Nasza Loteria - pasek na kartach artykułów

Dzikie Pomorze. O tym, jak dziki stały się naszym wspólnym problemem. Atakują ludzi, zwierzęta, niszczą osiedla

Wideo
od 16 lat
Kilka dni temu mieszkanka Gdyni została zaatakowana przez dzika. Kobieta w stanie krytycznym trafiła do szpitala. Problem z tymi dzikimi zwierzętami narasta w Trójmieście od lat. Pytamy, jak możemy sobie z nim poradzić?

Czy dziki są realnym problemem pomorskich miast? W Trójmieście atakowały już ludzi

„Kobieta w stanie krytycznym została przewieziona do szpitala po tym, jak zaatakował ją dzik” - ta wiadomość kilka dni temu wstrząsnęła Gdynią. Dziki zadomowiły się u nas na dobre i mieszkają z ludźmi praktycznie po sąsiedzku. Co rusz w mediach społecznościowych mieszkańcy zgłaszają przypadki złamań, pogryzień lub ran kłutych - zadawanych nie tylko mieszkańcom, ale i również ich czworonożnym pupilom.

Widok stada dzików przemierzających ulice miast już nikogo tutaj nie widzi – a być może powinien, bo to nie miasta są ich naturalnym środowiskiem. Mimo to, dziki często poszukują nowych miejsc do bytowania i właśnie wtedy udają się w okolice domostw ludzi. Obecność dzików szczególnie widać w Gdyni, na reprezentacyjnych dla miasta ulicach, plażach czy osiedlach, które mieszczą się tuż przy terenach leśnych.

- Robimy, co w naszej mocy, aby ograniczyć problem - mówi Agata Grzegorczyk, rzecznik prasowy Urzędu Miasta Gdyni. - Jednak metody dziś dostępne to półśrodki i mamy nadzieję, że to, co się stało przed świętami w Gdyni, sprawi, że władni zniesienia zakazu przewozu dzików związanego z ASF, pochylą się nad nim ponownie. Odstrzał redukcyjny, jaki prowadzimy od kilku lat jest jedyną metodą ograniczenia populacji dzików w terenie aglomeracji miejskiej dozwoloną prawem. Kilka lat temu odławialiśmy i przesiedlaliśmy dziki do odległych od miasta terenów - i była to skuteczna metoda redukcji - na masową skalę. W związku z zagrożeniem, rozprzestrzeniania się choroby afrykańskiego pomoru świń, nadal obowiązuje kategoryczny zakaz przesiedlania dzików. Pozostaje tylko odstrzał, a to problem natury logistycznej i humanitarnej, te czynności w zwartej zabudowie są trudne, a czasem nawet wręcz niemożliwe do wykonania. Mimo trudności miasto prowadzi akcję redukcji dzików na terenach zurbanizowanych, poczynając od odciągania dzików od osiedli przez wysypywanie kukurydzy w miejscach, gdzie można je bezpiecznie redukować, po sam odstrzał redukcyjny. Niemniej jednak trudno oczekiwać takich rezultatów jak kiedyś poprzez odłów i przesiedlanie przywracając dziki ich do środowiska naturalnego - uważa.

Jak słyszymy w Urzędzie Miasta Gdyni, dziki są wyprowadzane z terenów szkół, przedszkoli oraz innych placówek na tereny zalesione, tam, gdzie nikomu nie przeszkadzają i same nie stanowią zagrożenia. Funkcjonariusze Ekopatrolu Straży Miejskiej rozkładają środki do odstraszania dzików w miejscach, gdzie często przebywają te zwierzęta lub zakładają barłogi (legowiska). Miejsca barłogów z lochą i młodymi oznaczane są taśmą ostrzegawczą oraz tabliczkami ostrzegawczymi. Prowadzone są również kampanie informacyjne, które mają uświadamiać mieszkańców, że dzik jest dzikim zwierzęciem i jego miejsce jest w lesie.

- Prawdą jest, że sama edukacja problemu nie rozwiąże, ale jest ona niezwykle ważna. Niestety mieszkańcy przyczyniają się do sprowadzania dzików do miasta. Nadal masowo dokarmiają dziki świadomie i celowo wyrzucając chleb i inną żywność nawet przez balkon lub nieświadomie - dokarmiając koty czy ptaki, nie zabezpieczając ogrodów (płoty), śmietników, często to brak pomocy w tym temacie ze strony spółdzielni mieszkaniowych i wspólnot sprowadza dziki pod bloki mieszkalne w poszukiwaniu łatwego żeru. Bo pamiętajmy o tym, że tam, gdzie nie ma jedzenia – dzików również nie ma – podkreśla Agata Grzegorczyk.

Wywożenie wcale nie takie skuteczne? Dzik na przestrzeni lat ogromnie się zmienił

Jak poinformowali nas przedstawiciele Powiatowego Lekarza Weterynarii w Gdyni, w 2023 roku, zgodnie z decyzją prezydenta miasta Gdyni, przewidziano odstrzał lub odłów dzików w ilości 300 sztuk.

- Ta decyzja jest realizowana przede wszystkim poprzez odstrzał - podkreśla lek. wet. Piotr Jeliński, zastępca Powiatowego Lekarza Weterynarii w Gdyni. - Odłów może się odbyć wyłącznie z późniejszym humanitarnym uśmierceniem dzika, nie można dzików odławiać i wywozić żywych w inne miejsca (zagrożenie rozprzestrzenia ASF). To również problem techniczny. Wchodzimy tutaj w ustawę o ochronie zwierząt, która mówi wyraźnie, że uśmiercanie zwierząt może być dokonywane w odosobnionym miejscu, bez możliwości widzenia tego działania przez osoby trzecie, a szczególnie dzieci. Odstrzał redukcyjny na terenie miasta Gdyni jest oczywiście cały czas prowadzony. Nawet kiedy nie mieliśmy do czynienia z afrykańskim pomorem świń, dziki odławiane na terenie Trójmiasta były wywożone nawet sto lub dwieście kilometrów poza miasto. Niestety, te dziki, w przeciągu miesiąca potrafiły do nas wrócić. Te operacje, również z uwagi na ponoszone koszty, były nieefektywne.

Jak dodaje zastępca Powiatowego Lekarza Weterynarii w Gdyni, mówiąc o obecnej populacji dzika, musimy wziąć pod uwagę również inne okoliczności, w tym jedną z najważniejszych, czyli zmianę fizjologii tych dzikich zwierząt.

- Obecnie decyzjami prezydentów w Trójmieście zwiększane są odstrzały redukcyjne, ale musimy tutaj podkreślić jedną rzecz, tzn. patrząc na fizjologię dzika, która w przeciągu 20 lat zmieniła się bardzo radykalnie – zaznacza Piotr Jeliński. - Jeszcze 20 lat temu, locha dojrzałość płciową osiągała w wieku 1,5 roku. Wtedy dopiero mogła urodzić miot, który najczęściej rodziła dwa razy do roku. W tej chwili w ciążę zachodzą już nawet lochy 8-miesięczne i dochodzi do 3 lub 4 miotów rocznie. Tym samym populacja dzika bardzo się zwiększa. Te działania, które są podejmowane, czyli zwiększanie odstrzałów m.in. ze względów na ASF, to wszystko co możemy robić. Bardzo istotną sprawą jest również niedokarmianie dzików w miastach co jest jedną z głównych przyczyn bytowania dzika w miastach - kończy.

Dziki mogą przenosić ASF, czyli nieuleczalną wirusową chorobę - afrykański pomór świń. Ta jest szczególnie niebezpieczna dla polskich hodowców, ponieważ występuje wyłącznie u świń i dzików. A w przypadku wykrycia jej w hodowli wiążę się z narażeniem hodowcy na straty finansowe związane ze zwalczaniem choroby, jak i również z drastycznym ograniczeniem możliwości sprzedaży i wywozu świń lub wieprzowiny. Afrykański pomór świń został stwierdzony w Polsce po raz pierwszy w historii w lutym 2014 r., wtedy też pierwsze przypadki ASF stwierdzono u dzików.

- Niestety nie ma szczepionki przeciw afrykańskiemu pomorowi świń, dlatego w zwalczaniu ASF wśród dzików najważniejsze jest zachowanie środków ostrożności i regulacja ich populacji - informuje Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi.

Problem z dzikami mają również w Słupsku i okolicy. Jak sobie z tym poradzić?

- Problem niewątpliwie występuje w mieście. Nawet pani prezydent skierowała do nas wniosek o zaopiniowanie decyzji o odłowie dzików z miasta i ich relokacji. Wniosek jest procedowany. W związku z tym, że też zauważamy to zagrożenie, jesteśmy umówieni w tej sprawie na rozmowę po Nowym Roku. Musimy uzgodnić ścieżkę postępowania. Problem w tym, że nie możemy dzików w tym momencie relokować ze względu na panujący ASF, czyli Afrykański Pomór Świń - mówi Michał Pobiedziński, łowczy okręgowy, przewodniczący Zarządu Okręgowego Polskiego Związku Łowieckiego w Słupsku.

Jak zapewnia nasz rozmówca, są jednak inne rozwiązania.

- Prawo stanowi, że decyzję podejmuje prezydent, ale w uzgodnieniu z nami, czyli Polskim Związkiem Łowieckim. Są trzy sposoby, jak sobie poradzić z dzikami. Odłów i relokacja, na którą w tej chwili prawo nie pozwala. Odstrzał, który w mieście ze względu na bezpieczeństwo nie wchodzi w rachubę. Prawo dopuszcza jednak odłów z uśmierceniem – dodaje Michał Pobiedziński.

To, że dziki w mieście są, nie ma wątpliwości. Jak przekonuje łowczy, stały się stałymi bywalcami miasta.

- Widać ślady buchtowania dzików na rondach i trawnikach wzdłuż ulic. Dziki pojawiają się najczęściej przy wjeździe do Słupska od strony Redzikowa, jak i w okolicach jednostki wojskowej przy szpitalu, w rejonie ulicy Westerplatte w pobliżu Castoramy – mówi Michał Pobiedziński. - Dziki są już stałymi bywalcami miasta. Tymczasem jego miejsce to pola i lasy. Powodów, dlaczego pojawia się w mieście, jest kilka. Choćby postępująca urbanizacja, zabieranie terenu, gdzie one kiedyś występowały, a teraz są już tam domostwa, także łatwość zdobywania pokarmu, bo miasta to duża, cały czas otwarta stołówka dla dzików. Także bezpieczeństwo – tu nie zaatakuje go ani wilk, ani myśliwy, bo odstrzał w miastach jest zabroniony.

Co zrobić, kiedy znajdziemy w lesie padłego dzika?

Wirus ASF może przez długi czas utrzymywać się w zwłokach padłych dzików. Kiedy znajdziemy zwłoki zwierzęcia przede wszystkim powinniśmy powstrzymać się od dotykania zwłok i jeżeli to możliwe, powinniśmy oznakować miejsce znalezienia zwłok dzika w celu ułatwienia ich odnalezienia przez właściwe służby. Nie należy się jednak zbliżać do miejsca znalezienia zwłok i pozostawić je w miejscu znalezienia.

- Należy zgłosić fakt znalezienia padłego dzika do właściwego miejscowo powiatowego lekarza weterynarii lub najbliższej lecznicy weterynaryjnej, straży miejskiej, miejscowego koła łowieckiego lub powiadomić o tym fakcie starostę, burmistrza, wójta gminy. W trakcie zgłoszenia należy podać miejsce znalezienia zwłok, dane osoby zgłaszającej (w tym numer telefonu kontaktowego), liczbę znalezionych zwłok dzików w danym miejscu, ewentualnie stan zwłok padłych dzików - czytamy na stronie Głównego Inspektoratu Weterynarii.

Sonda "Dziennika Bałtyckiego". Czy dziki to problem?

Trwa głosowanie...

Czy populacja dzików na Pomorzu powinna zostać zredukowna?

Dziennik Bałtycki

Jesteśmy na Google News. Dołącz do nas i śledź "Dziennik Bałtycki" codziennie. Obserwuj dziennikbaltycki.pl!

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera

Materiał oryginalny: Dzikie Pomorze. O tym, jak dziki stały się naszym wspólnym problemem. Atakują ludzi, zwierzęta, niszczą osiedla - Dziennik Bałtycki

Wróć na gp24.pl Głos Pomorza