W Słupsku zapłonęły płomyki pamięci na grobach bohaterów

Maciej Szalbierz 7 PBOT
1 listopada jest dla wszystkich Polaków dniem szczególnym. W ten jesienny czas spotykamy się nad grobami naszych bliskich, by uczcić pamięć tych, których już dzisiaj z nami nie ma.

Są jednak mogiły, których istnienie uleciało ludzkiej pamięci, które mijamy obojętnie i nieuważnie. Niegdyś takimi zapomnianymi grobami były miejsca pochówku żołnierzy walczących o wolną Polskę. Wiele z nich przetrwało tylko dzięki wieloletniej, bezinteresownej trosce obcych często ludzi. Dzisiaj swoją opiekę nad nimi roztaczają żołnierze 7 Pomorskiej Brygady Obrony Terytorialnej im. kpt. mar. Adama Dedio.

Mimo pandemii koronawirusa, pomorscy terytorialsi pamiętają o tych, których tradycję i dokonania dziedziczą zakładając oliwkowy beret Wojsk Obrony Terytorialnej. W tym trudnym czasie, w trosce o zdrowie i bezpieczeństwo obywateli, żołnierze 7 PBOT z 73 batalionu lekkiej piechoty w Słupsku wcześniej niż zwykle odwiedzili groby poległych bohaterów. Płomyki pamięci zapłonęły na grobach kapitan Stefanii Aluchny ps. „Ala”, od 1939 roku działalność w szeregach Służby Zwycięstwu Polski, Związku Walki Zbrojnej i Armkii Krajowej. Była kierowniczką zespołu kolporterek „Biuletynu Informacyjnego”. Od maja 1941 do 1943 r. pełniła funkcję kierowniczki Poczty Sztabu Okręgu Warszawa ZWZ-AK. W 1943 r. została mianowana szefem Wydziału V-K Komendy Okręgu. Kierowała także kancelarią Komendy Okręgu. Funkcje te pełniła również w Powstaniu Warszawskim. Po kapitulacji trafiła do niewoli niemieckiej. Odznaczona m.in. Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski, Krzyżem Niepodległości, Krzyżem Walecznych i Srebrnym Krzyżem Zasługi z Mieczami.

Terytorialsi odwiedzili również grób Franciszka Szafranka, słupskiego pioniera, organizatora powojennej gospodarki i spółdzielczości oraz Honorowego Obywatela Miasta Słupska a także kapitana Stefana Dębickiego, który brał udział w realizacji planu „Burza”, odznaczonego Krzyżem Virtuti Militari i Krzyżem Walecznych, zamordowanego przez UB w Słupsku w czerwcu 1946 roku.

W tym roku ten wyjątkowy dzień 1 listopada będzie jednak inny, niż zwykle. Pandemiczna rzeczywistość ogranicza każdą sferę naszego życia i także przed żołnierzami 7 PBOT sytuacja ta stawia zupełnie nowe wyzwania. Dziś służba terytorialsów skierowana jest przede wszystkim na pomoc w walce z rozprzestrzenianiem się epidemii koronawirusa. Jedno z głównych zadań to pobieranie wymazów na obecność Covid-19. W ciągu najbliższego miesiąca czynności te mają zostać całkowicie przejęte od cywilnego systemu ochrony zdrowia przez piąty rodzaj sił zbrojnych. Już teraz WOT sukcesywnie zastępuje personel medyczny w blisko 500 punktach poboru wymazów. Żołnierze wspierają też Domy Pomocy Społecznej oraz inne placówki opiekuńcze. Zakres tej pomocy jest uzależniony od bieżących potrzeb, sprowadzając się m.in. do pobierania wymazów czy wsparcia logistycznego.

"Dla tych, którzy odeszli w nieznany świat, płomień na wietrze kołysze wiatr. Dla nich tyle kwiatów pod cmentarnym murem i niebo jesienne u góry. Dla nich harcerskie warty i chorągiewek gromada, i dla nich ten dzień - pierwszy dzień listopada." Pamiętajmy o tych, których już z nami niema, bo 1 listopada to czas zadumy i dumy.

Zobacz także: Szpital polowy na Stadionie Narodowym

Wideo

Komentarze 3

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość
28 października, 22:07, Gość:

Tysiąc lat indoktrynacji nie wykorzeniło starej, słowiańskiej tradycji...

"W ramach obrzędów dziadów przybywające na „ten świat” dusze należało ugościć, aby zapewnić sobie ich przychylność i jednocześnie pomóc im w osiągnięciu spokoju w zaświatach. Podstawową formą obrzędową było karmienie i pojenie dusz (np. miodem, kaszą, jajkami, kutią i wódką) podczas specjalnych uczt przygotowywanych w domach lub na cmentarzach (bezpośrednio na grobach). Charakterystycznym elementem tych uczt było to, iż spożywający je domownicy zrzucali lub ulewali części potraw i napojów na stół, podłogę lub grób z przeznaczeniem dla dusz zmarłych[6]. W niektórych rejonach przodkom należało jednak zapewnić także możliwość wykąpania się (na tę okoliczność przygotowywano saunę) i ogrzania[7]. Ten ostatni warunek spełniano rozpalając ogniska, których funkcja tłumaczona jest niekiedy inaczej. Miały one oświetlać drogę wędrującym duszom, tak by nie zabłądziły i mogły spędzić tę noc wśród bliskich[potrzebny przypis]. Pozostałością tego zwyczaju są współczesne znicze zapalane na grobach. Ogień – zwłaszcza ten rozpalany na rozstajnych drogach – mógł mieć jednak również inne znaczenie. Chodziło o to, by uniemożliwić wyjście na świat demonom (duszom ludzi zmarłych nagłą śmiercią, samobójcom, topielcom itp.), które – jak wierzono – przejawiały w tym okresie wyjątkową aktywność. W pewnych regionach Polski, np. na Podhalu, w miejscu czyjejś gwałtownej śmierci każdy przechodzący miał obowiązek rzucić gałązkę na stos, który następnie co roku palono."

https://pl.wikipedia.org/wiki/Dziady_(zwyczaj)

G
Gość

Tysiąc lat indoktrynacji nie wykorzeniło starej, słowiańskiej tradycji...

G
Gość

Pamięć wyskrobanym.

Dodaj ogłoszenie