Sadownicy nie mogą narzekać na plony. I właściwie tylko na to. Co prawda niektórych owoców (np. śliwek) było mniej, ale jabłek jest tak dużo, że trudno je sprzedać w cenie, która mogłaby zapewnić zwrot kosztów produkcji.

Członkowie grup są w nieco lepszej sytuacji, bo sprzedając razem, większe partie towaru, mając stałych odbiorców, mogą liczyć na lepsze ceny. Teoretycznie, bo to nie zadziała, jeśli każdy z członków będzie ciągnął w swoją stronę. Były wicepremier i szef resortu rolnictwa - Roman Jagieliński, nazywa to wojną polsko-polską. Taka wojna na wsi trwa w najlepsze.

Sprzedaż towarów poza grupą, bo można zarobić o kilka groszy na kilogramie więcej, to niestety coraz częstsza praktyka.

I nie dotyczy to tylko grup owocowo-warzywnych. Jeden z producentów tuczników sprzedał świnie poza grupą, bo trafił się pośrednik, który obiecał nieco wyższą zapłatę. Obietnicy nie dotrzymał, a poszkodowany rolnik poprosił o pomoc w odzyskaniu pieniędzy ... szefów grupy producenckiej do której wciąż formalnie należy. I jak to nazwać? Przykładem bezmyślności, bezczelności a może przekonania, że grupa potrzebna jest tylko do wyciągania z kłopotów? Takie podejście niektórych rolników sprawia, że zrzeszanie się wciąż wychodzi nam kiepsko, a pozycja polskiego rolnika w łańcuchu „Od pola do stołu” jest słaba.

Była o tym mowa podczas piątej edycji Forum Rolniczego „Gazety Pomorskiej” w Bydgoszczy.

W naszym forum wziął udział m.in. Jan Krzysztof Ardanowski, minister rolnictwa. Brał udział w dyskusji, która dotyczyła także związków i organizacji rolniczych. Bo problemem jest to, że jest ich wiele i często reprezentują interesy zbyt wąskiej grupy rolników. Dyskusję na ten temat kontynuowano w kuluarach. Padały wnioski - organizacje są zbyt rozproszone, bywa iż walczą o interesy garstki i często wojują także z innymi rolnikami!

Zobacz też: Ardanowski o spółdzielczości: pojedyncze gospodarstwo nic nie znaczy [wideo]

Nie wiem, czy to przypadek, ale niebawem po Forum Rolniczym „Gazety Pomorskiej” minister Ardanowski oświadczył, że zostanie powołana rada zrzeszającą największe organizacje rolnicze. I to ona będzie się wypowiadać w sprawach ważnych dla rolnictwa, wypracowywać wspólne stanowiska i współtworzyć prawo.

Reakcja kujawsko-pomorskich rolników na te słowa - jak zwykle - była bardzo różna. - Ardanowski jest sprytny - oświadczył jeden z gospodarzy. - Chce otoczyć się „swoimi” rolnikami, którzy nie będą mu pyskować, ani protestować.

Inny gospodarz stwierdził: - To dobry pomysł, bo polska wieś już dawno nie była tak podzielona. Dlatego nawet protesty już nam nie wychodzą! Bo między sobą też nie potrafimy się dogadać! Stwórzmy silne organizacje, to przestaniemy być najsłabszym ogniwem. Brońmy się przed nieuczciwością na rynku!

Żeby rolnik nie popadł w tarapaty, by mógł sprzedać płody rolne za godziwe pieniądze, trzeba wyeliminować nieuczciwych sprzedawców. Takich, którzy np. przepakowywali marokańskie truskawki do polskich kobiałek i sprzedawali jako owoce krajowe. Albo takich, którzy wprowadzali zmiany w dokumentach towarzyszących i w ten sposób egipskie ziemniaki stawały się polskimi kartoflami.

Jest szansa, że handlowcy zaczną zabiegać o polskie owoce i warzywa od uczciwych dostawców. Kombinowanie przestanie się opłacać. Tak będzie, jeśli uda się wyegzekwować to, co zapisano w prawie. Uda się, gdy inspektorzy będą zarabiać co najmniej tyle, co kasjerki w dyskoncie spożywczym.