Słupsk. Nowy Teatr obchodzi pięciolecie. Niewiele osiągnął w tym czasie

Michał Kowalski
Dyrektor Zdzisław Kułagowski (z lewej) prezentuje aktorom plan scenografii do "Amadeusza”. Ten spektakl przygotowano z dużym rozmachem. Niestety, został zagrany tylko dwa razy.
Dyrektor Zdzisław Kułagowski (z lewej) prezentuje aktorom plan scenografii do "Amadeusza”. Ten spektakl przygotowano z dużym rozmachem. Niestety, został zagrany tylko dwa razy. Fot. Łukasz Capar
Dodaj komentarz:
Udostępnij:
Zaczęli hucznie. Na bankiet po pierwszej premierze poszło 25 tysięcy złotych. Nie tracili fantazji. Spektakl za 570 tysięcy wystawili jedynie dwa razy. Teraz kazano im zacisnąć pasa. Bo miasto ma już dosyć marnowania pieniędzy podatników.

Opinia

Opinia

Jacek Kopciński, redaktor naczelny opiniotwórczego miesięcznika "Teatr": - Niestety, ale słupski Nowy Teatr jeszcze nie zwrócił niczym pozytywnym naszej uwagi. Obserwujemy jego repertuar, bywamy na premierach, jednak takie teatry miejskie powinny reprezentować wyższy poziom. Teatry w miastach stutysięcznych często poszukują swojej formuły. Ten w Słupsku jej jeszcze nie ma. Nie jest łatwo ją znaleźć. Najlepszym przykładem w Polsce jest Legnica, gdzie powstała scena o bardzo wysokim poziomie, która znalazła swój dialog z widzem ima swoją formułę. Wiele teatrów w Polsce stawia jednak na najłatwiejszy pomysł, czy import gotowych przedstawień. Do takich właśnie należy teatr w Słupsku.

Zbigniew Kułagowski, obecny dyrektor Nowego Teatru, właśnie wciela w życie plan naprawczy. Plan w formie pisemnej nie istnieje.

- Jest bardzo prosty. Trzeba zrealizować budżet poniżej planowanych kosztów - mówi dyrektor. I jest dobrej myśli. - Na razie wszystko się sprawdza. W tym roku odbyły się dwie premiery. Obie zrealizowaliśmy poniżej założonych kosztów. Na przykład na "Rewizora" wydaliśmy 33 tysiące złotych mniej.

Gdy mowa o pieniądzach, zapomina się o poziomie. Po pięciu latach, mimo dużych kwot (około dwa miliony złotych), jakie kasa miejska wykłada na jego funkcjonowanie, NT to nieznana w kraju scena, która gra dużo - ale głównie przedstawienia dla szkół, do południa.

Rewizor daje kredyt zaufania

Kułagowski od początku 2009 roku musi wcielać plan naprawczy, bo w 2008 zabrakło mu w kasie 300 tys. zł, by zamknąć roczny budżet. Rada Miasta dołożyła, później komisja branżowa apelowała o dymisję dyrektora, ale nic nie wskórała.

Maciej Kobyliński, prezydenta miasta, wlepił Kułagowskiemu naganę, ale też uznał, że da mu kredyt zaufania. Można powiedzieć, że dyrektor ma szczęście. W marcu 2004 roku w podobnych okolicznościach odszedł z Bałtyckiego Teatru Dramatycznego w Koszalinie.

Wówczas sprawa prowadzenia finansów przez Kułagowskiego skończyła się w Regionalnej Izbie Obrachunkowej i prokuraturze. Zarzutów mu nie postawiono. Śledczy uznali jednak, że Maria Potyrało- Zalewska, księgowa, nierzetelnie prowadziła księgi rachunkowe.

Szczęście Kułagowskiego polegało na tym, że w tym czasie, gdy kończyło się jego panowanie w BTD, powstawał Nowy Teatr w Słupsku.

