wybitnie uzdolnieni włodarze miasta uznali, że nie ma co hańbić tej Perły Pomorza ekologicznym transportem. Trolejbusy poszły na złom, linie elektryczne zdjęto i dzięki temu możemy na co dzień cieszyć się rozkosznym zapachem spalin!Turyści, przybywajcie tłumami, lepkie palce naszych złodziei czekają na Wasze portfele!Moi drodzy! Otóż to, że Słupsk jest takim żałosnym zadupiem, można by jakoś przeżyć. Są możliwości naprawienia takich spraw, prawda? Buduje się, upiększa, wyburza, eksterminuje ludność ze slamsów... Ale u nas wybrano inną drogę rozwoju miasta. Drogę tyleż nietypową, co kompletnie pozbawioną sensu. Oto w Słupsku, jak wspomniałem w poprzednim wpisie, buduje się... markety. W dużej ilości, kiepskiej jakości, a do tego wszędzie.Nikt nie raczy oczywiście spytać mieszkańców, co sądzą na ten temat. Nikt nie raczy, bo mieszkańcy nie są w ciemię bici i nie uśmiecha się im mieszkanie w sąsiedztwie blaszaków. Można się tylko zastanawiać, jakie motywacje (niekoniecznie czyste) kierują władzami miasta.Głupota rozwoju miasta poprzez budowanie marketu na markecie polega również na tym, że to pomysł, który w przyszłości skazuje Słupsk na uciekanie mieszkańców. Za kilkanaście lat, gdy społeczeństwo się nieco wzbogaci, ludzie będą szukać ładnych, stylowych miejsc do osiedlania się. Słupsk nie zachęca starówką czy klimatem. Za kilka lat będzie nie tylko miastem wieżowców i dresiarzy, jak jest teraz, ale do tego metalowych, szkaradnych pawilonów. Dalej - zawsze pojawia się pytanie, kogo miasto chce przyciągnąć, jakiego turystę, klienta? Do kogo skierowana jest polityka promocyjna? Otóż w Słupsku olityka promocyjna nie istnieje. Nie ma czegoś takiego jak spójna wizja rozwoju miasta. Przeprowadza się jakieś żałosne akcje, koncerty dyskotekowych gwiazdek, tu się wybuduje market, tam coś podmaluje - nie ma w tym żadnej wizji. Budowa marketów pokazuje, że Słupsk, mieniący się dumnie "bursztynowym sercem Europy" stara się przyciągnąc do siebie biednych, pozbawionych gustu ludzi, mieszkańców okolicznych wiosek. Na tym polega promocja Słupska - "przyjeżdżajcie, mamy kilkanaście fajnych marketów".Wymyślę może nawet darmowe hasło reklamowe dla miasta: "Słupsk - najtańsza marchewka na Pomorzu".Prezydent Słupska, zatwierdzający te głupoty, nie musi się martwić - ma wypasioną posiadłość i pałac kilkadziesiąt kilometrów od miasta. Nie widzi tego, że np. w samym centrum miasta mamy jedno wielkie, śmierdzące szambo. Śmierdzi nie tylko dworzec kolejowy i dworzec autobusowy. Tuż obok stoi market Kaufland (w samym centrum!!), a przy nim - ogromne śmietniki, cuchnące potwornie. Kawałek dalej bodajże Stolon, robioący coś z ziemniaków, kolejny producent smrodu w mieście. Wszystko to cuchnie tak potwornie, że bogaty turysta na pewno tu nie przyjedzie, chyba że oglądać slamsy. Atrakcją jest to, że śmietniki obok Kauflandu są zamykane - aby ludzie nie wyżerali resztek... Brzmi to zachęcająco?Turysto, Polaku, Europejczyku! Nie przyjeżdzaj do tego miasta, bo nie ma tu nic do oglądania. Tanią marchewkę i hipermarkety znajdziesz u siebie. Smród w Słupsku jest za darmo, ale ma małą wartość marketingową. Niczego więcej godnego uwagi tu nie ma.Największą chlubą regionu są markety. Prezydent miasta, wielebny Maciej Kobyliński, oraz światła Rada Miasta już dawno doszli do wniosku, że im więcej marketów, tym miasto ważniejsze i dumniejsze. Stąd markety buduje się u nas w każdym wolnym miejscu. Mamy chmarę Biedronek, Obi, Kauflandów, Netto i tym podobnych zgrabnych markecików, mamy Leclerca, Castoramę i Real, a w budowie i gotowych - masę "galerii handlowych". Ludność okolicznych wiosek zjeżdża tu tłumnie swoimi 20-letnimi Golfami i jest to zdecydowana większość turystów w mieście.



