Podał fałszywe dane ofiary wypadku. Grozi mu wysoka grzywna

Zbigniew Marecki
Logo Państwowej Inspekcji Pracy
Logo Państwowej Inspekcji Pracy
Przedsiębiorca z Wiklina wziął do pracy człowieka z ulicy, a gdy ten zginął, pracodawca podał PIP fałszywe dane.

To tragedii doszło 24 paź­dziernika 2012 roku podczas przebudowy stodoły. Na jej zlecenie prace budowlane prowadziła firma Grzegorza J. z Wiklina. Tego dnia podczas pracy na rusztowaniu zginął 57-latek z Wałdowa. Spadł z wysokości.

Zobacz także: Jak odzyskać zaległą wypłatę? Zgłoś się do PIP-u w Słupsku

- Po raz pierwszy w mojej karierze inspektora PIP zetknąłem się z przypadkiem, że pracodawca podał nam fałszywe dane osobowe ofia­ry wypadku. Prawdopodob­nie wynikało to z tego, że właściciel firmy budowlanej wziął go do pracy z ulicy. Na dodatek postawił na miejscu pracy bez pisemnej umowy, żadnego szkolenia i zabezpieczenia BHP - mówi Ro­man Giedrojć, kierownik słupskiego oddziału PIP.

Przeprowadzone na miejscu zdarzenia kontrole wykazały rekordową liczbę naruszeń prawa. W pozwie, który trafił już do Sądu Rejonowego w Słupsku, wskazano ich ponad dwadzieścia. Dotyczyły przede wszystkim tego, że prawie wszyscy pracownicy zatrudnieni na budowie nie mieli zawartych żadnych umów, nie byli przeszkoleni pod względem BHP, nie przeszli wymaganych badań lekarskich a rusztowanie, na którym pracowali, nie było właściwie przygotowane.

Podczas kontroli okazało się także, że pracodawca chciał zatrudnić zmarłego na "ustną umowę o dzieło".

- Taka formuła zatrudnie­nia w naszym prawie pracy nie istnieje. Nakazaliśmy pracodawcy wystawienie zmar­łemu umowy o pracę, bo naszym zdaniem na jej podstawie faktycznie pracował na budowie. Dzięki temu rodzinie będzie przysługiwało odszkodowanie.

PIP domaga się wymierzenia pracodawcy kary grzywny w wysokości 30 tys. zł. Ponadto sąd będzie musiał rozstrzygnąć, czy ponosi winę w związku z zarzutami PIP. Odrębne postępowanie w tej sprawie prowadzi prokuratura. Jeszcze nikomu nie postawiono zarzutów.

Rozmowa z Romanem Giedrojciem, kierownikiem słupskiego oddziału Państwowej Inspekcji Pracy

- W ostatnim czasie w regionie słupskim doszło do serii śmiertelnych wypadków na budowach. Dlaczego tak się dzieje?

- Niestety, przybywa pracodawców, którzy traktują pracowników bardzo przedmiotowo. Nie dbają o nich, a stawiają jedynie na zysk.

- Co jest przyczyną takiego nastawienia?

- Zła sytuacja na rynku. Podczas przetargów bierze się bowiem głównie pod uwagę jak najniższą cenę. Dlatego pracodawcy obniżają koszty i robią to kosztem ludzi, których coraz częściej zatrudniają na czarno. Oczywiście muszą kupić materiały, ale rusztowania są w coraz gorszym stanie, a o bezpieczeń­stwo ludzi się nie dba. Wte­dy o wypadek nie jest tru­dno.

