U krowy z hodowli w Mirsku w powiecie lwóweckim na Dolnym Śląsku stwierdzono chorobę szalonych krów - BSE. To pierwszy przypadek tej choroby w Polsce od 6 lat. Jej stwierdzenie oficjalnie potwierdził Główny Lekarz Weterynarii.

- Chorobę potwierdzono u krowy urodzonej w 2007 r., poddanej eutanazji z powodu urazów kończyn tylnych. Zwłoki tej krowy zostały poddane utylizacji - informuje Główny Lekarz Weterynarii. Pierwsze badanie w kierunku BSE przeprowadzono w ZHW w Poznaniu - Pracownia w Lesznie. 24 stycznia otrzymano dodatni wynik badania. Następnie przeprowadzono badanie potwierdzające w Państwowym Instytucie Weterynaryjnym w Puławach. Tam również 30 stycznia wynik był dodatni.

- Nie ma najmniejszego zagrożenia dla ludzi. Jest to atypowa, spontaniczna forma choroby, która występuje u starych sztuk bydła – potwierdza dr Joanna Otachel-Hawranek z Wojewódzkiego Inspektoratu Weterynarii we Wrocławiu.

- W dalszym ciągu utrzymujemy nadany nam przez Unię Europejską status państwa o znikomym ryzyku wystąpienia BSE. Nic w tej kwestii się nie zmieniło – podkreśla. Przypadek z Mirska nie ma wpływu na eksport polskiego mięsa na rynek europejski.
Forma atypowa BSE pojawia się we wszystkich krajach Unii. Z bardzo niską częstotliwością występuje spontanicznie we wszystkich populacjach bydła.

Krowa, która zachorowała miała 11 lat.Choroba została stwierdzona, ponieważ wszystkie krowy po ukończeniu 48 miesiąca życia przechodzą specjalistyczne badania. Wspomniana krowa nie miała żadnych zmian nerwowych wskazujących na chorobę.

Ostatni przypadek choroby szalonych krów, jak potocznie nazywa się BSE odnotowano w Polsce w marcu 2013 roku. Natomiast w latach 90. w Europie wybuchła epidemia tej choroby. W jej trakcie masowo wybijano krowy.

Choroba szalonych krów rozwija się w organizmie zwierzęcia nawet 8 lat. Objawy nasilają się powoli i zawsze prowadzą do śmierci zwierzęcia. Krowa chora na BSE ma przyspieszony oddech, jest wrażliwa na hałas, przejawia strach i agresję, zgrzyta zębami.

Zobacz też

Franciszek Kułacz, 93 - letni fryzjer z Wrocławia właśnie zamyka swój zakład fryzjerski przy ulicy Tkackiej