Polska powinna ubiegać się o organizację letnich igrzysk olimpijskich - twierdzi europoseł Ryszard Czarnecki, członek władz PKOl. [ROZMOWA]

Adam Godlewski
Adam Godlewski
Ryszard Czarnecki aktywnie działa w PZPS, a także PKOl. I nie ma wątpliwości, że Polska powinna się starać o organizację igrzysk olimpijskich.
Ryszard Czarnecki aktywnie działa w PZPS, a także PKOl. I nie ma wątpliwości, że Polska powinna się starać o organizację igrzysk olimpijskich. Fot. polska press
- Rok 2023, w którym Polska przeprowadzi igrzyska europejskie będzie doskonałym egzaminem z naszej sprawności organizacyjnej przed staraniem się o igrzyska olimpijskie. Nie mam jednak najmniejszych wątpliwości, że test zostanie zaliczony, zatem powinniśmy ubiegać się w przyszłości o organizację największej imprezy sportowej na świecie! Tak, jak podczas swojej kadencji zapowiadał to śp. Prezydent Rzeczypospolitej profesor Lech Kaczyński - mówi w rozmowie ze "Sportowym24" europoseł Ryszard Czarnecki, członek władz Polskiego Komitetu Olimpijskiego.

Japonia w czasie igrzysk rzeczywiście przypomina twierdzę?

Mam dobre porównanie, jestem tu już po raz szósty. Pierwszy raz byłem jako najmłodszy wiceminister w polskim rządzie, 28 lat temu; mój Boże jak ten czas leci. Potem były wyjazdy i polityczne, i sportowe: na piłkarskie MŚ w 2002 roku, czy na wyścigi w Formuły Nippon. Teraz Japonia jest zupełnie inna, skala pandemicznych restrykcji jest naprawdę duża. Nie narzekam, stosuję się do wszelkich obowiązujących przepisów, stwierdzam tylko fakt. Po przylocie trzeba było poddać się natychmiast testom na obecność COVID-19, a także przedstawić wyniki sprzed trzech i czterech dni - to zostało precyzyjnie zapisane. Przez trzy kolejne dni po przylocie także trzeba robić testy. Wszyscy przybywający z zewnątrz poddawani są drobiazgowym procedurom i kontrolom, nasza grupa czekała na lotnisku na tę wątpliwą przyjemność 3,5 godziny… Zaś ekipa, w której byli nasi żeglarze spędziła na przylotach aż 8 godzin. I to dobitnie pokazuje skalę ograniczeń. Wszyscy się im poddają, ponieważ nikt nie zapomina, że igrzyska odbywają się w kraju, w którym 80 procent mieszkańców nie chciało tych zawodów. Do rywalizacji na olimpijskich arenach doszło tylko dlatego, że władze Japonii podpisały wcześniej umowę z niezwykle zdeterminowanym, by igrzyska się odbyły MKOl-em. Są to zupełnie inne igrzyska niż wszystkie poprzednie, najważniejsze jednak, że są rozgrywane.

Tokio ma olbrzymiego pecha do igrzysk…

To prawda, ale teraz i tak w moim przekonaniu zdjęło z siebie swoiste fatum. Po raz pierwszy sportowcy mieli spotkać się przecież w stolicy Japonii w roku 1940, ale wówczas trwała już II wojna światowa. I igrzyska zostały odwołane. A gdy olimpijskie zawody odbyły się w 1964 roku - bardzo zresztą szczęśliwe dla Polaków, zdobyliśmy tu przecież wówczas siedem złotych medali - zostały zbojkotowane przez Chiny. Był to protest przeciw niedawnej okupacji „Państwa Środka” przez Japończyków, zresztą – a mówię to jako historyk – okupacji dosyć okrutnej. Na szczęście to przeszłość, teraźniejszość zaś to triumf sportu nad zarazą.

Gdy przyleciał pan do Japonii, akurat rozgrywała się sprawa Krisciny Cimanouskiej, szykanowanej przez władze białoruskiej ekipy sprinterki, która bezpieczne schronienie znalazła dopiero w polskiej ambasadzie.

Polska bardzo dobrze zachowała się w tej sytuacji i zyskała dzięki tej postawie światowy rozgłos. Gościnę szykanowanej sprinterce zaproponowały także Czechy i Litwa, natomiast Kriscina nieprzypadkowo wybrała nasz kraj. Zresztą azyl u nas prawdopodobnie dostanie także jej mąż, który uciekł z Białorusi do Kijowa. Cóż, nie jest naszym zadaniem ingerowanie w wewnętrzne sprawy innych państw - i taka sytuacja nie miała miejsca - sama biegaczka poprosiła o udzielenie schronienia i pomocy, ale Polska zgodnie z wielowiekową tradycją przyjmuje ludzi uciekających ze Wschodu z powodów politycznych. W XVI i XVII wieku z naszej otwartości korzystali ruscy bojarowie, których chciał uwięzić czy zabić car, a teraz gościnność, z której zasłynęliśmy przez stulecia, okazaliśmy sprinterce uciekającej przed reżimem Łukaszenki.

Ta sprawa odbiła się dużych echem w Japonii?

Oczywiście, że tak. Doszło przecież do sytuacji zupełnie niecodziennej w historii igrzysk, dlatego tutejsze media bardzo szeroko o tym informowały. Znacznie szerzej niż o wydaleniu z Japonii dwóch Gruzinów, którzy złamali zakazy i mimo restrykcji wybrali się na zakupy i zwiedzanie Tokio. Wyrwali się z bańki stworzonej przez organizatorów, którzy dla zagranicznych sportowców przewidzieli tylko jeden korytarz – z wioski olimpijskiej na arenę olimpijską, zaś z areny – prosto do wioski. Znacznie bardziej dramatyczny jest oczywiście kontekst ucieczki Białorusinki. Dlatego gest władz naszej ambasady w Tokio został zauważony nie tylko przez tutejsze media, ale i całą obecną w Japonii społeczność międzynarodową.

Przejdźmy do najmniej sympatycznego – z naszej sportowej perspektywy – tematu. Dlaczego siatkarze nie dali rady przełamać klątwy ćwierćfinału na igrzyskach?**

Zacznę od tego, że bardzo dziękuję naszym zawodnikom za walkę. Polscy siatkarze naprawdę w starciu z Francuzami dali serce. Wydawało się, że gdy prowadzili w czwartym secie, a po trzech było 2:1 – że fatum zostało odpędzone. Tak się jednak nie stało. Mimo to jestem przeciwny w tym momencie dokonywaniu rozliczeń. Przypominam wszystkim, że za miesiąc Polska będzie współgospodarzem mistrzostw Europy mężczyzn w tej dyscyplinie sportu, na których nasza drużyna broni medalu. Znając ambicje tych chłopaków nie mam wątpliwości, że Biało-Czerwoni znów będą walczyć o najwyższe trofea. Na pewno trzeba poddać analizie to, co się stało. Tyle że nie w tym momencie. Teraz trzeba skupić się na kolejnej imprezie, którą zorganizujemy razem z Finami, Estończykami i Czechami. Biało-Czerwoni od początku będą grali u siebie: w fazie grupowej i ćwierćfinałach w Krakowie oraz w Gdańsku, natomiast półfinały i finał zaplanowano w Katowicach. Wierzę w reprezentację Polski, nadal wierzę w tych chłopaków. I w to, że stać ich na wielki rewanż już za miesiąc.

Zabrakło odpowiedniego przygotowania fizycznego, czy wszystko rozegrało się w sferze mentalnej w końcówce meczu z Francją, w której wyraźnie lepsi byli przeciwnicy?