Rozmawiał Zbigniew Marecki

Wideo

Komentarze 21

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

A
Anka I
Widocznie takie złe rusztowanie bylo?
-teren zagrozony nalezy dobrze zabezpieczyc by nikt tam niemogl wejsc,nawet osoby zainteresowane budowa,przebudowa powinny byc zabezpieczone przed jakimi kolwiek zagrozeniami, nawet Pani marto O jak zaprosisz kolezanke do domu i spadnie jej cegla na glowe to Ty odpowiesz a jesli widzialas pijanych robotnikow na rusztowaniu i gdyby cos sie ktoremus stalo tez bys byla wspolwinna bo nie zareagowalas....
M
Marta O.
Nie mnie oceniać, czy mógł tam wejść czy też nie. Od tego jest PIP. Nie zapominaj, że gdy już dojdzie do tragedii, takiej jaka wydarzyła się w tym przypadku, to sprawdzane jest wszystko od początku do końca. Wielu pracodawców nie bierze tego pod uwagę wykonując prace budowlane i nie tylko takie. Podstawowe, to posiadać badania lekarskie , w tym przypadku o dopuszczeniu przez lekarza do wykonywania pracy na wysokości. Szkolenie podstawowe i stanowiskowe do każdej wykonywanej pracy. Odzielne do prac murarskicha także obsługi przysłowiowej betoniarki. Czy były instrukcje stanowiskowe, Czy była opracowana Ocena ryzyka zawodowego. Czy był prowadzony dziennik budowy. Czy poszczególne etepy budowy były potwierdzane w tym dzienniku przez Inspektora budowlanego. Nawet jak wspominasz brak krawężnicy mógł mieć znaczenie,że spadł z tego rusztowania. To już jest zarzut, że rusztowanie nie spełniało wymagań bezpieczeństwa. Nie raz, można dostrzec przez nieroztropnych i lekkomyślnych budowlańców stawianie podstawy rusztowania na kruchych deskach, czy nawet cegłach nie wspomiając, że są tacy ryzykanci co potrafią rusztowanie postawić na pustakach. Natomiast jeśli był na budowie, to sam na tą budowę nie wlazł, jesli pod obecność innych budowlańców wszedł na rusztowani, to tym bardziej miał do tego uprawnienia. Jeśli wszedł, to miał jakiś do tego cel i ktoś zapewne wyznaczył jemu jakieś zadania do wykonania. Nie zamierzam tu przesądzać ani jego oskarżać o lekkomyślność. Pamiętaj, że większość wypadków na budowach to lekkomyślność i lekceważenie przepisów przez samych budowlańców. Jeżeli komuś brakuje zdrowego rozsądku i ostrożności a także jeśli podchodzi do bezpieczęnstwa z przymrużeniem oka to mamy tego efekty. przepisy, tak jak było w tym przypadku. Największy bałagan panuje na małych budowach. Kiedyś byłem świadkiem, że dekarz położył 11kg butlę z gazem w rynnie 4 piętrowego budynku o stromym spadzistym dachu a sam chodził w rynnie. Gdy poszedłem do nich zwrócić im uwagę to mnie przysłowiowo olali. W tym przypadku pomogło wykonanie jednego telefonu do PIP- u i 500 zł mandat przywrócił porządek . Widać, że często budowlańcom słowo nie pomaga. Do tego potrzeby jest bat. Inaczej nie są w stanie zrozumieć. Powtórzę, nie mnie jest tą trgedię oceniać, od tego są odpowiednie organy.

I te organy oceniły. Jest protokół sporządzony. Wszystko ok, tylko razi szkalowanie właściciela w gazecie. Potem wszyscy przyłażą i zadają głupie pytania, "bo tak napisali w Głosie". Ile można tłumaczyć, że głupoty napisali. A może jeszcze każdemu pokazywać protokół? I tu jest problem.
M
Miastowy
A skąd wiesz, że nie posiadało? Z wymienionych przez Ciebie to rusztowanie nie miało tylko krawężnic. Ale to i tak mało istotne, bo człowiek tam wlazł bez pozwolenia.
Tak na marginesie: gdy była robiona elewacja mojego bloku, pijana młodzież łaziła po rusztowaniu. Co by się stało, gdyby ktoś z nich spadł? Właściciel miałby za to odpowiadać?
Załóż firmę budowlaną, zachowaj wszystkie procedury BHP itp i wypracuj zysk. Życzę powodzenia, bo małe szanse na znalezienie chętnego inwestora, który za to zapłaci Taka polska gospodarka, więc o czym tu mówić.

