Odwrotu od tarczy już nie ma

Krzysztof Piotrkowski
Elementy tarczy antyrakietowej Stanów Zjednoczonych rozmieszczone w Europie będą częścią przyszłego systemu obrony przeciwrakietowej NATO - postanowili w Brukseli szefowie dyplomacji państw sojuszu. To oznacza, że baza w Redzikowie powstanie niemal na pewno.

Wczoraj sojusz północnoatlantycki oficjalnie przyjął do wiadomości podpisanie przez Polskę i Czechy umów o umieszczeniu na naszym terytorium elementów amerykańskiego systemu obrony przeciwrakietowej.

Radosław Sikorski, minister spraw zagranicznych, powiedział po spotkaniu, że tarcza będzie częścią natowskiego systemu obrony. To ostatecznie rozwiewa wszelkie wątpliwości jakoby państwa należące do NATO sprzeciwiały się budowie tarczy w Europie.

Jeszcze miesiąc temu Nicolas Sarkozy powiedział, że budowa tarczy może pogorszyć stosunki z Rosją i jest Europie niepotrzebna. Teraz zmienił zdanie. Twierdzi, że amerykańska baza uzupełni system obrony przeciwko zagrożeniu ze strony Iranu.

- Decyzja o włączeniu tarczy pod dowództwo NATO zdecydowanie zwiększa prawdopodobieństwo jej powstania - komentuje Tomasz Hypki, ekspert wojskowy i prezes agencji lotniczej Altair. - Paradoksalnie może też opóźnić jej budowę. Skoro bowiem ma być pod dowództwem NATO, Stany Zjednoczone mogą domagać się współfinansowania jej budowy. To wymaga kolejnych umów i uzgodnień międzynarodowych.

Jego zdaniem póki co i tak budowa tarczy jest zamrożona na jakiś czas z powodu wyboru nowego prezydenta USA Baracka Obamy. Jego administracja musi najpierw "okrzepnąć" i zdecydować ostatecznie co dalej zrobi z tarczą w Polsce i Czechach.

Wideo

Komentarze 20

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

M
Mój nick
Nie zdążą jej wybudować bo prędzej wybuchnie III wojna światowa.
G
Gość
"Zgoda na zainstalowanie przez Polskę amerykańskiego systemu obrony przeciwrakietowej to oryginalny sposób, aby odebrać sobie życie. Podczas gdy Rosja demonstruje, co może stać się jej byłym sługusom, gdy ją zdenerwują, Polska wtyka kij w mrowisko. Zgodnie z oczekiwaniami Polaków Rosjanie odpowiedzieli na ich decyzję zapowiedzią, że zrównają sąsiednie państwo z ziemią. Okazało się więc, że system obrony przeciwrakietowej jest jednak potrzebny: może się przydać, aby przechwytywać rakiety wystrzeliwane przez Rosjan w stronę Polski, Czech i Wielkiej Brytanii w akcie zemsty za... ich zaangażowanie w projekt systemu obrony przeciwrakietowej.

Tarcza przeciw komu?

Rząd amerykański utrzymuje, że wyrzutnie rakiet przechwytujących, które mają stacjonować na wybrzeżu Bałtyku, nie mają żadnego związku z Rosją: ich celem ma być ochrona Europy i USA przed międzykontynentalnymi pociskami balistycznymi, których nie mają ani Iran ani Korea Północna. I właśnie dlatego wyrzutnie mają być umieszczone w Polsce, która - jak przecież każdy przeciętnie inteligentny uczeń wie z lekcji geografii - graniczy z oboma państwami zbójeckimi.

System pozwoli nam ze spokojem patrzeć w przyszłość, gdzie - według Pentagonu - wyrzutnie przeciwrakietowe będą "chronić nasz kraj () i naszych przyjaciół i sojuszników przed atakami z użyciem pocisków balistycznych"; o ile Rosjanie wspaniałomyślnie zdecydują się zaczekać, aż system zacznie działać i dopiero wtedy zaserwują nam bombkę atomową. Dobra wiadomość jest taka, że przy obecnym tempie skuteczny system obrony antyrakietowej zacznie działać za około 50 lat. Zła wiadomość jest taka, że mniej więcej od 60 lat wszyscy powtarzają, że tarcza zacznie działać za pół wieku.