Niestety Masz rację
R
R@dek85

Jeżeli w dalszym ciągu rozmowa będzie prowadzona nie na temat i tak jak mój imiennik z Koszalina dalej będziecie się nawzajem prowokować temat zostanie zamknięty i tyle.

Pozdrawiam

R
Radek z Koszalina

Wybrane fragmenty z blogu slupszczanina :
Słupsk - miasto dresiarzy
Słupsk jest miastem pokrzywdzonym nie tylko fatalnym położeniem, nędzną pogodą, ogólną szarością i bezmyślnością władz. Jest znacznie gorzej - Słupsk jest pokrzywdzony także znaczną częścią mieszkańców. To miasto z pewnością mogłoby kandydaować do miana dresiarskiego serca Europy.

Dresiarze są wszędzie, nie tylko w mieście, ale i w pobliskich wioskach. To w tych szlachetnych pomorskich murach rodziła się tradycja "jumy" - czyli zwykłego złodziejstwa w niemieckich i skandynawskich sklepach. W latach 90. z jumy żyła połowa miasta. Rozwojowi dresiarstwa na pewno sprzyjało zawsze wysokie bezrobocie, brak jakichkolwiek tradycji w szkolnictwie i ucieczka większości rozsądnych młodych mieszkańców. Bo w mieście marketów zatrudnienie można znaleźć tylko na kasie lub w magazynie, ewentualnie na budowie. Tam też pracowała i pracuje ta uczciwsza część dresiarstwa, która nie zajmuje sie złodziejstwem na stałe.

Słupskie uczelnie - bo są aż dwie - wzbudzają tylko śmiech. Jedna prywatna, zapomnijcie, druga państwowa. Zawsze jakies wyjście, kiedy człowiek jest za mało rozgarnięty, żeby dostać się na jakiekolwiek porządne studia. Niestety, efektem tego, że te uczelnie legnie masa odpadów, które nie dostały się gdzie indziej jest taki, że dresiarstwo rozwija się nawet na tej uczelni "wyższej", co normalnie jest nie do pomyślenia. Słupskie uczelnie zamiast więc pompować świeżą krew, rozwadniając dresiarskość, jeszcze ją wzmagają. Ci, którzy nie są dresiarzami, szybko się ze Słupska wyprowadzają, przez co miasto jest coraz mniej ludne.
esli chcecie wyleczyc się z optymizmu i ogólnego dobrego samopoczucia, odwiedźcie Słupsk. Chcecie w pełni rozwinąć reumatyzm i dobić płuca - wybierzecie Słupsk. Nasz prastary gród leży w wyjątkowo wrednym miejscu. Po pierwsze - zbudowano go na bagnach, co już wiele mówi o charakterze mieściny. Po drugie - leży niedaleko morza. Na tyle daleko, że turyści spieszący opalić swe tłuste cielska omijają, na ich szczęście, całe to nieszczęście z daleka. Na tyle jednak blisko, aby nadmorski wiatr, razem z deszczem często tu witały.

Mówiąc krótko - w Słupsku zawsze wieje, pada lub jest mgła. Zimą jest niby cieplej niż w głębi kraju, ale wiatr i deszcz sprawiają, że jest to miejsce nie do życia. I ta wilgoć! Jest tu ciągle mokro, słońce rzadko osusza to siedlisko febry. Pogoda jest fatalna, jedynym wyjątkiem od ciągłych deszczy są okresowe, krotkie, potworne upały, które wysuszają psie odchody, zalegające na ulicach, na kształt wężych skórek z wylinki. Jeśli kochacie deszcz - znajdziecie tu swoje miejsce do życia. Wraz z deszczem nadchodzą co roku kolejne fale ogólnej grypy, kataru i zwyklego smarkotoku. Ludzie snują się więc po ulicach w przemoczonych butach i wciąż spluwają, parskają i smarkaja na chodniki, co wybitnie podnosi turystyczną rangę miasta.