Nie mnie oceniać, czy mógł tam wejść czy też nie. Od tego jest PIP. Nie zapominaj, że gdy już dojdzie do tragedii, takiej jaka wydarzyła się w tym przypadku, to sprawdzane jest wszystko od początku do końca. Wielu pracodawców nie bierze tego pod uwagę wykonując prace budowlane i nie tylko takie. Podstawowe, to posiadać badania lekarskie , w tym przypadku o dopuszczeniu przez lekarza do wykonywania pracy na wysokości. Szkolenie podstawowe i stanowiskowe do każdej wykonywanej pracy. Odzielne do prac murarskicha także obsługi przysłowiowej betoniarki. Czy były instrukcje stanowiskowe, Czy była opracowana Ocena ryzyka zawodowego. Czy był prowadzony dziennik budowy. Czy poszczególne etepy budowy były potwierdzane w tym dzienniku przez Inspektora budowlanego. Nawet jak wspominasz brak krawężnicy mógł mieć znaczenie,że spadł z tego rusztowania. To już jest zarzut, że rusztowanie nie spełniało wymagań bezpieczeństwa. Nie raz, można dostrzec przez nieroztropnych i lekkomyślnych budowlańców stawianie podstawy rusztowania na kruchych deskach, czy nawet cegłach nie wspomiając, że są tacy ryzykanci co potrafią rusztowanie postawić na pustakach. Natomiast jeśli był na budowie, to sam na tą budowę nie wlazł, jesli pod obecność innych budowlańców wszedł na rusztowani, to tym bardziej miał do tego uprawnienia. Jeśli wszedł, to miał jakiś do tego cel i ktoś zapewne wyznaczył jemu jakieś zadania do wykonania. Nie zamierzam tu przesądzać ani jego oskarżać o lekkomyślność. Pamiętaj, że większość wypadków na budowach to lekkomyślność i lekceważenie przepisów przez samych budowlańców. Jeżeli komuś brakuje zdrowego rozsądku i ostrożności a także jeśli podchodzi do bezpieczęnstwa z przymrużeniem oka to mamy tego efekty. przepisy, tak jak było w tym przypadku. Największy bałagan panuje na małych budowach. Kiedyś byłem świadkiem, że dekarz położył 11kg butlę z gazem w rynnie 4 piętrowego budynku o stromym spadzistym dachu a sam chodził w rynnie. Gdy poszedłem do nich zwrócić im uwagę to mnie przysłowiowo olali. W tym przypadku pomogło wykonanie jednego telefonu do PIP- u i 500 zł mandat przywrócił porządek . Widać, że często budowlańcom słowo nie pomaga. Do tego potrzeby jest bat. Inaczej nie są w stanie zrozumieć. Powtórzę, nie mnie jest tą trgedię oceniać, od tego są odpowiednie organy.
M
Marta O.
Widzisz, jeśli chodzi o rusztowania, to powinny one spełniać stosowne wymagania, bepiecznego jego ustawienia, aby można było na niego wejść. Powinno posiadać barierki zabezpieczające na wysokości 1,1m. krawężnice na dole i barierkę pośrednią. Odpowiednie drabinki. Rusztowanie powinno posiadać certyfikat bezpieczeństwa i być postawione przez pracownika posiadającego uprawnienia do stawiania rusztowania. Odbiór montażu rusztowania powinien być potwierdzony w dzienniku budowy przez inspektora budowlanego. Czy tak było, mam wątpliwości, czy pracodawca tego dopilnował. Która firma typu " KRZAK" tego pilnuje i przetrzega.

A skąd wiesz, że nie posiadało? Z wymienionych przez Ciebie to rusztowanie nie miało tylko krawężnic. Ale to i tak mało istotne, bo człowiek tam wlazł bez pozwolenia.
Tak na marginesie: gdy była robiona elewacja mojego bloku, pijana młodzież łaziła po rusztowaniu. Co by się stało, gdyby ktoś z nich spadł? Właściciel miałby za to odpowiadać?
Załóż firmę budowlaną, zachowaj wszystkie procedury BHP itp i wypracuj zysk. Życzę powodzenia, bo małe szanse na znalezienie chętnego inwestora, który za to zapłaci Taka polska gospodarka, więc o czym tu mówić.
M
Miastowy
Może masz rację, ale w tym przypadku ten człowiek nie miał prawa być na rusztowaniu. Co on tam robił i dlaczego wszedł, tą tajemnicę zabrał do grobu. Może źle się poczuł i chciał o tym poinformować kogoś. Problem w tym, że ledwo tam wszedł i zaraz spadł. Wiem o tym od osoby, która była na tym rusztowaniu. Tu nawet przepisy BHP by nie pomogły. Pozdrawiam.

