Po przesuniętym Euro2020 pozostały już tylko wspomnienia. Turniej był dobry, Polska słaba. Dziwne wybory sędziów i... komentatorów

Adam Godlewski
Adam Godlewski
Mateusz Borek   fot. karolina misztal / polska press/dziennik baltycki
Mateusz Borek fot. karolina misztal / polska press/dziennik baltycki Karolina Misztal
Co zapamiętamy po finałach Euro2020? Największe kontrowersje wzbudziła w Polsce zmiana duetu... komentatorów na wielki finał. O zastąpieniu Dariusza Szpakowskiego przez Mateusza Borka było u nas głośniej w ostatnim tygodniu imprezy niż o blamażu Biało-Czerwonych. Nie wszystkim ta roszada przypadła do gustu, a nie zabrakło nawet mocno zdegustowanych. Co nie zmienia faktu, że turniej był dobry. Natomiast sędziowie - nie wszyscy.

Finały Euro2020 już od kilku dni za nami, ale echa nietypowego turnieju, rozegranego w wielu krajach w pandemicznych okolicznościach, nie milkną. Poziom sportowy był więcej niż satysfakcjonujący, liczba bramek i dogrywek rekordowa, zatem na emocje także nikt nie mógł narzekać. Co zatem w pierwszej kolejności zapamiętamy z przesuniętych o rok mistrzostw Europy?

Z polskiej perspektywy niestety to, że po raz kolejny do dobrej imprezy nie pasowali Biało-Czerwoni. Na szczęście ludzie z naszego światka piłkarskiego zwrócili uwagę także inne aspekty zakończonego w poprzednią niedzielę na londyńskim Wembley turnieju.

Nowa formuła służyła popularyzacji. I to zadanie zostało wykonane

- W pierwszej kolejności w mojej pamięci pozostanie nowa formuła rozgrywania meczów. Wbrew utartej opinii, mnie się podobała idea organizacji w wielu państwach. Jeśli na celu miało to popularyzację futbolu, to zadanie zostało wykonane - mówi Robert Kiłdanowicz, były piłkarz klubów ligowych, były prezes Stomilu Olsztyn, prawnik, doktorant w katedrze prawa międzynarodowego UW. - Owszem, Anglicy byli uprzywilejowani, gdyż najczęściej grali u siebie, ale przecież każdy turniej ma jakiegoś gospodarza, a kilka poprzednich - miało nawet po dwóch. Dla mnie większym problemem była zbyt duża liczba uczestników mistrzostw Europy. Bo poziom nie wszystkich meczów był satysfakcjonujący. Dopiero od fazy pucharowej widać było, jak kosmiczna jest obecnie jakość europejskiego futbolu.

- Niestety, ostatnia uwaga nie dotyczy reprezentacji Polski. Z naszej perspektywy zapamiętamy w zasadzie tylko eksperymenty trenera. Tyle, że Paulo Sousa sam się nie zatrudnił, i to nie on wybierał termin tego angażu - dodaje nasz ekspert. - Gołym okiem widać było, że zabrakło mu miesiąc, dwa albo trzy, żeby w ogóle poznać nasz potencjał. I w ogóle zespół.

Spędzający dużo czasu za granicą Kiłdanowicz nie uważa kłopotów zdrowotnych Christiana Eriksena - który w pierwszym meczu Duńczyków doznał ataku serca i tylko dzięki przytomności umysłu swego kapitana Simona Kjaera, który błyskawicznie udzielił pierwszej pomocy, przeżył - za punkt zwrotny dla Duńskiego Dynamitu:

- Taki incydent w ogóle nie miał prawa się zdarzyć, biorąc pod uwagę obecny rozwój medycyny - dodaje. - Pomijając oczywisty dla mnie fakt, że z Eriksenem w składzie Dania mogłaby ugrać jeszcze więcej w Euro2020 niż osiągnęła, chciałbym zobaczyć miny lekarzy, którzy przeprowadzali w ostatnim czasie wszystkie niezbędne testy medyczne Christianowi… Nie jestem lekarzem, a przypadłości nie... czytają książek, ale uważam, że ktoś pokpił obowiązki.

