Eutanazja zamiast leczenia? Skandal w Miastku (ZDJĘCIA)

Andrzej Gurba
Andrzej Gurba
Aleksandra Ługowska z paragonem Andrzej Gurba
Barbara Ługowska wraz z córką Aleksandrą, mieszkanki podmiasteckiego Wałdowa, nie kryją żalu, ale i oburzenia, po tym co stało się z ich psem, po wizycie w przychodni dla zwierząt. – Przyjechałam leczyć psa, a został on uśmiercony – twierdzi Barbara Ługowska. Na dowód pokazuje paragon z kwotą 140 zł za eutanazję. Paulina Kańczugowska, właścicielka miasteckiej przychodni dla zwierząt twierdzi, że pies nie wybudził się z narkozy i nikt go nie uśmiercał. – Jest mi przykro, że tak się stało. Na paragonie widnieje eutanazja, ale to pomyłka. Został wpisany zły kod – stwierdza Paulina Kańczugowska.

- To był kundelek. Przygarnięty przez nas 11 lat temu. Zżył się z nami, a my z nim. Był wielkim przyjacielem dla mojej niepełnosprawnej córki – opowiada Barbara Ługowska. – Rok temu zaczął chorować. Miał zwyrodnienia, inne zmiany. Przeszedł zabieg i było wszystko dobrze. Ostatnio znowu pojawiły się problemy. Miał stany zapalne, guzy, z których krwawiło. Po konsultacjach pojechałam z nim w sobotę do przychodni dla zwierząt w Miastku, wcześniej dając mu tabletki, aby był spokojny. Przed budynek wyszła pani Paulina Kańczugowska i dała psu zastrzyk. Został on od razu zabrany do środka, a je czekałam. Za chwilę mojego psa wynosi jakiś człowiek i niesie go do mojego samochodu. Wręczony zostaje m paragon z kwotą 140 złotych. Zdziwiłam się, że mam zapłacić za leczenie mniej, niż poprzednio. Zapytałam panią Paulinę, kiedy mam przyjechać do kontroli. Mówiła, że do kontroli nie muszę. Była zmieszana.

- Pojechałam z psem do domu – kontynuuje Barbara Ługowska. – Okryłam go kocem i czekałam aż wybudzi się z narkozy. Po dwóch godzinach odkryłam, że pies jest zimny. Nie żył. I wtedy dopiero spojrzałam na paragon. Wynikało z niego, że psa uśmiercono zastrzykiem. Nie wiem, czy przez pomyłkę, czy nie. Ale fakt jest faktem. W przychodni nie usłyszałam racjonalnego wytłumaczenia całej sytuacji.

Paulina Kańczugowska twierdzi, że psu została podana narkoza, leki przeciwbólowe i przeciwzapalne. – Serce mu nie wytrzymało. Jest mi bardzo przykro. Nie dokonałam eutanazji. Przez pomyłkę wpisany został przez koleżankę zły kod na paragonie. – twierdzi Paulina Kańczugowska.

Praktyka jest taka, że pies po zabiegu w narkozie powinien pozostać w przychodni do wybudzenia. Tak nie było w tym przypadku. – W tym dniu było duże zamieszanie. Poza tym, ten pies nie był spokojny. Stąd nie czekałam na jego wybudzenie – stwierdza Paulina Kańczugowska.

Barbara Ługowska i jej córka Aleksandra nie wierzą w narkozę. – To była eutanazja wbrew naszej woli – mówi Barbara Ługowska. Dodaje, że zgłosiła już sprawę do służb weterynaryjnych i innych.

Zobacz także: Otwarcie schroniska dla zwierząt w Słupsku

Wideo

Komentarze 2

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość

Niech pani podda pieska sekcji zwłok i zgłosi sprawę do sądu.

I walczy o NALEŻNE Pani odszkodowanie od tego pseudo weterynarza

G
Gość

Bardzo przykre.

Szerokim kołem omijałabym gabinet przy Szkolnej 1 w Miastku

:(

Dodaj ogłoszenie