Widzisz, jeśli chodzi o rusztowania, to powinny one spełniać stosowne wymagania, bepiecznego jego ustawienia, aby można było na niego wejść. Powinno posiadać barierki zabezpieczające na wysokości 1,1m. krawężnice na dole i barierkę pośrednią. Odpowiednie drabinki. Rusztowanie powinno posiadać certyfikat bezpieczeństwa i być postawione przez pracownika posiadającego uprawnienia do stawiania rusztowania. Odbiór montażu rusztowania powinien być potwierdzony w dzienniku budowy przez inspektora budowlanego. Czy tak było, mam wątpliwości, czy pracodawca tego dopilnował. Która firma typu " KRZAK" tego pilnuje i przetrzega.
M
Marta O.
Nie powiem, że nie masz racji, natomiast,- Jaki pracodawca takie podejście do spraw BHP. Uwierz, to często idzie w parze. Podczas takiej tragedii pracodawca dopiero sobie przypomina do czego slużą przepisy bhp. W poprzednim poście pisałem do jakiego czasu zdolni są pracownicy znosić swoje upodlenie przez system który powstał po przemianach ustrojowych. To co mówią nowi pracodawcy, że umowy śmieciowe pozwalają im się utxymać na wiwierzchni ziemi, to system stwożony dla ich wygody. Komunie nawet przez myśl nie przeszło aby stwożyć takie umowy. Teraz znowusz zmieniono KP. pozwlając na rozliczenie czasu pracy w ciągu całego roku, to dalsze upodlenie pracownika. Tak się zastanawiam dokąd jeszcze pracownicy to wytrzymają.

Może masz rację, ale w tym przypadku ten człowiek nie miał prawa być na rusztowaniu. Co on tam robił i dlaczego wszedł, tą tajemnicę zabrał do grobu. Może źle się poczuł i chciał o tym poinformować kogoś. Problem w tym, że ledwo tam wszedł i zaraz spadł. Wiem o tym od osoby, która była na tym rusztowaniu. Tu nawet przepisy BHP by nie pomogły. Pozdrawiam.
M
Miastowy
Panie Mastowy pracowałem w nie jednej firmie bhp to fikcja do kupienia ,papier się tylko liczy.A człowiek musi żyć czy pip lub nasze ,,państwo ,,da aby rodzina miała co do gara wrzucić??!!! Warunki są trudne a ten kraj schodzi na PSY ! Bez pracy nie ma nic i nie jest dla mnie ważne jaka grunt to utrzymać rodzinę

Nie powiem, że nie masz racji, natomiast,- Jaki pracodawca takie podejście do spraw BHP. Uwierz, to często idzie w parze. Podczas takiej tragedii pracodawca dopiero sobie przypomina do czego slużą przepisy bhp. W poprzednim poście pisałem do jakiego czasu zdolni są pracownicy znosić swoje upodlenie przez system który powstał po przemianach ustrojowych. To co mówią nowi pracodawcy, że umowy śmieciowe pozwalają im się utxymać na wiwierzchni ziemi, to system stwożony dla ich wygody. Komunie nawet przez myśl nie przeszło aby stwożyć takie umowy. Teraz znowusz zmieniono KP. pozwlając na rozliczenie czasu pracy w ciągu całego roku, to dalsze upodlenie pracownika. Tak się zastanawiam dokąd jeszcze pracownicy to wytrzymają.
g
gość
Panie Mastowy pracowałem w nie jednej firmie bhp to fikcja do kupienia ,papier się tylko liczy.A człowiek musi żyć czy pip lub nasze ,,państwo ,,da aby rodzina miała co do gara wrzucić??!!! Warunki są trudne a ten kraj schodzi na PSY ! Bez pracy nie ma nic i nie jest dla mnie ważne jaka grunt to utrzymać rodzinę
M
Mastowy
Widzę, że kierujesz się tymi bzdurami z artykułu.
Odnośnie przepisów BHP, to obowiązują też pracowników, a nie tylko pracodawcę. Także zleceniobiorcę, czy wykonawcę dzieła. Wiesz jak wygląda takie szkolenie? Przychodzi się pogrzebać w nosie, dostać papierek, zapłacić kupę kasy i wyjść ze szkolenia z taką samą wiedzą z jaką się przyszło. Czyli fikcja, która nie zapewni nikomu bezpieczeństwa, a tylko napcha cudze kieszenie. Jeśli rząd nie zacznie zajmować się polską gospodarką, to ona zupełnie padnie. Każdy (Grzegorz J. też) chciałby mieć firmę, w której zatrudni legalnie pracowników, zapłaci podatki, zapewni w pełni sprawny sprzęt i sam będzie miał na chleb. Ale w tym kraju najlepiej zgnoić każdego, kto da innym zarobić parę groszy. Za granicą najniżej opłacany pracownik ma lepiej niż mały przedsiębiorca w Polsce.