Sędziowanie ogólnie dobre, tylko w półfinałach słabe

Obowiązki pokpiła też na pewno UEFA, której sędziowskie wybory w trakcie turnieju co najmniej zaskakiwały. A w każdym razie te podejmowane w pewnej fazie mistrzostw Europy; jakby na przekór temu, co we wcześniejszych spotkaniach oglądali widzowie.

- Sędziowanie na tym turnieju było takie, jak granie, czyli generalnie bardzo dobre. Również w finale, gdzie Biorn Kuipers spisał się naprawdę rewelacyjnie - podsumował najsłynniejszy w naszej futbolowej historii arbiter Michał Listkiewicz w „Studiu Kadra”, które emitowaliśmy w trakcie Euro2020 w serwisach internetowych Polski Press. - Owszem, zdarzyło się kilka słabszych meczów arbitrów, a dwa, trzy były nawet bardzo słabe. Najgorzej pod tym względem wyglądały półfinały, które prowadzili Niemiec Felix Brych i Holender Danny Makkelie. To nie było sędziowanie godne tak wysokiej fazy tak poważnego turnieju. Z tej perspektywy tym bardziej nie rozumiem, z jakiego powodu znacznie wcześniej do domu został odesłany Cuneyt Cakir, który w Euro2020 prowadził zawody bardzo dobrze.

Po polskiej stronie wygranym jest tyko Boniek, który znów zagrał wyłącznie pod siebie

O ile Turek może czuć się największym przegranym wśród arbitrów, o tyle jasne jest, że wpływu na to nie miała forma zaprezentowana przez niego na boiskach, tylko słabość jego macierzystej federacji w strukturach UEFA. Niemcy i Holendrzy są znacznie mocniejsi w organizacji sędziowskiej, więc na układach skorzystali - znacznie słabsi sportowo - Brych i Makkelie. Cóż, życie…

- Jedynym zwycięzcą po polskiej stronie w ostatnich miesiącach jest prezes Zbigniew Boniek. Nie tylko przecież obronił miejsce w Komitecie Wykonawczym UEFA, ale został nawet wiceprezydentem Europejskiej Unii. Tylko co z tego wynika dla polskiego futbolu? - zastanawia się Kiłdanowicz. - Reprezentacja jest w powijakach, gdyby wyjąć z niej Roberta Lewandowskiego, okazałoby się, że nasza ofensywa istnieje jedynie teoretycznie. I wstyd byłoby przyjeżdżać bez „Lewego” na mistrzostwa Europy. Nasza PKO Ekstraklasa przed rozpoczęciem tegorocznych kwalifikacji europejskich pucharów plasowała się w czwartej dziesiątce pod względem sportowym. Tymczasem w pierwszej dziesiątce -pod względem wpływów telewizyjnych! Dlatego pytam, dlaczego marnotrawimy pieniądze?! O ile nasz biznes jest na poziomie światowym, o tyle futbol pozostał w okowach średniowiecza. Zarówno pod względem poziomu, jak i organizacji. Boniek przez 9 lat rozwinął dyscyplinę tylko pod względem przychodów - i pieniądze są w naszej piłce. Nie pojawiły się jednak na zawsze. Koniunktura została zaprzepaszczona i może się nie powtórzyć. Drugi raz nikt nie zaufa PZPN w ciemno. Boniek odżegnuje się od odpowiedzialności za poziom futbolu ligowego, ale przecież to związek szkoli trenerów, to ustępujący prezes personalnie doprowadził do rozszerzenia ligi do 18 zespołów. W sytuacji, gdy odpowiednio jakościowych piłkarzy mamy na 10, maksymalnie 12 drużyn. Czemu to służy? Reformy poszły w złym kierunku. Odwrotnym od pożądanego.

Odsunięcie Szpakowskiego musi wywoływać niesmak

A skoro wróciliśmy na krajowe podwórko, to tematem numer jeden po Euro2020 nie jbył blamaż reprezentacji Polski, tylko obsada… komentatorska wielkiego finału mistrzostw Europy. Pierwotnie decydujący mecz na Wembley miał relacjonować Dariusz Szpakowski, ale ostatecznie ten przywilej przypadł Mateuszowi Borkowi. I nie wszystkim to się spodobało.

- Co do Szpakowskiego, którego znam 40 lat, i w różny sposób oceniałem jego pracę na kolejnych etapach, to jeśli zostało publicznie ogłoszone, że finałem mistrzostw Europy zostanie ukoronowana jego wielka komentatorska kariera, a za pięć dwunasta odebrano to, co o mu obiecano, to musi wywoływać niesmak. Uważam zresztą, że Borek nie zasłużył na skomentowanie tego finału. Tak po ludzku, ale i z powodów merytorycznych - uważa były właściciel Widzewa w czasach, gdy łodzianie grali w fazie grupowej Ligi Mistrzów, a w trakcie Euro2020 nasz ekspert, Andrzej Grajewski, który podczas turnieju zapracował na miano jednego z najbardziej wyrazistych opinionistów.

Sztuczny orgazm? Dobry, ale w... radiu

Grajewski dodaje: - Nie mogłem słuchać komentarzy panów Mateusza Borka i Kazimierza Węgrzyna. Ten pierwszy za każdym razem, gdy padał gol, fundował widzom sztuczny orgazm. I podniesionym głosem odbierał możliwość wyciągnięcia własnych wniosków, i nie pozwalał na osobiste przeżycia. To nie radio, tymczasem mieliśmy do czynienia z komentarzem radiowym. Przed Borkiem zamknięto drzwi w Polsacie - z tego co mi wiadomo - ponieważ chciał realizować komercyjne projekty, nadal jednak pozostając na liście płac tej stacji. Dlatego przyssał się do TVP i tam próbuje rządzić. Nie podoba mi się, że te rządy doprowadziły do odsunięcia Szpakowskiego. Uważam, że to niedopuszczalne. Z kolei Węgrzyn był moim zawodnikiem, więc z bliska widziałem, że częściej trafiał w rywali niż w piłkę. Zatem dziś były piłkarz o takiej reputacji nie powinien być apostołem myśli taktycznej. Bo zwyczajnie nie wypada. Widzowie nie są głupi…

Wielki finał Euro2020 nie był piękny, a zajścia z udziałem pseudokibiców wystawiły jak najgorsze świadectwo Anglikom. Jako organizatorom turnieju, ale przede wszystkim jako nacji.

- Poziom decydującego spotkania był przeciętny. Włosi przypadkowo zdobyli gola wyrównującego, choć oczywiście na niego zasługiwali. I od tego momentu już nie oddali inicjatywy. Przewaga psychologiczna także była po ich stronie - kończy Kiłdanowicz. - W Anglii non stop mawia się, że Polska to Europa Wschodnia, gdzie zaczyna się kraina białych niedźwiedzi. Tymczasem dantejskie sceny po finale pokazały, że dziś to Wielkiej Brytanii daleko do naszych standardów. Jeśli chodzi o zachowania kibiców, ale także organizacyjnych. Jeśli ktoś miałby teraz uczyć się kultury, to z pewnością nie my od nich…

Materiał oryginalny: Po przesuniętym Euro2020 pozostały już tylko wspomnienia. Turniej był dobry, Polska słaba. Dziwne wybory sędziów i... komentatorów - Polska Times

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość
Borek tworek sprzedajna k.u.r.w.a i na śmieci worek gorszego przydupasa nie widziałem a wygląda jak tłusta świnia 🐷
Dodaj ogłoszenie