Były kiedyś w Słupsku trolejbusy, ale wybitnie uzdolnieni włodarze miasta uznali, że nie ma co hańbić tej Perły Pomorza ekologicznym transportem. Trolejbusy poszły na złom, linie elektryczne zdjęto i dzięki temu możemy na co dzień cieszyć się rozkosznym zapachem spalin!

Turyści, przybywajcie tłumami, lepkie palce naszych złodziei czekają na Wasze portfele!

Moi drodzy! Otóż to, że Słupsk jest takim żałosnym zadupiem, można by jakoś przeżyć. Są możliwości naprawienia takich spraw, prawda? Buduje się, upiększa, wyburza, eksterminuje ludność ze slamsów... Ale u nas wybrano inną drogę rozwoju miasta. Drogę tyleż nietypową, co kompletnie pozbawioną sensu. Oto w Słupsku, jak wspomniałem w poprzednim wpisie, buduje się... markety. W dużej ilości, kiepskiej jakości, a do tego wszędzie.

Nikt nie raczy oczywiście spytać mieszkańców, co sądzą na ten temat. Nikt nie raczy, bo mieszkańcy nie są w ciemię bici i nie uśmiecha się im mieszkanie w sąsiedztwie blaszaków. Można się tylko zastanawiać, jakie motywacje (niekoniecznie czyste) kierują władzami miasta.

Głupota rozwoju miasta poprzez budowanie marketu na markecie polega również na tym, że to pomysł, który w przyszłości skazuje Słupsk na uciekanie mieszkańców. Za kilkanaście lat, gdy społeczeństwo się nieco wzbogaci, ludzie będą szukać ładnych, stylowych miejsc do osiedlania się. Słupsk nie zachęca starówką czy klimatem. Za kilka lat będzie nie tylko miastem wieżowców i dresiarzy, jak jest teraz, ale do tego metalowych, szkaradnych pawilonów. Dalej - zawsze pojawia się pytanie, kogo miasto chce przyciągnąć, jakiego turystę, klienta? Do kogo skierowana jest polityka promocyjna? Otóż w Słupsku olityka promocyjna nie istnieje. Nie ma czegoś takiego jak spójna wizja rozwoju miasta. Przeprowadza się jakieś żałosne akcje, koncerty dyskotekowych gwiazdek, tu się wybuduje market, tam coś podmaluje - nie ma w tym żadnej wizji. Budowa marketów pokazuje, że Słupsk, mieniący się dumnie "bursztynowym sercem Europy" stara się przyciągnąc do siebie biednych, pozbawionych gustu ludzi, mieszkańców okolicznych wiosek. Na tym polega promocja Słupska - "przyjeżdżajcie, mamy kilkanaście fajnych marketów".

Wymyślę może nawet darmowe hasło reklamowe dla miasta: "Słupsk - najtańsza marchewka na Pomorzu".

Prezydent Słupska, zatwierdzający te głupoty, nie musi się martwić - ma wypasioną posiadłość i pałac kilkadziesiąt kilometrów od miasta. Nie widzi tego, że np. w samym centrum miasta mamy jedno wielkie, śmierdzące szambo. Śmierdzi nie tylko dworzec kolejowy i dworzec autobusowy. Tuż obok stoi market Kaufland (w samym centrum!!), a przy nim - ogromne śmietniki, cuchnące potwornie. Kawałek dalej bodajże Stolon, robioący coś z ziemniaków, kolejny producent smrodu w mieście. Wszystko to cuchnie tak potwornie, że bogaty turysta na pewno tu nie przyjedzie, chyba że oglądać slamsy. Atrakcją jest to, że śmietniki obok Kauflandu są zamykane - aby ludzie nie wyżerali resztek... Brzmi to zachęcająco?

Turysto, Polaku, Europejczyku! Nie przyjeżdzaj do tego miasta, bo nie ma tu nic do oglądania. Tanią marchewkę i hipermarkety znajdziesz u siebie. Smród w Słupsku jest za darmo, ale ma małą wartość marketingową. Niczego więcej godnego uwagi tu nie ma.

