Tajemnice Jakoba Hasslachera z podmiasteckiej Kamnicy. Pogłoski o diable... (ZDJĘCIA)

Łukasz Szkwarek
Pałac w Kamnicy jeszcze 25 lat temu był jednym z piękniejszych zabytków Pomorza. Niestety, obecnie jest ruiną. Andrzej Gurba
Rok 1918 nie należał do najweselszych w Rummelsburgu (dzisiejsze Miastko). Na ulicach pustki – mężczyźni byli na froncie, kobiety pracowały w fabrykach Klatta, Meschkego i Neumanna. Z powodu blokady kontynentalnej, dokonanej przez aliantów, w sklepach brakowało żywności. Wprowadzenie kartek na żywność nie poprawiło sytuacji – coraz częściej spożywano tzw. erzace (kawę zbożową, margarynę czy nawet bezmięsne kotlety). Nic więc dziwnego, że gdy pod koniec maja 1918 roku do Rummelsburga zajechało eleganckie auto, wzbudziło to sensację. Wysiadł z niego elegancki łysawy mężczyzna w średnim wieku, który od razu udał się do notariusza. 31 maja 1918 roku Johann Jakub Hasslacher stał się właścicielem gruntów w majątku Kamnica, Toczeń i Klęczkowo.

Urodził się 2 grudnia 1869 roku w uprzemysłowionym Saarbrucken. Pochodził z mieszczańskiej rodziny. Rodzice zadbali o jego wykształcenie –w 1889 roku rozpoczął studia prawnicze w reńskim Uniwersytecie Fryderyka Wilhelma w Bonn. Był tam członkiem jednej z korporacji studenckich, poznając tam wielu znajomych, co opłaciło mu się przyszłości. Kontynuował je następnie na prestiżowym uniwersytecie Humbolta, uzyskując w 1892 roku tytuł doktora praw. Przez kilka lat był asystentem sędziego w sądzie okręgowym w Saarabrucken.

Rok 1896 był przełomowy w jego życiu. Wtedy to został zatrudniony przez wpływowego przemysłowca Emila Kirdoffa jako doradca prawny w kopalni w Gelsenkirchen. Współpraca okazała się widocznie owocna, gdyż już 1899 roku Hasslacher został członkiem zarządu w spółce w kopalni. Było to bardzo opłacalne zajęcia – w czasach II Rzeszy następował rozwój gospodarczy (pod względem uprzemysłowienia Niemcy były na drugim miejscu w Europie, tuż za Wielką Brytanią). Praca w takiej firmie wymagała ogromnej inteligencji, elastyczności, zdolności organizacyjnych ale i bezwzględności. Być może te cechy sprawiły, że w 1910 roku Hasslacher został generalnym dyrektorem Rheinische Stahlwerke. Wkrótce potem został radnym w Duisburgu, ufundował nawet puchar, o który biły się lokalne drużyny futbolowe.

W czasie I wojny światowej zaciągnął się na front we Francji. Hasslacher był bowiem z przekonania nacjonalistą, tak został wychowany w bismarkowskiej Rzeszy. Nie bez znaczenia był fakt, że wówczas Niemcy liczyli na bardzo szybkie pokonanie Francji. Hasslacher służył w stopniu kapitana, walczył w piechocie, jednak w grudniu 1914 roku został ranny i wrócił do cywila. Jako dyrektor działał na rzecz przetrwania firmy w trudnych czasach blokady kontynentalnej, współpracował także z wojskiem.
Mniej szczęścia natomiast mieli jego młodsi kuzyni – Heinrich i Karl. Heinrich, rocznik 1881, trafił do wojsk kolonialnych II Rzeszy. Wziął udział w ataku z Niemieckiej Afryki Wschodniej (obecnie Tanzania) na brytyjską Kenię. W trakcie walk należał do wyróżniających się żołnierzy, awansował do stopnia podporucznika. Zginął 30 sierpnia 1916 roku pod Simbisi.
Dwa miesiące po zakupie Kamnicy do Jakuba Hasslachera doszła smutna wiadomość o śmierci kolejnego krewniaka – 32-letniego Karla Hasslachera, który zginął 17 lipca 1918 roku, tuż po rozpoczęciu ofensywy wojsk amerykańsko-francusko-brytyjskich. Nazwiska obu Hasslacherów można zobaczyć na pomniku ofiar I wojny światowej w Bonn. 11 listopada 1918 roku Niemcy skapitulowały. W kraju pojawiła się inflacja oraz walki bojówek komunistycznych z Freikorpsami, wspieranymi przez niemieckich przemysłowców (m. in. Hasslachera). Dopiero w 1919 roku sytuacja ostatecznie się unormowała – powstała wówczas tzw. Republika Weimarska.

W latach 1918 – 1925 Jakub Hasslacher budował piękny pałac w Kamnicy. Była to przepiękna rezydencja, pokryta czerwoną dachówką, wyposażona w malutki balkonik. Jako, że miejsce jest położone nieco na uboczu wsi, właściciel miał stamtąd przepiękny widok na okolice. Tuż za pałacem znajdował się park, gdzie został postawiony obelisk, poświęcony pamięci jego kuzynów, z wyrytymi w kamieniu datami życia i miejscem śmierci. Hasslacher zbudował także korty tenisowe oraz boisko sportowe tuż za pałacem. Do pałacu wprowadził się w 1925 roku, wtedy też postawił piękną żeliwną bramę z napisem JH 1925.

ie narzekał wtedy na brak pieniędzy. Był jednym z udziałowców Diskonto Gesellschaft, jednego z berlińskich banków. Nie zadowalały go postanowienia traktatu wersalskiego, uważając go za hańbiący dla Niemiec. Wstąpił do Niemieckiej Narodowej Partii Ludowej, złożonej z przemysłowców i właścicieli ziemskich. Sam już wówczas mógł uważać się za jednego z junkrów pruskich z racji posiadanego majątku w powiecie miasteckim. Był nawet członkiem Niemieckiego Stowarzyszenia Pracowników Szlacheckich oraz Krajowego Stowarzyszenia Przemysłu Niemieckiego. W latach 1921–1930 był członkiem Rady Kraju Prus. W 1928 roku został wybrany posłem do Reichstagu – co ciekawe, był jednym z niewielu przedstawicieli swojej partii w niemieckim parlamencie. Przestał nim być jednak wskutek przedterminowych wyborów 1930 roku, od tego momentu zaczął się skłaniać do NSDAP. Stał się gorącym zwolennikiem nazizmu.

Razem ze swoim mentorem Kirdorfem wsparli finansowo Hitlera, będąc wśród tych niemieckich przemysłowców, którzy zdecydowanie postawili na nazistów. W tym czasie Hasslacher coraz częściej przyjeżdżał na Pomorze, do Kamnicy, gdzie podobnie jak Bismarck w Warcinie, czuł się swobodnie. Traktował to jako wypoczynek po ciężkiej pracy, jego ulubioną rozrywką były polowania pobliskich lasach. Zaczął także rozbudowywać swoje majątki, rozwijając między innymi folwark w Kamnicy i Klęczkowie. Najprawdopodobniej wtedy to powstała wieża zegarowa w Kamnicy, do której prowadziła pięknie brukowana droga. Hasslacher dobudował także obory oraz gorzelnię.

Wprowadzał także nowinki techniczne – jeździł pięknym autem (niestety, nie wiadomo jakim), posiadał telefon oraz rozgłośnie radiową Telefunkena, która nadawała programy radiowe dla całej wsi. Już samo to wystarczyłoby aby uważać go za wzór dobrego i szanowanego sąsiada. Tak się jednak nie stało. Przyczyną był charakter Hasslachera. Już sam wygląd budził przerażenie – surowy, ostry wzrok. Wobec mieszkańców Kamnicy potrafił być ostry i brutalny, traktował ich z wyższością. Potrafił za byle przewinienia zwalniać robotników rolnych. Był człowiekiem samotnym, niechętnym znajomościom z biednymi pomorskimi chłopami. Krążyły legendy o jego kontaktach z diabłem – w swoim pałacu miał bowiem gabinet, pomalowany na czarno. Można by powiedzieć, że Hasslacher był kimś w rodzaju Janusza Tracza lat 30. w Rummelsburgu. Od bezwzględnego biznesmena odróżniał go jednak stosunek do religii. Właściciel pałacu w Kamnicy był jednym z dobroczyńców kościoła ewangelicko-augsburskiego w Wołczy Wielkiej (choć według biogramu w Neue Deutsche Biographie Hasslacher był katolikiem).

