Pogrzeb doktora Daniela Siedlińskiego. Rodzina, przyjaciele, znajomi i pacjenci pożegnali cenionego lekarza (wideo, zdjęcia)

Zbigniew Marecki

Wideo

Zobacz galerię (32 zdjęcia)
Ponad tysiąc osób przyszło w sobotę na stary słupski cmentarz, aby uczestniczyć w ceremonii pogrzebowej doktora Daniela Siedlińskiego, który 19 stycznia zginął w wypadku samochodowym na słupskiej obwodnicy.

Orszak pogrzebowy prowadzili księża z Kobylnicy, gdzie zmarły mieszkał z rodziną. Urnę z jego prochami niósł syn Daniel, a towarzyszyli mu siostra Neli, mama Joanna i inni najbliżsi. W ceremonii pogrzebowej udział wzięli także liczni pacjenci, lekarze - przyjaciele, koledzy i znajomi zmarłego oraz przedstawiciele władz miejskich na czele z radnymi i prezydent Krystyną Danilecką - Wojewódzką.

Religijna ceremonia, która odbyła się przy rodzinnym grobie Siedlińskich, była podniosła i wzruszająca, zwłaszcza gdy głos zabrali wspominający i żegnający zmarłego.

W imieniu lekarzy zmarłego żegnał Konrad Kiersnowski, szef Okręgowej Izby Lekarskiej w Słupsku, który nie tylko przypomniał drogę życiową doktora Siedlińskiego, ale powiedział także, że zebrani żegnają cenionego człowieka, który wrósł na stałe w środowisko i którego nie będzie łatwo zastąpić,

- Mówić o nim będziemy tylko dobrze, ponieważ Daniel jak mało kto zasłużył na to, aby wspominać go tylko bardzo dobrze. Moi bliscy i ja zapamiętamy Daniela jako ciężko pracującego i niezwykle skromnego, bardzo dobrego i mądrego człowieka. Spoczywaj w Bogu, kolego - mówił doktor Kiersnowski.

Potem przy urnie z prochami zmarłego głos zabrała Krystyna Danilecka-Wojewódzka, prezydent Słupska. Mówiła m.in. o tym, że w piątek minął miesiąc od dnia, kiedy doktor Siedliński skończył 60 lat, w tym trzy tygodnie od momentu jego śmierci.
- Ten 19 styczeń w historii naszego miasta i okolicy będzie zapamiętany jako dzień niewyobrażalnej tragedii, bo w tym wypadku zginęło dwoje ludzi potrzebnych światu. Panie Boże, dobrzy ludzie są potrzebni tutaj na Ziemi. Nie wzywaj ich tak szybko do siebie. Daniel był potrzebny nam, swoim pacjentom, Asi, Neli, młodemu Danielowi. Był potrzebny światu, aby tutaj szerzyć dobro. Ta tragedia była niewyobrażalna także dlatego, że Daniel zginął na służbie, bo wracał przecież ze szpitala - podkreślała prezydent Słupska.

Potem przed mównicą stanął Wojciech Lewenstam, długoletni wspólnik i przyjaciel doktora Siedlińskiego. Ze łzami w oczach mówił, że był z Danielem obok siebie ponad 30 lat, a przeszło 20 lat razem. Ta bliskość była tak duża, że często rozumieli się w pół zdania. Razem tworzyli rodzinę "Lekarza domowego".

- Dyrektorze Danielu, obserwowaliśmy, jaką miłością otaczasz rodzinę. Zarażałeś nas swoim optymizmem, z wiedzą i empatią wspierałeś swoich pacjentów. Wszyscy dziś czujemy, że to wszystko za szybko, za krótko i za mało. Tak jak doba była dla Ciebie za krótka. Tyle niedokończonych spraw, tematów, rozmów. Tak zostanie w dokumentach i sprawach, a także w muzyce, którą razem lubiliśmy. Jesteśmy jak pył na wietrze, ale dla wielu z nas Daniel był diamentem, który upływające lata z rodziną i w pracy z pacjentami oszlifowały w lśniący diament - mówił Wojcech Lewenstam.

- Kochany Misiu, przyszliśmy Ciebie tu pożegnać, abyś odpoczął w końcu od trudów życia, ciężkiej pracy, opieki nad mamą i od wszystkich trosk. Chciałbym, żebyś nareszcie odpoczął. Idąc za słowami poety "Nie wszystek umrę", Ty nie umarłeś. Jesteś w moim sercu, moich myślach i działaniach oraz w naszych dzieciach. Daniel ma po Tobie szybkość działania i ogromną energię, Nela - empatię do zwierząt i ludzi. Chciałam Ci podziękować za te 37 lat dobrego życia, opieki, miłości, troski, przyjaźni i przede wszystkim dziękuję Ci za nasze dzieci. Podołam wszystkiemu. Nie martw się. Zaopiekuję się mamą. Rozwikłam te nierozwikłane sprawy. I czekaj na mnie. Czekaj na mnie Kochany. Przyjdę do Ciebie, choć jeszcze nie teraz, bo muszę wszystko załatwić. Kochanie, odpoczywaj - powiedziała na koniec wdowa Joanna Siedlińska, a jej słowa spowodowały, że bardzo wiele osób płakało.

Dodaj ogłoszenie