Jan Huruk w Bostonie biegł tą samą trasą

Rafał Szymański rafal.szymanski@mediaregionalne.pl
Jan Huruk był jednym z najlepszych polskich biegaczy, dzisiaj zajmuje się biznesem.
Jan Huruk był jednym z najlepszych polskich biegaczy, dzisiaj zajmuje się biznesem. Archiwum
Udostępnij:
Jan Huruk, olimpijczyk ze Słupska, brał udział w setnym maratonie w Bostonie w 1996 roku. - Biegłem tą sama trasą jak ci, którzy byli narażeni na wybuch - wspomina.

W USA doszło do eksplozji podczas 117. Bostońskiego Maratonu. Zginęły dwie osoby, a wiele zostało rannych.

- Jestem zaskoczony, że polityka idzie do sportu, że biegaczy mieszają do spraw niezwiązanych ze sportem. Tam spotykają się ludzi z różnych środowisk, mają różne pochodzenie społeczne. Sport zaciera te różnice. Jak teraz już jest tak zmieszany z polityką, to co będzie niedługo - mówi Huruk, uczestnik igrzysk olimpijskich w Barcelonie.

Do wybuchu w trakcie maratonu doszło w poniedziałek około godziny 15 (21 czasu warszawskiego) tuż obok mety najstarszego na świecie corocznego maratonu trzy godziny po tym, kiedy linię mety przekroczyli już zwycięzcy.

Bostoński bieg to najstarszy coroczny maraton na świecie. Jest organizowany w stolicy stanu Massachusetts od 1897 roku, zwykle w trzeci poniedziałek kwietnia. W tegorocznym maratonie uczestniczyło 27 tys. osób.

- Uczestniczyłem w zmaganiach w Bostonie w 1996 roku. Był to setny maraton. Brało w nim wtedy udział najwięcej, 30 tysięcy osób z numerami, a jeszcze 20 tysięcy bez numerów - opowiada słupszczanin.
Huruk zajął wtedy czternastą pozycję. Jego wynik 2.13,14 godz.

- To były dla biegaczy jakby eliminacje do igrzysk olimpijskich w Atlancie. Startowali najmocniejsi zawodnicy z Kenii, Meksyku, Europy. USA miało tam swoje eliminacje. W tej stawce byłem wysoko. Zaczęliśmy na wynik 2.03.00 godz. Przebiegłem w takim tempie 15 km, potem musiałem już oszczędzać siły - opowiada Huruk. - Biegłem po tej samej trasie. Jak oglądałem w telewizji momenty po wybuchu, to widziałem to samo jak w trakcie mojego biegu. Tylko reklamy się zmieniły. Reszta pozostała taka sama. Nawet zabezpieczenie było podobne - kontynuuje.

Biegacz zauważa także ważną rzecz. Po poniedziałkowym wybuchu, wielu zawodników wciąż jeszcze biegło.

- Jeśli nawet zawodnikowi organizatorzy każą zejść z trasy, to on i tak na swoją odpowiedzialność będzie biec. To wyzwanie dla zawodnika, który przygotowuje się ileś miesięcy czy lat. Każą mu zejść z trasy, a on ma do mety kilometr! Nawet kosztem zdrowia, zagrożenia życia będzie starał się biegać do końca. Mimo wybuchu. Wiem, znam to z autopsji. Gdyby mnie próbowali zgonić z trasy, za wszelką cenę chciałbym kontynuować rywalizację. Zawodnik na ostatnich kilometrach nie do końca jest świadomy, co czyni, i zagrożeń, które mogły czekać na mecie - opowiada Huruk.

Były już matarończyk długo sam organizował biegi w Rowach.

- Jadę teraz na maraton do Warszawy, na największy taki w Polsce. Będę miał porównanie kilku największych imprez ze Stanów, Japonii, z Berlina. Samo zabezpieczenie takiej imprezy wymaga poświęceń. Aby wszystko skoordynować, zabezpieczyć, chociażby na samej mecie, jak w Bostonie, to naprawdę trzeba mieć opanowany system logistyczny. Będę miał porównanie. Po tym incydencie w poniedziałek wszystkie służby będą postawione w stan gotowości - opowiada biegacz.

Jan Huruk. Jeden z najlepszych zawodników w historii polskiego maratonu. Reprezentował barwy klubu Gryf Słupsk. W igrzyskach olimpijskich w Barcelonie był siódmy.

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

a
aa
o ku... ale info. ja też oddychałem w bostanie tym samym powietrzem. to super prawda
Dodaj ogłoszenie