Widzisz Martuniu trafiłaś na dość twardy grund. Za długo siedzę w BHP aby cokolwiek wiedzieć na ten temat i do niego podejście przez pracodawców. Widzisz akurat nie jest mi potrzebne czytanie artykułu przez pismaka. Miałem nie z jednym "PCACODAWCĄ" styczność aby nie wiedzieć, jakie oni posiadają podejście do tego tematu. Chociaż nie wszystkich takie podejście dotyczy. W porządnych firmach mają dość dobre podejście to KP. Inaczej sprawa się ma w firmach typu krzak - dostawczak i na nim cały sprzęt potrzebny do postawienia małej willi czy pobudowania komórki, a wielu tak budowlańców funkcjonuje. Niejednokrotnie takich pracowników można spotkać na ulicach miasta oczekujących na swojego mocodawcę, który codziennie podwozi ich na budowę. Po pracownikach tych widać, że są to ludzie z łapanki na umowy śmieciowe lub na czarno, ubrani często w ubrania z lumpeksu. Jaka w tym przypadku może być mowa o przestrzeganiu przepisow i zadad. Także PIP wypełnia to, co do nich należy. Natomiast jeśli ktoś liczy, że u niego nic złego się nie stanie , to lepiej niech nie birze się za prowadzenie działalności, bo takie jej prowadzenie wcześniej czy później się zemści.
M
Marta O.
Należy się dziwić, że robotnicy jeszcze nie prostują kos na sztorc. To ewidentna wina robotników, ze pozwolili wprowadzić umowy śmieciowe. Czas pokazał, że polską rządzą ludzie z dużymi bakami. Nie ma innego wytłumaczenia na stwożenie takiej sytuacji. Widać, że polska stała się poligonem doświadczalnym dla w/w ludzi z innych krajów, obserwując ile jeszcze polski robotnik jest w stanie wytrzymać. To wręcz nie jest moralne aby polski robotnik przez podad 22 lata od przemian ustrojowych wciąż pracował za tak marne pieniądze. Oczywiście, że można po części rozumieć tych pracodawców, co próbują się utrzymać na rynku pracy z takimi obciążeniami podatkowymi, jednakże to ich nie zwalnia z obowiązku aby kosztem bezpieczeństwa pracy prowadzić działalność. Niestety ale w takiej sytuacji to pracodawca stoi na straconej pozycji. Prawo w tej sytuacji stoi po stronie poszkodowanej rodziny. Przepisy bhp widzi się wtedy, kiedy dojdzie do sytuacji ekstremalnej, ale w tym przypadku sprawy pod dywan nie da się pozamiatać. Bechapowca w taki przypadku widzi się po sprawie i szuka rozwiązania na odtworzenie dokumentacji z datą wsteczną, na którą nikt nie pojdzie. Natomiast wielu pracodawców przepisy bhp traktuje jak 5-te koło u wozu. Te tudne czasy i dla pracodawców i dla pracowników pokazują, że wrzód dojrzewa do stanu, kiedy kosy należało by postawić w stosunku do rządzacych na sztorc.

Widzę, że kierujesz się tymi bzdurami z artykułu.
Odnośnie przepisów BHP, to obowiązują też pracowników, a nie tylko pracodawcę. Także zleceniobiorcę, czy wykonawcę dzieła. Wiesz jak wygląda takie szkolenie? Przychodzi się pogrzebać w nosie, dostać papierek, zapłacić kupę kasy i wyjść ze szkolenia z taką samą wiedzą z jaką się przyszło. Czyli fikcja, która nie zapewni nikomu bezpieczeństwa, a tylko napcha cudze kieszenie. Jeśli rząd nie zacznie zajmować się polską gospodarką, to ona zupełnie padnie. Każdy (Grzegorz J. też) chciałby mieć firmę, w której zatrudni legalnie pracowników, zapłaci podatki, zapewni w pełni sprawny sprzęt i sam będzie miał na chleb. Ale w tym kraju najlepiej zgnoić każdego, kto da innym zarobić parę groszy. Za granicą najniżej opłacany pracownik ma lepiej niż mały przedsiębiorca w Polsce.
M
Miastowy
Ładna teoria, tylko praktyka w Polsce nie idzie z nią w parze. Prawda jest taka, że pracowników zatrudniają naiwni pracodawcy, a po jakimś czasie zamykają zadłużoną działalność. Tutaj tylko umowy śmieciowe pozwalają na jako takie funkcjonowanie. Tym bardziej, że Grzegorz J. miał maleńką działalność, a np. Morpol jest dużo większą i zatrudnia na umowy o dzieło, czy zlecenie (źródło: oferta z PUP). Wg teorii powinni wszyscy tam mieć umowy o pracę, bo sposób w jaki pracują na to wskazuje. A jak wiadomo i tam wypadków nie brakuje. Jakoś pan Malek nie był tak szkalowany w tym szmatławcu. Zasobność portfela ma tu znaczenie?
Na temat rozbieżności wypowiedzi w artykule a treścią protokołu nie będę się rozpisywać.

Należy się dziwić, że robotnicy jeszcze nie prostują kos na sztorc. To ewidentna wina robotników, ze pozwolili wprowadzić umowy śmieciowe. Czas pokazał, że polską rządzą ludzie z dużymi bakami. Nie ma innego wytłumaczenia na stwożenie takiej sytuacji. Widać, że polska stała się poligonem doświadczalnym dla w/w ludzi z innych krajów, obserwując ile jeszcze polski robotnik jest w stanie wytrzymać. To wręcz nie jest moralne aby polski robotnik przez podad 22 lata od przemian ustrojowych wciąż pracował za tak marne pieniądze. Oczywiście, że można po części rozumieć tych pracodawców, co próbują się utrzymać na rynku pracy z takimi obciążeniami podatkowymi, jednakże to ich nie zwalnia z obowiązku aby kosztem bezpieczeństwa pracy prowadzić działalność. Niestety ale w takiej sytuacji to pracodawca stoi na straconej pozycji. Prawo w tej sytuacji stoi po stronie poszkodowanej rodziny. Przepisy bhp widzi się wtedy, kiedy dojdzie do sytuacji ekstremalnej, ale w tym przypadku sprawy pod dywan nie da się pozamiatać. Bechapowca w taki przypadku widzi się po sprawie i szuka rozwiązania na odtworzenie dokumentacji z datą wsteczną, na którą nikt nie pojdzie. Natomiast wielu pracodawców przepisy bhp traktuje jak 5-te koło u wozu. Te tudne czasy i dla pracodawców i dla pracowników pokazują, że wrzód dojrzewa do stanu, kiedy kosy należało by postawić w stosunku do rządzacych na sztorc.
M
Marta O.
Zapewne jesteś w jakiś sposób powiązany z pracodawcą, u którego wydarzył się ten tragiczny wypadek. Nie posądaj PIP-u o stronniczość czy złą wole. Gdyby u tego " PACODAWCY" były wszystkie dokumenty o których wspominasz, to inspektor pracy nie wytykał by tych nieprawodłowości. Widać, że nigdy nie współpracowałeś z inspekcją pracy i nie wiesz jak oni działają i próbujesz wybielić, pracodawcę, że u niego jest wszystko w porządku. Zapamiętaj, że działania inspekcji pracy to wieloletnie doświadczenie oraz zgłębiona wiedza w ośrodku szkoleniowym we Wrocławiu a także niezliczone wizyty inspektorów pracy na różnych stanowiskach pracy i setki spisanych protokołów z nakazami i wystąpieniami pokontrolnymi. Jeśli inspektor pracy podejmuje kontrolę to z doświadczenia wie czego dotknąć aby wytknąć pracodawcy nieprawidłowości. W dzisiejszych czasach, takiego bałaganu w zakładach prac( szczególnie budowlanych) Inspekcja pracy powinna być postrzegana przez pracowników jako ich sprzymierzeniec i przyjaciel. Wyobraź sobie, co działo by się u pracodawców gdyby nie było takiej instytucji jak PIP i Sanepid oraz DT. Nie myśl także, że Inspektor Pracy wkraczając do zakładu przychodzi z zamiarem jego bankructwa. Każady , kto podejmuje się działalności gospodarczej powinien mieć świadomość, jakie warunki musi spełnić aby zatrudnić pracownika. Działalność gospodarcza to nie tylko zysk, ale także obowiązki wynikające z DZIAŁU X KODEKSU PRACY. Jeśli inspektor doszukał się 20 uchybień u tego pracodawcy to nie sądzę aby u tego pracodawcy wszystko było zgodnie z Art. 207 KP. Natomiast każdy, pracownik, który przechodził szkolenie podstawowe i stanowiskowe powinien widzieć, że istnieje także Art 210, z którego może i powinien korzystać.

