Nasza Loteria SR - pasek na kartach artykułów

Proces słupskiej prawniczki Katarzyny R. „Przerażona uderzała głową o dach radiowozu"

Bogumiła Rzeczkowska
Bogumiła Rzeczkowska
Kolejna rozprawa przeciwko słupskiej adwokat Katarzynie R., oskarżonej m.in. o próbę zabójstwa. Sędzia przewodnicząca Agnieszka Niklas-Bibik, obrońcy - adwokaci Andrzej Sut, Marcin Malinowski i Mateusz Rudziński, prokurator Arkadiusz Wolski.
Kolejna rozprawa przeciwko słupskiej adwokat Katarzynie R., oskarżonej m.in. o próbę zabójstwa. Sędzia przewodnicząca Agnieszka Niklas-Bibik, obrońcy - adwokaci Andrzej Sut, Marcin Malinowski i Mateusz Rudziński, prokurator Arkadiusz Wolski. Bogumiła Rzeczkowska
W kolejnej odsłonie procesu słupskiej prawniczki Katarzyny R. zeznawało dwoje świadków. Jednak wciąż nie wiadomo, jakie były motywy działania oskarżonej o próbę zabójstwa 41-letniej adwokat. W kwietniu zapowiada się zakończenie sprawy.

Według oskarżającej w sprawie Prokuratury Okręgowej w Toruniu Katarzyna R. w Słupsku na ulicy Lelewela zaatakowała ostrym narzędziem dwóch mężczyzn. Mariusz K. został ranny w szyję i brzuch, Marcin K. - w pośladek. To zarzuty usiłowania zabójstwa pierwszego z nich i spowodowania lekkich obrażeń u drugiego. Po tym zajściu Katarzyna R. próbowała odjechać samochodem, ale uderzyła w ogrodzenie. Została zatrzymana przez policję.

Inaczej to zdarzenie na ostatniej rozprawie przedstawiła świadek Małgorzata B., znajoma Katarzyny R. jeszcze ze szkolnych lat.
- Piątego sierpnia 2022 roku wróciłam z pracy około godziny 21. Dwie godziny później zobaczyłam niebieskie światła – zaczęła swoje zeznania 39-letnia Małgorzata B., pośredniczka w obrocie nieruchomościami. – Na ulicy Lelewela w radiowozie była zamknięta Katarzyna. Przerażona wołała o pomoc. Bała się. Była w opłakanym stanie. Uderzała głową o dach radiowozu. Policjanci otworzyli drzwi. Wyskoczyła. Czterech policjantów rzuciło się na nią w sposób bandycki. Szarpiąc wrzucili ją do radiowozu. Zamknęli drzwi. Stała grupa ludzi, którzy zaczęli komentować, że Kasia została napadnięta przez Mariusza K. (to pokrzywdzony w procesie – red.) i kolegów. Broniła się. Dostała czymś ciężkim w głowę. Ludzie mówili, że straciła przytomność. Po paru minutach wstała. Jej samochód był w opłakanym stanie. Szyby powybijane, z dziurami. Ludzie mówili, że kogoś dźgnęli, ale kto kogo – nie było o tym mowy. Policjanci kręcili się wokół samochodu, ale nie widziałam, żeby kogoś przesłuchiwali. Poszłam do domu.

Małgorzata B., odpowiadając na pytania obrony, prokuratury i sądu, stwierdziła, że widziała na miejscu panią K. - „Czekoladkową”, czyli żonę pokrzywdzonego Marcina K., która jest jednym z głównych świadków w tej sprawie.
- Bełkotała. Czułam od niej alkohol. Była pijana – stwierdziła Małgorzata B., zastrzegając, że resztę osób zna tylko z widzenia, nie po nazwisku, bo to nie jej towarzystwo.

Na miejscu zdarzenia Małgorzata B. nie widziała żadnych narzędzi - siekier, noży, młotków czy butelek. Natomiast oskarżoną Katarzynę R. zna z czasów liceum.
- Pomagała mi z matematyki i polskiego. Nigdy nie przejawiała agresji. Jest bardzo dobrą osobą – zeznała świadek, dodając że na Lelewela bardzo często przyjeżdża policja, a Mariusz K. był „bohaterem” takich zdarzeń: - Najczęściej dowiadywałam się z gazet, że sprzedawał narkotyki. Trzymałam się z daleka od takich ludzi. Nie wiem, w jakim celu przybyła tu Katarzyna.

Ponieważ w sprawie pojawia się tajemniczy wątek wykupywania, m.in. przez Mariusza K., mieszkań komunalnych, przejmowania ich na dożywcie i wyrzucania lokatorów na bruk, sędzia Agnieszka Niklas-Bibik zapytała o obrót nieruchomościami. Małgorzata B. odparła, że już się tym nie zajmuje, bo przebranżowiła się na sieć warzywniaków. Nigdy też Katarzyna R. nie służyła jej swoją wiedzą prawniczą.

Niewiele powiedział świadek 33-letni Kamil Sz., który został doprowadzony na rozprawę w kajdankach i w łańcuchach u nóg.
- Nie wiem, czemu zostałem świadkiem – dziwił się Kamil Sz. - Nie znam oskarżonej. Znam parę osób z Lelewela. Mieszkałem tam, ale zabrali mieszkanie i przeprowadziłem się na Sienkiewicza. Mariusza K. znam z więzienia. Siedziałem z nim w 2017 roku.

Na ostatniej rozprawie sąd planował przesłuchać jeszcze raz psychiatrów. Jednak tę czynność odłożono ze względu na chorobę biegłej.

Pokrzywdzonymi w tej sprawie są także policjanci, którzy zatrzymali Katarzynę R., zawieźli ją do szpitala na pobranie krwi, a później na komisariat. Z ich zeznań wynika, że kobieta była agresywna. Jednego z funkcjonariuszy kopnęła w udo, a drugi otrzymał cios głową w okolicę prawego oka. Groziła policjantom i obelżywie znieważała, naruszyła ich nietykalność cielesną, zmuszała do zaniechania prawnych czynności służbowych. Badanie wykazało zawartość 1,79 promila alkoholu oraz leków we krwi Katarzyny R. Jest też więc oskarżona ją o jazdę po pijanemu.

Na nożu znalezionym w aucie Katarzyny R. biegli z Instytutu Genetyki Sądowej znaleźli materiał genetyczny Mariusza K. i Marcina K. Na siekierze nie znaleziono śladów. Na narzędziach nie ujawniono też śladów linii papilarnych, a badania osmologiczne, czyli śladów zapachowych, dały wynik negatywny.

Policjanci domagają się po 10 tys. zł zadośćuczynienia. Natomiast zranieni nożem - Mariusz K. nie czuje się pokrzywdzony, Marcin K. nie pamięta ugodzenia, nie wie, kto to zrobił, a oskarżoną zobaczył po raz pierwszy na oczy dopiero w sądzie. Nie chce, by ktoś niewinny został skazany.

od 7 lat
Wideo

echodnia.eu W czerwcu wybory do Parlamentu Europejskiego

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera
Wróć na gp24.pl Głos Pomorza