Wśród jego sąsiadów był Rudiger von Massow oraz jego żona Ehrengard. Musieli mieć ze sobą często styczność. Wielka szkoda, że przez 15 lat pobytu hrabiny von Massow w gminie Miastko nikt nie zadał sobie trudu, by po prostu nagrać jej wspomnienia dotyczące pobytu w Rummelsburgu, o tym jak pamiętała poszczególnych sąsiadów. Byłoby to cenne źródło historyczne, aczkolwiek wciąż jest pewna szansa – na filmie dokumentalnym Piękne życie Ehrengard von Massow jest wzmianka o istnieniu dziennika Rudigera von Massow, prowadzonego w latach 30. Być może udałoby się uzyskać od rodziny ten dziennik, tak by służył jako źródło historyczne do poznania historii tych ziem.

Hasslacher w 1936 roku złożył rezygnację ze swojej funkcji, przechodząc na emeryturę. Spędzał czas na polowaniu, co ciekawe nawet wytoczył w 1940 roku proces jednej z pilskich firm dotyczący wtargnięcia na jego dobra (akta tej sprawy znajdują się jednak w niemieckim archiwum w Greisfaldzie). W dalszym ciągu interesował się sprawami przemysłu – w listopadzie 1939 roku był wymieniony w niemieckiej gazecie fachowej Stahl und Eisen jako jeden z prenumeratorów (dr Jakob Hasslacher, dr jur., Generaldirector, Kamnitz uber Pommern). Ta sama gazeta w rok później z żalem poinformowała o niespodziewanej śmierci doktora Johanna Jakuba Hasslachera. Zmarł 10 lipca 1940 roku w Schwarzach pod Salzburgiem. Co ciekawe, autor wspomnienia o przemysłowcu, twierdzi, że pomimo swoich wielu zalet (pracowitość, zaradność) Hasslacher miał ciężki charakter i przez to „nie miał zbyt wielu przyjaciół”. Pod koniec tekstu jest wspomnienie o pięknej Kamnicy na Pomorzu – miejscu, które szczególnie upodobał sobie właściciel pałacu. Tam właśnie „spoczął Jakub Hasslacher pod drzewami niemieckich lasów, które tak bardzo ukochał”. Został pochowany nad kamnickim jeziorem, co wywołało kontrowersje wśród mieszkańców wsi. Zwykły cmentarz znajdował się bowiem po drugiej stronie Kamnicy, w stronę lasu. Decyzja Hasslachera o pochowaniu nad jeziorem utwierdziła ich tylko w przekonaniu o pogardzie właściciela dla mieszkańców i jego „konszachtach z diabłem”. Krążyły także pogłoski o tajnym podziemnym tunelu z pałacu nad jezioro, nie zostało to jednak potwierdzone.

Po śmierci Hasslachera jego majątek przejęli spadkobiercy. Prawdopodobnie ustanowili rządcę majątku. W folwarkach pracować zaczęli polscy robotnicy przymusowi, którzy byli źle traktowani przez niemieckich nadzorców. Latem 1944 roku w Klęczkowie doszło do wypadku – wóz ze zbożem wpadł do jednego z jezior i tylko dzięki szybkiej interwencji robotników udało się to pozbierać i uniknąć egzekucji za „sabotaż”. Mniej szczęścia mieli jednak Stefan Kurowski i Franciszek Koryluk, którzy 2 marca 1945 roku, po wyzwoleniu wsi przez Rosjan, wpadli w ręce Niemców i zostali rozstrzelani za „przedwczesną radość z wkroczenia Sowietów”.

Po wojnie Kamnica znalazła się w Polsce. Pałac Hasslachera był przerobiony na budynki i mieszkania dla PGR. Przez kilka lat mieściła się tam także szkoła, a w wakacje działał ośrodek kolonijny. Niestety, w latach 80. pałac zaczął popadać w ruinę. Wydawało się, że w 1989 roku, gdy przeszedł w prywatne ręce, może być już tylko lepiej. Niestety, właściciel zginął w wypadku samochodowym we Francji, zaś długi przez niego narobione sprawiły, że przejęły go banki. Zadłużenie było tak olbrzymie, że wszyscy chętni na zakup pałacu rezygnowali z tego zamiaru. Obecnie pałac stał się ruiną, kilka lat temu ukradziono bramę wjazdową. Po kortach tenisowych i boisku nie ma już śladu. Grób Hasslachera został zniwelowany jeszcze w okresie PRL i już nie ma po nim śladu. Jedyne, co się w miarę zachowało, to obelisk ku pamięci poległych w czasie I wojny światowej. Choć i tam litery powoli zanikają…..

Tajemnice Jakoba Hasslachera z podmiasteckiej Kamnicy. Pogło...

Będą zmiany zasad w noszeniu maseczek?

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

A
Andy

Jak widać po obecnym stanie pałacu - Polak potrafi.

Dodaj ogłoszenie