Ustawione testy

Prace nad systemem trwają od 1946 r. i do tej pory udało się uzyskać wielkie nic. Czytając oświadczenia prasowe amerykańskiej Agencji Obrony Przeciwrakietowej można odnieść wrażenie, że jest zupełnie inaczej: słowo "sukces" pojawia się w nich częściej niż jakikolwiek inny rzeczownik. Rzeczywiście, w ramach programu udało się zestrzelić dwie z pięciu rakiet wystrzelonych w ostatnich 5 latach podczas testów głównego elementu tarczy, czyli Naziemnego Systemu Zwalczania Rakiet w Środkowej Fazie Lotu (Ground-Based Midcourse Defense - GMD). Niestety takie próby w niczym nie przypominają prawdziwego ataku nuklearnego.

Wszystkie przeprowadzone do tej pory testy - udane i nieudane - były ustawione. Cel, jego rodzaj, tor i docelowy punkt uderzenia były znane przed rozpoczęciem prób. Do testów wykorzystuje się zawsze po jednym pocisku, bo system nie dałby sobie rady z dwoma lub więcej. W przypadku zastosowania pocisków-przynęt, nie były one podobne do właściwego celu i system identyfikował je z dużym wyprzedzeniem. Aby wzmocnić wrażenie, że prace nad systemem przynoszą same sukcesy, ostatnie testy przeprowadzane są w jeszcze mniej realnych warunkach: agencja całkiem zaprzestała stosowania przynęt podczas testów systemu GMD.

Oszukać system

Tarcza antyrakietowa ma jedną podstawową wadę: nie wiadomo jak wyrzutnie rakiet przechwytujących miałyby przechytrzyć wroga. Ja zauważa Philips Coyle - były wysoki urzędnik Pentagonu, odpowiedzialny za obronę przeciwrakietową - sposobów na oszukanie systemu obrony jest nieskończenie wiele. Inne państwo może wystrzelić jeden prawdziwy pocisk wraz z kilkoma fałszywymi, wyglądającymi identycznie jak właściwy pocisk na ekranie radaru czy w podczerwieni. Obecnie nawet balon czy kawałki folii metalowej mogą przyczynić się do awarii systemu. Wystarczy pomalować pocisk na biało, aby zmniejszyć jego podatność na wykrycie przez laser o 90 proc. Ta "wyrafinowana" technologia kamuflażu, dostępna w sklepie budowlanym za rogiem, oznacza, że można wyrzucić do kosza kolejny element programu antyrakietowego, na który już wydano grube miliardy. Wrogie państwo może zresztą zrezygnować z pocisków balistycznych na rzecz rakiet samosterujących, z którymi system nie da sobie rady.

Obrona antyrakietowa jest tak droga, a sam system można oszukać tak niewielkim kosztem, że gdyby amerykański rząd poważnie myślał o wprowadzeniu w życie programu, który byłby skuteczny, naraziłby kraj na bankructwo podobnie jak to miało miejsce w przypadku wyścigu zbrojeń, który doprowadził do upadku Związek Radziecki.

Inwestując kilka miliardów dolarów w technologie oszukiwania radarów Rosja zmusiłaby USA do wydania trylionów dolarów na środki zwalczania pocisków. Przy takim stosunku kosztów nawet Iran byłby w stanie doprowadzić USA do bankructwa.

Rozwój spiralny

Stany Zjednoczone wydały między 120 a 150 miliardów dolarów na program od czasu gdy Ronald Reagan wznowił prace nad nim w 1983 r. Za rządów George'a Busha tempo wydatków wzrosło. Pentagon wnioskuje o 62 miliardy na najbliższe 5 lat, co daje całkowity koszt na lata 2003-13 w wysokości 110 miliardów dolarów. Nie ma jasnych kryteriów sukcesu. Według opracowania opublikowanego w czasopiśmie "Defense and Security Analysis" Pentagon stworzył nowy system finansowania, aby program obrony przeciwrakietowej nie podlegał rządowym standardom rachunkowości. System nazywa się "rozwój spiralny" i jest to bardzo celna nazwa, bo koszty wymykają się tu spod kontroli.