Tu sprowadził go pierwszy dyrektor, kolega z BTD, Bogusław Semiotuk, który objął scenę powołaną w maju 2004. Semotiuk sprowadził także innych aktorów z Koszalina. Do Słupska trafiła także Maria Potyrało-Zalewska.

Wielkie żarcie

Reaktywacja teatru była jednym z haseł wyborczych prezydenta Macieja Kobylińskiego. Stąd też nowa placówka zaczęła działać z ogromnym rozmachem. Pierwsza premiera - "Szalona lokomotywa" - miała miejsce już we wrześniu 2004. Przyjęto ją z entuzjazmem. Sukces fetowano na wystawnym bankiecie, który podatników kosztował 25 tys. złotych. Później szło już z górki.

Semotiuk miał w ręku cały pakiet - aktorzy, znajomości, przedstawienia. Te ostatnie, jak wynika z naszych ustaleń były często dosłownie gotowymi sztukami, przeniesionymi ze sceny koszalińskiej.

Chodzi o takie tytuły, jak: "Romeo i Julia", "Balladyna", "Audiencja III, czyli raj eskimosów", "Ślub", "Moralność pani Dulskiej", "Zbrodnia i kara" czy "Betlejem Polskie". Oprócz nich słupska scena przyjmuje do realizacji sztuki reżyserów grane w całej Polsce (np. "Ślub" i "Ferdydurke" Waldemara Śmigasiewicza). Zdecydowanie łatwiejsze do zrobienia, niż gdyby miały powstawać od początku na miejscu.

- Trudno namówić kogoś do zrealizowania przedstawienia, gdzie specjalnie powstaje scenariusz. Takich jest bardzo niewiele - mówi Kułagowski. W ostatecznym rozrachunku, w Słupsku, w ciągu pięciu lat, powstało zaledwie kilka sztuk.

Testosteron, czyli mężczyzna musi zarabiać

Gdy dyrektorem teatru był Semotiuk (2004-2007), sam podejmował się reżyserii i scenografii. To dodatkowe pieniądze do dyrektorskiej pensji. W 2004 roku zarobił w NT łącznie 138 tys. zł.

W 2005 roku aż 171,7 tys. zł (razem z prawami autorskimi). To więcej niż prezesi spółek miejskich w Słupsku, którzy mają rocznie około 130 tysięcy brutto. Gorzej wygląda sprawa, jeśli chodzi o zarobki teatru. NT od kilku lat jeździ z przedstawieniami głównie na południe Polski.

Jest kontraktowany przez Krakowską Agencję Artystyczną Dariusz Liputa. W 2008 roku, według wyliczeń byłej księgowej Potyrało- Zalewskiej, zagrał na wyjeździe 130 przedstawień. Jej zdaniem każde przynosiło stratę średnio tysiąca złotych. Pośrednik zarabiał swoje.

- W przeciwnym razie nie robiłby tego - stwierdza dyrektor.

- Wyliczenia księgowej były nieprecyzyjne. W ciągu miesiąca potrafiła dokonać kilkunastu przeksięgowań w budżecie. Nie wszystkie wyjazdy przynosiły zyski. Było kilka takich, do których teatr dopłacił kilkaset złotych. Kalkulacja się waliła, gdy z ustalonego wyjazdu nagle wypadało jakieś przedstawienie niezależnie od nas - stwierdza Kułagowski.

Główną publicznością na wyjazdach jest młodzież szkolna. - Niekoniecznie jest tak, że przedstawienie poranne dla szkół nie buduje marki teatru. W Warszawie graliśmy od poniedziałku do piątku dla tysiąca widzów na każdym przedstawieniu. Bywali na nich recenzenci np. z "Rzeczypospolitej" - mówi Kułagowski.
Szalona lokomotywa

To miał być wreszcie ten prawdziwy hit. Spektakl "Amadeusz". Kosztował 570 tys. zł. Wystawiono go... jedynie dwa razy.

Sama muzyka kosztowała aż 80 tys. zł. Po 40 tys. zł dostały słupska filharmonia "Sinfonia Baltica" (zagrała podczas drugiego przedstawienia) i orkiestra z Poznania, która tę samą muzykę nagrała w studio (odtworzona pierwszego dnia).

Solistów do "Amadeusza" kontraktowała spółka Arena Classica z Koszalina, która w tamtym okresie należała do znajomego Kułagowskiego, Macieja Osady-Sobczyńskiego (pisze muzykę do spektakli NT lub uczy aktorów śpiewać) i Janusza Monarchy, zapowiadanego jako gwiazda przedstawienia. Zdaniem Kułagowskiego to obniżyło koszty, bo część z nich poniosła Arena.

Faktura opiewała na 44 tys. zł. Scenografia do sztuki kosztowała 79 tys. zł. Ostatnią transzę za reżyserię "Amadeusza", czyli 14 tys. zł z należnych mu z 35 tys. zł, Kułagowski otrzymał już w czasach oszczędności, czyli kilka tygodniu temu.

- Wszystko odbywało się tak - dyrektor przynosił faktury nie pytając w ogóle, czy my mamy pieniądze w budżecie na ich realizację - twierdzi Maria Potyrało-Zalewska. W tym roku "Amadeusz" nie będzie nigdzie wystawiony.

Ludzie bezdomni

Dziś argumentem tłumaczącym małą aktywność NT jest to, że nie ma własnej sceny. Faktycznie, budynek, w którym wystawiane są spektakle, ma w swoich rękach Teatr Impresaryjny. Kontraktuje on obcych artystów, również inne teatry. W tym roku np. sprzedał trzy pełne sale przedstawienia "Ferdydurke", które ma w repertuarze także NT.

- Otrzymaliśmy przeprosiny - mówi Kułagowski.

Dochodzi do sytuacji skomplikowanych. Przykładowo, premierę "Awantury o Basię" przeniesiono do Sławna. - Staramy się wykorzystywać każdy dzień dany nam na głównej scenie. Brak własnej to największa bolączka tego teatru. Do tej w Teatrze Impresaryjnym mamy dostęp w zasadzie tylko przez pół miesiąca - stwierdza Kułagowski.

NT ma do dyspozycji małą salę. Ale jest ponoć niedobra. - Nie spełnia podstawowych wymogów, nie ma tam komfortu pracy. Trzeba pracować w zaduchu, bez dostępu światła.Od strony bhp to niedopuszczalne. Czasami musimy tak pracować. Inne teatry na przygotowanie premiery mają miesiąc. My je robimy w kilka dni - tłumaczy dyrektor.

W ubiegłym roku zagrano na niej jedynie dziewięć przedstawień. Jedyne, co może w tej sytuacji cieszyć dyrektora, to poparcie słupskiego ratusza (niekoniecznie już miejskich radnych). Wiceprezydent Ryszard Kwiatkowski zaproponował nawet Kułagowskiemu reżysera Wiktora Panowa z Archangielska, który zrobił w Słupsku "Rewizora".

- Został mi przedstawiony, nie polecony, przez wiceprezydenta Kwiatkowskiego. W rozmowie z reżyserem to ja zaproponowałem tytuł - podkreśla Kułagowski. Do tego przedstawienia scenografię miał zrobić słupszczanin, znany artysta Andrzej Szczepłocki. Nie wypaliło.

- Nie podpisaliśmy umowy. Później dwukrotnie próbowałem kontaktować się w sprawie rozliczenia. Dzwonić już nie będę, bo czuję się niekomfortowo - mówi Szczepłocki.

Inny słupski scenograf, Andrzej Szulc, współpracował z NT tylko raz. Nie wspomina tego za dobrze i w najbliższym czasie nie zamierza nic dla teatru robić. Obaj panowie na pewno nie należą do znajomych pana dyrektora.

