Druga strona fotoradarów: na drogach bezpieczniej

Grzegorz Hilarecki grzegorz.hilarecki@mediaregionalne.pl
Fotoradary na skrzyżowaniu przy wjeździe do centrum handlowego w Kobylnicy są najnowocześniejsze: robią zdjęcia przekraczającym prędkość i wjeżdżającym na czerwonym świetle. W 2010 roku było tam 13 zdarzeń drogowych, od kiedy jest radar,  tylko cztery.
Fotoradary na skrzyżowaniu przy wjeździe do centrum handlowego w Kobylnicy są najnowocześniejsze: robią zdjęcia przekraczającym prędkość i wjeżdżającym na czerwonym świetle. W 2010 roku było tam 13 zdarzeń drogowych, od kiedy jest radar, tylko cztery. Kamil Nagórek
Minister transportu szykuje fotoradarową rewolucję w kraju. Dla mieszkańców regionu słupskiego nie będzie to żadną zmianą, bo już żyją w fotoradarowym królestwie, w którym gminy zarabiają krocie.

Zdjęcia zamiast dróg

Zdjęcia zamiast dróg

Rządowy plan fotoradarowy wcale mnie nie dziwi. Przecież to łatwe pieniądze, które wpłyną do budżetu. Nie jestem mu przeciwny, bo przy okazji pozytywnie wpłynie to na bezpieczeństwo na drogach, bo tak też stało się i na Zachodzie, dobrym przykładem jest tu Francja (3 tysiące fotoradarów nauczyło Francuzów zdejmować nogę z gazu). Z tym że nasi rządzący zapomnieli, że jeszcze bardziej bezpieczeństwo poprawiłaby budowa odpowiednich dróg, bezkolizyjnych skrzyżowań, kładek dla pieszych, itd. I gdyby pieniądze z fotoradarów szły na to... tymczasem zapowiadana w 2007 roku przez rządzących wielka budowa dróg w kraju ślimaczy się. W naszym regionie dróg na wzór francuskich nie uświadczymy prędko, a że fotoradary już mamy w nadmiarze, pozostaje nam tylko jeździć wolniej. Co i robimy, bo liczba zdjęć z fotoradarów w Kobylnicy w ubiegłym roku znacząco spadła.
Grzegorz Hilarecki

Fotoradary rozgrzały w tym tygodniu polityków i celebrytów, bo rząd ustami szefów resortów transportu i spraw wewnętrznych Sławomira Nowaka i Jacka Cichockiego przedstawił projekt Narodowego Programu Poprawy Bezpieczeństwa Ru­chu Drogowego, który zakła­da postawienie w tym roku na drogach 160 nowych fotoradarów i 29 urządzeń do odcinkowego pomiaru prędkości.

Ministrowie chcą też ostrzejszych kar dla piratów drogowych, np. odbierania prawa jazdy tym, którzy w terenie zabudowanym przekroczą prędkość dwukrotnie. Szkopuł w tym, że w budże­cie państwa już założono miliardowe wpływy z przyszłych mandatów.

Opozycja i celebryci grzmią, że chodzi o łupienie kierowców i przypominają słowa Donalda Tuska, który tak przed laty krytykował rząd Jarosława Kaczyńskiego: "Tylko człowiek bez prawa jazdy może stawiać fotoradary". Teraz sam stawia.

Krytycy najczęściej posługują się argumentem, że fotoradary w Polsce są sytuowane tak, by jak najwięcej pieniędzy zarabiały, a nie poprawiały bezpieczeństwo. Co ciekawe, obie strony sporu mają rację, a najlepszym na to przykładem jest podsłupska Kobylnica, bezdyskusyjny lider fotoradarowy w naszym regionie.

Pieniądze ze zdjęć
Rząd, który zakłada stawianie fotoradarów na drogach krajowych, jednocześnie zapowiedział kontrolę gmin pod kątem zasadności stawianych przez nie urzą­dzeń. Najwyższa Izba Kontroli rozpoczęła działania we wtorek.

- Jestem o nasze fotoradary spokojny - zapewnił nas Leszek Kuliński, wójt Kobylnicy. - Byłem na spotkaniu urzędniczym w Warszawie i wiem, że w kwestii naszych fotoradarów nic się nie zmieni.

W tej chwili tutejsza straż gminna ma aż sześć fotoradarów i pracuje w niej 16 strażników i 15 osób obsługi. Pracy mają dużo, bo np. w 2011 roku ich urządzenia zrobiły kierowcom ponad 118 tysięcy zdjęć.
Nie dziwi więc, że w budżecie na ten rok założono pozyskanie 6-7 milionów złotych z mandatów wystawionych dzięki fotoradarom.

Kobylnica nie jest jedyna, bo gminy z regionu są słynne w kraju z robionych kierow­com zdjęć. Mowa o trzech gminach z południa regionu: Człuchów, Debrzno i Rzeczenica oraz o gminie próbującej im dorów­nać, czyli Trzebielino, która rozbudowuje bazę fotoradarową. Ich roczne dochody z tego tytułu idą w miliony.

Co znamienne, jedna trzecia pieniędzy ze zdjęć w gminach wydawana jest na działalność straży i korespondencję z kierowcami. To, co zostaje, zgodnie z nowymi przepisami ma iść na poprawę bezpieczeństwa na drogach.

- I tak jest - zapewnia wójt Kuliński, na którego polecenie w Kobylnicy zrobiono specjalne zestawienie wydatków na fotoradary, dochodów i przeznaczenia pieniędzy. W ubiegłym roku zbilansowano to co do grosza. - Bez tych pieniędzy nie dalibyśmy rady tyle na drogach poprawić - przyznaje wójt.

Fotoradarowe pułapki
Głośno ostatnio w mediach i o Darżynie (gmina Potęgowo), bo tam ustawia­ny na krajowej szóstce radar spowodował, że wymyślono akcję "pieprz fotoradary", tylko w tydzień poparło ją w internecie sześć tysięcy kierowców.

Wymyślił ją Robert Szmarowski, strażnik graniczny pracujący w centrali w Koszalinie, a mieszkający w Gdyni. Podczas podróży do pracy padł ofiarą fotoradaru z Potęgowa.

"Radary często, skandalicznie często, nie są ustawia­ne w miejscach niebezpiecznych. Zasadzki tuż przed znakami wyjazdu z terenu zabudowanego są faktem. Radary egzekwujące żółwią prędkość o każdej porze doby w miejscowościach złożonych z dwóch posesji i fragmentu chodnika - to tak­że nie produkt wyobraźni"
- ocenia Szmarowski, który sam otrzymał zdjęcie, jak przekracza prędkość tuż przed tablicą kończącą Darżyno.

To jeden z cieni dla zwolenników fotoradarów, bo w Kobylnicy strażnicy wielokrotnie stawiali przenośne urządzenie w miejscach, w których wpływu na bezpieczeństwo nie miało to żadnego, ale kierowców sporo wpadało. Przykładem ulica będąca przedłużeniem słupskiej Grottgera, teren tylko z nazwy zabudowany, droga dobra i krzaki, za którymi stawiali urządzenie.

Statystyki za fotoradarami
Nie zmienia to jednak faktu, że liczba fotoradarów pozytywnie wpływa na bezpieczeństwo na drogach i dowodzą tego właśnie statystyki z Kobylnicy. Wszędzie tam, gdzie w tej gminie są stacjonarne fotoradary, średnia prędkość pojazdów spada z roku na rok. Teraz jest bliska ustawowemu minimum (11 km ponad dopuszczalną znakiem prędkość, bo z taką minimalną tolerancją mogą być ustawiane fotoradary).

Słupska policja zrobiła zestawienie zdarzeń drogowych w gminie Kobylnica. Potwierdza ono zmniejszenie liczby kolizji i wypadków w całej gminie, a w miejscach, w których są fotoradary, w zasadzie zdarzeń drogowych nie ma, w ostatnich czterech latach tam kolizje można policzyć na palcach (ale przyczyną nie była prędkość). Od dwóch lat w tej gminie na drogach nikt nie zginął.

Broń przeciw radarom
W zasadzie obrona kierowców przed fotoradarami jest tylko jedna: zdjąć nogę z gazu. Robert Szmarowski nawołuje w praktyce do strajku włoskiego, czyli jazdy zgodnie z przepisami, by ograniczyć dochody stawiających fotoradary.

W praktyce to oczywiście niewykonalne dla wielu, bo jak pokazały ostatnie badania Instytutu Homo Homini, prawie 60 proc. Polaków popiera zwiększenie liczby fotoradarów, ale tylko co jedenasty jedzie zgodnie z przepisami, gdy widzi takie urządzenie.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie