Nasza Loteria SR - pasek na kartach artykułów

Tancerki z Gdyni gwiazdami podczas słynnego karnawału w Rio de Janeiro! Magdalini i Monika Kozłowska solistkami na Sambodromie

Szymon Szadurski
Szymon Szadurski
Wspólny występ na Sambodromie był dla Magdalini Kozłowskiej (z lewej) i jej córki Moniki niezapomnianym przeżyciem.
Wspólny występ na Sambodromie był dla Magdalini Kozłowskiej (z lewej) i jej córki Moniki niezapomnianym przeżyciem. Diego Mendes
Gdynianka Magdalini Kozłowska i jej córka Monika to dwie z zaledwie czterech osób z Polski, które wystąpiły w tym roku w charakterze solistów na słynnym Sambodromie podczas największego na świecie karnawału w Rio de Janeiro. W Brazylii kilka dni temu spełniły swoje marzenie, i to z nawiązką.

Występ gdynianek obserwowało ponad 70 tysięcy widzów. Rozentuzjazmowana publiczność tańczyła w rytm samby, bawiła się i śpiewała razem z nimi.

- To było niesamowite - mówią Magdalini i Monika Kozłowska. - Wrażenia z karnawału zapamiętamy na całe życie. Cieszyłyśmy się każdą sekundą. Dawałyśmy z siebie tysiąc procent. Publiczność dopingowała nas, klaskała, wiwatowała. Dało nam to niezwykłego kopa energii. Wspaniale, że mogłyśmy razem zatańczyć, mama z córką. Naszym marzeniem kiedyś było przyjechać na karnawał do Rio jako widz. Nigdy jednak nie przeszło nam przez myśl, że będziemy mogły tam wystąpić.

Od Teneryfy do Rio de Janeiro. Miłość do tańca pomogła przezwyciężyć trudności

A jednak zrobiły to. Gdynianki udowodniły przy okazji, że z miłości do tańca są w stanie przezwyciężyć liczne, piętrzące się po drodze trudności. Sambą, niepodzielnie królującą podczas karnawału w Rio de Janeiro, jako pierwsza zainteresowała się Magdalini Kozłowska.

- Mąż, który doskonale wie, jak wielką miłością darzę taniec i wspiera moją pasję, sprawił mi w 2019 roku prezent - opowiada. - Wybraliśmy się razem na Teneryfę, na drugi co do wielkości na świecie karnawał. Klimat, jaki tam panował, urzekł mnie. Podziwiałam niezwykłą energię, emanującą od świetnie bawiących się, uśmiechniętych ludzi. Imponowały mi piękne stroje i rytm bębnów, nieodłącznie towarzyszące sambie. Pomyślałam wtedy, że też chcę tak spróbować.

Magdalini Kozłowska, wówczas 52-letnia tancerka, postanowiła podjąć nowe wyzwanie i samby się po prostu nauczyć. Namówiła też do wspólnego odkrywania tajników brazylijskiego tańca córkę Monikę, byłą gimnastyczkę artystyczną, aktualnie tancerkę, instruktorkę i choreografkę tańca jazzowego.

- Na początku miałyśmy jednak problemy ze znalezieniem instruktora samby brazylijskiej - mówi Magdalini Kozłowska. - To jednak mało popularny taniec i jest tylko kilku instruktorów w naszym kraju, którzy go uczą. Zmieniać zaczęło się to wszystko po 2020 roku wraz z pandemią koronawirusa. Nagle okazało się, że nawet najlepsi instruktorzy samby brazylijskiej na świecie oferują zajęcia online.

Magdalini i Monika Kozłowska skorzystały z nadarzającej się okazji i przystąpiły do nauki. Trenowały intensywnie w czasie pandemii, parę razy w tygodniu online z różnymi instruktorami ze świata i zakochały się w sambie. Zaczęły też wówczas snuć marzenia o występie podczas karnawału w Rio.

- Samo zbieranie środków finansowych na tę wyprawę zajęło nam dwa lata - mówi Monika Kozłowska. - Musiałyśmy też zgłosić chęć występu do jednej z brazylijskich szkół samby. Zrobiłyśmy to przez zaufaną osobę, która współpracowała z różnymi szkołami samby w Rio. Ostatecznie, co najważniejsze, musiałyśmy też udowodnić, że tańczymy na tyle dobrze, że możemy reprezentować szkołę podczas parady konkursowej na Sambodromie.

Kiedy rok temu stało się już jasne, że zatańczenie podczas karnawału w Rio jest możliwe, na dodatek w charakterze solistek reprezentujących Arranco do Engenho de Dentro, jedną z najlepszych szkół samby w Rio de Janeiro, gdynianki przystąpiły do jeszcze bardziej intensywnych treningów.

Brazylijskiego tańca uczyły się nadal zarówno online, jak i na miejscu. Magdalini Kozłowska zaczęła treningi pod okiem Malwiny, która, podobnie jak jej siostra Monika jest byłą czołową gimnastyczką artystyczną, a teraz tancerką i instruktorką stretchingu.

- Samba brazylijska jest trudnym, wymagającym tańcem pod względem technicznym jak i fizycznym - podkreśla Magdalini Kozłowska.

57 - letnia dziś gdynianka podjęła jednak wyzwanie i to się opłaciło. Kilka dni temu, dokładnie 10 lutego, prezentując się jako solistka szkoły samby brazylijskiej Arranco, zdołała z entuzjazmem i uśmiechem na ustach, ramię w ramię z córką tańczyć na około 700 - metrowym odcinku Sambodromu przez niemal godzinę.

- Od strony kondycyjnej takiego występu z pewnością nie ułatwiają buty na wysokim obcasie, ciężki strój, plecak z piórami, wysoka temperatura około 30 stopni Celsjusza i wilgotność powietrza - zaznacza Magdalini Kozłowska. - Jednak doping dziesiątek tysięcy uczestników karnawału nas poniósł. Nie myślałam w tym momencie o zmęczeniu. To było fantastyczne.

Rywalizacja na Sambodromie niczym w lidze piłki nożnej

Magdalini i Monika Kozłowska były solistkami, muzami, krótko pisząc wizytówkami szkoły Arranco do Engenho de Dentro. Musiały emanować pozytywną energią, uśmiechem i mieć bardzo dobry kontakt z publicznością, czy też śpiewać po portugalsku. Na gdyniankach ciążyła wielka odpowiedzialność.

- Jeśli chce się wystąpić w charakterze solistki podczas konkursu na Sambodromie, wszystko musi być dopięte na ostatni guzik - mówi Monika Kozłowska. - Łącznie ze strojem, prezencją, profesjonalnym makijażem i wieloma innymi detalami.

- Nie ma miejsca na błędy, bo mało kto zdaje sobie sprawę, że szkoły na Sambodromie, a prezentują się na niej tylko te z dwóch najwyższych grup, specjalnej i złotej, konkurują ze sobą o jak najwyższą pozycję w rankingu - dodaje Magdalini Kozłowska. - Pozostałe grupy rywalizują podczas parad ulicznych. My występowałyśmy w grupie złotej na Sambodromie. To rywalizacja na poważnie, niemal jak w lidze piłki nożnej. Występy są oceniane przez sędziów i konkurują, by dostać się do wyższej grupy, a w przypadku grupy specjalnej walczą także o wygraną.

Aby odpowiednio przygotować się do udziału w paradzie, Magdalini i Monika Kozłowska poleciały do Rio de Janeiro dwa tygodnie wcześniej. Na miejscu już nie online, a na żywo ćwiczyły ze swoją trenerką z Brazylii, Ingride Banzo. Ważne było także, aby zaaklimatyzować się do całkowicie odmiennych, niż w Polsce, warunków i temperatury.

W Rio nie zabrakło niestety kłopotów, związanych z zamówionymi strojami. Choć ich wykonanie zlecone zostało już w sierpniu, a gotowe miały być dwa tygodnie przez występem, nastąpiło opóźnienie. Dodatkowo wygląd strojów dalece odbiegał od oczekiwań gdyńskich tancerek.

- Trwała walka z czasem i wykonawcą - mówi Magdalini Kozłowska. - Do strojów, aby prezentowały się odpowiednio, dokładane były kolejne elementy, jak pióra i kamienie. Ostatecznie otrzymałyśmy te kostiumy po ciężkich bojach, dopiero w dniu parady. Był moment, że naprawdę się zmartwiłyśmy. Istniało zagrożenie, że przez brak strojów możemy nie wystąpić w paradzie. Na szczęście tak się nie stało.

 

Magdalini i Monikę Kozłowską podczas parady i pobytu w Rio de Janeiro wspierały Marta Jasińska i Anna Czarniecka. To byłe, wybitne gimnastyczki artystyczne, reprezentujące dawniej Polskę m.in. na mistrzostwach świata, a obecnie tancerki i akrobatki, mistrzynie świata w kategorii Aerial hoop duo, czyli akrobacjach na kole. Monika Kozłowska zna je jeszcze z czasów, kiedy sama gimnastykę artystyczną trenowała.

- Ich pomoc okazała się nieoceniona - mówi. - Cały czas mogłyśmy liczyć na ich wsparcie. Ze względu na spóźnienie osoby, która miała iść z nami jako apoio, czyli osoba pomagająca nam w trakcie parady na Sambodromie, w tę rolę weszła Ania. Z kolei Marta z flagą Polski w ręku dodawała nam otuchy z trybun.

Nie tylko samba, był też czas na zwiedzanie. Trzeba było jednak się pilnować

Sam pobyt gdyńskiej ekipy tancerek w Rio nie zakończył się jedynie na trenowaniu samby i występie podczas karnawału. Panie znalazły czas na relaks na urokliwych i rajskich plażach, czy też wyprawę na górujące nad miastem wzgórze z pomnikiem Chrystusa Odkupiciela.