Wideo

Komentarze 13

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość
Panie Kowalski a kiedy Pan ostatnio byl w Nowym na spektaklu???
T
TereNowy
W dniu 16.05.2009 o 19:33, tybylec napisał:

Legnica ok 105 tyś.mieszkańców ,czyli mniej więcej tyle co w Słupsku.Z ciekawości zaglądnąłem na strone teatru im.Heleny Modrzejewskiej i mnie zatkało!!!!. A u nas się nic niedzieje !!!!!!!!!!!,na palcach jednej ręki można policzyć produkcje ,które znalazły aplauz publiczności. I nie dziwię się ,że teatr nie potrafi zarobić na swoje utrzymanie , ani ambicji ,ani menagera. Szanowni Włodarze chyba nie chcecie aby to był wyłącznie teatr jednego aktora!


Tak się składa, że bywałem w Legnicy dosyć często swego czasu, także w teatrze, którym zarządzał dyrektor Jacek Głomb. Placówka ta miała zawsze ciekawy zespół aktorski, ale również piękny budynek przy Rynku, prawdziwy klimatyczny teatr z lożami i stylową widownią. Oprócz tego było sporo inicjatywy, tam podobną akcją plenerową jak u nas Amadeusz była adaptacja "Złego" Tyrmanda. Jednakże porównanie przez Ciebie do Legnicy jest zupełnie nietrafione. Teatr legnicki istnieje właściwie pod różnymi szyldami od kilku dziesięcioleci, także w okresie zdominowanym przez stacjonujące tam wojska radzieckie. To w porównaniu z 5-letnią historią słupskiej placówki (która zupełnie przerwała długoletnie tradycje) uzasadnia znaczące różnice.