Ładna teoria, tylko praktyka w Polsce nie idzie z nią w parze. Prawda jest taka, że pracowników zatrudniają naiwni pracodawcy, a po jakimś czasie zamykają zadłużoną działalność. Tutaj tylko umowy śmieciowe pozwalają na jako takie funkcjonowanie. Tym bardziej, że Grzegorz J. miał maleńką działalność, a np. Morpol jest dużo większą i zatrudnia na umowy o dzieło, czy zlecenie (źródło: oferta z PUP). Wg teorii powinni wszyscy tam mieć umowy o pracę, bo sposób w jaki pracują na to wskazuje. A jak wiadomo i tam wypadków nie brakuje. Jakoś pan Malek nie był tak szkalowany w tym szmatławcu. Zasobność portfela ma tu znaczenie?
Na temat rozbieżności wypowiedzi w artykule a treścią protokołu nie będę się rozpisywać.
l
lipa
panie giedrojc polska to jedna wielka lipa rusz sie pan zza biurka i zobacz ,ale nim pan
wyjdziesz z biura sprawdz czy mam aktualne badania lekarskie i przeszkolenie stanowiskowe
bo to tez lipa w wiekszosci
M
Miastowy
Dokładnie. "Bohater" tego pożal się boże, artykułu nie ma zysku. Z miesiąca na miesiąc ma coraz więcej długu wobec US, bo przecież ludziom trzeba zapłacić.
W ogóle tak się zastanawiam skąd pan Marecki wyssał te bzdury. No, ale cóż, pseudo-dziennikarzyna robi widocznie tak samo, jak opisuje. Trzeba znaleźć ofiary (jak Grzesiek), obsmarować mu dupę w szmatławcu, by ten szmatławiec miał zysk. Panie Marecki, to pan chce osiągnąć korzyści materialne, nie licząc się z ludźmi! Założę się, że pan więcej zarabia niż ten, o kim pan pisze. WSTYD!

Panie Giedrojć, ten człowiek chciał potraktować ludzi jak ludzi! Dał umowy, zapewnił wszystko, nawet wodę bez względu na temperaturę na dworze, dbał, by mieli ubrania robocze, buty, szkolenia. To co oni zrobili? Doprowadzili do ruiny! On już nie widzi sensu prowadzenia jakiejkolwiek działalności w Polsce. Ma zamiar wyjechać za granicę, spłacić te długi w tym porąbanym kraju i nigdy już tu nie wracać. A potem panie Marecki pisz sobie o bezrobociu. Mam nadzieję, że i pana ono dopadnie.

Zapewne jesteś w jakiś sposób powiązany z pracodawcą, u którego wydarzył się ten tragiczny wypadek. Nie posądaj PIP-u o stronniczość czy złą wole. Gdyby u tego " PACODAWCY" były wszystkie dokumenty o których wspominasz, to inspektor pracy nie wytykał by tych nieprawodłowości. Widać, że nigdy nie współpracowałeś z inspekcją pracy i nie wiesz jak oni działają i próbujesz wybielić, pracodawcę, że u niego jest wszystko w porządku. Zapamiętaj, że działania inspekcji pracy to wieloletnie doświadczenie oraz zgłębiona wiedza w ośrodku szkoleniowym we Wrocławiu a także niezliczone wizyty inspektorów pracy na różnych stanowiskach pracy i setki spisanych protokołów z nakazami i wystąpieniami pokontrolnymi. Jeśli inspektor pracy podejmuje kontrolę to z doświadczenia wie czego dotknąć aby wytknąć pracodawcy nieprawidłowości. W dzisiejszych czasach, takiego bałaganu w zakładach prac( szczególnie budowlanych) Inspekcja pracy powinna być postrzegana przez pracowników jako ich sprzymierzeniec i przyjaciel. Wyobraź sobie, co działo by się u pracodawców gdyby nie było takiej instytucji jak PIP i Sanepid oraz DT. Nie myśl także, że Inspektor Pracy wkraczając do zakładu przychodzi z zamiarem jego bankructwa. Każady , kto podejmuje się działalności gospodarczej powinien mieć świadomość, jakie warunki musi spełnić aby zatrudnić pracownika. Działalność gospodarcza to nie tylko zysk, ale także obowiązki wynikające z DZIAŁU X KODEKSU PRACY. Jeśli inspektor doszukał się 20 uchybień u tego pracodawcy to nie sądzę aby u tego pracodawcy wszystko było zgodnie z Art. 207 KP. Natomiast każdy, pracownik, który przechodził szkolenie podstawowe i stanowiskowe powinien widzieć, że istnieje także Art 210, z którego może i powinien korzystać.
M
Marta O.
Gdyby pracodawca nie martwił się tylko o to aby co miesiąc uregulować ZUS i US które są jednymi z najwyższych w całej UE, to można by było pomyśleć o zachowaniu standardów bezpiecznej pracy, ale niestety - pierwsza grupa wierzycieli nikomu i nigdy nie popuści należności. Przy obecnej koniunkturze Panie Redaktorze, wiele firm, nie tylko z branży budowlanej nie myśli o osiągnięciu zysku, a o przetrwaniu, badź zwrocie nakładów. Problem należy analizować z obu stron.

Dokładnie. "Bohater" tego pożal się boże, artykułu nie ma zysku. Z miesiąca na miesiąc ma coraz więcej długu wobec US, bo przecież ludziom trzeba zapłacić.
W ogóle tak się zastanawiam skąd pan Marecki wyssał te bzdury. No, ale cóż, pseudo-dziennikarzyna robi widocznie tak samo, jak opisuje. Trzeba znaleźć ofiary (jak Grzesiek), obsmarować mu dupę w szmatławcu, by ten szmatławiec miał zysk. Panie Marecki, to pan chce osiągnąć korzyści materialne, nie licząc się z ludźmi! Założę się, że pan więcej zarabia niż ten, o kim pan pisze. WSTYD!

– W ostatnim czasie w regionie słupskim doszło do serii śmiertelnych wypadków na budowach. Dlaczego tak się dzieje?

– Niestety, przybywa pracodawców, którzy traktują pracowników bardzo przedmiotowo. Nie dbają o nich, a stawiają jedynie na zysk.

– Co jest przyczyną takiego nastawienia?

– Zła sytuacja na rynku. Podczas przetargów bierze się bowiem głównie pod uwagę jak najniższą cenę. Dlatego pracodawcy obniżają koszty i robią to kosztem ludzi, których coraz częściej zatrudniają na czarno. Oczywiście muszą kupić materiały, ale rusztowania są w coraz gorszym stanie, a o bezpieczeń­stwo ludzi się nie dba. Wte­dy o wypadek nie jest tru­dno.
Panie Giedrojć, ten człowiek chciał potraktować ludzi jak ludzi! Dał umowy, zapewnił wszystko, nawet wodę bez względu na temperaturę na dworze, dbał, by mieli ubrania robocze, buty, szkolenia. To co oni zrobili? Doprowadzili do ruiny! On już nie widzi sensu prowadzenia jakiejkolwiek działalności w Polsce. Ma zamiar wyjechać za granicę, spłacić te długi w tym porąbanym kraju i nigdy już tu nie wracać. A potem panie Marecki pisz sobie o bezrobociu. Mam nadzieję, że i pana ono dopadnie.
Dodaj ogłoszenie