Likwidacja domu dziecka w Bytowie. Zastąpią go małe placówki

Andrzej Gurba
Wychowawca Bożena Łyczko z wychowanką Basią.
Wychowawca Bożena Łyczko z wychowanką Basią. Fot. Andrzej Gurba
Koniec bytowskiego domu dziecka. Dotychczasowa placówka zostanie zastąpiona kilkoma mniejszymi, rozsianymi po całym powiecie.

Pracownicy Zespołu Placówek Opiekuńczo-Wychowawczych, bo tak brzmi nazwa dawnego domu dziecka w Bytowie, dowiedzieli się o planowanych zmianach.

Razem z nimi ich podopieczni. - Wiem, że najlepsze są małe ośrodki, ale nasza placówka to nie jest moloch. Wychowankowie ciągle pytają, co z nimi będzie. Nie chcą zmian, boją się ich - mówi Janina Badowska, dyrektor ZPOW w Bytowie.

- Te racje są rozważane - zapewnia Czesław Żurawicki, wicestarosta bytowski.

- Zmiany wymusza na nas Pomorski Urząd Wojewódzki w Gdańsku. Była kontrola. Mamy tylko warunkową zgodę na funkcjonowanie placówki. Przepisy są jasne. W jednej placówce nie może przebywać więcej niż 30 dzieci. U nas jest 58. Dla dobra dzieci w placówce czy rodzinnym domu dziecka, nie powinno być więcej niż 14 dzieci. Dlatego od razu stawiamy na małe domy.

Likwidacja ZPOW ma trwać przez dwa lata. W tym roku starostwo chce stworzyć choć jeden rodzinny dom dziecka. Plan maksimum to dwa. W roku następnym kolejne.

- Szukamy budynków, które nadawałyby się na zorganizowanie takich domów. Prosimy o zgłaszanie ich. Oglądaliśmy już budynki w Gostkowie i Jamnie. Chcemy mieć z czego wybierać - klaruje Żurawicki.

- Zmiany są po to, aby dzieci wychowywały się w warunkach jak najbardziej zbliżonych do domowych - oznajmia wicestarosta.
Pracownicy ZPOW w Bytowie twierdzą, że dzieci nie chcą zmian. - Płaczą, proszą, aby coś zrobić, aby do nich nie doszło - mówią wychowawcy, zastrzegając, że nie walczą w ten sposób o swoje miejsca pracy.

- Kiedyś w naszym domu dziecka było i ponad sto dzieci. Teraz są one w 10-osobowych grupach. Mają własne strefy z pokojami, łazienkami, kuchnią, świetlicą. Mają własnych wychowawców - mówią pracownicy ZPOW. Wicestarosta zapewnia, że tak przeprowadzą likwidację ZPOW, aby była ona jak najmniej dolegliwa dla dzieci.

- Każda zmiana wywołuje obawy. To naturalny lęk przed nieznanym, szczególnie u dzieci i to jeszcze pokrzywdzonych przez los - oznajmia Żurawicki.

Na likwidacji placówki stracą jej pracownicy. Obecnie zatrudnionych jest 21 wychowawców i 19 pracowników obsługi. W ciągu kilku dni zostanie zorganizowane spotkanie z pracownikami. Z dziećmi rozmowy mają przeprowadzić wychowawcy, jak i psychologowie.

Wideo

Komentarze 4

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

ś
świerszczyk
dla was najważniejsze są pieniądze i praca wychowawców. A dzieci są już przyzwyczajone do tego środowiska, budynku i do ludzi pracujących w placówce i w okolicy. teraz znowu muszą zmieniać szkołe i poznawać nowych ludzi. czy to ma sens zmiana placówki wyniesie więcęj kosztów niż pozostanie w domu dziecka.
j
jaroo
a kiedyś było nawet po 100 wychowanków i nie było zmian a tera nagle są z kont te zmiany .a le z drugiej strony to dobrze że będom małe placówki bynajmniej te dzieci odczują zmiany na lepsze pozdro
p
przytomny
wcześniej zaszczuwali kadrę, wykorzystując sponsorującego się niedojdę złośliwego wobec całego tego środowiska. Teraz zaszczuwają dzieci, żeby zagrabić latami dla nich gromadzony majątek. Sumienie? Sprawa z daleka zalatuje kryminałem
~siwa~
Najlepiej teraz podsycać lęki w dzieciach żeby jak najdalej odwlec to co nieuchronne. Że też mają sumienie tak posługiwać się tymi dziećmi!
Dodaj ogłoszenie