Największą chlubą regionu są markety. Prezydent miasta, wielebny Maciej Kobyliński, oraz światła Rada Miasta już dawno doszli do wniosku, że im więcej marketów, tym miasto ważniejsze i dumniejsze. Stąd markety buduje się u nas w każdym wolnym miejscu. Mamy chmarę Biedronek, Obi, Kauflandów, Netto i tym podobnych zgrabnych markecików, mamy Leclerca, Castoramę i Real, a w budowie i gotowych - masę "galerii handlowych". Ludność okolicznych wiosek zjeżdża tu tłumnie swoimi 20-letnimi Golfami i jest to zdecydowana większość turystów w mieście.

n
nonsensopedia

Koszalin – największy PGR w Zachodniopomorskiem. Ojczyzna Andrzeja Leppera i innych buraków i ziemniaków. miasto i powiat w zachodniopomorskim, znane z setek tysięcy hipermarketów i jednego centrum rozrywki. Potęga turystyczna przez wzgląd na łatwy dostęp do morza, oddalonego o zaledwie 2,5km ... i jezioro.

Lokalizacja
Miasto te jest położone hen za morenami i lasami, w centrum zadupia Polski. Próba przejechania z Koszalina do Mielna w sezonie trwa nierzadko dłużej niż dojazd do Karpacza.

Ciekawostki
Koszalin jest chyba jedynym miastem, z obwodnicą przez centrum miasta (ale niektórzy wiedzą, że ani to obwodnica, ani środek miasta a droga zamyka pierścień wokół centrum). Obwodnica nie jest jednak potrzebna, gdyż ruch robi się tylko, gdy ludzie wracają z pola
Jeśli spytasz Poznaniaka, gdzie leży Koszalin, to odpowie, że koło Mielna.
Rynek Staromiejski składa się głównie z wykopanych od roku starych cegieł, błota, gruzu ogrodzonych siatką, malowniczych TOI-TOI dla archeologów oraz odchodów gołębi.
Koszalinianie często cierpią na anemię, ponieważ mają za blisko do morza.
Lokalną kulinarną specjalnością jest pizza z sosem mięsnym (czytaj konserwą turystyczną)
Koszalin ma liczne walory widokowe. Jadąc od strony Szczecina zobaczymy relikty zatwardziałego komunizmu, czyli zakłady przemysłowe (mniej lub bardziej upadające, albo już w prywatnych rękach)liczne autokomisy, rozliczne hurtownie wszystkiego z małą mekką: niedawno otworzonego Makro. Od strony Gdańska, domki jednorodzinne nowobogackich oraz bloki, w których mieszka 3/4 populacji miasta. Od strony Poznania zaś, cmentarz, przedsiębiorstwa pogrzebowe, zagęszczenie świateł na skrzyżowaniach i galerię Forum Koszalin. Podróżujący od strony Mielna spostrzegą licznie występujących Poznaniaków, wyprzedzających "na trzeciego", a w sierpniu liczych oraczy usiłujących opylić ziarno w pobliskich elewatorach w Stoisławiu.

j
jajco

za pół roku "te cuda" bedą obsrane przez ptaki, ciemne od sadzy, brudne od spalin i kurzu. Będą szare - chyba, że zawczasu pomyslano o ich konserwacji

n
neo-1

Nigdy nie myślałem że Słupszczan spotka tak niebywałe szczęście. Sam samorząd województwa pomorskiego nie zapomniał o nas. Trzeba to zapisać w Wielkiej Księdze Pamiątkowej aby był jakiś ślad dla potomnych.

~nika~

czy Koszalin, to ta duża wiocha koło Skibna?

R
R@dek85

Kolego z Koszalina. Sam prowokujesz a później się żalisz,że moderatorzy usuwają Twoje wipsy. Więcej kultury,mniej cwaniactwa i chamstwa.

Pozdrawiam.

S
Słupsk4ever

Hehe a co Wy macie w tym Koszalinie - wielkie nic, miasto kompletnie bez klimatu. Widać żal Ci d... ściska, że Koszalin stoi w miejscu, a Słupsk cały czas się rozwija.

R
Radek z Koszalina

Na wjezdzie do slupska tez powinni ustawic witacze : Wojt i mieszkancy wsi slupsk witaja .

Dodaj ogłoszenie