Nie spałem do piątej nad ranem po tym ćwierćfinale, ledwie zmusiłem się do drzemki, żeby zupełnie nie stracić następnego dnia. I gdy rozmawiamy – nadal przeżywam to spotkanie. A pod wpływem emocji nie chcę wypowiadać żadnych wniosków. Zresztą w tym momencie na chłodno nie jestem jeszcze w stanie tego oceniać. To naprawdę są sportowcy, którzy oddali serducho w spotkaniu z Francją, a za cztery tygodnie muszą być gotowi do kolejnego wyzwania. Analizy są konieczne, ale nie uważam, żeby teraz publiczna krytyka, czy wytykanie błędów wyszła naszemu zespołowi na dobre. Jest na to zwyczajnie za wcześnie.

Igrzyska zaczęliśmy od lekkiego falstartu. Jako członek prezydium zarządu PKOl. jest pan zdania, że działacze wielu związków sportowych będą musieli dokonać rachunku sumienia?

Przypomną, że igrzyska w Pekinie, a więc też w Azji, które miały medalowy happy end rozpoczęły się jeszcze gorzej, bo dopiero bodaj ósmego dnia zdobyliśmy pierwszy medal. Rozmawiamy w dniu srebrnego medalu naszych żeglarek w klasie 470, złoto-brązowego finału rzutu młotem i brązu Patryka Dobka na 800 metrów. Prognozowałem, jak pan pamięta, wywalczenie tych trzech medali przez lekkoatletów, i nadal twierdzę, że przedwcześnie nikt nie powinien wylewać dziecka z kąpielą krytykując naszą olimpijską ekipę. To wciąż mogą być najlepsze nasze igrzyska od lat, przecież medalowe szanse pozostaną w lekkoatletyce czy zapasach. Co oczywiście nie zmienia oczywistego faktu, że we wszystkich związkach sportowych będzie trzeba przeprowadzić wnikliwe analizy. Uwzględniające jednak nie tylko nieudane starty, ale także wysokie, choć niemedalowe, miejsca, obiecujące starty debiutantów i rekordy życiowe poszczególnych zawodników. Jak na przykład kajakarki górskiej Klaudii Zwolińskiej, która wywalczyła piąte miejsce, czy rewelacyjnego nastolatka – pływaka Krzysztofa Chmielewskiego, jeszcze juniora – finalisty wyścigu na 200 metrów stylem motylkowym. Taka analiza z pewnością będzie udziałem także władz PKOl., ale przecież nie w czasie igrzysk.

Które sukcesy Biało-Czerwonych oglądał pan na żywo?

Razem z Andrzejem Supronem, naszym utytułowanym zapaśnikiem, dopingowaliśmy jego następcę, Tadeusza Michalika, który napisał historię na scenariusz filmu rodem z Hollywood. Pięć lat temu jego siostra przywiozła brązowy medal w zapasach z igrzysk w Rio de Janeiro, a rok temu wykryto u niego wadę serca i musiał przejść dwie operacje. Teraz Tadeusz stanął na olimpijskim podium, mimo że nigdy nie miał medalu mistrzostw świata, dwukrotnie zajmował przecież piąte miejsce. Nie był liczony wśród medalowych szans Biało-Czerwonych w zwyczajowych prognozach Associated Press, ani też w naszych wewnętrznych. Tymczasem został czarnym koniem. Codziennie wiele godzin spędzałem także na stadionie lekkoatletycznym i miałem wielką przyjemność choćby wysłuchania „Mazurka Dąbrowskiego” dla Anity Włodarczyk, a także oglądania sukcesów naszych młociarzy i 800-metrowca.

Słyszę, że szklankę widzi pan już do połowy pełną, mimo że do końca igrzyska jeszcze kilka dni, i kilka polskich szans.

Jak już powiedziałem: na wyciąganie wniosków przyjdzie czas. Oczywiście – będą one uzależnione od ostatecznego bilansu medalowego i końcowej pozycji Polski w tej prestiżowej klasyfikacji. Pospieszne rozliczenia nigdy jednak nie mają sensu. Większość naszych sportowców walczyła ambitnie, oddawała serducho i godnie reprezentowała biało-czerwone barwy. Także dzięki temu zachowaliśmy szansę na poprawienie osiągnięcia z ostatnich czterech igrzysk, z których nasi sportowcy przywozili po 10- 11 krążków.

Na koniec zostawiłem nieoczywiste pytanie: czy biorąc pod uwagę to, co zobaczył pan w Japonii, możemy marzyć, że w nieodległej przyszłości letnie igrzyska olimpijskie zostaną zorganizowane w Polsce?

To pytanie postawione absolutnie w tempo. Najbliższe letnie igrzyska odbędą się co prawda za trzy lata w Paryżu, ale rok wcześniej Polska zorganizuje Igrzyska Europejskie, w Krakowie i Katowicach. Te zawody odbędą się dopiero po raz trzeci – na pierwszych w roku 2015 byłem w Azerbejdżanie, drugie cztery lata później organizowała Białoruś – zatem rok 2023 będzie doskonałym egzaminem z naszej sprawności organizacyjnej przed ubieganiem się o igrzyska olimpijskie. Nie mam jednak najmniejszych wątpliwości, że test zostanie zaliczony, zatem powinniśmy starać się w przyszłości o organizację największej imprezy sportowej na świecie. Tak, jak podczas swojej kadencji zapowiadał to śp. Prezydent Rzeczypospolitej profesor Lech Kaczyński.

Rozmawiał Adam Godlewski

Rozmowa z Mariuszem Rumakiem po meczu Polska - Ukraina 2:2 U19

Wideo

Materiał oryginalny: Polska powinna ubiegać się o organizację letnich igrzysk olimpijskich - twierdzi europoseł Ryszard Czarnecki, członek władz PKOl. [ROZMOWA] - Polska Times

Komentarze 12

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

a
ale przypucował!
kacze sny o potędze.
G
Gość
Promowanie oszusta i cwaniaka bez skrupułów w orlenowskiej prasie. Po to były wydane pieniądze podatników. Do tego kronika wypadków i gazetka parafialna. Jak wam nie wstyd tam pracujący.
Q
Qu
6 sierpnia, 21:09, Gość:

to już teraz w tych lokalnych gadzinówkach o sporcie będą opowiadać złodzieje?

to jest zgodne z najnowsza linia partii hahahahaa propaganda na kazdym szczeblu od najmlodszych lat!!!

O
Okulary Zaparowane
: ( :( : ( : (: ( :
G
Gość
to już teraz w tych lokalnych gadzinówkach o sporcie będą opowiadać złodzieje?
G
Gość
6 sierpnia, 9:52, Qu:

w lokalnych dziennikach polityczna agitacja idzie teraz pelnom gebom...pisowskiego scierwa wszedzie pelno ;]

6 sierpnia, 13:02, Gość:

Oj ty głupia gebo

biedny ciemny komuchu

G
Gość
6 sierpnia, 9:52, Qu:

w lokalnych dziennikach polityczna agitacja idzie teraz pelnom gebom...pisowskiego scierwa wszedzie pelno ;]

Oj ty głupia gebo

G
Gość
6 sierpnia, 9:52, Qu:

w lokalnych dziennikach polityczna agitacja idzie teraz pelnom gebom...pisowskiego scierwa wszedzie pelno ;]

A Godlewski rozmawia ostatnio z samymi przestępcami ! Rzeczywiście pełno tego złodziejskiego ścierwa pisowskiego w obajtkowych pisemkach !!!

Q
Qu
w lokalnych dziennikach polityczna agitacja idzie teraz pelnom gebom...pisowskiego scierwa wszedzie pelno ;]
R
Rafał
6 sierpnia, 8:58, Gość:

Gdyby nie lekkoatletyka to mało kto by wiedział , że w Tokio startowała reprezentacja Polski ...

To racja

J
Jerzy Wanski
Kolejna Marczułajtis ? Ciągle mu mało kasy ? Nie udał się z przekręt na "kilometrówkę" w UE to zrekompensował sobie kasą z PZPS i PKOL. Obmierzły typ.
G
Gość
Gdyby nie lekkoatletyka to mało kto by wiedział , że w Tokio startowała reprezentacja Polski ...
Dodaj ogłoszenie