Jak jednak mówią, w Rio de Janeiro musiały się pilnować. Ogromne miasto w Brazylii, liczące wraz z przedmieściami 12 milionów mieszkańców, nie należy bowiem do najbezpieczniejszych miejsc.

CZYTAJ TAKŻE: Tancerki z Gdyni zaprezentowały urok miasta na zdjęciach fotografa z Portugalii. Projekt "Dancers and their Cities"

Zdarzało się, że zapuszczając się w „nieodpowiednie” rejony Rio, taksówkarz nie chciał wypuścić gdynianek z samochodu, aby nie padły ofiarą przestępstwa. Dopiero, gdy upewnił się, że znają osoby, do których akurat przyjechały trenować sambę, lub w odwiedziny, finalizował kurs. Towarzyszki wyprawy Magdalini i Moniki Kozłowskiej zostały też niestety okradzione na słynnej plaży, Copacabanie.

- Noszenie zegarka, czy biżuterii, nie wchodziło w grę - mówi Magdalini Kozłowska. - Ostrzegano nas, że możemy zostać z tego powodu napadnięte na ulicy i obrabowane. Rio de Janeiro to miasto kontrastów. Sam karnawał jest cudowny, jednak codzienna rzeczywistość na ulicach w wielu miejscach nie wygląda już tak kolorowo. Zetknęłyśmy się także ze skrajną biedą. Ludzie śpiący na ulicach na kartonach czy betonie, walcząc o przetrwanie wygrzebują ze śmietników jedzenie i proszą o wodę.

Miłością do samby będą dzielić się w Polsce

Dziś gdynianki wróciły do kraju. Teraz planują dzielić się energią i miłością do samby na pokazach tanecznych w całej Polsce. Magdalini Kozłowska mimo 57 lat z tańca rezygnować nie zamierza. Nadal będzie profesjonalną tancerką.

- Tańczę niemal całe życie - mówi. - Zaczęłam już w liceum. Potem miałam przerwę, gdyż urodziłam i wychowałam czwórkę dzieci. Jednak wróciłam do tańca. Tak długo, jak nadal będzie mi sprawiał radość, nie zrezygnuję z niego. Będę nadal tańczyć i uczyć inne osoby. Wiek nie stanowi dla mnie bariery, a wręcz przeciwnie. Jestem dumna, że mając 57 lat potrafię trenować, tańczyć na takim poziomie i spełniać kolejne marzenia.

Monika Kozłowska, która po zakończeniu kariery gimnastyczki artystycznej trenuje profesjonalnie taniec już od 11 lat, także ma ambitne plany. I tak osiągnęła już wiele. W jazz dance i show dance zanotowała wartościowe wyniki na arenie krajowej i zagranicznej.

Do jej sukcesów zaliczyć można m. in. zwycięstwo podczas Pucharu Świata IDO w Korei Południowej, czy drugie miejsce w Akademickich Mistrzostwach Europy. Etap występów w tego typu zawodach ma już za sobą.

Ostatnio przygotowywała do nich tancerki, z którymi pracuje. Na tyle skutecznie, że osiągały bardzo dobre wyniki podczas mistrzostw świata, Europy i Polski.

Jak już w „Dzienniku Bałtyckim” kilka tygodni temu pisaliśmy, Monika Kozłowska jeszcze przed wyprawą na karnawał do Rio de Janeiro zakwalifikowała się do prestiżowego programu tanecznego Professional Semester w Broadway Dance Center w Nowym Jorku.

W jednej z najbardziej znanych szkół tańca na świecie przez pół roku uczyła się od najwybitniejszych specjalistów i choreografów. Jej mentorką była Sheila Barker. To tancerka, nauczycielka i choreograf zaliczana do legend Broadwayu, mająca na przestrzeni wielu ostatnich lat olbrzymi wpływ na rozwój tańca jazzowego. Zwieńczeniem tej fantastycznej przygody był udział Moniki Kozłowskiej w show w teatrze Alvin Ailey.

- Po przylocie do Polski zaczynam ponownie pracę jako instruktorka i choreograf w szkołach tańca w Trójmieście i okolicach - mówi Monika Kozłowska. - Ale wierzę, wręcz czuję to i wiem, że w najbliższych miesiącach do Nowego Jorku jeszcze wrócę. Chcę dalej rozwijać się jako tancerka i walczyć o realizowanie kolejnych marzeń.

Jesteśmy na Google News. Dołącz do nas i śledź "Dziennik Bałtycki" codziennie. Obserwuj dziennikbaltycki.pl!

od 7 lat
Wideo

echodnia Drugi dzień na planie Ojca Mateusza

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera
Wróć na gp24.pl Głos Pomorza