Witkacy był kobietą, czyli "Szewcy" z silnym akcentem feministycznym. Recenzja

Anna Czerny-Marecka
Anna Czerny-Marecka
Monika Janik w roli księżnej Iriny
Monika Janik w roli księżnej Iriny Magdalena Tramer/Nowy Teatr
Jeżeli spektakl jest słaby, mam ochotę opuścić widownię, a nie robię tego tylko z powodu kindersztuby. Jeżeli spektakl jest poprawny, zapominam o nim zaraz po wyjściu z teatru. Jeżeli spektakl jest więcej niż dobry, wracam do niego myślami, starając się odkrywać warstwę jego znaczeń kawałek po kawałku. Do której kategorii zaliczyłam premierę "Szewców" w Nowym Teatrze? No cóż, zdradzę to, ale jeszcze nie teraz.

Zacznę od początku. Dosłownie tuż przed rozpoczęciem onlinowego przedstawienia odwróciłam ostatnią kartkę dramatu Witkacego, zachłyśnięta na nowo, po wielu latach przerwy, tą lekturą. Jej językiem, obrazem społeczeństwa, a przede wszystkim aktualnością. Dopóki trwać będą ludzie, państwa i różne systemy władzy oraz polityka, Witkacy i jego "Szewcy" pozostaną żywi.

Z tym większym zaciekawieniem zasiadłam przez monitorem laptopa, żeby skonfrontować dzieło Mistrza ze spektaklem wyreżyserowanym w Nowym Teatrze. Dzieło niełatwe ani w realizacji, ani w odbiorze, nasycone ideami i językowym słowotwórstwem, wymagające erudycji, kojarzenia i nadążania za dramatopisarzem. Czytając je, można sobie zrobić przystanki na pozbieranie myśli, grając na scenie i oglądając - już nie za bardzo, a tempo jest bardzo szybkie. Dla aktorów to duże wyzwanie, aby odpowiednio podać tekst, żeby widz, który niekoniecznie wszak jest po lekturze dramatu, za nim nadążył.

Akt pierwszy - kapitalizm

Zasiadamy na widowni. Przed nami scena, a na niej warsztat szewski i trzy postaci: Sajetan i dwóch czeladników. W ubiorach niby współczesnych, jednak na głowach mają peruki z epoki Mozarta. Pierwsze zaskoczenie - czeladnicy, w oryginale mężczyźni, chociaż w męskich strojach, grani są przez aktorki. Dlaczego? To będzie wyjaśniać się w dalszej części spektaklu. Toczy się dyskusja o bezmyślnej, ciężkiej pracy, i o tych innych, bogaczach, ciemiężycielach, którzy z jej owoców korzystają. Czuć niezgodę na ten niesprawiedliwy świat i narastający bunt.

I oto nadchodzi pierwszy z klasy panów. Prokurator Scurvy. Z wyglądu klaun, kuglarz, magik, w szpilkach, mówiąc dzisiejszym językiem, queerowy. Ma zniewieściałe ruchy. I ma władzę.

Za chwilę na scenie pojawia się obiekt jego desperackiego pożądania i niespełnienia - księżna Irina. W stroju i makijażu nasuwającym skojarzenia z komedią dell'arte. Emanuje seksualnością, a momentami wulgarnością. Ruchy frykcyjne, pokładanie się z rozłożonymi nogami na podłodze, lubieżne pozy i mimika. Na balonikach w fallicznym kształcie, które zastępują występujące w oryginale żonkile, odgrywa sceny seksu oralnego.

Szewcy i prokurator są pod jej władzą. Gdzieś na drugim planie jest towarzysząca Księżnej postać - w oryginale jest to lokaj, ale w słupskim spektaklu tę rolę odgrywa kobieta. I znów zaczynamy być ciekawi, dlaczego tak właśnie reżyser to wymyślił. Akt pierwszy kończy się pierwszym przewrotem. Do władzy dochodzą faszyści.

Akt drugi - nacjonalizm

W drugim akcie szewcy siedzą w więzieniu, w tzw. leniwni, skazani na nicnierobienie. Związani sznurem na środku sceny, na której rozstawione są buty, wyją z tęsknoty za swoją pracą.

Pojawia się Scurvy, w stroju jeszcze bardziej dziwacznym, w pończochach na podwiązkach, w szpilkach, początko ukrywający twarz za maską czaszki. Pokazuje widowni kilka kuglarskich sztuczek. Jest u władzy, ale ciągle pozostaje wewnętrznie rozdarty (jak jego strój) i nie przestaje pożądać księżnej.

Która tym razem pojawia się jako więźniarka, nic nie tracąc na swojej seksualnej atrakcyjności. Daje prokuratorowi nadzieję, odtańcowują namiętne tango, podczas gdy w tle uwolnieni ze sznura szewcy wpadają w szał pracy.
I znów następuje zmiana. Szewcy przejmują władzę, faszyzm zastąpiony zostaje przez komunizm. Prokurator zostaje uwięziony w klatce. Na moment zawisa przy niej biała flaga z czerwoną błyskawicą Strajku Kobiet. - Zapomniałeś o mnie - pada w tym czasie tekst Iriny.

Akt trzeci - rządy proletariatu

W akcie trzecim Sajetan występuje w królewskim płaszczu i napoleońskim pierogu na głowie. Czeladnicy napawają się swoją władzą. Łącznie z księżną znęcają się nad prokuratorem, którego strój tym razem nasuwa skojarzenia z kabaretowymi girlaskami.

Sajetanowi, idealiście, ten nowy świat przestaje się podobać, czeladnicy zwracają się przeciwko niemu. Uważają go za przeżytek. Podczas ich dyskusji na scenę wkracza "lud wiejski", w słupskiej wersji aktorka z dwoma lalkami. Sajetan wygania delegację, tak "rozwiązując kwestię chłopską". Po czym ginie z rąk czeladników, chociaż jako trup przemawia dalej.

Na scenę wkracza nowa postać - Hiper-robociarz, anarchista Oleander Puzyrkiewicz. Degraduje czeladników, a Sajetana ogłasza męczennikiem rewolucji. Księżna wygłasza manifest matriarchatu. Jednak rewolucję proletariacką przejmują towarzysze. W słupskim spektaklu patrzący na scenę z portretów wyświetlanych na ekranie. Zmieniają się one szybko, ale uważny widz wypatrzy znane twarze Billa Gatesa (Microsoft), Marka Elliota Zuckerberga (Facebook), Jeffa Bezosa (Amazon) oraz Julian Assange (Wikleaks). Przypadek? Nie sądzę.

Epilog

Pomysł na "Szewców" słupskiego teatru trafił w moje oczekiwania, że będzie to sztuka wieloznaczna i aktualna, chociaż zaskoczyło mnie, jakimi środkami to osiągnięto.

Po pierwsze, chciałabym pochwalić konsekwencję i sięgnięcie do środków wyrazu, jakimi dysponują kabaret i cyrk, a także do idei karnawału. Tak, to karnawał, podczas którego świat staje na głowie, a ludzie zamieniają się rolami: kto rządził, będzie podwładnym, i na odwrót. A polityka i politycy to kuglarze. Tu brawa za pomysł z galerią "towarzyszy" w finale. Bo kto rządzi dzisiaj światem? Ten, kto ma władzę nad internetem i mediami społecznościowymi. Dodam, że jest także mały, ale znaczący, symbol epidemii. W pewnym momencie księżna i jej służąca zakrywają twarz maskami karnawałowymi w formie ptasich dziobów. Takie nosili w dawnych wiekach lekarze podczas plag zakaźnych chorób.

Po drugie, świetnie dobrane stroje, dopracowane do najmniejszego szczegółu, dobrze oddają osobowość i charakter postaci. I udanie "pracuje" także scenografia.

Po trzecie, aktorstwo. Monika Janik w roli księżnej nie daje ani sobie, ani widowni żadnej taryfy ulgowej. Kiedy się pojawia, przejmuje scenę. Krótko w porównaniu z innymi jest na niej Krzysztof Kluzik, hiper-robociarz, ale wbija się w pamięć. Wojciech Marcinkowski jako prokurator ma dużo dobrych momentów, tak samo jak Igor Chmielnik (Sajetan). Obaj aktorzy mają wiele do udźwignięcia, ich postaci przechodzą różne przemiany, niemal nie schodzą ze sceny. Nie zawsze, moim zdaniem, zagrali na sto procent swoich możliwości, ale to raczej na początku premierowego przedstawienia, potem było coraz lepiej. Cała obsada zresztą, jak mi się wydaje, została trafnie dobrana.

No i po czwarte, co z tym feminizmem? Witkacy dla kobiet przewidział w "Szewcach" tylko trzy role kobiece (księżna, strażniczka, dziwka bosa). W słupskiej adaptacji aktorek jest pięć. Nie o zmianę ilościową jednak, jak mi się wydaje, chodzi, lecz o jakościową. Bo dla Witkacego ważna była kobiecość sensualna i seksualna, pierwotna siła oddziałowująca na mężczyzn. W Słupsku mamy zaś kobiety ujęte w szerszym kontekście, ofiary władzy, ale i też o nią walczące, buntujące się, wykorzystujące ją do własnych celów. Na równi z mężczyznami tworzące czy niszczące świat. Odpowiedzialne za to, co w nim dobre, ale i co złe. A tego zła, dodam, w "Szewcach" jest więcej.

Słupskich "Szewców" więc chwalę, bo dla mnie spektakl był inspirujący, i chciałabym obejrzeć go na żywo. Bo nagranie to jednak momentami (kadry, zbliżenia) oglądanie aktorskiej gry okiem nie tyle własnym, lecz kamery. Emocje, kiedy na widowni siedzi prawdziwa publiczność, też są większe, bo interakcja między aktorami a widzami zawsze jakaś następuje. Prawdziwej premiery z prawdziwą publicznością szczerze więc Nowemu Teatrowi życzę. Oby stało się to jak najszybciej,

"Szewcy" - premiera online Słupsk, niedziela, 20 grudnia

  • Autor: Stanisław Ignacy Witkiewicz
  • Reżyseria: Paweł Świątek
  • Asystent reżysera: Monika Janik
  • Scenografia: Marcin Chlanda
  • Opracowanie muzyczne: Cezary Reinert
  • Obsada: Bożena Borek, Monika Bubniak, Igor Chmielnik, Monika Janik, Krzysztof Kluzik, Magdalena Płaneta, Wojciech Marcinkowski
  • Inspicjent: Justyna Moczulska
  • Konsultacje iluzjonistyczne: Iwo Bochat

Aleksandra Pisula jako Olga Lipińska. "To marzenie dla aktora"

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie