Wizytówka, która zakwitła na mokradłach

Ireneusz WojtkiewiczZaktualizowano 
Wiosna na skwerze przy ul. Starzyńskiego – panorama z początku lat 70. minionego stulecia Ireneusz Wojtkiewicz
Niedługa ulica Stefana Starzyńskiego i przyległy do niej skwer im. Pierwszych Słupszczan to taka przechodnia część śródmieścia Słupska, ale tu się lubi bywać i przystawać, chociażby po drodze w różne strony miasta. Zanim stała się obecną ozdobą Słupska, minęło kilka powojennych dziesięcioleci podczas których stale ją zmieniano, osuszano i upiększano. Ani przed drugą, ani też przed pierwszą wojną światową nie była reprezentacyjnym fragmentem miasta i raczej nic nie rokowało, że będzie wizytówką śródmieścia. Bo tutaj rozciągały się moczary i trzęsawiska, otaczające niegdyś mury obronne grodu nad Słupią.

Tam, gdzie były „Staw Miedziany” i „Strumyk Polny”

Dzieje tej części miasta są wielowątkowe i takie też jest moje opowiadanie o tym miejscu. Ujrzałem je w pierwszej połowie lat 50. minionego stulecia jako kilkulatek, przyprowadzony tu na spacer przez moją mamę. Było dramatycznie, mój rówieśnik wpadł do stawu, będącego wtedy ozdobą skweru. Tonącego dzieciaka uratowała moja mama, brodząc w wodzie po pas. Ponad dwadzieścia lat później, gdy uczyłem się fotoreporterskiego fachu, wykonałem panoramiczne zdjęcie skweru. W kadrze z 1973 roku znalazły się (od lewej) zbudowania zabytkowego zjazdu pocztowego pod numerem 3 oraz kamienice o numerach 2 i 1. To samo miejsce po 45 latach wygląda bardzo okazale, przy czym w miejscu zajazdu znajdują się nowo wybudowane, stylizowane obiekty użyteczności publicznej, a swoistym znakiem rozpoznawczym była i jest kamienna rzeźba „Upokorzony”.

Zobacz także: Górka Narciarza w obiektywnie Ireneusza Wojtkiewicza (zdjęcia)

Zajazd i rzeźba to dwa osobne wątki warte uwagi, do których będziemy powracać kilkakrotnie, starając się sprostać wymaganiom chronologii. Najstarsze nasze zdjęcie obrazuje zajazd pod koniec 1972 roku. Przylegał do ściany szczytowej kamienicy o numerze 4. Archiwalne jej zdjęcie, wykonane prawdopodobnie w drugiej połowie XIX wieku, ukazuje jak swym frontonem odbija się w lustrze niemałego stawu, który wówczas zalewał tereny pobliskiego skweru. Podmokłe tereny stanowiły ogromną przeszkodę w rozbudowie miasta na zewnątrz murów obronnych. Oto co na ten temat czytamy w publikacji autorstwa Zygmunta Gręźlikowskiego i Stanisława Szpilewskiego pt. „Z dziejów miasta Słupska”, wydanej w 1983 roku przez Muzeum Pomorza Środkowego i Biuro Badań i Dokumentacji Zabytków:

„Zlokalizowanie dworca kolejowego, oddalonego 700 m od ówczesnego centrum, zaważyć miało na rozbudowie tej dzielnicy – rejonie jak dotąd nie objętym zabudową, z uwagi na rozciągające się tam tereny podmokłe. Tak więc również i w tym przypadku nie obeszło się bez szerzej zakrojonych prac melioracyjnych. Podstawowe jednak wysiłki koncentrowały się w rejonie skweru przy ul. Starzyńskiego oraz Al. H. Sienkiewicza. W ich efekcie w latach siedemdziesiątych - osiemdziesiątych XIX wieku dokonano niwelacji ciągnących się tam wałów ziemnych, zasypano „Staw Miedziany”, a przepływający tędy „Strumyk Polny” ujęto przewodem kanalizacyjnym z odprowadzeniem do Słupi”.

Zobacz także: Feta w dzień inauguracji województwa słupskiego (zdjęcia)

Jak tu było zaraz po II wojnie światowej, opowiedział nam pułkownik WP w stanie spoczynku Kazimierz Konarski, były szef Centralnego Wojskowego Klubu Sportowego Legia w Warszawie – pionier Słupska: - Nie było tylu kwiatów co dziś, część skweru zajmował basen z wodą. Wyglądał na zbiornik przeciwpożarowy, wykopany w obawie przed groźbą wojennych nalotów - (fragment rozmowy pt. „Tu serce mocniej mi pika”, opublikowanej w „Głosie Pomorza” 18 sierpnia 1997 r.)

