Największa kopalnia gliny w regionie. Wyjątkowe zdjęcia sprzed pół wieku

Ireneusz Wojtkiewicz
W starej lęborskiej cegielni, gdzie 45 lat temu szykowano partię glinianych cegieł do wypalenia Ireneusz Wojtkiewicz
Po utworzeniu województwa słupskiego w 1975 roku okazało się, że jako region środkowopomorski nie imponujemy nikomu bogactwami naturalnymi. Wyjątkiem były Lębork i okolice w stronę Bałtyku poprzez gminę Nowa Wieś Lęborska, gdzie były i są dość zasobne pokłady gliny naturalnej. Gliny bardzo dobrej, bo zwierającej mało marglu (szczątków skał osadowych), a poza tym na dnie jej pokładów była warstwa czystego piasku, co zapewniało należyte utrzymanie podłoża. Takiego, które nie uległo rozmiękczeniu z powodu opadów atmosferycznych i tm samym nie powodowało utrudnień lub przerw w pracy kopalni.

Największa, odkrywkowa kopalnia gliny była w Lęborku, którą opisałem 17 września 1976 roku na łamach „Głosu Pomorza” tymi oto słowami: „Widok jest malowniczy; kilkudziesięciometrowa stroma skarpa, poprzecinana wąskimi bruzdami. U jej podnóża stoi koparka, na której wysięgniku obracają się czerpaki zbierające glinę ze stoku. Dołem ułożono wąskie tory, po których się porusza kilkanaście wagoników, ciągnionych przez ciuchcię”.

Okazało się, że wtedy tylko wspomnieliśmy powojenne dzieje lęborskiego przemysłu materiałów budowlanych. Oto co na ten temat wyszukaliśmy w wydanej w 1982 r. monografii historycznej pt. „Dzieje Lęborka” pod redakcją Józefa Lindmajera i Teresy Machury: „W związku z wciąż rosnącymi potrzebami komunalnymi komunalnymi miasta stale istniały dogodne warunki rozwojowe (od połowy XIX wieku) dla przemysłu materiałów budowlanych, który również stawiał Lębork w czołówce rejencji (koszalińskiej w państwie prusko-niemieckim 1772 –1918 – przyp. IW). Cztery cegielnie zatrudniały w 1910 roku 170 robotników”.

Wystawa wyjątkowych pocztówek w Muzeum Pomorza Środkowego w Słupsku

Podczas II wojny światowej i latach powojennych wiele cegielni popadło w ruinę. Do 1950 r. w Lęborku i okolicach odbudowano 5 cegielni, produkowały ponad 14 mln cegieł rocznie. Kolejne lata zapisały się dynamicznym rozwojem przemysłu ceramicznego, co również opisałem na tych łamach 21 czerwca 1983 r. w publikacji „Gra w cegły”. Taką grę zarzucano Gdyńskiemu Przedsiębiorstwu Ceramiki Budowlanej z siedzibą w Gdyni, pod którego szyldem funkcjonowało wówczas 24 zakłady produkcyjne i 16 jednostek pomocniczych w ówczesnych województwach gdańskim, elbląskim i słupskim. Zatrudniano w sumie ok. 1600 osób, w tym 120 w samym zarządzie w Gdyni. Tylko w Słupskiem było 10 zakładów produkcyjnych, w tym 6 w Lęborku, skąd pochodziło w sumie 56 globalnej produkcji. Na 17 rodzajów produktów 7 wytwarzano w Słupskiem, min. cegły szczelinowe i kratówki, dachówki, materiały szamotowe, pustaki, róż polerski itd. Te i inne dysproporcje stały się podstawą starań o usamodzielnienie lęborskiego przemysłu ceramicznego i wyłączenie go spod gdyńskiego nadzoru. Starania podjęte na początku 1981 r., mocno wspierane przez władze województwa słupskiego, miały pomyślny finał w 1983 r. Powstało Słupskie Przedsiębiorstwo Ceramiki Budowlanej w Lęborku.

Nastał czas rozkwitu lęborskiego przemysłu ceramicznego, który w zapewniał pracę nawet ok. 500 osobom. Po cegły z Lęborskich cegielni ustawiały się kolejki. Najlepsze lata niestety szybko przemijały gdyż budownictwo, zwłaszcza mieszkaniowe, coraz szerzej stosowało technologię wielkiej, żelbetonowej płyty. Poza tym nowe reguły produkcji i zbytu wyrobów ceramicznych narzucała nadchodząca transformacja ustrojowa. Dość przypomnieć, że w maju 1995 r. SPCB w Lęborku znalazło się w stanie upadłości. Spłaty długów i utrzymania 220-osobowego zatrudnienia podjęła się austriacka firma Wienerberger – światowy potentat w produkcji ceramiki budowlanej.

Osobnym wątkiem zmagań lęborskiej ceramiki ze zmieniającą się sytuacją rynkową w latach 80. minionego stulecia była odbudowa i prywatyzacja nieczynnych, zdewastowanych, wiekowych cegielni.

„O dwóch takich, co wydzierżawili cegielnię” - po tym tytułem na tych łamach opublikowałem 13 kwietnia 1988 roku reportaż, którego bohaterami byli Igor Gliniecki i Czesław Netter. Absolwenci Politechniki Gdańskiej o specjalności technologia materiałów budowlanych. Poza tym łączyły ich przyjaźń oraz pustki w kieszeniach i portfelach. Zaliczyli kilkuletni staż pracy na różnych stanowiskach w GPCB i SPCB zanim wiosną 1985 mając po 30 lat wydzierżawili zrujnowaną cegielnię w Lędziechowie. Już w sierpniu rozpalili piec w którym wypalili pierwsze

cegły. Ich firma prosperuje do dziś. Tajemnica sukcesu jest ponoć w glinie, co Czesław Netter kiedyś skwitował tymi oto słowy: - Jeśli ktoś zapadł w glinę, to już z niej nie wylezie, dlatego musimy się trzymać z Igorem Glinieckim.

Stare, przywracane w latach 80. do eksploatacji cegielnie w Lędziechowie, Łebieńcu oraz Wilkowie były też czymś, czym się chwaliły władze województwa słupskiego. Chętnie tam podwoziły swoich gości. Zachwycali się min. produkcją dachówek Seegera, glinianej galanterii w postaci naczyń i glazury. Niejako przy okazji i po drodze pokazywano ceglane, kilkusetletnie zabytki Lęborka, których budulec najprawdopodobniej pochodził w pobliskich cegielni. Zwracano uwagę na odbudowywaną w latach 80. basztę obronną, w której urządzono siedzibę miejscowej Naczelnej Organizacji Technicznej i otwarto dom technika. Dziś przeszłość i teraźniejszość NOT dość mocno przypominają, że po pierwsze, drugie i trzecie najcenniejsza jest fachowość, a nie wyimaginowane teorie.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie