Podczas wojny Niemcy też głodowali

Sylwia Lis sylwia.lis@mediaregionalne.pl
Plakat promujący Eintopf - pomoc dla biednych.
Plakat promujący Eintopf - pomoc dla biednych. www.bundesarchiv.de
Udostępnij:
W naszych wyobrażeniach Niemcy podczas wojny opływali w luksusy. Nic bardziej błędnego. Zwykli obywatele cierpieli głód. Aby jedzenia było więcej, uprawiano ogródki. Do nawożenia zbierano zazwyczaj łajno końskie.

Niemcy od zawsze borykały się z brakiem żywności. Importowały w zasadzie wszystko. Przyczyn deficytu było co najmniej kilka. Pierwszą i podstawową sprawą był niski plon. Wówczas nie stosowano nawozów sztucznych. Słoma, którą teraz stosuje się jako podściółkę dla zwierząt, była wcześniej paszą dla nich. Jako podściółki natomiast używano najczęściej mchu i liści, które kradziono z państwowych lasów.

Drugą ważną przyczyną braku żywności był brak rąk do pracy, bo kilka milionów mężczyzn powołano do wojska (musimy pamiętać, że przynajmniej połowa pochodziła ze wsi). Rzesza jeszcze długo przed wojną gromadziła zapasy żywności dla wojska, np. w postaci konserw z wszelkiego rodzaju żywnością: mięsa, ryby, sery w tubkach, miód. Do tego doszła plaga stonki ziemniaczanej, o której zrzuty obwiniano Amerykanów. Doprowadziło to do sytuacji, w której większość społeczeństwa, przynajmniej ta mieszkająca w miastach, w ostatnim roku wojny i po jej zakończeniu nie miała co jeść.

Eintopf-pomysł na oszczędność
Nazistowscy przywódcy zdawali się dostrzegać problem i próbowali temu jakoś zaradzić. Propaganda nakłaniała gospodynie domowe do oszczędnego gotowania i unikania obiadów składających się z dwóch dań (mimo że w wielu domach i tak gotowano obiad dwudaniowy tylko w niedzielę bądź nie gotowano go w ogóle). Takie danie nazywano Eintopf (niem. jeden garnek). Miało ono składać się w większości z kaszy, ziemniaków, tak aby żywności było jak najwięcej. Był to wynalazek przedwojenny. Wówczas to w jedną niedzielę w miesiącu niemieckie rodziny zmuszano do gotowania w jednym garnku, a zaoszczędzone w ten sposób pieniądze przekazywano biednym. Aby się tak faktycznie działo, po domach chodzili umundurowani funkcjonariusze SA i od razu zbierali datki. Ktoś, kto nie stosował się do nakazu Eintopf-u, mógł spodziewać się przykrych konsekwencji.

Kartki żywnościowe Lebensmittelmarke
28 sierpnia 1939 roku jest datą, od której w Rzeszy wprowadzono do użytku kartki żywnościowe. Miały one być lekarstwem na brak żywności. Miały również zapewnić równe dzielenie jedzenia pomiędzy wszystkich obywateli. Nie był to nowy wynalazek, gdyż stosowano go już podczas pierwszej wojny światowej, kiedy to cesarstwo również odczuwało brak żywności. Podczas drugiej wojny kartek było kilka rodzajów. Na początku stosowano je tylko na jedzenie m.in. na chleb, tłuszcze, mięso oraz cukier i marmoladę. Zaś później na inne artykuły, również na ubrania. Każdego roku zmniejszano potrzebne racje żywnościowe np. w przypadku mięsa było to 500 gramów mięsa na osobę tygodniowo. W marcu 1945 roku było to już tylko 220 gramów mięsa na osobę. System sprzedaży produktów i odcinania kuponów był podobny do tego, jaki znamy z czasów PRL. Ludzie masowo likwidowali ogródki kwiatowe i tam gdzie można było, uprawiano warzywa. Zresztą do takich działań zachęcały władze partii, dostarczając nasion warzyw.

Erzac z żołędzi zamiast kawy
Przy okazji braku żywności Niemcy odczuwali chroniczny brak używek. Brakowało papierosów i tytoniu do fajek, gdyż całą produkcję przeznaczano na potrzeby wojska (każdy żołnierz otrzymywał dziennie minimum 10 sztuk papierosów). Zaradzano temu, siejąc tytoń. Zaś blokada morska powodowała również, że brakowało kawy ziarnistej, którą Rzesza importowała z Brazylii oraz herbaty. Jeżeli herbatę dało się zastąpić napojami z ziół (często bardzo zdrowymi), to z kawą sytuacja bardziej się komplikowała. Aby uzyskać napój chociaż w części podobny do kawy, tzw. erzac, trzeba było więcej zachodu, a do jej wytworzenia używano żołędzi. Najpierw gotowano je, później prażono i ucierano na proszek. Można było dodawać dodatki smakowe. Uzyskiwano z tego napój przypominający smakiem kawę naturalną. Przy okazji działał on dobrze na układ pokarmowy, np. tamując biegunki. Temat wynalazków związanych z jedzeniem był znany niemieckim gospodyniom. Gospodarowały z tego, co miały pod ręką i z tego, co rosło w naturze.

Naleśniki z obierek ziemniaczanychW książce "Jungvolk" niemieckiego autora Wilhelma Gelena, który podczas wojny był nastolatkiem oraz służył również jako pomocnik przy obsłudze działek przeciwlotniczych, czytamy o różnego rodzaju wynalazkach kuchennych. Autor, jako dorosły człowiek, myślał o stworzeniu przepisów, gdyż w pamięci miał różne smaki potraw i tak wspomina ten okres, twierdząc, że można "ugotować smakowitą zupę na korzeniach kapusty oraz usmażyć naleśniki z obierek ziemniaczanych. Można upiec chleb z żyta i jęczmienia grubo mielonego w matczynym młynku do kawy, wspomnieć o marchewkowym budyniu słodzonym sacharyną, pysznej sałatce z liści mlecza, nasturcji i łubinu". Gdy przez przypadek w 1944 wraz z matką znalazł się po amerykańskiej stronie, przede wszystkim rzuciła mu się w oczy przepaść pomiędzy wyżywieniem amerykańskich i niemieckich żołnierzy.
Wspomina, że Amerykanie mieli doskonałe jedzenie, a niektóre produkty widział i jadł po raz pierwszy w życiu. Była to na przykład: guma do żucia oraz cytrynowa oranżada w proszku. Rozwodzi się również nad "soczystymi połówkami brzoskwiń z Georgii" i prawdziwą ziarnistą kawą. W tym czasie jego koledzy musieli zadowolić się "zupą ze zgnitej kapusty". Wspomina również o smaku czarnego chleba na kartki, którego czteroosobowa rodzina mogła kupić na kartki 8 funtów (ok. 4 kg) na tydzień (nie bardzo nadawał się do jedzenia, gdyż głównymi składnikami były niezmielone ziarna żyta i jęczmienia, odrobina mąki oraz nierafinowanej melasy z buraków cukrowych, która spajała tę masę, aby nie rozpadała się na kawałki).

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Komentarze 2

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

m
mateusz XXX

Pojednajmy się, przeprośmy za wszystko, piszmy o wspólnej historii tych ziem, o wspólnym cierpieniu, o złych nazistach i dobrych Niemcach, wczuwajmy się w psychikę kata, poranioną przez historię - o za 50 lat będziemy żyli w państewku o wielkości Księstwa Warszawskiego. Głupiego nie trzeba okradać siłą, urobić go odpowiednio a sam wszystko odda i jeszcze bedzie się z tego cieszył

a
aqqryqq

No i co z tego, że głodowali?

 

Po wojnie powinno się zaorać cały ten hitlerland i zrobić na miejscu ich państewka światowe pole uprawne na którym faszyści pracowaliby jako.. darmowa siła robocza... mieszkając pod "liściem sałaty" lub w nagrode , za wykonanie 1000% norym, w chlewiku ze świniami..

 

Na to zasłużyli.

Więcej informacji na stronie głównej Głos Pomorza
Dodaj ogłoszenie