Aby doprowadzić otoczenie wspomnianej kamienicy nr 4 przy ul. Sarzyńskiego do obecnego stanu trzeba było najpierw odwodnić i osuszyć skwer. Pozostawiono jednak wspomniany na wstępie staw z prymitywnym wodotryskiem, gdzie przychodziła dzieciarnia i przesiadywały ówczesne licealistki. Był to rok 1972, w którym również rozpoczęto prace nad dalszym zagospodarowaniem skweru. Współcześnie wykonane zdjęcie obrazuje jak wyglądają obecnie kamienica nr 4 i jej otoczenie.

Zobacz także: Młodzi mieszkańcy Słupska poszukiwali świadków historii

Dalsza część artykułu na kolejnej stronie

Remanent w jedynym szalecie miejskim

Zabawna historia tego miejsca wiąże się z usytuowaniem na skwerze miejskiego szaletu – jedynego wówczas takiego przybytku w centrum Słupska. Znajdował się zaadaptowanej do tego celu pomieszczeniu hurtowni, nieopodal schodów w pasażu pomiędzy skwerem a Placem Zwycięstwa, co obrazują zdjęcia z 1971 roku oraz współczesne - przy przejściu podziemnym.

- Ten „wucet” zastąpił stary obiekt tego typu, który latami funkcjonował na skwerze przy ratuszu w narożniku Placu Zwycięstwa i ul. Tuwima – przypomina Izydor Orlik, ówczesny wiceprezydent Słupska. - Drugi taki sam stary szalet został zlikwidowany przy Straży Pożarnej, więc chodzenie po mieście za potrzebą stało się dość kłopotliwe.

Zobacz także: Jak Słupsk dzięki Czarnym wzbił się na wyżyny (zdjęcia)

W redakcji „Głosu Koszalińskiego/Słupskiego”, jak się wtedy nazywał późniejszy „Głos Pomorza”, mieliśmy na ten temat wiele skarg i próbowaliśmy wywrzeć jakiś nacisk na decydentach poprzez żart primaaprilisowy. Na drzwiach toalety męskiej wywiesiliśmy kartkę z napisem „Remanent”. Reakcje były, oględnie mówiąc, różne. Ale na ratuszu zdali sobie sprawę z powagi sytuacji, tyle że na zmiany trzeba było poczekać wiele lat, zanim nowy szalet urządzono na skwerze przy ratuszu. A dziś na miejscu dawnych toalet są dwa eleganckie sklepy.

Dalsza część artykułu na kolejnej stronie

Upokorzony pod płaczącą wierzbą

Na początku lat 70. minionego stulecia wrosła w skwer kamienna rzeźba „Upokorzony”. Z czasem nieco zmieniono jej usytuowanie z powodu rozszczepienia i złamania pnia pobliskiej wierzby płaczącej.

Autorem Upokorzonego, powstałego ok. 1918 roku, jest Fritz Klimsch – żyjący w latach 1870 – 1960 wybitny niemiecki rzeźbiarz, profesor Wyższej Szkoły Sztuki Rzeźbiarskiej w Charlottenburgu, laureat wielu prestiżowych konkursów artystycznych. Jego dorobek twórczy stanowią rzeźby o tematyce biblijnej, mitologicznej, pomniki dekorujące place Berlina i innych niemieckich miast, medale itd. Upokorzony trafił w 1919 roku jako pomnik nagrobny do parku – cmentarza w Damnicy, sprowadzony tam przez junkierską rodzinę von Gamp dla upamiętnienia jej członków, którzy stracili życie w I wojnie światowej. Po II wojnie nie był konserwowany, niszczał aż do roku 1970, kiedy historycy przetransportowali go do Słupska i poddali gruntownej renowacji.

- Upokorzony był w fatalnym stanie, pomazany smołą czy czymś podobnym, co nie było wcale łatwe do usunięcia – wspomina Izydor Orlik, były wiceprezydent Słupska.

Zobacz także: Jak dawniej na Kaszubach kolędowano (zdjęcia)

Po renowacji Upokorzonego ulokowano w eksponowanym miejscu skweru – przy alejce pod okazałą wierzbą płaczącą, tyłem do gmachu banku PKO przy ul. 9 Marca, obecnie Anny Łajming. Wtedy nie eksponowano ani nazwy tej rzeźby i jej pochodzenia, ani autora tego dzieła. Słupszczanie „ochrzcili” je po swojemu: golas, pomnik żyranta lub posąg kredytobiorcy, co wiązało się z bliskim sąsiedztwem ze wspomnianym bankiem PKO. Tej instytucji już tam nie ma, jej lokal długo już czeka na nowego właściciela, a co do nazwy figury, to przezwisko też odchodzi w niepamięć tak, jak pierwotne usytuowanie rzeźby pod starą wierzbą płaczącą.

Korekta lokalizacji Upokorzonego nastąpiła po lipcu 1975 roku, kiedy pękł pień wspomnianej wierzby. Względy bezpieczeństwa zadecydowały o całkowitym wycięciu tego pięknego drzewa. Był wielki lament słupszczan, żal za drzewem - ozdobą skweru sprawił, że w redakcji telefony się urywały abyśmy ratowali ten okaz natury. Skończyło się na posadzeniu nowej wierzby w pobliżu miejsca wycięcia starej. Poza tym skwer niewiele się zmienił, co dokumentują zdjęcia wykonane z najwyższego pięta restauracji „Metro”- dziś już nie do powtórzenia ze względu na wyrośnięte korony drzew. Widoczne są min. zabytkowy zajazd pocztowy przy ul. Starzyńskiego oraz metalowe schody na skarpie pomiędzy skwerem a ul. A. Łajming (dawniej 9 Marca), gdzie zbudowano podziemne przejście.

Dalsza część artykułu na kolejnej stronie

Planty imienia mieszkańców - pionierów

W drugiej połowie lat 90. minionego wieku zaczęła funkcjonować w mieście oficjalna nazwa skweru – imienia Pierwszych Słupszczan. To miejsce było już tak zadbane i ukwiecone, że nie sposób było powątpiewać, iż stanowi naturalne przedłużenie Alei Henryka Sienkiewicza pomiędzy ulicami Stefana Starzyńskiego i Anny Łajming. Innymi słowy, Planty Słupskie w pełnym tego słowa znaczeniu.

Do grona pierwszych słupszczan należał min. wspomniany płk Kazimierz Konarski – przybysz ze Stanisławowa, absolwent drugiego powojennego rocznika gimnazjum przy ul. Szarych Szeregów. Zapytany, kogo ze słupskich pionierów spotkał podczas przechadzek po Skwerze im. Pierwszych Słupszczan, odpowiedział:

- To smutne, bo było tylko jedno spotkanie po latach. W zeszłym roku ze Stanisławem Szlifirskim. Na zjeździe z okazji 50-lecia pierwszej matury w Słupskim Liceum Ogólnokształcącym nr 1 tylko on reprezentował pierwszych maturzystów z 1946 roku, a ja „maturę 1947” - też jednoosobowo. Wybraliśmy się na skwer, pogadaliśmy jak starzy słupszczanie. On, też później warszawianin, absolwent stołecznej politechniki, ma barwny i ciekawy życiorys. Musiał to kiedyś skrywać, że był w oddziale „Ponurego” na Kielecczyźnie” (z rozmowy pt. „Tu serce mocniej mi pika”, „Głos Pomorza” z 18 sierpnia 1997 r.; płk. Kazimierz Konarski zmarł w Warszawie 15 lutego 2007 r. w wieku 78 lat).

Utrwaliliśmy miejsce naszej rozmowy przed niespełna 20 laty. Dodajmy, że zmiana oblicza tej części słupskiego śródmieścia wymagała też wyburzenia Domu Kolejarza, który zajmował spory kawał skweru. Jak to miejsce wyglądało „z lotu ptaka” za czasów niemieckich i w 1975 r. pokazujemy na kolejnych zdjęciach.

Dalsza część artykułu na kolejnej stronie

Dłuższe dzieje niedługiej ulicy

Przed wojną Bachstrasse, po wojnie Stefana Starzyńskiego. Zbudowana pięcioma niedużymi kamienicami, obiektami handlowymi i zajazdem dawnej poczty konnej. Dzięki widocznej na drugim planie ratuszowej wieży łatwiej skonfrontować widoki Bachstrasse sprzed 100 lat i obecnej ul. Starzyńskiego.

Najstarszym, zastanym i wielokrotnie fotografowanym przez autora obiektem tej ulicy jest a raczej była Poczthalteria z XVIII wieku. To zajezdnia i stacja obsługi pocztowych dyliżansów konnych. Znikała stopniowo w latach 70. minionego stulecia. Chyląc się już ku upadkowi jej szeroka część frontowa wykorzystywana była jeszcze jako pijalnia piwa, zakład krawiecki oraz jako sklepy warzywnicze i zakładu pogrzebowego. W marcu 1976 zajad podparto drągami, a w miesiąc później całkowicie ogrodzono, bo jego stan techniczny zagrażał bezpieczeństwu przechodniów.

Początkowo zajazd zamierzano rozebrać i zrekonstruować w innym miejscu, ale zniknął bezpowrotnie. Podobnie jak dworek w głębi zajazdu, wykorzystywany jakiś czas przez Polski Związek Wędkarski. Na miejscach tych zabytków pojawiły się nowe obiekty handlowo – usługowe, powiązane z galerią handlową „Podkowa”. Galeria zajęła też miejsce nowych obiektów – pawilonów WSS Społem, które uwieczniliśmy na naszych zdjęciach z pierwszej połowy lat 70. XX wieku.

Mieliśmy wtedy dobre, bieżące wejrzenie w przebieg zmian dokonujących na ul. Starzyńskiego i w jej obrębie, wszak redakcja „Głosu Koszalińskiego/Słupskiego” („Głosu Pomorza” od 1975 roku) była w pobliżu. Dokładnie na pierwszym piętrze obecnej siedziby Banku Gospodarki Żywnościowej przy Placu Zwycięstwa 2. To także narożnik ul. Starzyńskiego, w którym na niskim parterze funkcjonował ośrodek szkoleniowo – egzaminacyjny dla kierowców Polskiego Związku Motorowego. Tamże min. autor zdał egzamin na samochodowe prawo jazdy jako ekstern, i to za pierwszym podejściem.

Nie uszły naszej uwadze roboty drogowe na ul. Starzyńskiego jeszcze przed wyburzeniem Domu Kolejarza w 1973 roku czy postój taksówek z dość długimi kolejkami klienteli. Miejsce dość łatwe do rozpoznania dzięki zachowanej, starej zabudowie Al. Wojska Polskiego. Panoramy narożników przypominają, jak wyglądały z góry na początku lat 70. oba krańce ul. Starzyńskiego, a także wspomniany dworek Poczthalterii. A na koniec dość wymowne zderzenie przeszłości z teraźniejszością na rogu Al. Wojska Polskiego i ul. Starzyńskiego.

Zobacz także inne unikalne zdjęcia na gp24:

gp24

Wideo

Materiał oryginalny: Wizytówka, która zakwitła na mokradłach - Głos Pomorza

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze 21

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.
d
dany

Z perspektywy czasu najbardziej szkoda zabudowania Podkowy, wiem że były dzikie czasy, a nowa Podkowa była pierwszym nowoczesnym centrum handlowym, ale widać że zupełnie się nie sprawdziła a tylko zagraca.

zgłoś
k
kokokondziu

Kiedyś wszystko było jakieś takie bardziej classy ;)

zgłoś
G
Gość
W dniu 19.09.2016 o 10:22, Gość napisał:

Pod gdańską kuratelą to musi się udać ;)Kasa płynie do Słupska "szerokim strumieniem" więc miasto niedługo stanie na nogi.Wiara cuda czyni. Więc wierzmy. Byle odpowiedzialnie ;)

 
 

STRUMIEN JEST SZEROKI a wszystko pomiesci bagienko

zwane trzy przekrety i obok klasztorne stawy!

ratuszowym marza sie dalsze kreatywne dzalania - dworzec,hala

sportowa...

zgłoś
G
Gość
W dniu 19.09.2016 o 10:15, Gość napisał:

Dziękuję za ciekawy artykuł i świetne zdjęcia. Miasto tętniło życiem, to widać. Musimy dołożyć starań, by znowu zatętniło. To jest możliwe, najpierw trzeba w to uwierzyć, a potem na przekór wszystkim paskudnym typom to zrobić. Myśmy zaniedbali nasze miasto i jego przyszłość, na nas teraz spoczywa odpowiedzialność by to odmienić.

 

Pod gdańską kuratelą to musi się udać ;)

Kasa płynie do Słupska "szerokim strumieniem" więc miasto niedługo stanie na nogi.

Wiara cuda czyni. Więc wierzmy. Byle odpowiedzialnie ;)

zgłoś
G
Gość

Dziękuję za ciekawy artykuł i świetne zdjęcia. Miasto tętniło życiem, to widać. Musimy dołożyć starań, by znowu zatętniło. To jest możliwe, najpierw trzeba w to uwierzyć, a potem na przekór wszystkim paskudnym typom to zrobić.

 

Myśmy zaniedbali nasze miasto i jego przyszłość, na nas teraz spoczywa odpowiedzialność by to odmienić.

zgłoś
j
jasnowidz z Banacha
W dniu 19.09.2016 o 06:59, piotr mieczyslaw napisał:

 za 50pare lat zostana tylko fotografie..kolorowe

 

za 50 lat to juz bedzie 40 lat po wojnie atomowej i nic juz nie zostanie
 

zgłoś
p
piotr mieczyslaw

zajazd pocztowy jak i wiele innych zabytkow mozna bylo uratowac - dzisiejsze wladze tez

bezczynnie patrza na zaglade slupskiego browaru czy zabytkowej ciekawej konstrukcji w postaci

mostku łabedziego na ul. orzeszkowej

za 50pare lat zostana tylko fotografie..kolorowe

zgłoś
c
czarna pantera
W dniu 18.09.2016 o 16:54, Katarzyna napisał:

Świetny artykuł! Oby więcej takich.

 

Prawda to ! :)
Ten artykul (i te fotografie) sie Wam udaly. Gratulacje dla Glosu Pomorza.
Pozdrawiam. :)
 

zgłoś
P
Pankracy

Piękne wspomnienia.

W podkowie w miejscu obecnego zoologicznego można było kupić prawdziwy pyszny koktajl owocowy. I te krzesła druciane pod parasolami. Pamiętam jak dziś. Eh ;)

zgłoś
D
Dafne
W dniu 18.09.2016 o 20:15, Gość napisał:

Wtedy to miejsce tętniło życiem,a teraz przesiadują tam garstki emerytów i pijaczków.

 

Wtedy Słupszczanie nie bali się spacerować po starówce.

Dzisiaj ledwo otworzę drzwi samochodu, a od razu jak spod ziemi pojawia się bandzior z wypisanym na twarzy hasłem rozpoznawczym:

 

"zabijałem za cukierka, więc lepiej szybko wyskakuj z hajsem na wino"

 

Ale żyjących w odrealnionym świecie władz miasta to nie obchodzi, sami ze strachu przed elementem, zamieszkali daleeekooo od miasta i jego problemów.

 

.

 

.

 

.

zgłoś
S
Stary Słupsk

(...)

 

tia

zgłoś
S
Słupszczanin kapral

Pan pułkownik, podający się za pierwszego słupszczanina ma pamięc dobrą , ale krótką.Przy skwerze na ulicy Starzyńskiego nie było zadnego stawku tylko regularnie działająca fonaanna. Zbiorniki, baseny wyłożone brązową klinkierową wykładziną znajdowały się w obecnym parku przy ul Sienkiewicza oraz w parku, przy dzisiejszym rondzie na placu Dąbrowskiego.Basen przy Sienkiewicza, obok schrony przeciwlotniczego podejrzewam że jest do dzisiaj, tylko przysypany ziemią. Ten na Dąbrowskiego został zburzony.Idąc tropem myślowym zasłużonego Słupszczanina to takie stawy z wodotryskiem były jeszcze przy ul Nowobramskiej /dawna Zawadzkiego/ i w parku przy Powstańców Warszawy 

zgłoś
G
Gość

Wtedy to miejsce tętniło życiem,a teraz przesiadują tam garstki emerytów i pijaczków.

zgłoś
D
Dafne

Przemyślane kompozycje, piękna - mimo iż waląca się - przedwojenna pełna kultury szyku i elegancji

architektura i powstała na ich miejscu współczesna tandeta.

zgłoś
g
gosc

Swietny artykul,zdjecia oglada się z rozrzewnieniem.Rzucaja się w oczy tylko kolory zdjęć,jakby specjalnie ubarwiające dzisiejsza rzeczywistość i pokazujące poprzez brak kolorow,jak to wtedy było zle ,szaro.  Nie wierze ,ze p.Wojtkiewicz robil wszystkie zdjęcia w kolorach czarno -białych.  Piekne czasy dla normalnych ludzi.

zgłoś
Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3