"Rozwój spiralny" oznacza, według dyrektywy Pentagonu, że "w chwili rozpoczęcia programu nie są znane wymogi końcowe". Zamiast tego system może rozwijać się tak, jak się podoba urzędnikom. Rezultat jest taki, że nikt nie ma bladego pojęcia, jakie cele program ma osiągnąć lub czy już je osiągnął. Nie ma żadnych ustalonych terminów, żadnych ustalonych kosztów dla żadnego elementu programu, nie ma kar za opóźnienia lub niepowodzenia, nie ma norm według których można by system ocenić. Jednocześnie ten monstrualny plan nie jest w stanie osiągnąć tego, co warta kilkaset dolarów praca dyplomatów osiągnęłaby w jedno popołudnie.

Worek bez dna

Dlaczego więc rząd wydaje miliardy na program, który jest skazany na porażkę? Wskazówka: odpowiedź zawarta jest w pytaniu. Program jest kontynuowany właśnie dlatego, że nie działa.

Amerykańska polityka jest zgniła aż do kości, bo ani Republikanom ani Demokratom nie udało się dojść do ładu z kwestią finansowania kampanii. Ale za kadencji Busha korupcja osiągnęła poziom zbliżony do Nigerii. Rząd federalny realizuje szeroko zakrojony program pomocy społecznej dla korporacji, wynagradzając je miliardowymi kontraktami za miliony dolarów przekazywane w formie darowizn dla partii politycznych. Obrona antyrakietowa to największe koryto ze wszystkich, taki magiczny worek bez dna. Fundusze płynące do firm wytwarzających produkty i świadczących usługi z zakresu obronności i przestrzeni powietrznej nigdy go nie wypełnią i trzeba je będzie bez przerwy wpompowywać, bo system nigdy nie będzie działał jak należy.

Przynęta Ameryki

Aby strumień pieniędzy nie przestał płynąć, administracja wyolbrzymia zagrożenia ze strony krajów, które nie mają możliwości wystrzelenia bomby atomowej i ignoruje możliwość reakcji ze strony państw, które taką możliwość mają. W Rosji też nie brakuje korupcyjnych ciągot. Na twarzach rosyjskich generałów i szefów urzędów obrony rysował się ponury uśmiech, gdy zrozumieli, że amerykańskie posunięcia pomogą im powiększyć władzę i będą usprawiedliwieniem dla żądań powiększenia budżetów. Stara biedna Polska, jak Czechy i Wielka Brytania dała się wmanewrować i stała się przynętą Ameryki.

Próby zrozumienia amerykańskiej polityki zagranicznej w kategoriach racjonalnego zaangażowania w problemy międzynarodowe czy skutecznej metody wywierania wpływu na świat nie mają najmniejszego sensu. Interesy rządu zawsze były prowincjonalne. Stara się on uspokajać lobbystów, wpływać na zmiany poglądów opinii publicznej w kluczowych momentach politycznego cyklu, zadowalać szalone chrześcijańskie fantazje i dogadzać koncernom telewizyjnym kierowanym przez ekscentrycznych miliarderów. Stany Zjednoczone tak naprawdę nie prowadzą polityki zagranicznej. Mają tylko zestaw polityk krajowych, które próbują realizować także poza własnymi granicami. To, że straszą świat 57 rożnymi wersjami zniszczenia świata nie ma znaczenia dla obecnej administracji. Ważne jest tylko to, kto dostanie kasę i jakie będą z tego korzyści polityczne.

George Monbiot

Źródło: The Guardian"
G
Gość
Inaczej -- www.polityka.pl/widok-zza-tarczy/Text01,934,2 55845,18/
"Nawet dla kraju wysoko rozwiniętego jest to ambitne technicznie wyzwanie, aby
lecącą z prędkością 25 000 km/h rakietę międzykontynentalną (ICBM) nie tylko
wykryć, ale też określić jej kurs i wystrzelić rakietę przechwytującą, która
ją trafi i zniszczy jej głowicę. Rzeczywistość na razie do tych wyzwań nie
dorasta; połowa dotychczasowych prób się nie powiodła. A przy tym były to
próby w warunkach laboratoryjnych, nie uwzględniające ewentualnych środków
obronnych - próby, w których `myśliwi" dokładnie wiedzieli jak `zwierzyna", na
którą polują, będzie wyglądać na ekranie radaru.

