Bytów. Życie w domu w czasie pandemii. Mama od zadań specjalnych: nauczycielka, astronomka, kucharka i rehabilitantka (zdjęcia)

Sylwia Lis
Biega między kuchnią, a pokojami. Jest geografem, polonistką, plastyczką i rehabilitantką. Życie rodziny w czasie pandemii nie jest łatwe. Wie, to Ania Orlikowska, mama dwóch chłopców i 9-letniej, chorej Karolinki. Modli się, żeby właśnie teraz córeczka nie potrzebowała nefrologa, operacji, usg i szybkiego transportu do szpitala.

- Wcześniej byłam zabiegana, a teraz to już nie wiem, w co ręce włożyć – mówi Ania Orlikowska, mama 9-letniej Karolinki i chłopców w wieku 12 i 21 lat. – Jest bardzo ciężko. A najbardziej boję się o naszą Karolinkę.

Karolinka jest wesołą dziewczyną, mimo swej niepełnosprawności, na jej ustach maluje się cudowny uśmiech. Jeździ na wózku. W zasadzie to już jej rodzicom ciężko zliczyć, ile ich córeczka przeszła poważnych operacji, ile razy serce zamierało im ze strachu, gdy na szpitalnym łóżku wieziono ją na salę.

- Teraz jest bardziej smutna – przyznaje pani Ania. - Nie wychodzimy z domu. Bardzo brakuje jej innych dzieci. Do tej pory Karolinka miała nauczanie indywidualne, jest w pierwszej klasie. Kilka razy w tygodniu przychodzili do niej nauczyciele, ale i my czasem zawitałyśmy do szkoły. Skończyło się, wszystko przez ten przeklęty wirus, który zamknął nas wszystkich w domu.

A rodzina Orlikowskich doskonale sobie zdaje sprawę z reżimu epidemiologicznego. Karolinka jest w grupie ryzyka, jest mocno obciążona innymi chorobami. Gdyby wirus zaatakował właśnie ją mogłaby tego nie przeżyć. Dlatego też wszyscy domownicy stosują się do zasad. Dla dobra przede wszystkim ich oczka w głowie.

- Pani Dorotka, wychowawczyni Karolinki bardzo dba, żeby dzieci się uczyły – mówi pani Ania.

– Pięknie, na każdy dzień rozpisała nam zadania. I jesteśmy w ciągłym kontakcie, zawsze służy pomocą, z resztą reszta rodziców też. Staramy się wspierać i pomagać. Radzimy sobie. Gorzej z językiem angielskim, bo ja go nie znam, ale też mamy dodatkowe lekcje przez Internet. Najgorsze jest to, że w tej chwili nie mamy żadnej rehabilitacji, nie ma też hipoterapii. Nie mamy wizyt kontrolnych, nie mamy nefrologa, usg. Zostaliśmy sami. Tutaj pomaga nam bardzo nasz lekarz rodzinny doktor Józef Myszka i cudowne kochane pielęgniarki. Karolinka bardzo długo była na dwóch antybiotykach i ich pomoc była i nadal jest bezcenna. Mogę zawsze zadzwonić i mam pomoc w badaniach, tak potrzebnych Karolince. Przed tym koronawirusem to chociaż ja i Karolinka byłyśmy wśród ludzi. Było lżej, każdy, kto ma chore dziecko zrozumie. Teraz siedzimy w domu i można dostać depresji.

Pani Ania w nauce też pomaga 12-letniemu Mareczkowi. – Jest ciężej, bo to już piąta klasa. – przyznaje. - Niemal cały czas siedzi na librusie. Czasem od 8 rana do samego wieczora. Wszystko zależy od tego, ile mają zadane. Drukuję, kombinuję. Teraz bez drukarki nie ma szans nic zrobić. Ani rusz z niczym sobie nie poradzisz. Śmieję się, że w sklepach pewno już ich nie ma. Inni rodzice mają sam ten problem. Dobrze, że mamy komputer, Marek bierze mój, bo tylko ten daje radę z tym wszystkim. Kiedyś byłam mocno zajęta, a teraz to non stop siedzę w lekcjach.

Jak nie siedzę z jednym to z drugim. Do tego staram się ćwiczyć z córeczką i biegam między kuchnią, a jednym i drugim pokojem. A z Karolinką trzeba przysiąść, to przecież pierwsza klasa. Wszystko trzeba szczegółowo wyjaśnić, omówić. To nie jest proste. A tematy są różne, a to o kosmosie, a to o pogodzie. Jestem trochę geografem, polonistką, biologiem i jeszcze nie wiadomo kim – śmieje się pani Ania. Karolinka sama sobie nie wystuka na klawiaturze hasła i nie przeczyta w Internecie. Dla Marka komputer nie stanowi problemu. Na szczęście przy tym wszystkim mamy naprawdę wspaniałych nauczycieli i mamy z nimi kontakt. Są bardzo wyrozumiali. Najstarszy syn studiuje. – Wszystko robi zdalnie – mówi. – Też ma mnóstwo zajęć online. Sesje, zaliczania. Czasem mamy dość. Dlatego bardzo was wszystkich proszę dbajcie o siebie. Docencie każdą chwilę ze sobą, wasze zdrowie. Każdy wschód i zachód słońca. Razem damy radę, wystarczy chcieć.

Naszą rozmowę przerywa Karolinka: mama kiedy ten koronawirus zniknie, bo moje marzenia muszą się spełnić.

- A jakie jest Twoje marzenie? – dopytuje pani Ania.
- Wyjść na spacer, do klasy i na świetlicę - odpowiada dziewczynka.

Aż oczy się zaszkliły...

Stanowcze „nie” zmianom w przepisach

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie