Pracownicy połczyńskiego browaru od miesięcy nie dostają pensji. Zdesperowani złożyli pozew do białogardzkiego sądu pracy. W poniedziałek była pierwsza rozprawa, druga dopiero w lutym.

- Zostaliśmy zostawieni sami sobie i nie wierzymy już w to, że państwo pomaga oszukiwanym, mamionym przez pracodawcę pracownikom, którzy od miesięcy nie otrzymują pensji - mówi Piotr Stando, pracownik połczyńskiego browaru.

- Nie mamy już z czego żyć. Oszczędności się pokończyły, jesteśmy już zapożyczeni u rodziny, a idą święta. Przez te lata pracy w browarze bywało już źle, ale tak źle jeszcze nigdy nie było. Od stycznia zaczęły się poważne problemy z wypłacaniem pensji na czas. Za wrzesień otrzymaliśmy tylko część pensji i to dopiero kilkanaście dni temu. Do dziś nie mamy wypłaty za październik i listopad.

21 pracowników zarówno Browaru Fuhrmann i Wytwórni Wody Źródlanej, firm związanych ze sobą jednym, czeskim właścicielem i produkcyjne zależnych od siebie, złożyło jeszcze we wrześniu pozew zbiorowy do sądu pracy w Białogardzie o wypłacenie zaległych pensji i odsetek za zwłokę. - Pozew złożyły osoby zatrudnione na czas nieokreślony.

Większość zatrudniona jest na innych zasadach. Mieliśmy nadzieję, że sąd szybko wyznaczy termin pierwszej rozprawy. Liczyliśmy też wspomoże nas inspekcja pracy, nałoży na pracowdawcę kary, pójdzie z nami do sądu. A tu nic.

Inspekcja była w listopadzie i sobie poszła. Z tego co wiem, bo ja jestem na zwolnieniu lekarskim, w budynkach nie ma bieżącej wody, nie ma grzania. Produkcja stoi, ale niektórzy pracują i to w takich uwłaczających warunkach - dodaje Andrzej Chodanowicz, przewodniczący zakładowej "Solidarności".

W koszalińskim oddziale Okręgowej Inspekcji Pracy w Szczecinie dowiedzieliśmy się, że po listopadowej kontroli wydany został pracodawcy nakaz zapłaty, dotyczący wypłaty wynagrodzeń za wrzesień. - Nie sprawdziliśmy, czy został wykonany - przyznaje inspektor Grzegorz Dropko. Po rozmowie z nami obiecał, że połczyński browar czeka rekontrola.

- Dopiero po niej będziemy mogli upomnieć pracodawcę i jeżeli ten w ciągu kolejnych siedmiu dni nie zastosuje się do zaleceń, zostanie przez nas ukarany - wyjaśnia Grzegorz Dropko. - A kara może być dotkliwa i sięgnąć kilkudziesięciu tysięcy złotych.

Niestety, zmusić pracodawcę do wypłaty zaległych pensji może jedynie sąd, a w konsekwencji i komornik, jeśli przyjdzie taka potrzeba. - W sprawach dotyczących wypłat wynagrodzeń inspekcja pracy nie może składać pozwów, ale na wniosek zainteresowanych pracowników złożony do OIP w Szczecinie może zostać pełnomocnikiem procesowym - dodaje Grzegorz Dropko.

Tego pracownicy browaru nie wiedzieli, kierując pozew do sądu przeciwko pracodawcy. - Na poniedziałkowej sprawie prezes browaru znowu mamił nas i sąd, że ma jakiegoś inwestora w Anglii i że niedługo problemy z płatnościami się skończą.

Ale to wszystko palcem po wodzie pisane. Nie ma żadnych konkretnych umów - mówi Piotr Stando. - Sąd zażądał od niego przedstawienia wykazu wypłat wynagrodzeń, a z niego będzie od razu widać, jakie ma wobec nas zaległości.

Problem w tym, że sędzina termin kolejnej rozprawy wyznaczyła dopiero na 21 lutego, mówiąc, że wcześniej nie ma wolnego. Jak my mamy żyć do tego czasu? Z czego? Jak tak dalej pójdzie to pracodawca osiągnie zamierzony cel. Zwolnimy się z pracy sami i nie będzie nam musiał płacić odpraw, a my nie będziemy mogli pójść do urzędu pracy po zasiłek dla bezrobotnych.

Rodzinom pracowników browaru nie należy się też pomoc z opieki społecznej. - Są zatrudnieni. Ich pensje, mimo że ich nie dostają, wliczają się w dochód i z pewnością wielu przez to przekracza kryterium dochodowe - rozkłada ręce Maria Wójcicka, zastępca kierownika połczyńskiej opieki społecznej.

Czytaj też> Koszalin> Pikieta przeciwko zamknięciu browaru

 

Na tę chwilę jedyną instytucją, która wyciągnęła rękę do będących w tragicznej sytuacji rodzin, jest Caritas.

Pracownicy browaru złożyli też do koszalińskiej prokuratury doniesienie o popełnieniu przestępstwa przez ich pracodawcę, jakim jest uporczywe uchylanie się od wypłaty należnych wynagrodzeń.