W Warcinie ocalili zabytkowy instrument. Teraz służy całej społeczności [wideo, zdjęcia]

Wojciech Frelichowski
Wojciech Frelichowski
Od lewej: Stanisław Grześkowiak, Izabela Mączyńska i Roman Seta w warcińskim zabytkowym kościele podczas próby.
Od lewej: Stanisław Grześkowiak, Izabela Mączyńska i Roman Seta w warcińskim zabytkowym kościele podczas próby. Wojciech Frelichowski
Grupa zapaleńców z Warcinia w gminie Kępice, wyremontował zabytkową fisharmonię. Ponad stuletni instrument służy teraz w miejscowym kościele, który też jest zabytkiem. Ma ponad 350 lat.

Fisharmonia to instrument dęty klawiszowy. Żeby na nim zagrać, trzeba uruchomić miechy, które tłoczą powietrze do piszczałek. Dopływem powietrza do nich steruje się przy pomocy klawiatury. W sumie instrument przypomina małe pianino, albo organy. Charakterystycznym elementem są dwa pedały umieszczone w dolnej części skrzyni, którymi muzyk napełnia wspomniane miechy powietrzne.

Fisharmonie pojawiły się na początku XIX wieku. Znalazły zastosowanie głównie w kościołach i kaplicach, gdyż zastępowały drogie i skomplikowane organy. Małe rozmiary i stosunkowo niska cena sprawiły, że pojawiły się także w domach. Przed laty właścicielem takiego instrumentu został Stanisław Grześkowiak, mieszkaniec Warcinie, który w swojej karierze zawodowej pełnił m.in. funkcje dyrektora Technikum Leśnego w Warcinie, a także burmistrza gminy Kępice.

Z Poznania do Warcina
- Ten instrument przejąłem od ojca mojego ucznia. To było na początku lat 70. Byłem nauczycielem i mieszkałem wtedy w Poznaniu, a ówczesny właściciel fisharmonii chciał się jej pozbyć, bo mieszkał w bloku, a jego sąsiadom przeszkadzały dźwięki, jakie ona wydawała - wspomina Stanisław Grześkowiak.

Już wtedy fisharmonia wydała mu się interesującym instrumentem. Miała ciekawy wygląd, a także sporo lat, które minęły od chwili jej wyprodukowania. Instrument powstał na przełomie XIX i XX wieku w Neuenrade w Westfalii na zachodzie Niemiec w wytwórni Heinrich Suhr. W tej firmie produkowano nie tylko fisharmonie, ale także inne instrumenty dęte, jak akordeony, czy harmonijki ustne.

Po kilku latach fisharmonia razem ze Stanisławem Grześkowiakiem trafiła do jego warcińskiego mieszkania. Była nie tylko elementem wyposażenia, bo pan Stanisław grywał na niej dla przyjemności.

Czas rekonstrukcji
Mijały lata. Właściciel fisharmonii miał coraz więcej obowiązków zawodowych, zaś instrument wymagał konserwacji. A to nie było takie proste, bo specjalistów od fisharmonii nie ma zbyt wielu. Za to są zapaleńcy. Na początku tego roku pan Stanisław namówił swojego sąsiada Józefa Frączaka na renowację instrumentu. - Pan Józef to złota rączka. Wspólnie rozpoczęliśmy remont fisharmonii - mówi Stanisław Grześkowiak.

Inicjatorom przedsięwzięcia udało się także nawiązać kontakt z firmą profesjonalnie zajmującą się renowacją instrumentów, która bezpłatnie udzieliła fachowych wskazówek.

Jednak pojawił się problem. Chodziło o miechy, których naprawa wymagała mocnego, ale jednocześnie elastycznego materiału. Z pomocą przyszła Anna Ćwiękowska z firmy Kegar Kępice, która zorganizowała specjalnie przygotowanych skóry potrzebne do odtworzenia miechów.

Wspólnymi siłami panowie Józef i Stanisław odrestaurowali ponad stuletnią fisharmonię.

Efekt i satysfakcja
- Postanowiliśmy, żeby ten instrument służył ogółowi. A ponieważ w Warcinie mamy zabytkowy kościół to uznaliśmy, że będzie to znakomite miejsce dla odrestaurowanej fisharmonii - opowiada Stanisław Grześkowiak.

Zabytkowy kościół w Warcinie został przeniesiony z Ciecholubia. Obiekt z 1670 roku o konstrukcji szachulcowej do 1960 służył tamtejszym ewangelickim autochtonom. Kiedy już niemal wszyscy wyjechali do Niemiec, kościół popadał w ruinę. W 2004 r. został rozebrany, aby w 2011 r. zostać zrekonstruowanym na terenie Technikum Leśnego w Warcinie.

Inauguracja odbyła się w niedzielę, 28 czerwca. Na instrumencie zagrał Roman Seta, znany miłośnik muzyki oraz dyrektor tamtejszej szkoły podstawowej. Psalm wykonał duet - pani Izabela Mączyńska i oczywiście sam inicjator - Stanisław Grześkowiak. - Cieszę się, że pan Roman Seta wraz z małżonką zdecydowali się grać na instrumencie podczas najważniejszych uroczystości. Mamy jednak nadzieję, że znajdziemy stałego akompaniatora - dodaje Stanisław Grześkowiak.

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość

Wołał bym usłyszeć jednak dźwięk samej fiszki, bez "chórku" :)

Dodaj ogłoszenie