Nie będzie referendum w stolicy. PiS wie, że w Warszawie co nagle, to po diable

Witold GłowackiZaktualizowano 
Hanna Gronkiewicz-Waltz
Hanna Gronkiewicz-Waltz fot ewelina wojcik/polskapresse
Nie będzie referendum w sprawie odwołania Hanny Gronkiewicz-Waltz. PiS miało realne polityczne powody, by nie wspierać zainicjowanej przez Piotra Guziała akcji zbierania podpisów.

PiS już nie chce szybkiego odwołania Hanny Gronkiewicz-Waltz, maleje też prawdopodobieństwo wprowadzenia w Warszawie zarządu komisarycznego, choć zarazem nie cichną plotki, że premier Beata Szydło może się jednak zdecydować na takie zagranie. Wszystko wskazuje na to, że Prawo i Sprawiedliwość zamiast podejmować dość karkołomne w warszawskich warunkach próby szybkich rozstrzygnięć, woli spokojnie przyglądać się, jak powoli spalają się Hanna Gronkiewicz-Waltz i jej partyjne zaplecze.

Od poniedziałku wiemy już na pewno, że w Warszawie nie będzie referendum w sprawie odwołania Hanny Gronkiewicz-Waltz. Piotr Guział, inicjator całej akcji, skapitulował. Ogłosił wprawdzie na konferencji prasowej, że udało się zebrać ok. 140 tysięcy podpisów pod wnioskiem o zorganizowanie referendum, ale sam wniosek nie zostanie złożony. Dlaczego? Otóż minimalna liczba podpisów, która skutkowałaby ogłoszeniem referendum, to w wypadku Warszawy 132 tysiące. A Guział - powołując się na doświadczenia z organizacji referendum w tej samej sprawie w 2013 roku - stwierdził, że jest pewien, że po weryfikacji podpisów przez komisarza wyborczego, okaże się, że liczba tych rzeczywiście ważnych nie przekroczy jednak wymaganego progu. Były burmistrz Ursynowa żalił się, że tym razem PiS nie wsparło jego inicjatywy. Oskarżył rządzącą partię wprost, że to właśnie jej désintéressement okazało się gwoździem do trumny idei referendum.

Rzecz jednak w tym, że nawet przyjmując bez żadnych wątpliwości wyjaśnienia Guziała i podaną przez niego liczbę zebranych podpisów, dochodzimy do jednego wniosku - tym razem pomysł referendum ws odwołania prezydent stolicy nie trafił w Warszawie na podatny grunt. Wygląda na to, że trzymający się tym razem z dala od Guziała warszawski PiS całkiem dobrze to zdiagnozował.

CZYTAJ TAKŻE: Jan Śpiewak: Elity III RP są niczym gang albańskich złodziei kurczaków

Dla części obserwatorów to wręcz dziwne i niezrozumiałe - reprywatyzacyjne skandale ujawniane przez całe miesiące wzburzyły przecież mieszkańców Warszawy i mocno wpłynęły na ocenę zarówno Hanny Gronkiewicz-Waltz, jak i jej otoczenia i partyjnego zaplecza. Dlaczego więc warszawiacy nie chcą skorzystać z okazji do ukarania prezydent miasta, która zdaje się w dodatku na taką karę dość ewidentnie zasługiwać? Odpowiedź na to pytanie jest prosta - warszawiacy dobrze zdają sobie sprawę z tego, że Warszawa nie jest samotną wyspą, a władza w tym mieście może stać się kluczem do władzy w kraju - o czym przypominają przykłady Lecha Kaczyńskiego, dla którego warszawski ratusz był trampoliną do Pałacu Prezydenckiego - i pierwszego zwycięstwa Hanny Gronkiewicz-Waltz, które stało się zapowiedzią zwycięstwa PO w wyborach 2007 roku. Tak już jest - i warszawiacy dobrze to wiedzą - wszystko, co dzieje się w stołecznej polityce, wiąże się bezpośrednio z politycznymi wojnami na krajowym szczeblu. A w tych wojnach liberalno-lewicowa Warszawa jest dziś wciąż jednym z bastionów elektoratu anty-PiS.

Hanna Gronkiewicz - Waltz jest zmęczona, momentami wyraźnie widać, że ma dość. Nie będzie kandydować na kolejną kadencję w fotelu prezydenta Warszawy. Straciła kontrolę nad warszawską Platformą - tam, jako - przypomnijmy - komisarz, rządzi dziś bliski współpracownik Grzegorza Schetyny Andrzej Halicki. Ale prezydent stolicy zdaje się wciąż pamiętać o swoim wizerunku. W Mikołajki zapowiedziała wprowadzenie dla mieszkańców Warszawy „bonu żłobkowego” w wysokości 400 zł. Bon ma przysługiwać rodzicom dziecka oczekującego na miejsce w żłobku, można go będzie wykorzystać na opłacenie usług niani lub prywatnego żłobka, głównym warunkiem jego otrzymania jest nieprzekroczenie dochodu w wysokości 1992 zł na osobę w rodzinie. Dzień później Hanna Gronkiewicz-Waltz odwiedziła w szkole 9-letnią Milenę, która chciała wejść w skład zespołu ds. budżetu partycypacyjnego Ochoty, na co ostatecznie (po dłuższych rozważaniach - zwyciężyło przekonanie, że kandydatka powinna jednak poczekać przynajmniej do 13 roku życia) nie zgodził się zarząd dzielnicy. Prezydent Warszawy ogłosiła, że jest dumna z postawy dziewczynki.
Te ruchy można by odczytywać jako sztampowe działania wizerunkowe mające na celu rozładowania kryzysowego napięcia. Tak, z pewnością coś w tym jest, tyle tylko, że akurat w kwestii samego referendum żadnego kryzysu nie było.

Fakt, że Guział zrezygnował ze składania wniosku o referendum, tym razem wcale nie oznacza, że Hanna Gronkiewicz-Waltz i warszawscy politycy Platformy „odetchnęli z ulgą”. Przeciwnie - niezależnie od tego, czy Guziałowi udałoby się zebrać 130 czy 180 tysięcy podpisów, szansa na wygraną zwolenników odwołania prezydent stolicy byłaby właściwie żadna. Tej jesieni, przy całym reprywatyzacyjnym kryzysie w warszawskim ratuszu, zbieranie podpisów szło o wiele trudniej niż trzy lata temu, przy poprzedniej - również podjętej właśnie przez Guziała - próbie odwołania prezydent stolicy. Wtedy przeciwnicy Hanny Gronkiewicz-Waltz zebrali w niezłym tempie 232 tysiące podpisów. Ale cała akcja z referendum i tak skończyła się na ledwie 25-procentowej frekwencji, co nie pozwoliło na przekroczenie minimalnego progu pozwalającego na uznanie plebiscytu za wiążący.

Gdyby więc w tym roku doszło do Guziałowego referendum, jego nieuchronne fiasko tylko umocniłoby Hannę Gronkiewicz-Waltz - i to bardziej, niż miało to miejsce trzy lata temu. W mediach pojawiałyby się obrazki znanych postaci szeroko rozumianej opozycji demonstrujących poparcie dla prezydent Warszawy, Platforma zapewne zadbałaby też o jakąś akcję w stylu łódzkiego „murem za Hanką”.

Bo przecież w Warszawie, w której elektorat anty-PiS wciąż ma przewagę, referendum byłoby postrzegane jako głosowanie nie tylko w sprawie odwołania prezydent miasta, lecz jako plebiscyt według klucza: PiS kontra antyPiS.

Piotr Guział ogłaszając swą referendalną kapitulację, oskarżył PiS o sabotaż. - Zachowujecie się jak Armia Czerwona w 1944 r. Staliście na brzegu i patrzyliście z szyderczym uśmiechem, jak Warszawa się wykrwawia.

CZYTAJ TAKŻE: Jan Śpiewak: Elity III RP są niczym gang albańskich złodziei kurczaków

Abstrahując już od samej mocno groteskowej niestosowności takiego porównania, trudno się dziwić, że politycy Prawa i Sprawiedliwości nie rzucili się, by wesprzeć inicjatywę Guziała. Skazane na porażkę referendum w Warszawie byłoby przecież zdecydowanie bardziej kłopotem niż prezentem dla Prawa i Sprawiedliwości. Zamiast smażyć się dalej na reprywatyzacyjnym grillu, Hanna Gronkiewicz-Waltz miałaby wręcz warunki do rozpoczęcia kontrofensywy. Dobrze (naprawdę dobrze) poprowadzona przez Platformę kampania referendalna mogłaby przenieść dyskusję o Warszawie z niszczącej dla Platformy i Hanny Gronkiewicz-Waltz sfery rozliczeń patologii reprywatyzacji, na wszystkie inne obszary życia miasta. W ten sposób referendalna kampania pomyślana przez inicjatorów jako kamieniowanie prezydent Warszawy mogłaby szybko zamienić się w festiwal propagandy sukcesu warszawskiego ratusza i Platformy. A tego PiS z pewnością nie chce, tym bardziej, że w polityce ogólnopolskiej zdecydowanie skończyła się już dobra passa rządzącej partii zapoczątkowana ogłoszeniem projektu 500 Plus.

Po referendalnej kapitulacji Guziała natychmiast jednak powróciły plotki o rychłym wprowadzeniu w Warszawie zarządu komisarycznego. Padają nazwiska potencjalnych kandydatów - najczęściej Jacka Sasina lub posła Jarosława Krajewskiego (obaj są zresztą stale wymieniani również jako kandydaci na prezydenta Warszawy, nie komisarza). Krążą - zresztą od września - pogłoski o zbliżającej się wielkiej akcji służb w związku z aferami reprywatyzacyjnymi, która miałaby posłużyć za pretekst do wprowadzenia zarządu komisarycznego. Ale jak dotąd brak tu konkretów.

Praktyka polityczna ostatniego roku oczywiście teoretycznie nie przekreśla również scenariusza, w którym premier skierowałaby do Warszawy komisarza, motywując to jakimś ogólnym niezadowoleniem z władz stolicy oraz zarzucając im trwałą utratę zdolności do działania lub też nawet powołując się na „wolę suwerena”. Zbyt wiele takich ruchów oglądaliśmy w ciągu ostatniego roku, by teraz zupełnie wykluczać i to prawdopodobieństwo.
Problem jednak w tym, że taka decyzja mogłaby zostać zaskarżona (i z pewnością tak by się stało) do Sądu Administracyjnego - a tam strona rządowa musiałaby procesowo dowieść, że rzeczywiście istnieją fundamentalne podstawy do wprowadzenia komisarza. Samo, choćby najszczersze, przekonanie o „przedłużającym się braku skuteczności w wykonywaniu zadań publicznych przez organy gminy” zdecydowanie do tego nie wystarczy, tu konieczne byłoby udokumentowanie zarzutu. Niekorzystny dla PiS wyrok sądu byłby zaś sporym ciosem w wizerunek rządzącej partii, zwłaszcza w Warszawie.

CZYTAJ TAKŻE: Jan Śpiewak: Elity III RP są niczym gang albańskich złodziei kurczaków

Źle też wyglądałby dla Prawa i Sprawiedliwości ewentualny polityczny rachunek zysków i strat z takiego posunięcia. Bo czy komisarz - choćby najsprawniejszy i dysponujący pełnym, także finansowym, wsparciem rządu - zdążyłby do wyborów masowo przekonać warszawiaków do PiS? Bardzo wątpliwe. Za to do opozycyjnej retoryki weszłyby frazy w rodzaju „okupacja Warszawy”, skutki każdego potknięcia PiS-owskiego komisarza miałyby zaś potężnie zwielokrotnioną siłę i to w ogólnopolskiej skali.

Wszystko wskazuje więc na to, że PiS nie bez sadystycznej przyjemności przyglądając się cierpieniom warszawskiego ratusza i warszawskiej Platformy, przyjmuje całkiem rozsądną strategię. O wiele bardziej rozsądną niż taka, która opierałaby się na próbie błyskawicznego przejęcia Warszawy. Nadal natomiast nie widać specjalnych możliwości, by to PiS mogło zgarnąć w samej Warszawie polityczny zysk z kłopotów warszawskiej Platformy i jej prezydent miasta. Ich potencjalnymi beneficjentami w perspektywie wyborów samorządowych 2018 roku wciąż wydają się za to Nowoczesna i - w nieco mniejszym stopniu - lewica.

polecane: Flesz - e-papieros zagraża zdrowiu

Wideo

Materiał oryginalny: Nie będzie referendum w stolicy. PiS wie, że w Warszawie co nagle, to po diable - Polska Times

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze 6

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

O
Oskarowski

I wnioski wyciągają. Zobaczysz w przyszłych wyborach.

G
Gość

Ale teraz PiS umiejetnie zdiagnozowal, gdyz zapewne uznal, na co mu wsiowa W-wa, jesli majatki sa poza. A dwa, HGW niech pozostanie w dalszym ciagu zmartwieniem PO, natomiast pocieszeniem dla KOD i Petru. Gdzie dwoch sie zwalcza, trzeci korzysta. W-wa tym blizej dla PiSU im HGW blizej PO. To jest p. Glowacki latwe do pojecia, a nastepnie, do zaakceptowania.

G
Gość

jak trzyma pazurami.
Tylko spawarka acetylenowa i piła łańcuchowa tu może coś zdziałać.
Sama nie puści. Nie ma mowy !

G
Gość

Niech Polacy przyglądają się i wyciągają wnioski.
HGW to PO w pigułce.

k
kroton

wystarczy stać i patrzeć mafia zrobi swoje.nie żal mi ich mieli okazję pogonić hajkę to bardziej bali się kaczora.

l
lump

Postoimy, popatrzymy. Co tam Polska, własność narodu a gangsterzy mogą być cwańsi i d... w kwiatach. Teraz trzeba internet ocenzurować by było jak w naszej preferencyjnej narodowej "Kulturze". Tylko elitarni członkowie, bo to takie gusta i guściki, sentyment, zamiłowania, sympatie.

Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3