MKTG SR - pasek na kartach artykułów

Proces o 240 ciosów nożem. W słupskim sądzie o logowaniu się do stacji bazowych

Bogumiła Rzeczkowska
Bogumiła Rzeczkowska
Przed Sądem Okręgowym w Słupsku proces o zabójstwo kuzyna 240 ciosami nożem
Przed Sądem Okręgowym w Słupsku proces o zabójstwo kuzyna 240 ciosami nożem Bogumiła Rzeczkowska
W czwartek przed Sądem Okręgowym w Słupsku na rozprawie Leszka Ł., oskarżonego o zabójstwo kuzyna 240 ciosami nożem, specjalista operatora sieci analizował, kiedy i gdzie telefon oskarżonego logował się do stacji bazowych w Słupsku.

To kolejna rozprawa 67-letniego Leszka Ł. ze Słupska, oskarżonego o zabójstwo kuzyna ze szczególnym okrucieństwem. 60-Jerzy K. zginął od co najmniej 240 ran od noża. W przedwielkanocny wtorek 7 kwietnia 2020 roku był lockdown. Ulice opustoszały, ale wiosenna pogoda nakłaniała do łamania przepisów. Termometry pokazywały około 18 stopni Celsjusza. Okazuje się, że te okoliczności przyrody mają znaczenie dla sprawy, a na dowód tego, że nie padał deszcz, sąd dołączył do akt nie tylko komunikat meteorologiczny, ale także artykuł zamieszczony na gp24.pl „Wiosna nadeszła, a w Słupsku nie ma jak się nią cieszyć”, w którym pokazywaliśmy zamkniętym w domu internautom zdjęcia miasta w wiosennej szacie.

Właśnie wtedy kuzynowie Leszek Ł. i Jerzy K. gościli się w swoich domach. Przemieszczając się z ul. Wileńskiej na ul. Sobieskiego, kupili po drodze alkohol. Leszek Ł. twierdzi, że w mieszkaniu Jerzego K. doszło do szarpaniny, bo kuzyn go zaatakował, ale tego, co wydarzyło się później, oskarżony nie pamięta. Dlatego, że „naszła go ciemność”. Pamięć wróciła dopiero, gdy dotarł do domu, a potem wyrzucił swoje zakrwawione ubranie do śmietnika w podwórku przy ul. Konopnickiej.

Jerzy K. wykrwawił się od 240 ciosów. W jakim stanie był Leszek Ł., gdy je zadawał? Tego nie można jednoznacznie ustalić. W sprawie powstały trzy różne opinie biegłych psychiatrów. Lekarze nie są zgodni – jedni twierdzą, że Leszek Ł. był niepoczytalny, bo znajdował się w stanie krótkotrwałej psychozy i nie kontrolował sytuacji, drudzy – że działał w stanie silnego wzburzenia, trzeci – że był poczytalny i tylko najzwyczajniej pijany.

Gdzie był telefon Leszka Ł.?

W tej sprawie wygłoszono już mowy końcowe. Prokurator Robert Firlej domagał się dożywocia. Obrońca oskarżonego Dawid Jach – uznania, że oskarżony w chwili zbrodni był niepoczytalny. Sąd jednak wznowił proces, by za sprawą opinii biegłego z zakresu informatyki rozwikłać krwawą zagadkę. Nie udało się do końca, a biegły stwierdził, że większe możliwości w tym zakresie ma operator sieci.

Oskarżony twierdzi, że następnego dnia po wizycie u kuzyna dzwonił do niego, nie pamiętając, co się wydarzyło. Wybrał numer, który miał zapisany na kartce. Okazało się, że to numer zupełnie obcego mężczyzny z innej części Polski. Czy Leszek Ł. skasował dane w telefonie? To jednak nie było proste do ustalenia. Ważną kwestią jest też droga Leszka Ł., jaką pokonał tego dnia.
Jakie stacje bazowe i w którym momencie zlokalizowały sygnał telefonu Leszka Ł.? To dałoby odpowiedź na pytania, ile czasu oskarżony spędził u kuzyna, o której godzinie wyszedł, czy wrócił na miejsce zbrodni? Czy może zasnął na miejscu zbrodni, będąc w krótkotrwałej psychozie? Czy telefon leżał w jego domu przy ulicy Wileńskiej? Czy Leszek Ł., idąc do kuzyna, w ogóle zabrał ze sobą telefon? Oskarżony utrzymuje, że gdy wychodził z domu, nigdy nie zabierał ze sobą telefonu.

W czwartek przed sądem na te pytania próbowali odpowiedzieć Łukasz D. - policjant, który przeprowadzał czynności procesowe, analizując połączenia, a także Dawid Brzóska, inżynier ds. standardów i rozwoju sieci radiowej w spółce Polkomtel., który zeznawał w charakterze specjalisty, tłumacząc zawiłości logowania się telefonów do stacji bazowych.

Inżynier zobrazował to na słupskiej mapie stacji BTS. Podał liczbę 19 połączeń telefonu Leszka Ł. w tych dniach za pośrednictwem stacji zlokalizowanych przy ulicach gównie Kołłątaja, Banacha, ale także Jana Pawła II i Kopernika. Określił także, w zasięgu jakich sektorów tych stacji znajdował się telefon Leszka Ł.

- To pozwala na wysunięcie wniosku, że oskarżony znajdował się w tych okolicach, wybierał numer albo odbierał telefon – mówił Dawid Brzóska, wyjaśniając, że operator wysyła co trzy godziny sygnał w celu lokalizacji telefonu. - Pod jaką stację „podpiąć” telefon, gdyby nadeszło połączenie – tłumaczył.

Jednak mimo tak ogromnych możliwości technicznych, po trzech latach nie wszystko można ustalić co do sekundy. Tym bardziej, że wszystkie te stacje mieszczą się w bliskiej odległości od kluczowych adresów w tej sprawie.
- Na podstawie tych danych można przyjąć, że telefon się nie poruszał, albo oskarżony poruszał się w obrębie tych stacji w promieniu 500 metrów. Nie ma możliwości ustalenia, kiedy i dokąd szedł. To zbyt ogromna ilość miliardowych danych do przechowywania. Nie jesteśmy w stanie wrócić do zakresu tych dat.

Specjalista wyjaśnił też, że logowanie do baz jest uzależnione od wielu czynników, choćby od architektury miasta, czy grubości ścian. Gdy na przykład rozmawiamy przez telefon przy oknie, to urządzenie zaloguje się do dalszej stacji, jeśli od tej bliższej BTS dzieli nas żelbetowa ściana. Dlatego, że kontroler stacji wybiera lepszy sygnał.

Nadal więc nie wiadomo, jaką drogę i w jakim czasie przeszedł Leszek Ł. i czy rzeczywiście w domu zostawił telefon, który w zależności od jakości sygnału logował się do różnych stacji.

Na następnej rozprawie strony wygłoszą mowy końcowe.

od 7 lat
Wideo

Ukraina rozpocznie oficjalne rozmowy o przystąpieniu do UE

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera
Wróć na gp24.pl Głos Pomorza