Z niepokojem patrzę na medialną nagonkę red. Kowalskiego - czy Nowy Teatr czeka teraz los Grzybka? Ja rozumiem, że trzeba walczyć z "bezprawiem", ale nie tak, żeby wszystko zlikwidować, a potem narzekać, że nic się w Grodzie nad Słupią nie dzieje...
G
Gość
jak zwykle tematy zastepcze... ludzie!!!! Moze zastanowmy sie nad tym skad Twor TEATRU IMPRESARYJNEGO??? bo z tego co mi wiadomo nie ma w Slupsku takiego, albo czemu Pan Kowalski pisze o wydatkach na Amadeusza skoro podanej kwoty nie placil zali i wylacznie ratusz???
G
Gość
czy pani dyrektor już uzupełniła swoje wykształcenie i obroniła w końcu licencjat? Przypomnę, że miała to zrobić do końca ubiegłego roku...
z
zakochana z teatrze
Może nie mam wyszukanego gustu, ale jestem na prawie każdym (nowym) przedstawieniu TN i zawsze kontakt ze sceną i żywym słowem działa na mnie pobudzającą. No cóż, najłatwiej krytykować. Jestem szczęśliwa, że mamy teatr w Słupsku. Chcę zaznaczyć, że jeżdżę również do teatru i filharmonii do Gdyni i Gdańska, zdarza się że odwiedzam Romę w Warszawie, ale prawie nigdy nie odpuszczam TN. Osobiście dla mnie niepowetowaną stratą byłoby zamknięcie naszego teatru. Błagam nie róbcie nam tego!!!! Pozdrawiam aktorów TN.
t
tybylec
Legnica ok 105 tyś.mieszkańców ,czyli mniej więcej tyle co w Słupsku.Z ciekawości zaglądnąłem na strone teatru im.Heleny Modrzejewskiej i mnie zatkało!!!!. A u nas się nic niedzieje !!!!!!!!!!!,na palcach jednej ręki można policzyć produkcje ,które znalazły aplauz publiczności. I nie dziwię się ,że teatr nie potrafi zarobić na swoje utrzymanie , ani ambicji ,ani menagera. Szanowni Włodarze chyba nie chcecie aby to był wyłącznie teatr jednego aktora!
G
Gość
zasadniczo po co chodzic do teatru, teatr jest na kazdej sesji rady miejskiej. przedstawienia ciesza sie coraz wiekszym powodzeniem wsrod widzow, ktorych rowniez przybywa za kazdym razem. kiedys to byl teatr jednego aktora, a teraz dzieku odwadze i sprzyjajacym wiatrom historii z coraz wieksza odwaga wypowiadaja sie mniej znaczacy aktorzy. i jedni i drudzy wydaja kase. i tu i tam nie widac efektow. amen.
E
El Drwigno
Szkoda, że nasz układowy horodniczy nie posłuchał radnych. Może po małym trzęsieniu ziemi mielibyśmy twórczy teatr z prawdziwego zdarzenia a nie trupę wędrujących bawiludków powtarzających te same kwestie?
K
Kolunio
Panie redaktorze, bardzo prosze o podanie jaka byla struktura wydanych pieniedzy na Amadeusza. Ile bylo pieniedzy wlasnych teatru, a ile zewnetrznych. Napewno zna Pan dokladna strukture przychodow i kosztow, bo suma jest duza i przez wzglad na Panska rzetelnosc dziennikarska moglby Pan podac te kwoty do wiadomosci publicznej.
Prosze rowniez o podanie jaki adres ma instytucja, zwana przez Pana Teatrem Impresaryjnym, i na jakiej podstawie rozporzadza miejskim mieniem w postaci budynkow przy ulicy Jana Pawla II?
Prosze rowniez powiedziec, czy prawda sa podpisy pod Panskim blogiem, ze nie byl Pan na zadnym przedstawieniu Nowego Teatru od jego powstania 5 lat temu?
K
Kacper
Nikt tu zaś nie wspomina o wspaniałej pracy pani dyrektor do spraw administracyjnych, ani o jej związkach ze wszystkimi "aferami" w Teatrze. Najlepiej żeby zostali w nim sami głupcy i lenie, to wówczas będzie właściwe tło dla pani dyrektor - jej niekompetencja nie będzie się wyróżniać. I teatr będzie miał właściwy poziom - amatorski !
G
Gość
wczoraj lecial w TV reportaz z jednego z miasteczek w polsce, gdzie w osrodku pomocy spolecznej bylo na etacie 20 dyrektorow ))))
oczywiscie zrobila sie z tego afera i wszystko wskazuje ze poleca glowy.
pomyslmy o swoim podworku - czy wszystkie stanowiska i funkcje zajmuja u nas ludzie kompetentni, ktorzy moga pochwalic sie jakimikolwiek sukcesami? czy potrafia wymienic chociaz trzy sprawy, z ktorymi sobie poradzili i moge to zarekomendowac jako swoj sukces zawodowy? czy sa z takich sukcesow rozliczani?
V
ViscaElBarca
Zburzyc.
O
Oburzony
To, co się dzieje z kulturą w Słupsku, a z teatrem w szczególności można określić tylko jednym słowem - S K A N D A L !

Przyjaciele Pana Prezydenta, ludzie związani z lewicą i z SLD, siedzą na ciepłych państwowych posadach i doją miasto, gdzie się da.

Przykład Nowego Teatru nie jest wyjątkiem.

Teatr Lalki "Tęcza" (dyrektor też związana z SLD) ostatnio organizował Euro-Festiwal teatrów lalkowych.

Idea szczytna, tylko, że wpływy z tytułu biletów praktycznie żadne.

Natomiast po stronie wydatków (z kasy miasta i państwa) grubo ponad 200 tysięcy złotych ! (z czego finansowana była też bibka na koniec festiwalu, urządzona dla jego uczestników w "Dolinie Charlotty" . . . ).
Dodaj ogłoszenie