Już od dawna amerykańskie i rosyjskie rakiety przenoszą więcej niż jedną
głowicę i wypuszczają pociski kamuflujące, które na radarach wyglądają jak
głowice bojowe i mają dezorientować obronę. Istnieją też już nadajniki, które
maskują obraz ICBM i czynią rakietę niewidzialną dla radaru.

Ale i bez takich trików nie jest łatwo zniszczyć nadlatującą bombę atomową,
już samo jej znalezienie stanowi problem. Wprawdzie rakieta niosąca bombę jest
ogromna, ale ona już po paru minutach zostaje wypalona i stopiona. Zabójcza
resztka pocisku, lecąca bardzo szybko dalej na wysokości 400-500 km, ma tylko
2 metry dlugości. Odbija ona sygnał radarowy tak słabo, że na ekranach
widoczna jest tylko jako maleńki punkcik odpowiadający obiektowi o powierzchni
jednej dziesiątej metra kwadratowego. Dla porównania: radarowy przekrój
samolotu pasażerskiego jest około 500 razy większy. Albo, jak mówi Postol:
Przekrój głowicy jest z grubsza dziesięć razy większy od konika polnego.

Jakby tego było jeszcze mało, radar musi też rozpoznać, że wykryto
rzeczywiście głowicę bojową, a nie konika polnego czy pocisk kamuflujący.
Nawet gdyby z góry znany był typowy obraz radarowy nadlatującej głowicy,
właściwie nie da się jej odróżnić od innych, podobnych obiektów latających.
Technika radarowa jeszcze tak daleko nie zaszła.

Aby dosięgnąć celu, rakieta przechwytująca musi zostać odpalona w porę, w
dokładnie określonym momencie, aby niesiony przez nią `kill vehicle", tj.
pocisk, trafił. I nie wystarczy dotrzeć tylko w pobliże wrogiej głowicy.
Odchylenie choćby tylko o jeden metr jest zbyt wielkie, gdyż wrogie głowice
niszczone są czysto mechanicznie, potężnym uderzeniem kill vehicle. Jeśli on
się o cel tylko otrze, niewiele się stanie.

Nie ma co do tego wątpliwości, że system ten jest bardzo nieskuteczny i
właściwie działa tylko w bardzo prostych, eksperymentalnych warunkach, mówi
Götz Neuneck, fizyk i pracownik naukowy Instytutu Badań nad Pokojem i Polityką
Bezpieczeństwa na uniwersytecie w Hamburgu. Tak więc obrona będzie iluzoryczna."
A
Andy
W dniu 04.12.2008 o 21:37, Obywatel napisał:

I to jest właśnie cecha ludzi pewnego pokroju: uważają, że wszyscy ich adwersarze mają nie po kolei w głowie.


Nie wszyscy. Są tacy, którzy potrafią z sensem dyskutować i są tacy - jak choćby cytowany wcześniej gość - którzy przy każdej okazji wyplują z siebie kilka standardowych sloganów i nic więcej. Ten przypadek jest bardzo typowy. Na każdy artykuł gdzie jest mowa o tarczy zawsze jakiś nawiedzony wywala w odstępie kilku minut standardowe formułki i znika nie podejmując żadnej polemiki, a jeśli już to tylko aby wyrazić agresję. Jak się przyjrzeć to identycznie działa w realu pewien typ osobników niepełnosprawnych umysłowo. Stoi na ulicy i wykrzykuje jakieś banialuki, a gdy ktoś mu zwróci uwagę to reaguje agresją słowną bądź czynną.
Korzystając z okazji chciałbym wyrazić poparcie dla autora wątku i powiedzieć kolejny raz 'nie' wyścigowi zbrojeń.
Chwalebne, tylko proponuje spojrzeć na fakty. Jedna strona planuje budowę tarczy rakietowej (przypominam rakiety z głowicami bez ładunków wybuchowych), a druga szczyci się tym, że testuje już rakiety zdolne przełamać ta tarczę. To kto właściwie napędza ten wyścig zbrojeń?
A wracając jeszcze do tyrad tego pana z Domu Chleba to ich tematyka, ton i wyrażane poglądy były zbieżne z dzisiejszą retoryką polityków PiS. Mówię to całkiem poważnie - bez cienia sarkazmu.
Skądinąd całkiem słuszne spostrzeżenie.
O
Obywatel
W dniu 04.12.2008 o 18:37, Andy napisał:

Pamiętam jak lata temu w Domu Chleba w Podkowie pewien gość wygłaszał wielogodzinne dziwne tyrady. Teraz świat poszedł naprzód i tacy goście nie muszą już stać w sklepach wygłaszając swoje brednie. Po prostu siadają przed komputerem i wklepują.


