To, kiedy skończy się epidemia koronawirusa, zależy od nas wszystkich [ROZMOWA]

Anna Czerny-Marecka
Marta Alicja Trzeciak na promocji swoich książek w Słupsku
Marta Alicja Trzeciak na promocji swoich książek w Słupsku Archiwum
Marta Alicja Trzeciak, pochodząca ze Słupska, jest autorką książek literackich i popularnonaukowych, a także dziennikarką popularyzującą naukę. Rozmawiamy z nią o koronawirusowych informacjach - fałszywych i prawdziwych. Jak odróżnić jedne od drugich? Dlaczego fałszywe newsy cieszą się taką popularnością? A także o tym, czy należy nosić maseczki, czy też nie. I o zasadach życia w izolacji od innych.

Jako dziennikarka naukowa zajmuje się pani popularyzacją nauki, czyli pisaniem o niej w sposób zrozumiały dla każdego, a jednocześnie odpowiedzialny. To ważne właśnie teraz, kiedy na temat koronawirusa ukazuje się ogromna masa tekstów, w tym wiele kłamliwych. Jakie źródła informacji na ten temat uważa pani za wiarygodne, którym można ufać?

Najbardziej wiarygodne są oczywiście publikacje naukowe, ponieważ to właśnie one są najbardziej rzetelne. Gdyby ktoś z Czytelników czuł się na siłach, to bardzo polecam całkowicie darmową i dostępną dla wszystkich wyszukiwarkę Google Scholar, w której można znaleźć wszystkie potrzebne materiały w języku angielskim. Czytelnikom, którzy nie czują się pewnie w raportach naukowych, proponuję czytać materiały przygotowane przez doświadczonych, merytorycznie przygotowanych dziennikarzy naukowych, którzy nie opierają swoich artykułów na doniesieniach z innych serwisów, lecz na pierwotnych danych naukowych. Informacji najlepiej szukać na stronach Nauka w Polsce PAP, na stronach rządowych dedykowanych specjalnie koronawirusowi, na stronach związanych z WHO, ECDP.

Czy zwykły odbiorca mediów może jakoś sam informacje weryfikować? Są jakieś proste wskazówki?

Prostym sposobem wstępnej weryfikacji wiarygodności tekstu jest przyjrzenie się jego tytułowi i językowi, w jakim artykuł jest pisany. Jeżeli został on stworzony w taki sposób, by wywołać sensację, "tanią" kontrowersję lub nieuzasadniony strach, to powinniśmy podchodzić do niego z dużym dystansem. Dodatkowo, proponuję przy każdym tekście, który Państwo czytają, sprawdzić obecność przypisów. Jeżeli artykuł jest merytorycznie poprawny, to jego autor powinien powołać się na źródła swoich informacji.
Proponuję prosty przewodnik. Im więcej odpowiedzi "TAK", tym bardziej wiarygodne jest dany tekst:
- Czy artykuł pochodzi z oficjalnej strony organizacji zajmującej się ochroną zdrowia?
- Czy wskazany jest autor tekstu?
- Czy autor tekstu ma "na koncie" inne artykuły wyglądające wiarygodnie (czy raczej "pudelkowe" tematy)?
- Czy autor tekstu posiada doświadczenie lub wykształcenie, które uprawnia go do pisania na dany temat?
- Czy język publikacji jest stonowany i czy reprezentuje wysoki poziom stylistyczny, lingwistyczny itp.?
- Czy w treści tekstu lub pod jego koniec autor zamieścił spis źródeł, z jakich korzystał (bibliografię)?
- Czy podane przez autora źródła to publikacje naukowe (czy odniesienia do plotkarskich portali)?
- Czy z tekstu wynika, że jego autor potrafi odróżnić opinię od faktu (czy miesza te pojęcia)?

Wirus SARS-CoV- 2 i powodowana przez niego choroba COVID-19 mają jeszcze wiele tajemnic, dlatego także oficjalne wytyczne się zmieniają, co także komplikuje rozróżnianie prawdy od fałszu. Na przykład w sprawie testów, których stosowanie wywołuje dużo emocji. W Polsce są głosy krytyczne, że za mało się ich robi, a rząd powołuje się na kryteria WHO. Tylko one też chyba się zmieniły.

To dlatego, że zalecenia Światowej Organizacji Zdrowia są odmienne w zależności od tego, jaki jest aktualny stan rozwoju epidemii w danym kraju oraz od tego, jakie są cele ochrony zdrowia publicznego i możliwości danego kraju. Co więcej, WHO zawsze zastrzega, że wszystko odbywa się zgodnie z wewnętrznymi protokołami danego państwa. To prawda, że niektóre kraje, takie jak Korea Południowa postawiły na wykonywanie mnóstwa testów i ogromną ich dostępność dla obywateli, którzy mogli wykonać test mniej więcej w taki sposób, w jaki korzysta się z usług typu Drive Through (bez wysiadania z samochodu). Wedle mojej opinii to bardzo korzystne rozwiązanie, ale też niezwykle drogie. Nie czuję się w wystarczającym stopniu kompetentna merytorycznie żeby orzekać, czy w naszym kraju powinno się zainwestować tak duże środki na wykonywanie testów, czy też powinniśmy szukać innych rozwiązań.

Podobne emocje wywołuje kwestia maseczek. Coraz więcej ekspertów mówi, że powinni je nosić wszyscy i powołuje się przy tym na przykład Korei Południowej, która świetnie radzi sobie z epidemią podobno między innymi dzięki nakazowi noszenia maseczek przez wszystkich. Bliżej nas takim państwem są Czechy. Jakie jest pani stanowisko w tej sprawie, osoby, która codziennie śledzi naukowe doniesienia z całego świata?

Tak, z maseczkami to jest nieoczywista sprawa. Wyjaśnię dlaczego. Z badań wynika, że te maseczki, których używa większość osób, absolutnie nie są w stanie zabezpieczyć nas przed wirusem - po prostu dlatego, że pory w materiale są zbyt duże. To tak, jakbyśmy chcieli złapać pchłę w sieć rybacką. Ponadto, wiele publikacji wskazuje, że osoby, które noszą maseczki, czują się "bezpieczniejsze", więc zaniedbują inne działania prewencyjne. Co więcej, część osób, która używa maseczek, nakłada je nieodkażonymi rękoma, co jest absolutną pomyłką. Wtedy, zamiast chronić się, zwiększamy ryzyko infekcji, ponieważ dotykamy dłońmi twarzy. Inna sprawa jest taka, że niektórzy używają takiej maseczki jakby była wielorazowego użytku. To również błąd. Gdyby faktycznie na jej powierzchni znalazły się fragmenty wydzielin, stanowiłaby idealne podłoże dla wirusa, a zatem zwiększałaby, a nie zmniejszała ryzyko zakażenia. Maseczki należałoby więc używać wyłącznie jednorazowo i to tylko do momentu, w którym przestanie być sucha. Innymi słowy, osoby zdrowe w zasadzie nie powinny nosić maseczek.

Ale to jest tylko jedna strona medalu. Druga jest taka, że WHO zaleca, aby maseczkę nosiły osoby mające jakiekolwiek objawy (kaszel, katar itp.), a także osoby, które wprawdzie są zdrowe, ale opiekują się osobami chorymi. Maseczka nie zatrzymuje bowiem wirusa, ale jednak stanowi pewną barierę, na przykład dla wydzielin. Trudno się również dziwić właścicielom sklepów, którzy proszą, aby do środka wchodzić w maseczce. Dlaczego? Ponieważ osoba zakażona może tu i teraz nie mieć objawów, ale zaraz okaże się, że wejdzie do sklepu, złapie ją atak kaszlu i nakaszle na wiele produktów spożywczych, które potem znajdą się na stołach innych ludzi.

Chyba należałoby podsumować tak: ważniejsze od samej maseczki jest to, jak ją nosimy, jak zakładamy i jak dbamy o pozostałe kwestie profilaktyczne. Jeżeli maseczka zakładana jest odkażonymi rękoma, jeżeli jest noszona tylko raz i to do momentu, w którym pozostaje sucha, jeżeli w trakcie noszenia nie poprawiamy jej co chwilę (a tym samym, nie dotykamy twarzy, oczu) i jeżeli myjemy ręce zgodnie z zaleceniami, to nie ma nic nieprawidłowego w tym, że ktoś pragnie ją założyć. Ale całkowitą pomyłką jest założenie maseczki, która służy nam od tygodnia, zakładanie jej i poprawianie brudnymi rękoma, czy noszenie maseczki w taki sposób, że nie zakrywa szczelnie całego nosa i ust.

Jakie tzw. fejki koronawirusowe są najczęstsze, jakie interesy się za nimi kryją, czy chodzi o zwykłą głupotę, sianie paniki, czy na przykład politykę albo biznes?

Niestety, obecnie mamy wszystkie rodzaje fake newsów i dezinformacji - zarówno te tworzone - mówiąc eufemistycznie - z niefrasobliwości, jak i te tworzone celowo, na potrzeby szerokiej dezinformacji. Są i takie tworzone dla zysku. Musimy być bardzo ostrożni, ponieważ jedna fałszywa wiadomość tego typu może bardzo niekorzystnie wpływać na nas i na naszych bliskich, potęgując poczucie lęku, panikę czy wręcz histerię. Niestety, niektórzy przyczyniają się do tego bez żadnych złych intencji. Dlatego mam do Czytelników serdeczną prośbę: nie udostępniajmy żadnych "tajnych" informacji, które przekazał nam stryjeczny brat cioci kuzyna pracującego w szpitalu albo w sklepie. My możemy chcieć dobrze, ale przyczynimy się tylko do ogólnego chaosu i wywołamy u kogoś niepotrzebny niepokój.

Jak pani, matka dwóch małych córeczek, na co dzień radzi sobie z restrykcjami związanymi z epidemią, i jakie środki bezpieczeństwa pani stosuje?

Mam kilka zasad dotyczących życia w czasach pandemii, zwłaszcza przy pracy zdalnej, z dwójką dzieci w domu. Po pierwsze, stosuję się do wszystkich oficjalnych zaleceń, które otrzymujemy, ponieważ one zostały stworzone po to, aby nas chronić, a nie po to, żeby nam utrudnić życie. Po zakupy jeździ oczywiście tylko jedna osoba i stara się w tym czasie zachować wszelkie środki ostrożności. Córeczki - siłą rzeczy - nie chodzą teraz do przedszkola czy innych placówek typu kluby dziecięce i nie kontaktują się z innymi dziećmi, ani też - choć to bardzo dla nas trudne - z dziadkami. Poza tymi oficjalnymi zaleceniami mam też kilka swoich własnych. Po pierwsze, sprawdzam informacje dotyczące koronawirusa raz - dwa razy dziennie i nigdy nie robię tego wieczorem, przed snem. Wieczorem czytamy książki, słuchamy muzyki, oglądamy filmu przyrodnicze, słuchamy słuchowisk, zwiedzamy wirtualnie muzea itp. W tych trudnych czasach oferta naukowa i kulturalna jest przebogata w wersji online, dlatego staramy się z niej korzystać. Po drugie i być może najważniejsze - staram się, byśmy naprawdę ze sobą BYLI. Odpowiadam na pytania dzieci dotyczące epidemii, ale nigdy nie przekazuję im strachu, wychodząc z założenia, że rodzic ma być dla nich ostoją bezpieczeństwa. Ponadto, staram się skupić na dwóch kwestiach. Po pierwsze, nasi dziadkowie i rodzice pamiętają czasy wojny,PRL-u, stanu wojennego itp. i sądzę, że żadne z nich nie miało tego przywileju, że wystarczy siedzieć w domu, by czuć się bezpiecznie. Dlatego mimo wszystko staram się myśleć o tym, co nas spotkało, jako o przejściowej trudności, a nie jako o tragedii. Druga sprawa jest taka - myślę, że jak już to wszystko przejdziemy, jak pandemia się wyciszy, my wszyscy będziemy inni i bardzo liczę na to, że będziemy w coś bogatsi. Może uda nam się docenić, jak bardzo potrzebujemy siebie nawzajem. Liczę, że ta pandemia to jest taka nasza choroba ogólnoświatowa, a każda choroba - choć nie jest przyjemna dodaje jakąś nową wartość do życia człowieka.

Czy da się obecnie przewidzieć, jak epidemia będzie rozwijała się w Polsce, śladem którego kraju pójdziemy i kiedy się to zakończy?

Liczymy na to, że niedługo nastąpi szczyt zachorowań, a po nim dojdzie do wyciszania się epidemii. To, czy tak będzie, zależy ode mnie, zależy od Pani, zależy od Pani sąsiadów i od Czytelników; zależy od nas. Jeżeli będziemy przestrzegali zaleceń i postępowali spokojnie, ale ostrożnie, ten okropny stan rzeczy, którego obecnie doświadczamy, dobiegnie końca.

Rozmawiała Anna Czerny-Marecka

Zobacz także: Słupska firma Coolturka produkuje przyłbice dla medyków.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Wróć na gp24.pl Głos Pomorza
Dodaj ogłoszenie