Po dwóch meczach w grupie trudno było uwierzyć, że to może być turniej Cristiano Ronaldo

Hubert Zdankiewicz, ParyżZaktualizowano 
Frank Augstein
Portugalczyk kiepsko zaczął Euro, ale potem pokazał prawdziwą klasę.

Po dwóch meczach był kandydatem do miana największego rozczarowania turnieju. Cristiano Ronaldo udowodnił jednak wszystkim, że jest wielki. Kilkanaście dni temu wydawało się, że Portugalczycy opuszczą Francję z niesmakiem. „Fado brzmi wyjątkowo smętnie” - komentowała ich grę hiszpańska prasa, a o ich kapitanie słyszeliśmy głównie z powodu jego niekoniecznie sportowych wyczynów.

- Cieszyli się jakby wygrali cały turniej. Niesamowite. Kiedy nie starasz się grać i tylko się bronisz, to masz mentalność karzełka - wypalił wściekły po remisie 1:1 w pierwszym grupowym meczu z Islandią. - Nic nie zdziałają na tym Euro - dodał.

- Nie umie przegrywać. Ciągle tylko szuka fauli i narzeka - odgryzł mu się Kari Arnason, a Islandczycy zagrali później Ronaldo (i nie tylko jemu) na nosie, dochodząc do ćwierćfinału

- Jestem smutny, nie tak chciałem pobić ten rekord - przyznał po drugim meczu. Przeciwko Austrii rozegrał 128. spotkanie w narodowych barwach i poprawił osiągnięcie Luisa Figo. Nie miał jednak czego świętować, bo jego zespół zremisował 0:0, a on w dodatku nie wykorzystał rzutu karnego (internauci kpili, że winne były… rajstopy, w których pojawił się na Parc des Princes). - Takie rzeczy się zdarzają - dodał, pytany o niewykorzystaną jedenastkę. Niby prawda, niemniej przed trzecim spotkaniem był tak sfrustrowany, że podczas spaceru obok hotelu swojej reprezentacji wrzucił do jeziora mikrofon próbującego z nim porozmawiać dziennikarza.

Z Węgrami, trafił w końcu do siatki i to dwa razy. Znów jednak zapamiętaliśmy Ronaldo przede wszystkim z gwałtownych gestykulacji (stał się później obiektem dziesiątek memów i filmów w portalach społecznościowych) po kolejnych bramkach dla Madziarów, którzy tego dnia zdobywali je w nieprawdopodobnych wręcz okolicznościach.

Remis 3:3 sprawił, że Portugalczycy zakończyli rywalizację w grupie na trzeciej pozycji i gdyby nie nowa formuła rozgrywania mistrzostw mogli by się pakować jeszcze przed 1/8 finału (do tej pory z grupy wychodziły tylko po dwie drużyny). Mało kto wierzył wówczas, że cokolwiek jeszcze w na tym Euro zwojują. Podobnie, jak bohater tego tekstu, do którego wiele lat temu przylgnęła opinia, że wielkie mecze rozgrywa tylko w klubie.

Kompletnie niesprawiedliwa, bo każdy pamięta chyba, jak jesienią 2013 roku niemal w pojedynkę ograł Szwedów w barażach o mistrzostwa świata w Brazylii. Wcześniej też zdarzały się mecze, w których był błyszczał. Choćby z Holandią i Czechami podczas Euro 2012. Albo w 2004 roku, gdy jako 19-latek przebojem wdarł się do podstawowego składu Portugalczyków podczas rozgrywanych w ich rodzinnym kraju turnieju. Zawsze jednak czegoś brakowało. Zawsze coś sprawiało, że kolejne wielkie imprezy kończył rozczarowany.

Dwanaście lat temu płakał po porażce z Grecją w finale. W 2012 r. długo kręcił z niedowierzaniem głową po półfinałowej porażce z Hiszpanią. W kończącej mecz serii rzutów karnych miał strzelać ostatni, ale koledzy tak pudłowali, że nie dane mu było nawet podejść do piłki.

Ostatnie kilka lat jego kariery to prawdziwy rollercoaster. Nie brakowało w nich sukcesów, bo w 2013 w końcu przełamał hegemonię Lionela Messiego i zdobył Złotą Piłkę FIFA, dla najlepszego piłkarza świata. W 2014 kolejną. W dwóch najważniejszych próbach tamtego roku jednak rozczarował, choć po części tłumaczyły go problemy ze zdrowiem.

Na mundialu w Brazylii Portugalia nie wyszła z grupy, a CR7 słabo wypadł również wcześniej, w finale Ligi Mistrzów z Atletico Madryt. Królewscy wygrali co prawda 4:1 a on strzelił gola. Jednak dopiero na samym końcu, z rzutu karnego, gdy losy meczu były już rozstrzygnięte. Bohaterami zostali inni: Sergio Ramos, Gareth Bale, Angel di Maria.

W tamtym meczu zobaczyliśmy gorsze oblicze Ronaldo nie tylko w wymiarze czysto sportowym, ale ludzkim, bo wcześniej jako jeden z ostatnich podbiegał do kolegów z gratulacjami. Za to po swoim trafieniu puścił się biegiem przez pół boiska, zdejmując po drodze koszulkę. Zupełnie, jakby tylko celne strzały CR7 zasługiwały na świętowanie.

Po części potwierdził to film o nim, po którego obejrzeniu można dojść do wniosku, że jest patologicznym wręcz narcyzem.

Sympatyków nie przysporzyły mu niepochlebne komentarze pod adresem klubowych kolegów (narzekał, że nie prezentują jego poziomu), ani przepychanki z trenerem, bo to głównie z jego powodu pracę w Madrycie stracił jesienią ubiegłego roku Rafael Benitez (choć swoje zrobiła też na pewno porażka 0:4 z Barceloną na Santiago Bernabeu). Zimą dużo mówiło się i pisało, że Królewscy będą chcieli się go pozbyć, jeśli tylko dostaną korzystną ofertę (zainteresowane było Paris Saint-Germain).

Odżył dopiero pod kierunkiem Zinedine’a Zidane’a i wiosną znów zobaczyliśmy lepszą wersję Ronaldo. Najpierw zdobył zwycięską bramkę w ligowym meczu z Barceloną na Camp Nou, potem ustrzelił hat tricka w rewanżu z VfL Wolfsburg, wprowadzając Real do półfinału Ligi Mistrzów. Później wykorzystał decydującego karnego w finale z Atletico.

We Francji też w końcu pokazał klasę i to w najważniejszym momencie, bo w półfinale z Walią. Strzelił w nim gola (dziewiątego w mistrzostwach Europy, czym wyrównał rekord Michela Platiniego), zaliczył asystę. A po meczu pokazał też ludzką twarz, pocieszając Bale’a, za którym prywatnie raczej nie przepada. Znów był wielki. W finale nie mógł pomóc kolegą na boisku, ale wspierał ich zza lini bocznej. Największą nagrodą za poświęcenie i ciężką pracę okazał się upragniony puchar za mistrzostwo Europy.

polecane: Wyniki wyborów parlamentarnych 2019

Wideo

Materiał oryginalny: Po dwóch meczach w grupie trudno było uwierzyć, że to może być turniej Cristiano Ronaldo - Polska Times

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3