I to jest właśnie cecha ludzi pewnego pokroju: uważają, że wszyscy ich adwersarze mają nie po kolei w głowie.

Korzystając z okazji chciałbym wyrazić poparcie dla autora wątku i powiedzieć kolejny raz 'nie' wyścigowi zbrojeń.

EDIT: A wracając jeszcze do tyrad tego pana z Domu Chleba to ich tematyka, ton i wyrażane poglądy były zbieżne z dzisiejszą retoryką polityków PiS. Mówię to całkiem poważnie - bez cienia sarkazmu.
G
Gość
W dniu 04.12.2008 o 18:37, Andy napisał:

Pamiętam jak lata temu w Domu Chleba w Podkowie pewien gość wygłaszał wielogodzinne dziwne tyrady. Teraz świat poszedł naprzód i tacy goście nie muszą już stać w sklepach wygłaszając swoje brednie. Po prostu siadają przed komputerem i wklepują.



andy czy twoja makówka by przeszła przez ucho igielne?
T
TereNowy
W dniu 04.12.2008 o 19:37, Andy napisał:

Pamiętam jak lata temu w Domu Chleba w Podkowie pewien gość wygłaszał wielogodzinne dziwne tyrady. Teraz świat poszedł naprzód i tacy goście nie muszą już stać w sklepach wygłaszając swoje brednie. Po prostu siadają przed komputerem i wklepują.


Ten Gościu był akurat fajny (zawsze z mineralką w ręku). Jakaś rozrywka podczas stania w kolejce była
A
Andy
W dniu 04.12.2008 o 18:04, Gość napisał:

spoleczeństwo za to rozliczy rządących na wyborach im podziekujemy...


Tusk , Sikorski zaprzedali Polskę amerykańskim interesom ...

W dniu 04.12.2008 o 18:11, Gość napisał:

Umierają Amerykanie, czy polscy politycy chcą aby ten sam los podzielili Polacy....


Pamiętam jak lata temu w Domu Chleba w Podkowie pewien gość wygłaszał wielogodzinne dziwne tyrady. Teraz świat poszedł naprzód i tacy goście nie muszą już stać w sklepach wygłaszając swoje brednie. Po prostu siadają przed komputerem i wklepują.
G
Gość
Umierają Amerykanie, czy polscy politycy chcą aby ten sam los podzielili Polacy.
Tam tez po zamachu na WTC 11 września 2001 r. władze amerykańskie zapewniały ,ze nie żadnego zagrożenia dla życia czy zdrowia obywateli. Czas pokazał jednak, że było inaczej. Toksyczna chmura powstała w wyniku wybuchu zabiła i wciąż zabija tysiące ludzi, którzy przebywali lub mieszkali w pobliżu miejsca wybuchu. Ich tez amerykański rząd zapewniał o pełnym bezpieczeństwie i braku jakiegokolwiek zagrożenia, podobnie jak zapewnia sie nas teraz o "pełnym " bezpieczeństwie i wątpliwych /moim zdaniem/ korzyściach płynących z zainstalowania tarczy antyrakietowej w Redzikowie.

Oby nie doszło do podobnej tragedii w Polsce i obyśmy byli sceptyczni wobec zapewnień które czynią politycy tacy jak pielęgniarka Szczypińska, którzy są - nie oszukujmy się - kompletnymi laikami w temacie zbrojeń, rakiet, tarcz rakietowych, itp.

Amerykanie oszukali swoich obywateli, tak wiec my z pewnością nie powinniśmy wierzyć w ich zapewnienia, trzeżwo ocenić sytuację, skorzystać z opinii wybitnych ekspertów w temacie zbrojeń / a nie laików/, przeprowadzić referendum wsród
obywateli i dopiero wtedy wspólnie podjąć decyzję. To musi być decyzja, która podejmuje społeczeństwo ,a nie wybrana mała grupa polityków szukająca uznania w oczach kolejnego Wiekiego Brata - USA /po byłym Wielkim Bracie - ZSRR/

NIE dla ponownej Hiroszimy i Nagasaki – zgineło tam 304 tys ludzi wskutek zagłady atomowej i choroby popromiennej
Pamietamy 6 sierpnia 1945 r Hiroszyma wskutek zagłady atomowej zgineło 140 tys ,a na skutek powikłań zdrowtnych , zwłaszcza choroby popromiennej liczba ofiar urosła do ponad 224 tys, natomiast w dniu 9 sierpnia 1945 r Amerykanie zrzucili ponownie ładunki atomowe na miasto Nagasaki. śmierć poniosło wówczas ok. 80 tysięcy osób.
G
Gość
Tusk , Sikorski zaprzedali Polskę amerykańskim interesom stwarzajac zagrożenie ze strony Rosji i drażniąc Rosję. Rakietami Patriot jakie będą w Polsce będą rozporzadzali Amerykanie i oni zadecydują czy wystrzelic je czy nie i na pewno ich przeciwko Rosji w przypadku najazdu Rosjan na nasz kraj ich nie użyją. Pozostawią Polskę tak jak w 1939 roku bo nie będą ryzykowali wojny z Rosją aby zniszczyć swoje terytorium. Polska pozostanie sama na palcu boju i nie pomoże Polsce ani NATO ani USA w obawie przed totalna wojną i totalnym zniszczeniem na ich terytoriach. Polacy nie łudzcie się , że ktokolwiek naszej ojczyznie pomoże. Oddanie kawałka polskiego terytorium i narażenie tej części na zmasowany atak rosyjskich rakiet spowduje całkowite zniszczenie Redzikowa, Słupska , a także inych rejonów kraju. Rosjanie nie będą zważać na jakieś Redzikowo czy jakieś Patrioty będą atakować całą swoją potęgą , nie będą zważać na jakies tam protesty karłow z NATO w postaci Luksemburga, na co mieliśmy przykład w Gruzji. W Gruzji też była jakaś amerykańska baza wojskowa i amerykanie nawet palcem w bucie nie kiwneli by gruzinom pomóc i ich szkolili jak zorganizowac atak na Osetię . Chciałbym postawić takie pytanie co zrobi USA i inne państwa NATO gdy na Polskę napadnie Rosja ?
G
Gość
spoleczeństwo za to rozliczy rządących na wyborach im podziekujemy, Żądamy Referendum, Tarcza wbrew Polakom, w Brukseli liczyliby sie z jej mieszkancami ale z Polamami sie nie licza, robia co chca,
L
Landryna
W dniu 04.12.2008 o 14:05, neo-1 napisał:

>>>Stany Zjednoczone mogą domagać się współfinansowania jej budowy. Panie i panowie, trzeba ogłosić "narodową ściepę", szukać wolontariuszy, dać im skarbonki rozesłać ich do miast i wsi. Wydrukować i rozesłać do wszystkich szkół, przedszkoli i żłobków "cegiełki" na budowę tarczy.



Bardzo dobry pomysl. Przed wojna 1939 zbiorki na sprzet dla Wojska Polskiego. mundury, amunicje byly normalnascia i Polacy chetnie skladali sie na wspolna sprawe. Dlaczego tylko USA ma placic, podczas gdy system bedzie bronic wszystkich czlonkow NATO i EU?
n
neo-1
>>>Stany Zjednoczone mogą domagać się współfinansowania jej budowy. <<<

Panie i panowie, trzeba ogłosić "narodową ściepę", szukać wolontariuszy, dać im skarbonki rozesłać ich do miast i wsi. Wydrukować i rozesłać do wszystkich szkół, przedszkoli i żłobków "cegiełki" na budowę tarczy.
L
LandrynaGość
Brawo! Bog ma Polske w swojej opiece a nie ksiadz Gierjatowicz.
Teraza Kunda musi jezdzic do Kaliningradu protestowac...
T
TereNowy
Coś na tych obiektach powstanie, na pewno z działki militarnej. Ciekawe tylko czy na pewno tarcza i kiedy to nastąpi. Zmiana administracji w USA i biurokracja NATO sprawią, że ten teren przez lata będzie stał nieużytkowany. Nie zyska ani region, ani drobni awionetkarze, ani inwestorzy, ani wszyscy Ci, którzy liczyli że coś sie wkrótce zacznie dziać. Po prostu będzie stać odłogiem, a mogłoby na siebie zarabiać.
Dodaj ogłoszenie